Buzłudża. Siedem żyć betonowego UFO
Na szczycie bułgarskiej góry stoi pomnik komunizmu. Przez 45 lat był już partyjnym sanktuarium, opuszczoną ruiną, celem urbeksowców, ikoną internetu, przedmiotem politycznych sporów, zabytkiem ratowanym przez konserwatorów i sceną letniego festiwalu. Na początku sierpnia znów rozbrzmiały tu socjalistyczne przemówienia. Kilkanaście dni później zabrzmi muzyka.
Przejechaliśmy Gabrowo i na samym końcu zobaczyliśmy witrynę pełną wypieków. Zatrzymaliśmy się przy zrujnowanym przystanku autobusowym i niemal przebiegliśmy kilkadziesiąt metrów. Na darmo. Kraftowa piekarnia pracuje od szóstej rano do południa. I kiedy odchodziliśmy, zauważyliśmy pierwszą monumentalną płaskorzeźbę. Charakterystyczne socrealistyczne sylwetki, nieco zbyt masywne, zbyt schematyczne. Tyle że zamiast robotników i matek z dziećmi żołnierze z szablami na koniach. Komunistyczna forma, dziewiętnastowieczna treść.
Im bliżej Buzłudży, tym mniej zwyczajnej drogi, a więcej historii. Serpentyny tak ciasne, że na nawigacji przypominają zapis EKG. Co chwilę pojawiają się kolejne płaskorzeźby, obeliski, monument i cmentarz żołnierzy. Ma się wrażenie, że nie jedzie się przez góry, lecz przez ogromne muzeum wykute w kamieniu. Przy jednym z zakrętów znak kierujący do pomnika majora Mieczysława Zagórskiego (Polaka, któremu poświęcimy osobny tekst).
Drogę otaczają buki – fragment jednego z najcenniejszych kompleksów leśnych całej Europy. Korony splatają się nad asfaltem, tworząc zielony tunel. Nagle las ustępuje miejsca otwartej przestrzeni. Dolina, następnie grzbiety gór i na najbliższym – jeszcze niewyraźnie – betonowa tarcza. Powoli znika zasięg w telefonie, za to na poboczach zaczynają pojawiać się pojazdy zdradzające, dokąd wszyscy zmierzają. Jeszcze niedawno termometr pokazywał trzydzieści sześć stopni, teraz ledwie osiemnaście i zaczyna padać.

Komentarze