0:00
0:00

0:00

Karol Nawrocki urządził swoje prezydenckie pierwsze urodziny z niemałym rozmachem. Na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego stanęła scena z trybunami dla widowni. Trybuny udekorowano biało-czerwonymi generalskimi wężykami. Na fasadzie pałacu zawisła wielka pionowa biało-czerwona flaga. Nieco zastanawiające było jedynie to, że flaga wydawała się przechodzić w coś w rodzaju czerwonego dywanu, na którym występowali kolejni uczestnicy uroczystości. Inspiracje Trumpowe były widoczne, jednak bez przepychu i blichtru charakterystycznych dla prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Spektakl dla całej prawicy

Trybuny były pełne, jednak przed Pałacem Prezydenckim, na Krakowskim Przedmieściu, widzów było już niewielu. Gdy przemawiał prezydent, było ich najwyżej paruset. O wielkim sukcesie frekwencyjnym nie da się więc mówić.

Ale to plenerowe wydarzenie z bezpośrednim kontaktem prezydenta z jego wyborcami, było zarazem dobrze wyreżyserowanym widowiskiem o zupełnie innym przeznaczeniu. Stworzonym z myślą o kamerach: o bezpośredniej transmisji (m.in. w Kanale Zero) oraz o ujęciach do użytku w mediach społecznościowych.

Był to profesjonalnie skrojony produkt marketingu politycznego.

Program był trzypunktowy. Najpierw debata publicystów – oczywiście wyłącznie prawicowych, potem przerywnik artystyczny, na koniec zaś wystąpienie samego Nawrockiego.

W roli prowadzącej debatę wystąpiła Dorota Gawryluk. Jej uczestnikami byli natomiast prof. Andrzej Nowak, Krzysztof Stanowski i Rafał Ziemkiewicz. A zatem komentatorzy należący na prawicowym rynku do ścisłej czołówki, w dodatku dobrani według dość czytelnego klucza politycznego.

Prof. Andrzej Nowak ma dziś status naczelnego intelektualisty środowisk tradycyjnie sprzyjających PiS-owi. To on też firmował „kandydaturę obywatelską” Nawrockiego w kampanii 2025 roku. Rafał Ziemkiewicz PiS-owskie uniwersum w ostatnich latach opuścił i poszedł mocno na prawo, dziś jego drogi przecinają się ze światami braunistów i narodowców. Krzysztof Stanowski jest zaś idolem młodego pokolenia wyborców prawicy, głosującego przede wszystkim na Konfederację.

Klub Ronina Premium

Po około 30 minutach od rozpoczęcia debaty transmisję na Kanale Zero oglądało na żywo w tym samym czasie około 18 tysięcy osób. To bardzo dobry wynik – finalna widownia mogła być milionowa.

Rafał Ziemkiewicz długo opowiadał, jaki jest mądry i przenikliwy, bo zwycięstwo Karola Nawrockiego po prostu przewidział z pomocą swego zdrowego rozsądku i 35-letniego doświadczenia w roli, jak to ujął, politycznego influencera. Następnie kilkakrotnie podkreślał, że choć Nawrocki „nie jest z jego bajki”, to jest politykiem silnym i stanowczym, takim, jakiego Polska potrzebuje.

„Jego siłą jest autentyczność. Jest człowiekiem z krwi i kości. Potrafi z rzeczy nawet kłopotliwych uczynić swój atut ”— tak wychwalał Nawrockiego Stanowski.

Profesor Nowak mówił natomiast o Polsce zniewolonej przez kłamstwo (Tuska, koalicji, Brukseli i Niemców) i o tym, że to Karol Nawrocki niesie światło prawdy i wolności.

Trwało to bitą godzinę, mimo że temperatura na oświetlonym słońcem dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego wciąż wynosiła sporo ponad 30 stopni. Był to, by tak rzec, Klub Ronina w wersji premium.

Eldo i wzruszenie

Po debacie przyszedł czas na część artystyczną. Najpierw był występ dziecięcego zespołu góralskiego „Zagórzańska Siła”, znanego już m.in. z kampanii Nawrockiego. Wyjątkowo zadowolony z hymnu narodowego w ich wykonaniu wydawał się prezydencki minister Paweł Szefernaker. Następnie do „Zagórzańskiej Siły” dołączył znany z konserwatywno-narodowych poglądów raper Eldo – wspólnie wykonali utwór „Nie pytaj o nią” (czyli o Polskę).

W końcu przyszedł czas na wystąpienie samego jubilata. Pierwsze zdania Nawrocki wygłaszał zadziwiająco łagodnym jak na siebie głosem – wyraźnie wzruszony atmosferą. Były to wspominki z kampanii wyborczej i spotkań z elektoratem. „Jesteśmy z tobą” skandowali widzowie wydarzenia po tym, jak Nawrocki stwierdził, że to „wy, Polacy, jesteście źródłem mojej siły”.

I to był moment, w którym Nawrocki jednak się utwardził.

Okazało się, że w świecie Karola Nawrockiego „wy Polacy” mocno się jednak różnią od tych innych Polaków. Tych, którzy na Nawrockiego nie głosowali.

Bo Nawrocki czuje się prezydentem swych wyborców. „Z drogi, na którą wszedłem w kampanii wyborczej, nie zejdę nigdy. Byłem i pozostanę tylko waszym głosem” — zakrzyknął w pewnym momencie — wzbudziło to aplauz zgromadzonych na widowni.

Wyszło szydło z worka

Wtedy wszystko ułożyło w całość. Bo dalej Nawrocki opowiadał o dobrym prezydencie, który służy Polakom i składa w Sejmie kolejne inicjatywy ustawodawcze, i o złych, zakłamanych posłach koalicji, którzy te inicjatywy blokują i odrzucają.

„21 moich inicjatyw ustawodawczych jest w sejmowej zamrażarce. Są zblokowane przez polski Sejm. Nie są zblokowane przeciwko mnie, ale są zblokowane przeciwko polskim obywatelkom i polskim obywatelom” — mówił Nawrocki. Później kilkakrotnie powtarzał, że chodzi m.in. o ustawę, która miała obniżyć ceny prądu o 33 proc. Żalił się, że parlament nie chce się zająć inicjatywą referendalną dotyczącą unijnej polityki klimatycznej. Wymieniał kolejne ustawy, które trafiły do zamrażarki.

Dlaczego tak jest? Bo „w Sejmie nikt nie chce słuchać narodu”.

Narodu – czyli tych, którzy na Nawrockiego głosowali, oczywiście. W Sejmie „nikt nie chce nawet rozmawiać o tym, co proponują i czego oczekują polscy obywatele” – bo, rzecz jasna, tego typu tematy podejmuje jedynie Nawrocki. Przykładów było dużo, dużo więcej. Nawrocki opowiadał i o swoich inicjatywach ustawodawczych, i o swych 41 wetach – oczywiście każde z nich, dowodził prezydent, również zostało postawione w interesie zwykłych ludzi.

Całe wystąpienie prezydenta było podporządkowane jednej przewodniej tezie – Karol Nawrocki reprezentuje Polaków (czyli wyborców Nawrockiego) i walczy o ich lepszy los. Ci w Sejmie natomiast (bo jakimś dziwnym trafem Sejm został w przemówieniu Nawrockiego utożsamiony z koalicją rządzącą) robią wszystko, by to utrudnić lub uniemożliwić. I często im się to udaje, choć Polaków (czyli wyborców Nawrockiego) wcale nie reprezentują.

Leitmotiv kampanii. Tylko czyjej?

To była narracja, która będzie wielokrotnie powracać w kampanii wyborczej 2027 roku. Nawrocki będzie w niej uczestniczył – powtarzając, że oto nadszedł czas na usunięcie ostatniej przeszkody, która leży przed Polakami (czyli wyborcami Nawrockiego).

Bardzo ciekawe będzie natomiast to, kto będzie bezpośrednim beneficjentem tej prezydenckiej narracji. Bo czy na pewno tylko PiS? Czas kampanii pokaże, w którą stronę tak naprawdę zmierza Nawrocki. I czy jego ambicje będzie zaspokajać „bycie głosem Polaków” (czyli własnych wyborców), czy raczej będzie próbował sięgać po coś znacznie większego, czyli po udział w realnej władzy.

Karol Nawrocki w ciągu pierwszego roku w Pałacu okazał się tym jego lokatorem, który w niedługiej historii III RP był w stanie ze swej prezydentury wycisnąć najwięcej. W oczach własnego elektoratu Nawrocki bardzo skutecznie kreuje i umacnia swój wizerunek polityka sprawnego i autentycznie sprawczego. W oczach elektoratu koalicji rządzącej Nawrocki funkcjonuje natomiast jako chyba najpoważniejsze polityczne zagrożenie, o wiele poważniejsze niż wynikałoby z realnych prerogatyw prezydenta, w tym tych najbardziej destruktywnych, jak prawo weta.

Pod tym względem Nawrockiemu udaje się to, co nie udawało się na dłuższą metę żadnemu z jego poprzedników. Stale utrzymuje zarówno swych fanów, jak i wrogów w całkowicie bezzasadnym, ale niemal niezachwianym przekonaniu, że Pałac Prezydencki jest silnym i sprawczym ośrodkiem kreowania politycznej rzeczywistości. To naprawdę duże osiągnięcie – stwierdzamy to bez ironii.

Lider nasterydowanej prawicy?

Zarazem jednak wciąż bardzo przedwczesne są diagnozy stawiające Nawrockiego w roli przyszłego lidera bliżej nieokreślonego obozu nowej prawicy, który miałby się wyłonić z obecnie rozszerzającej się do czterech podmiotów mozaiki prawej strony sceny.

Bo jak właściwie Nawrocki miałby zostać takim liderem?

W momencie, w którym obie Konfederacje mają już mniej więcej połowę prawicowego elektoratu, nie chodzi już przecież o hipotetyczną schedę po Kaczyńskim. Do niej zresztą stoi już długa kolejka chętnych – wprawdzie skłóconych, ale mających stale wpływ na wewnątrzpartyjną rzeczywistość i struktury PiS. A z Pałacu Prezydenckiego właściwie nie da się prowadzić polityki partyjnej czy parapartyjnej, takiej, która polegałaby na sterowaniu partią i jej poczynaniami z tylnego fotela.

Prezydent Polski ma na przykład do rozdysponowania mniej posad (ministrów i doradców) niż prezydent jakiegokolwiek niewielkiego miasta. Jego kontakt z partyjnymi strukturami jest iluzoryczny i ceremonialnie powierzchowny. Karol Nawrocki może liczyć na swoją kilkudziesięcioosobową ekipę w Pałacu, ale „szabli” w Sejmie nie zbierze. „Szable” mają innych dysponentów.

Mentzen i Bosak, Kaczyński z Czarnkiem i Jakim, Morawiecki ze swoimi ludźmi oraz tyleż nieokiełznany, co będący karnym trybikiem paneuropejskiego Putinternu Braun – nikt z tego grona nie schowa przecież buławy z powrotem do tornistra, by nagle podporządkować się Nawrockiemu. By obecny prezydent mógł w ogóle wejść do takiej gry, na prawicy musiałoby się wydarzyć o wiele więcej.

Ale w kampanię wyborczą Karol Nawrocki może wejść jak najbardziej. I wejdzie. W jaki sposób to zrobi i kogo uczyni beneficjentem swej politycznej pomocy, powie nam prawdę o tym, jak Nawrocki widzi swoje dalsze losy w polityce. Im bardziej będzie to przypominało sposób, w jaki zorganizował swoją debatę (coś dla czytelników Ziemkiewicza, coś dla widzów Stanowskiego i coś dla miłośników profesora Nowaka, o fanach Doroty Gawryluk nie zapominając), tym więcej będzie realnych podstaw do budowania modnej wśród komentatorów wizji turboprawicy przyszłości skupionej pod skrzydłami Nawrockiego.

Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze