Być jak Korea Południowa. Jak stworzyć prawdziwą markę Polska
Raport pełen błędów, dymisja pełnomocniczki i fundacja, która najpierw ogłasza likwidację, a kilka godzin później się z niej wycofuje. Z afery wokół „marki Polska” łatwo się śmiać. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego od 30 lat co kilka lat zaczynamy promocję kraju od początku
Barbara Mróz-Gorgoń zrezygnowała w piątek 21 sierpnia 2026 ze stanowiska pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polski po awanturze wokół raportu „Polaków Portret Własny”. Dokument zawierał błędy językowe i rzeczowe. Mróz-Gorgoń tłumaczyła, że była to wersja robocza, która nie powinna zostać opublikowana, a narzędzi sztucznej inteligencji użyto jedynie do transkrypcji, podsumowania i redakcji materiału. W poniedziałek nowy zarząd Fundacji Marka Polska Think Tank odciął się od odpowiedzialności za dokument, zaznaczając, że fundacja nie była stroną umowy z Ministerstwem Sportu i Turystyki. Początkowo zapowiedział również likwidację fundacji, później ten fragment komunikatu zniknął.
Można przez kolejne tygodnie cytować „hity” z raportu: „suffering”, Katowice przeniesione na północ Polski i inne kurioza. Można też urządzić publiczny proces jednej urzędniczki. Tyle że wtedy przegapimy ciekawszą historię. Mróz-Gorgoń nie ufundowała nam polskiego problemu z promocją. Została jego najnowszą bohaterką.
Polska od lat ma zadziwiającą skłonność do mylenia kilku zupełnie różnych rzeczy: reklamy turystycznej, promocji eksportu, komunikacji politycznej, dyplomacji kulturalnej, public relations i soft power. Gdy pojawia się problem z wizerunkiem kraju, szukamy nowego hasła, logotypu, spotu albo osoby, która wreszcie odkryje, czym jest „marka Polska”. Potem zmienia się rząd, kierownictwo instytucji albo moda w komunikacji i odkrywanie rozpoczyna się od początku.

Komentarze