W szczecińskim szpitalu „Zdroje” Lidka usłyszała, że poroniła. To nie była prawda. Jej ciąża rozwijała się. Tyle tylko, że poza macicą. Gdy trafiła do innej placówki, było już za późno. Nigdy nie zajdzie naturalnie w ciążę. Tymczasem ubezpieczyciel nie widzi podstaw do wypłaty zadośćuczynienia.
To miały być ostatnie takie święta Lidki*. Ona, mąż, prezenty pod choinką i ulubione potrawy na wigilijnej zastawie. Już niebawem wszystko miało się zmienić. Za rok przy tym samym stole – być może wśród nocnej ciszy? – miał się rozchodzić śmiech ich pierwszego, wyczekiwanego dziecka. Tak się jednak nie stanie. Ciąża zakończyła się kilkanaście dni później. Niewiele brakowało, by minione święta były ostatnimi w życiu Lidki.
„Ta ciąża była bardzo chciana i planowana. Przygotowywałam się do niej z dietetyczką specjalizującą się w odbudowie mikroflory. Często chodziłam do ginekologa, bo ze względu na skomplikowaną historię chorobową i nabyty zanik lewego jajnika bałam się, czy nadal mam prawy jajnik. Badania nie dawały jakichkolwiek powodów do obaw. Odżyłam. Czułam, że jestem gotowa na ciążę” – opowiada.
20 grudnia 2025 roku, po uprzedniej konsultacji z ginekolożką, Lidka zgłosiła się z plamieniami na ginekologiczno-położniczą izbę przyjęć szczecińskiego Szpitala Zdroje. Nie została jednak przyjęta na oddział. Otrzymała zalecenie prowadzenia oszczędnego trybu życia i zwolnienie lekarskie. Plamienia ustały.
Nieco ponad tydzień później, 28 grudnia, Lidka ponownie zgłosiła się do szpitala. Znów plamiła. Informowała lekarzy, że choruje na endometriozę, adenomiozę i trombofilię. Dała znać, że nie ma lewego jajnika, a kilka tygodni wcześniej przeszła histeroskopię wraz z łyżeczkowaniem. Została przyjęta na oddział.
Do plamień dołączył ból. Lidkę bolał prawy – jedyny – jajnik. Ból był tak intensywny, że czuła, jak promieniuje do kolana. Wraz z nim dawały o sobie znać lędźwie. Lidce zbadano poziom gonadotropiny kosmówkowej (beta hCG). Wyniósł 257 mIU/ml. Lekarz stwierdził, że wszystko jest w porządku.
W prawidłowo rozwijającej się ciąży beta hCG wzrasta. O odpowiednim przyroście mówimy, gdy poziom bety we krwi we wczesnych tygodniach ciąży podwaja się co dwie doby.
31 grudnia Lidce ponownie pobrano krew do badań. Beta hCG wynosiła 233 mIU/ml. Diagnoza była jednoznaczna: poronienie. Kobieta usłyszała, że szanse na prawidłowy rozwój ciąży są prawie żadne. Zalecono kontrolę po tygodniu. I już. Tyle. Nie zaproponowano nawet rozmowy z psychologiem – mimo że bardzo jej wtedy potrzebowała.
Tydzień później, 5 stycznia 2026 roku, Lidka zgłosiła się do poradni Patologii Ciąży i Chorób Kobiecych w szpitalu Pomorzany. Zrobiono jej USG. Bety nie zbadano. Zalecono kolejną kontrolę – za kolejny tydzień.
Lidka zaczęła słabnąć. Była coraz bardziej senna. Dotrwała do wizyty kontrolnej, na którą udała się na Zdroje i na której nie zlecono żadnych badań krwi. Kobieta czuła jednak, że coś jest nie tak. Miała mdłości. Znów plamiła. To nie wyglądało jak „zwykłe”, powoli rozkręcające się poronienie. Postanowiła na własną rękę zbadać betę.
Wspomina: „Po tym niby poronieniu byłam w domu i delikatnie krwawiłam, ale myślałam, że to normalne i tak ma być. Że może to wina endometriozy; może to przez leki rozrzedzające krew. Na Pomorzanach dostałam dokument o martwym urodzeniu i wzięłam skrócony urlop macierzyński. Biłam się z myślami, czy siedzieć w domu, czy może jednak iść do pracy, ale byłam zbyt słaba. Teraz myślę, że gdybym podjęła inną decyzję, pewnie nawet nie zrobiłabym badań krwi. Zabrakłoby na nie czasu”.
Gdy Lidka odebrała wyniki, puzzle zaczęły składać się w kompletny obraz. 2622 mIU/ml – tyle wynosił poziom gonadotropiny kosmówkowej Lidki 21 stycznia, czyli trzy tygodnie po stwierdzeniu poronienia.
Lidka tłumaczy: „Przez chwilę miałam nadzieję, że jednak jestem w ciąży. Myślałam, że może po prostu były dwa zarodki i jeden obumarł – stąd początkowy spadek bety”.
Rzeczywistość okazała się zgoła inna. Osłabienie i zawroty głowy nie były przypadkowe. Jednostronny ból również. Ciąża nie została zakończona. Rozwijała się jednak poza macicą.
Lidka natychmiast pojechała na izbę przyjęć do szpitala Pomorzany. Transwaginalne USG wyraźnie wskazało torbiel krwotoczną i podejrzenie ciąży pozamacicznej. Nie było czasu na czekanie. Jeśli jajowód by pękł, jej życie byłoby zagrożone. Ze względu na leki, które przyjmuje na stałe, ryzyko krwotoku było jeszcze wyższe. Zdecydowano o konieczności przeprowadzenia laparoskopii. Lidka straciła prawy jajowód. Już nigdy nie zajdzie naturalnie w ciążę.
Opowiada: „Czułam się okaleczona, okradziona. Jajowód został przekazany do badania histopatologicznego, więc nawet nie mogłam zorganizować pochówku. Płakałam pod prysznicem, płakałam po nocach. Nie rozumiałam, dlaczego tylu badających mnie wcześniej na Zdrojach specjalistów zwyczajnie mnie olało. Przecież są wytyczne, jest EBM. Wyszukiwałam potem tych lekarzy w internecie. Chwalą się postępowaniem zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną; opisują swoje zawodowe sukcesy. W moim Internetowym Koncie Pacjenta przewija się nazwisko człowieka, który miał mnie badać, a o którym nie ma nawet słowa w papierowej dokumentacji. Wiem, że ciąży pozamacicznej nie dało się uratować. Nie rozumiem natomiast, dlaczego przez potraktowanie mnie jak kolejnego przypadku do odhaczenia doprowadzono do sytuacji, w której straciłam bezpowrotnie szanse na naturalne poczęcie”.
OKO.press jest w posiadaniu dokumentacji medycznej Lidki. W papierach ze Szpitala Zdroje raz za razem przewijają się informacje o stanie ogólnym dobrym na zmianę z tymi o nieznacznym plamieniu. Pojawiają się też wpisy o pustej jamie macicy i poronieniu niekompletnym. Część dokumentów jest nieczytelna, co znacznie utrudnia jej interpretację.
W osobnym zbiorze znajdują się kolejne strony wydruków – tym razem ze Szpitala Pomorzany. Różnica w sposobie prowadzenia dokumentacji jest widoczna gołym okiem. Wpisy są kompletne, rozbudowane. Potwierdzają wzrost bety na długo po zdiagnozowanym na Zdrojach poronieniu. Opisują przebieg leczenia wraz z informacją o skierowaniu do psychologa i planowaniu zapłodnienia metodą in vitro.
W marcu Lidka złożyła skargę do władz Szpitala Zdroje. Zauważyła, że diagnoza postawiona na podstawie jednokrotnego spadku bety hCG była błędna. Wspomniała, że nie zalecono kontroli spadku wskaźnika. Zaznaczyła, że podczas kontroli lekarz zlekceważył zgłaszane przez nią osłabienie i senność – a więc typowe dla ciąży pozamacicznej objawy.
Załączyła komplet dokumentacji przedstawiającej chronologię zdarzeń. Zapytała, dlaczego nie wykonano podstawowych w takiej sytuacji badań. Wniosła o „wyjaśnienie przyczyn całkowitej bierności” i ignorowania zgłoszeń o pogarszającym się stanie zdrowia. Wspomniała, że oczekuje wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych wobec zajmującego się nią personelu oraz wystosowania oficjalnych, pisemnych przeprosin.
Na odpowiedź czekała ponad trzy tygodnie. Dowiedziała się z niej, że w placówce przeprowadzono postępowanie wyjaśniające, w toku którego ustalono, że mając na uwadze dotychczasowy przebieg historii choroby, odstąpiono od dalszej diagnostyki przy braku dolegliwości oraz spadku poziomu gonadotropiny kosmówkowej.
Lidka opowiada: „To, że początkowo zgłosiłam się do Szpitala Zdroje, było trochę kwestią przypadku – po prostu tam miałam najbliżej. I za pierwszym, i za drugim razem miałam wrażenie, że personel uważa, że przesadzam. Od początku pytałam, czy to nie jest przypadkiem ciąża pozamaciczna. Obawiałam się tego – również ze względu na moją bogatą historię chorobową. Twierdzili, że nic na to nie wskazuje i że na izbę to się powinno przychodzić, jak się krew po nogach leje, a nie przy pierwszym plamieniu na początku ciąży”.
Chcąc poznać perspektywę drugiej strony, wysłaliśmy listę pytań do Szpitala Zdroje. Wiedząc, że szpital nie może udzielać informacji dotyczących leczenia konkretnych pacjentek, skonstruowaliśmy pytania tak, by umożliwić placówce odpowiedzenie na nie bez łamania RODO.
Zapytaliśmy:
Odpowiedź nadeszła kilka dni później. Rzeczniczka prasowa placówki, Katarzyna Stróżyk, zaznaczyła, że szpital „jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy informacji związanych z pacjentem, w tym informacji o fakcie korzystania ze świadczeń zdrowotnych, stanie zdrowia, rozpoznaniu oraz przebiegu diagnostyki i leczenia. Obowiązek ten wynika w szczególności z art. 13 i art. 14 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, art. 40 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz przepisów dotyczących ochrony danych osobowych”.
Uściśliła: „Obowiązek zachowania tajemnicy dotyczy również sytuacji, w której w zapytaniu nie podano imienia i nazwiska pacjentki, lecz opisane okoliczności mogą pozwalać na jej pośrednią identyfikację. Z tego względu Szpital nie może potwierdzać ani komentować indywidualnych przypadków medycznych, przebiegu hospitalizacji, faktu złożenia skargi, prowadzonych czynności wyjaśniających ani ewentualnych roszczeń dotyczących konkretnej osoby. Możemy natomiast przedstawić ogólne informacje dotyczące zasad postępowania diagnostyczno-leczniczego oraz organizacji opieki w naszej placówce”.
Rzeczniczka szpitala na Zdrojach zapewniła, że w placówce jest wdrożony system zarządzania jakością i bezpieczeństwem. Dodała: „Każde zgłoszenie, dotyczące potencjalnego zdarzenia niepożądanego lub wątpliwości związanych z przebiegiem procesu diagnostyczno-terapeutycznego jest analizowane zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oraz procedurami wewnętrznymi”.
Wytłumaczyła, że postępowania wyjaśniające prowadzone są indywidualnie, z udziałem kierowników oddziałów oraz w razie potrzeby odpowiednich komisji: „Ich celem jest przede wszystkim analiza przebiegu procesu leczenia, identyfikacja ewentualnych przyczyn nieprawidłowości oraz wdrażanie działań zapobiegających podobnym sytuacjom w przyszłości”.
Dlaczego zatem – biorąc pod uwagę tak profesjonalne, skoncentrowane na pacjencie podejście – na Zdrojach nie zauważono, że Lidka jest w ciąży pozamacicznej?
Katarzyna Stróżyk zauważyła: "Postępowanie diagnostyczno-lecznicze u pacjentek we wczesnej ciąży, w tym w przypadku ciąży o nieustalonej lokalizacji, jest prowadzone zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i każdorazowo dostosowywane do stanu klinicznego pacjentki. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników nie widziało potrzeby stworzenia rekomendacji, dotyczących postępowania z pacjentkami we wczesnej ciąży, u których obserwowany jest spadek poziomu beta-hCG. W przypadku podejrzenia ciąży pozamacicznej, pacjentki pozostają pod obserwacją w warunkach szpitalnych lub ambulatoryjnie, a sposób leczenia dobierany jest indywidualnie i może obejmować postępowanie wyczekujące, leczenie farmakologiczne lub operacyjne w zależności od stanu pacjentki i wyników badań dodatkowych.
Jednym ze źródeł zawierających sposób postępowania jest rekomendacja Royal College of Obstetricians and Gynaecologists »Diagnosis and Management of Ectopic Pregnancy« (Green Top Guideline No.21), gdzie w sekcji »Management options« znajduje się stwierdzenie: Expectant management is an option for clinically stable women with ultrasound diagnosis of ectopic pregnancy and decreasing beta-hCG level initially less than 1500 IU/L. – Postępowanie wyczekujące jest opcją dla klinicznie stabilnych kobiet z ultrasonograficznym rozpoznaniem ciąży ektopowej i malejącym poziomem beta-hCG wyjściowo niższym niż 1500 IU/L. W tej samej sekcji można też odnaleźć zalecenia, dotyczące zakresu postępowania w przypadku leczenia operacyjnego: In the presence of a healthy contralateral tube, salpingectomy should be performer in preference to salpingotomy – W przypadku obecności zdrowego jajowodu po stronie przeciwnej, powinno być preferowane usunięcie zmienionego jajowodu zamiast jego nacięcia".
Szpital zapewnił, że Pacjentki hospitalizowane w SPS ZOZ „Zdroje” – w tym pacjentki po utracie ciąży, porodzie lub z niekorzystnym rokowaniem ciąży – mają możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej: „Wsparcie jest organizowane na życzenie pacjentki albo po rozpoznaniu takiej potrzeby przez personel medyczny, za zgodą pacjentki. Pomocy udziela psycholog posiadający wyższe wykształcenie psychologiczne, wykonujący zadania na potrzeby Oddziału Ginekologii i Położnictwa. Zakres wsparcia jest dostosowywany do indywidualnej sytuacji i potrzeb pacjentki”.
Lidka zdecydowała się również poinformować o swoich doświadczeniach Rzecznika Praw Pacjenta. Późną wiosną otrzymała opinię Zespołu do spraw Świadczeń z Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych. Bazując na zgromadzonym materiale, eksperci potwierdzili, że w związku ze świadczeniami zdrowotnymi udzielanymi w Szpitalu Zdroje u pacjentki doszło do uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia [...], którego z wysokim prawdopodobieństwem można było uniknąć w przypadku udzielenia świadczenia zdrowotnego zgodnie z aktualną wiedzą medyczną albo zastosowania innej dostępnej metody diagnostycznej lub leczniczej.
Przygotowująca treść opinii lekarka zauważyła, że wydana na podstawie spadku poziomu gonadotropiny kosmówkowej diagnoza poronienia niekompletnego nie została postawiona prawidłowo.
Magdalena Liszewska, specjalistka położnictwa i ginekologii, zauważa w dokumencie stworzonym na potrzeby sprawy: „Od początku przyjęcia pacjentka powinna zostać zdiagnozowana jako PUL – ang. pregnancy of unknown location, czyli ciąża o nieznanej lokalizacji. W takim wypadku powinny zostać przyjęte odpowiednie procentowe punkty odcięcia celem postawienia ostatecznej diagnozy. Termin »ciąża o nieustalonej lokalizacji« (Pregnancy of Unknown Location, PUL) stosuje się do określenia pacjentki z dodatnim testem ciążowym, u której nie stwierdza się oznak ciąży wewnątrzmacicznej lub pozamacicznej. Rozpoznanie to stało się częstsze w wyniku rozwoju bardzo czułych metod oznaczania podjednostki beta ludzkiej gonadotropiny kosmówkowej (β-hCG) oraz udoskonalenia ultrasonografii przezpochwowej”.
Mec. Mateusz Bieżuński z Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA zauważa, że w przypadku ewentualnego postępowania cywilnego przeciwko Szpitalowi Zdroje lub ubezpieczycielowi Lidka może powoływać się na opinię Zespołu ds. Świadczeń: "Musimy jednak pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze, Zespół jest organem opiniodawczym przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Zespół nie posiada własnej podmiotowości prawnej, zdolności prawnej ani nie wykonuje zadań publicznych jako samodzielny organ. Jego rola polega na wydawaniu opinii na potrzeby decyzji administracyjnej RPP w sprawie przyznania świadczenia kompensacyjnego. Opinia ta ma zatem charakter pomocniczy – służy dostarczeniu Rzecznikowi wiadomości wymagających wiedzy specjalistycznej potrzebnej do wydania decyzji administracyjnej. Zespół prowadzi swoiste postępowanie dowodowe i ocenia fakty z perspektywy wiadomości specjalnych, ale ustaleń faktycznych i rozstrzygnięcia dokonuje RPP, nie Zespół.
Po drugiej, pamiętajmy jednak, że Zespół ten nie jest klasycznym biegłym sądowym. Jego opinia ma charakter dokumentu prywatnego i może stanowić wyłącznie materiał pomocniczy przy ocenie innych dowodów, ewentualnie przesłankę dla sądu do dopuszczenia dowodu z opinii biegłego sądowego.
Opinia nie ma więc mocy wiążącej wobec szpitala (w procesie cywilnym podmiot leczniczy może ją kwestionować, przedstawiać własne dowody, a sąd nie jest nią związany) czy ubezpieczyciela (zakład ubezpieczeń ustala odpowiedzialność i wysokość świadczeń według własnej oceny materiału dowodowego i zasad ogólnych odpowiedzialności cywilnej, a opinia Zespołu może być jednym z elementów materiału, ale nie przesądza wyniku).
Mimo takiej »formalnej« roli i siły tego dokumentu, bazując na swojej praktyce, uważam, że jest to relatywnie silny dowód. Został stworzony przez specjalistę, który równie dobrze mógłby być biegłym, na potrzeby państwowego postępowania, poprzedzonego swoistym postępowaniem dowodowym. Sądy to widzą i rozumieją".
Sama diagnoza PUL w większości przypadków wiąże się z niewielkim ryzykiem powikłań u ciężarnych. U części kobiet – około 6-20 proc. – ostatecznie dochodzi jednak do diagnozy ciąży pozamacicznej. Ta z kolei, przy opóźnionym działaniu lub jego braku, może skończyć się tragicznie.
Fakt, że według Zespołu przy RPP sytuacja, w jakiej znalazła się Lidka, powinna od razu wiązać się z diagnozą PUL, a wypisanie jej z rozpoznaniem poronienia było nieprawidłowe, może mieć znaczenie dla oceny należytej staranności szpitala w postępowaniu cywilnym. Mec. Bieżuński tłumaczy: „Takie stanowcze stanowisko Zespołu w mojej ocenie będzie wystarczające dla Sądu, żeby uprawdopodobnić potrzebę powołania biegłego sądowego. Zapewne Sąd zadałby pytanie biegłemu zarówno odnoszące się do kwalifikacji pani Lidii jako pacjentki z PUL, jak i do tego, czy wypisanie jej z rozpoznaniem poronienia było prawidłowe. Myślę, że gdyby biegły wypowiedziałaby się identycznie co do Zespołu, to Sąd potraktowałby to jako silny dowód na to, ze szpital działał nieprawidłowo”.
Nie każda ciąża pozamaciczna musi skończyć się operacją. W wielu przypadkach, jeżeli diagnoza zostanie postawiona odpowiednio wcześnie, pacjentkom można podać Metotreksat – lek pozwalający na nieinwazyjne zakończenie ciąży przy jednoczesnym zachowaniu jajowodu. Zawarta w nim substancja czynna powoduje obumarcie i stopniowe, samoistne wchłonięcie się tkanek ciążowych przez organizm kobiety.
Równolegle do powiadomienia Rzecznika Praw Pacjenta, Lidka zgłosiła sprawę również do ubezpieczyciela szpitala. I tu dołączyła komplet dokumentacji wraz z prawidłowo wypełnionym formularzem szkody.
Pod koniec regulaminowego czasu na rozpatrzenie zgłoszenia ERGO Hestia poinformowała Lidkę o braku kluczowych dokumentów. Opiekunka szkody stwierdziła braki dopiero ostatniego, dziewięćdziesiątego dnia. Po złożeniu przez Lidkę skargi, okazało się, że dokumenty jednak dotarły do adresata.
Opiekunka szkody z ERGO Hestii twierdziła w korespondencji z Lidką, że sprawa nie może zostać zamknięta między innymi ze względu na niezałączenie przez pacjentkę decyzji z Funduszu Kompensacyjnego dotyczącej tego, czy przyjmie ona świadczenie od wspomnianego Funduszu – a jeśli tak, to w jakiej kwocie.
Niewiele później inny pracownik Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeń stwierdził, że udzielona kobiecie informacja była błędna. Dostarczenie decyzji Funduszu nie było potrzebne. Lidka opowiada: „Raz za razem kontaktowałam się z ERGO Hestią pisemnie i telefonicznie. Podczas jednej z rozmów usłyszałam, że moja dokumentacja nie została jeszcze przekazana lekarzowi. Na moje pytanie, dlaczego, odpowiedzi nie uzyskałam. Dopiero później otrzymałam e-mail z informacją o przekazaniu dokumentów”.
Lidka wniosła o zmianę osoby opiekującej się jej zgłoszeniem. Zauważyła, że podpisane przez nią na początku sprawy zgody na przetwarzanie dokumentacji medycznej upoważniały ubezpieczyciela wyłącznie do kontaktu z placówkami medycznymi – nie do wglądu w poufne postępowanie administracyjne przed Rzecznikiem Praw Pacjenta.
W korespondencji zaznaczyła: „Fundusz nie ma prawa i nie udzieli Państwu żadnych informacji o stanie mojej sprawy ani o wysokości przyszłego świadczenia. Żądanie ode mnie deklaracji, czy przyjmę środki z Funduszu, zanim przedstawią Państwo własną ofertę z polisy OC, jest jawnym działaniem w złej wierze zmierzającym do uniknięcia odpowiedzialności za szkodę o wartości 500 000 złotych”.
Tymczasem ubezpieczyciel, powołując się na z artykuł 67zc ust. 2 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, twierdził, że złożenie oświadczenia o przyjęciu świadczenia kompensacyjnego jest równoznaczne ze zrzeczeniem się przez wnioskodawcę wszelkich roszczeń o odszkodowanie, rentę oraz zadośćuczynienie pieniężne mogących wynikać ze zdarzenia medycznego w zakresie szkód, które ujawniły się do dnia złożenia wniosku. Oznacza to, że decyzja o przyjęciu świadczenia kompensacyjnego może wywierać bezpośredni wpływ na możliwość dalszego dochodzenia roszczeń związanych z tym samym zdarzeniem medycznym.
Po czterech miesiąca od zgłoszenia wydawało się, że nastąpił przełom. Pod koniec lipca Lidka dostała od ubezpieczyciela mail, z którego wynikało, że jej dokumentacja została przekazana do lekarza orzecznika. Na początku sierpnia otrzymała jednak informację, zgodnie z którą ERGO Hestia zdecydowała się nie przyznawać jej zadośćuczynienia. Przedstawiciele spółki uznali, że sytuacja, która dotknęła Lidkę, nie powstała w wyniku okoliczności, za które można winić ubezpieczonego – a więc Szpitala Zdroje.
Ubezpieczyciel stwierdził, że jednokrotny spadek bety przy niewykazaniu pęcherzyka ciążowego w badaniu USG podczas grudniowej hospitalizacji był wystarczający do diagnozy poronienia samoistnego. Dodał: „Farmakologiczne leczenie (metotreksat) ciąży jajowodowej stosowane jest tylko w wybranych przypadkach i nie jest powszechnym standardem w Polsce”. Pominął przy tym fakt, że polskie zalecenia w zakresie ginekologii i położnictwa niejednokrotnie odbiegają od zaleceń szanowanych międzynarodowych organizacji.
Mec. Bieżuński komentuje:
"To, że leczenie Metotreksatem nie jest standardem w naszych szpitalach, świadczy bardzo źle o stanie naszej ginekologii, a traktowanie tego jako argumentu usprawiedliwiającego działanie Szpitala uważam, mówiąc delikatnie, za skrajnie niestosowane.
Lekarz ma obowiązek przestrzegać najnowszej wiedzy medycznej opartej na dowodach naukowych, nie zaś przestarzałych praktyk występujących w środowisku. Zwyczaje i mity nie mogą stanowić wzorca postępowania klinicznego. Lekarz musi działać według najwyższych wymagań wiedzy medycznej i najwyższych standardów, ocenianych z perspektywy chwili udzielenia świadczenia. Powinien przestrzegać całokształtu zweryfikowanej naukowo wiedzy, czyli wyników badań, wytycznych, standardów czy rekomendacje towarzystw naukowych. Oczywiście nie każde najmniejsze odstępstwo automatycznie oznacza błąd, natomiast w mojej ocenie świadomość leczenia Metotreksatem powinno być czymś niezwykle podstawowym. Prowadziłem w swojej praktyce sprawy, w których np. konsultanci medyczni przy RPP wskazywali na możliwość stosowania metody farmakologicznej przy zakończeniu ciąży ektopowej. Uważam więc, że nie jest to żadna okoliczność łagodząca, wręcz przeciwnie. Co więcej, myślę, że jest to temat do zajęcia się dla władz centralnych".
ERGO Hestia stwierdziła, że w działaniach, jakie wobec Lidki podjęto na Zdrojach, nie wykazano braku należnej staranności, a utrata jajowodu wynikała z samej patologii – nie z niewłaściwego postępowania.
Pismo kończy akapit: „Uważamy, że nie ma winy lub zaniedbania ubezpieczonego, które wpłynęłoby niekorzystnie na stan Pani zdrowia. Nie mamy więc podstaw, aby uznać odpowiedzialność ubezpieczonego i tym samym wypłacić zadośćuczynienie. Stwierdzamy także, że w tej sprawie nie zostały naruszone prawa pacjenta”.
Lidka wysłała ERGO Hestii opinię Funduszu Kompensacyjnego. Dla ułatwienia podkreśliła fragmenty, w których opisane są błędy popełnione przez personel Szpitala Zdroje. Niewiele później otrzymała kolejną odpowiedź. Ubezpieczyciel podtrzymał swoje stanowisko.
Mec. Mateusz Bieżuński zauważa: "Zakład ubezpieczeń w postępowaniu likwidacyjnym nie ma kompetencji władczej do stwierdzania naruszenia bądź braku naruszenia praw pacjenta. Może natomiast dokonywać własnej, autonomicznej oceny zdarzenia pod kątem odpowiedzialności cywilnej ubezpieczonego oraz swojej odpowiedzialności ubezpieczeniowej. Tak wynika z przepisów o ubezpieczeniach obowiązkowych.
Postępowanie likwidacyjne ma charakter wewnętrzny, służy wyjaśnieniu okoliczności szkody oraz ustaleniu odpowiedzialności ubezpieczyciela i wysokości tej szkody. Zakład ubezpieczeń, jako podmiot profesjonalny, powinien działać z należytą starannością, zasięgając m.in. informacji od podmiotów leczniczych. Nie wynika stąd jednak jakakolwiek kompetencja do wydawania decyzji o charakterze publicznoprawnym w przedmiocie naruszenia praw pacjenta, chodzi tutaj wyłącznie o ustalenia na potrzeby stosunku ubezpieczenia i odpowiedzialności cywilnej".
Prawnik przypomina, że brak odpowiedzialności cywilnej placówki nie jest równoznaczny z brakiem naruszenia praw pacjenta: "Zasadą systemową jest to, że różne reżimy odpowiedzialności (czyli chociażby cywilny, administracyjny, karny czy odpowiedzialność zawodowa konkretnego lekarza) funkcjonują niezależnie, a brak odpowiedzialności w jednej płaszczyźnie nie przesądza o braku naruszenia prawa w innej.
Możliwe jest więc, teoretycznie, że nie dojdzie do stwierdzenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu leczniczego na przykład dlatego, że nie wykazano którejś z klasycznych przesłanek odpowiedzialności, czyli bezprawności, winy, szkody czy adekwatnego związku przyczynowego między nimi – chociaż pamiętajmy, że w sprawach odszkodowawczych lekarskich nie jest konieczne wykazywanie istnienia związku przyczynowego między działaniem czy zaniechaniem personelu medycznego, a szkodą pacjenta w stopniu pewnym i stanowczym; wystarczy istnienie związku o odpowiednim stopniu prawdopodobieństwa. Mówiąc prościej: może dojść do naruszenia prawa pacjenta, ale pacjent nie zdoła udowodnić przesłanek odpowiedzialności cywilnej, co skutkuje oddaleniem powództwa – nie oznacza to jednak, że naruszenia nie było".
Postanowiliśmy sprawdzić, jak cała sytuacja wygląda z perspektywy ERGO Hestii. Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem prasowym firmy, Marcinem Żebrowskim. Zapytaliśmy go między innymi o to, jaki jest najdłuższy możliwy, a jaki średni czas oczekiwania na decyzję o przyznaniu odszkodowania i czy oczekiwanie na rozstrzygnięcia innych instytucji (np. Funduszu Kompensacyjnego lub stanowisko szpitala) jest standardową praktyką ERGO Hestii przy likwidacji szkód.
Chcieliśmy również dowiedzieć się, ile skarg dotyczących przewlekłości postępowań likwidacyjnych wpłynęło do ERGO Hestii w latach 2024–2026 i w ilu przypadkach uznano je za zasadne oraz czy ubezpieczyciel obserwuje jakieś specyficzne wyzwania przy ocenie szkód w sprawach dotyczących zdrowia reprodukcyjnego kobiet (np. błędów diagnostycznych ciąży, poronień, ciąż pozamacicznych).
Odpowiedź nadeszła po kilku dniach. Publikujemy ją w całości:
"Sprawy dotyczące szkód medycznych należą do jednych z najbardziej złożonych postępowań likwidacyjnych, ponieważ wymagają szczegółowej analizy dokumentacji medycznej, oceny zgodności postępowania medycznego z aktualną wiedzą medyczną oraz ustalenia związku przyczynowego pomiędzy zdarzeniem a zgłaszanymi następstwami zdrowotnymi. Każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie, z uwzględnieniem jej okoliczności oraz materiału dowodowego dostępnego na danym etapie postępowania. Sprawy dotyczące zdrowia reprodukcyjnego kobiet wymagają szczególnej wrażliwości. Ocenie podlega nie tylko sam proces diagnostyczny i terapeutyczny, ale również możliwość ustalenia związku przyczynowego pomiędzy ewentualnymi nieprawidłowościami a skutkiem zdrowotnym. W tego rodzaju sprawach istotne jest także odróżnienie następstw wynikających z naturalnego przebiegu choroby lub ciąży od skutków potencjalnych błędów diagnostycznych czy terapeutycznych. Z uwagi na medyczną złożoność takich przypadków często wymagają one pogłębionej oceny ekspertów i analizy obszernej dokumentacji medycznej.
Zakłady ubezpieczeń prowadzą postępowania w terminach określonych przepisami prawa. Co do zasady stanowisko w sprawie zgłoszonego roszczenia zajmowane jest w ciągu 30 dni od zgłoszenia szkody, natomiast w sprawach wymagających dodatkowych ustaleń termin ten może zostać wydłużony, jednak zasadniczo nie dłużej niż do 90 dni, chyba że ustalenie odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania zależy od toczącego się postępowania karnego lub cywilnego.
W toku postępowania może być konieczne pozyskanie dodatkowych informacji lub dokumentacji znajdujących się w posiadaniu placówek medycznych czy innych podmiotów uczestniczących w procesie wyjaśniania okoliczności zdarzenia. Fakt prowadzenia postępowania przed Funduszem Kompensacyjnym nie oznacza automatycznie wstrzymania procesu likwidacji szkody przez ubezpieczyciela. Każda sprawa oceniana jest indywidualnie w oparciu o dostępny materiał.
Szczególną wagę przykładamy również do jakości komunikacji z klientami. Proces likwidacji szkód realizowany jest w oparciu o obowiązujące procedury, standardy pracy oraz szkolenia pracowników. Zakład ubezpieczeń ma także ustawowy obowiązek wskazania dokumentów niezbędnych do ustalenia odpowiedzialności i wysokości świadczenia, jeśli są one konieczne do dalszego prowadzenia postępowania i ustalenia zakresu odpowiedzialności ubezpieczyciela. Informacje o potrzebie uzupełnienia dokumentacji przekazywane są na podstawie analizy materiału znajdującego się w aktach sprawy na danym etapie postępowania. Spółka stosuje procedury weryfikacyjne mające na celu zapewnienie prawidłowości komunikacji z klientami".
Zdaniem mec. Bieżuńskiego Lidka mogłaby skonsultować swoją sprawę z prawniczką pod kątem ochrony swoich praw na drodze cywilnej. Prawnik zaznacza: „Pamiętajmy tylko, że postępowanie kompensacyjne ma charakter alternatywny wobec dochodzenia roszczeń w drodze odpowiedzialności cywilnej. W terminie 30 dni od dnia, gdy decyzja, w której przyznano świadczenie kompensacyjne i ustalono jego wysokość, stała się prawomocna, Pacjentka musi złożyć Rzecznikowi oświadczenie o przyjęciu lub rezygnacji ze świadczenia kompensacyjnego. Złożenie oświadczenia o przyjęciu świadczenia kompensacyjnego jest równoznaczne ze zrzeczeniem się przez nią wszelkich roszczeń o odszkodowanie, rentę oraz zadośćuczynienie pieniężne mogących wynikać ze zdarzenia medycznego w zakresie szkód, które ujawniły się do dnia złożenia wniosku”.
W pierwszej połowie sierpnia Lidka otrzymała decyzję z Funduszu Kompensacyjnego. Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Chmielowiec, przyznał kobiecie świadczenie kompensacyjne.
W uzasadnieniu napisał: „W ocenie Rzecznika Praw Pacjenta w niniejszej sprawie zachodzą przesłanki przyznania świadczenia kompensacyjnego: zdarzenie medyczne miało miejsce w szpitalu; świadczenia zdrowotne sfinansowano ze środków publicznych; w trakcie udzielania lub w efekcie udzielenia bądź zaniechania udzielenia świadczenia zdrowotnego doszło do uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, którego z wysokim prawdopodobieństwem można było uniknąć w przypadku udzielenia świadczenia zdrowotnego zgodnie z aktualną wiedzą medyczną albo zastosowania innej dostępnej metody diagnostycznej lub leczniczej”.
Lidka opowiada: „Przez jakiś czas radziłam sobie z tym wszystkim sama, ale ostatnio znów musiałam iść na psychoterapię. Jestem w trakcie procedury in vitro. Mam za sobą dwa nieudane transfery zarodków. Samo in vitro jest refundowane, ale leczenie, mimo wszystko, kosztuje. Leki do stymulacji, suplementacja, badania – to wszystko jest bardzo drogie. A przecież do tego wszystkiego wcale nie musiało dojść. Wystarczyło, żeby choć jeden lekarz na Zdrojach odszedł od rutyniarstwa. Gdyby chociaż jedna osoba zauważyła, co się dzieje, miałabym szansę na zachowanie jajowodu. Teraz tej szansy nie mam”.
* Imię bohaterki zostało zmienione.
Doświadczyłaś przemocy ginekologicznej lub położniczej i chcesz o tym opowiedzieć? Napisz na [email protected]. Porozmawiajmy.
Kobiety
Zdrowie
Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
ginekologia
Prawa kobiet
prawa pacjenta
prawa reprodukcyjne
Rzecznik Praw Pacjenta
ubezpieczenia
Absolwentka położnictwa, pedagożka, psycholożka, logopedka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Absolwentka położnictwa, pedagożka, psycholożka, logopedka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Komentarze