Szpital uznał, że to poronienie. A ciąża Lidki była poza macicą. „Czułam się okaleczona”
W szczecińskim szpitalu „Zdroje” Lidka usłyszała, że poroniła. To nie była prawda. Jej ciąża rozwijała się. Tyle tylko, że poza macicą. Gdy trafiła do innej placówki, było już za późno. Nigdy nie zajdzie naturalnie w ciążę. Tymczasem ubezpieczyciel nie widzi podstaw do wypłaty zadośćuczynienia.
To miały być ostatnie takie święta Lidki*. Ona, mąż, prezenty pod choinką i ulubione potrawy na wigilijnej zastawie. Już niebawem wszystko miało się zmienić. Za rok przy tym samym stole – być może wśród nocnej ciszy? – miał się rozchodzić śmiech ich pierwszego, wyczekiwanego dziecka. Tak się jednak nie stanie. Ciąża zakończyła się kilkanaście dni później. Niewiele brakowało, by minione święta były ostatnimi w życiu Lidki.
„Ta ciąża była bardzo chciana i planowana. Przygotowywałam się do niej z dietetyczką specjalizującą się w odbudowie mikroflory. Często chodziłam do ginekologa, bo ze względu na skomplikowaną historię chorobową i nabyty zanik lewego jajnika bałam się, czy nadal mam prawy jajnik. Badania nie dawały jakichkolwiek powodów do obaw. Odżyłam. Czułam, że jestem gotowa na ciążę” – opowiada.
20 grudnia 2025 roku, po uprzedniej konsultacji z ginekolożką, Lidka zgłosiła się z plamieniami na ginekologiczno-położniczą izbę przyjęć szczecińskiego Szpitala Zdroje. Nie została jednak przyjęta na oddział. Otrzymała zalecenie prowadzenia oszczędnego trybu życia i zwolnienie lekarskie. Plamienia ustały.

Komentarze