Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
04 sierpnia 2022

CPK: Dziś nas wyrzucają na bruk, jutro władza zrobi to wam. Dramatyczne wysłuchanie publiczne w Sejmie

W czasie wysłuchania publicznego na temat wywłaszczeń pod CPK głos zabrało w Sejmie prawie 100 osób. Mówili, jak rządowa inwestycja rujnuje im życie. Odpowiadający za CPK minister Marcin Horała twittował w tym czasie, że te wystąpienia to spisek opozycji i jeszcze bardziej wkurzył ludzi

Przyjechali w czwartek 4 sierpnia 2022 do Sejmu z całej Polski – z gmin, gdzie ma być lotnisko, i gdzie CPK sięga “szprychami” kolei wysokich prędkości. Spełnili formalności, by uczestniczyć w wysłuchaniu publicznym (informacje, jak to zrobić, podawały lokalne media).

W tym czasie pod Sejmem trwał protest.

Tymczasem ludzie zebrani w Sali Kolumnowej mówili - po kolei przez cztery i pół godziny. Wielu miało przygotowane wystąpienia na piśmie, niektórzy ewidentnie nigdy nie zabierali głosu publicznie, ale teraz to zrobili.

Słuchali się nawzajem i starali nie powielać argumentów - powtarzali jednak w kółko to samo: rząd zmienia dla CPK zasady wywłaszczeń po to, by spółce budującej CPK było wygodnie i taniej. Mówili, że za proponowane przez państwo kwoty nie odbudują życia gdzie indziej, są za małe, a i tak pożre te pieniądze inflacja.

Mówili, że państwo pozbawia ich domów tak jak niedawno Rosja pozbawiła domów Ukraińców, którym w tych wywłaszczanych teraz domach dawali schronienie.

PiS buduje CPK kolejną specustawą

PiS przepycha właśnie przez Sejm ustawę zmieniającą zasadę wywłaszczeń pod budowę CPK. Chce znieść "zasadę korzyści” stosowaną w wywłaszczeniach od 1998 roku. Czyli założenie, że posiadacz nieruchomości wywłaszczanej pod cel publiczny ma prawo do odszkodowania na poziomie wartości, jaką ziemia uzyska po przeznaczeniu na cel inwestycyjny.

Pełnomocnik rządu ds. CPK Marcin Horała zaproponował, żeby przyjąć po prostu “wartość rynkową” powiększoną o 20-40-proc. bonusy. Zdaniem Horały to wystarczy. PiS-wskie media przekonują, że tylko przeciwnicy Polski, to znaczy zwolennicy opozycji, mogą taki pomysł krytykować.

Problem jednak w tym, że nowelizacja procedowana jest już w czasie trwającej inwestycji, czyli zmienia reguły gry w trakcie jej trwania. Na wysłuchaniu publicznym ludzie, których problem dotyczy, mówili, że po zmianie prawa dostaną mniej, niżby dostali wcześniej. Przy okazji zgłaszali też uwagi do całej PiS-owskiej inwestycji, która obejmie pół kraju.

Wcześniej rząd organizował tylko lokalne konsultacje - głos mieszkańców przepadł ("Nie wiadomo nawet, czy ktoś nasze głosy przeczytał" - mówili uczestnicy wysłuchania).

Wysłuchanie wbrew władzy

Teraz też mimo protestów rząd PiS prze ze zmianą do przodu. Krucha większość Zjednoczonej Prawicy (PiS i okolice) pozwoliła opozycji przegłosować w sejmowej Komisji Infrastruktury zorganizowanie wysłuchania publicznego. Czym wywołała taką reakcję Marcina Horały:

View post on Twitter

To możliwa w polskim prawie, ale nie praktykowana przez PiS, forma bezpośredniego udziału obywateli w stanowieniu prawa. Umożliwia zabranie głosu tym, którzy uważają, że poniosą konsekwencje projektowanego prawa.

Zasada jest prosta: wysłuchanie jest publiczne, ludzie mówią po kolei, zgodnie z formalnymi zgłoszeniami. Każdy ma taki sam czas. Przedstawiciele władzy słuchają i milczą - jeśli chcą na wysłuchanie publiczne odpowiedzieć, powinni zorganizować tzw. wysłuchanie odwrócone i na nim odpowiedzieć na zgłoszone uwagi.

Wysłuchanie jest więc formą zebrania informacji, które mogły ujść uwadze projektodawcy, nawet jeśli wcześniej zorganizował porządne konsultacje społeczne. Władza może bowiem dowiedzieć się, jak projektowane prawo zadziała w przypadku konkretnych ludzi. Tego żadna analiza robiona “od góry” nie powie.

Monolog Horały na Twitterze

PiS wysłuchań publicznych jednak nie praktykuje (ostatnie, w zimie, zorganizowali je w Sejmie antyszczepionkowcy) – w jego wizji demokracji mandat wyborczy wystarcza władzy do tego, by mieć rację. Nie musi konsultować ani zbierać wiedzy o skutkach regulacji.

W trakcie dopiero co przerwanego objazdu po Polsce Jarosław Kaczyński powtarzał, że PiS i tylko PiS ma rację, więc jeśli ktoś nie uważa tak jak PiS, to nie może mieć racji.

Nic dziwnego, że do wysłuchania publicznego zupełnie nieprzygotowany był gospodarz projektu, sam minister Horała (jego pełny tytuł to: pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, wiceminister Funduszy i Polityki Regionalnej oraz poseł PiS).

Na wysłuchaniu się pojawił, ale nie po to, by słuchać i notować, ale żeby na Twitterze na bieżąco polemizować z zabierającymi głos ludźmi. Promował też artykuł prorządowego portalu wPolityce, z którego wynikało, że wysłuchanie jest zorganizowanym spiskiem opozycji (i oczywiście Tuska):

  • Horała: No dobrze. Być może zastanawiacie się państwo, dlaczego część ludzi protestuje przeciw korzystnej dla nich zmianie wysokości odszkodowań za wywłaszczenia. Cóż, ten protest został zorganizowany, poniżej opiszę krótko, dlaczego i przez kogo [na końcu wątku twitterowego ministra – cytat z wPolityce];
  • wPolityce: “Zdaniem autorów nowelizacji i jej zwolenników, Polska będzie miała najbardziej korzystny system rekompensat dla osób wywłaszczanych w całej Unii Europejskiej. Nie wszyscy jednak podzielają te opinie i jak się można spodziewać są to głównie środowiska skupione wokół tzw. totalnej opozycji, której przedstawiciele robią co mogą, by nastraszyć rzekomo niesprawiedliwą nowelizacją mieszkańców terenów, którzy mogą zostać objęci wywłaszczeniem. Przykład takiego działania widzieliśmy chociażby ostatnio w Mikołowie podczas wizyty w tym mieście Donalda Tuska”.

Coraz bardziej wkurzeni tym uczestnicy wysłuchania nazwali to “monologiem Horały na Twitterze”.

Horała jednak najwyraźniej tweetował do swoich kolegów i do tych, którzy opowiedzą o wysłuchaniu o CPK samemu prezesowi PiS - pokazało ono bowiem nie tylko dziury w horałowym projekcie, ale i to, jak poszkodowani projektem, do niedawna wyborcy PiS, organizują się, a także wykorzystują propagandowy język PiS do nazywania niesprawiedliwości, która ich spotkała.

I zapowiadają koniec PiS-u.

Publiczność niepisowska mogła zaś z tego wysłuchania dowiedzieć się nie tylko tego, jaka krzywda spotyka współobywateli, ale jak łamanie zasad dobrej legislacji i konsultacji społecznych, które PiS praktykuje od 7 lat, doprowadziło do powstania projektu CPK.

A polegał on najwyraźniej na rysowaniu na nieaktualnych mapach kresek tak, jak władzy wygodnie, bez sprawdzania innych wariantów i pytania się ludzi o zdanie. Bo władza ma większość, a więc może wszystko.

Zabiorą mi dom i gospodarstwo

Dziś procedura wywłaszczania pod inwestycje CPK wygląda tak, że albo człowiek godzi się na sumę proponowaną przez CPK, albo podlega wywłaszczeniu. Procedura zakłada, że w ciągu najpóźniej 120 dni ma wydać nieruchomość, następnie dopiero – ale w nieokreślonym czasie – otrzyma odszkodowanie.

Odszkodowanie to wylicza rzeczoznawca, którego decyzje są praktycznie niepodważalne. Jeśli człowiek zakwestionuje wysokość odszkodowania, może iść do sądu - trzeba tylko wpłacić 5 proc. spornej sumy. I poczekać parę lat.

CPK przewiduje wywłaszczenia na skalę niespotykaną dotychczas. To, i nowe zasady wypłaty odszkodowań, sprawiają, że ludzie nie poradzą sobie: nie będzie dość domów, dość ziemi, dość miejsca na nową działalność gospodarczą, by odbudować życie na nowo, spłacając przy tym kredyty zaciągnięte na stare domy i gospodarstwa.

Na wysłuchanie przyjechali ludzie z całej Polski

Z okolic przyszłego CPK, ale i z terenów, które przetną sieci nowej kolei, od Zamościa po Śląsk. Głos zabierali samorządowcy - w imieniu wspólnot - i sami mieszkańcy. Mówiły żony i mężowie. Rolnicy i przedsiębiorczynie. Starsi ludzie upominali się o prawa młodych używając ważnych dla tego pokolenia haseł ekologicznych.

Młodzi zwracali uwagę, że dobrostan psychiczny nie zalicza się do wartości rynkowej, a lata przeżyte w stresie w oczekiwaniu na wywłaszczenie odbiją się na zdrowiu ich rodzin.

Zabierający głos byli zorganizowani na tyle, że postulowali jednym głosem nie tylko odrzucenie zmian proponowanych przez Horałę (i to punkt po punkcie), ale formułowali pozytywne postulaty: wywłaszczenia tak, ale wedle norm Banku Światowego.

Bardzo wielu powtarzało hasło ruchu protestu przeciwko CPK:

"Tak dla rozwoju Polski, nie dla rabunku nieruchomości”.

Nie zakładali, że budowę CPK można zatrzymać. Ale apelowali, by odszkodowania nie były krzywdzące a przebieg linii kolejowych na centralne lotnisko omijał gęstą zabudowę. Wykazywali, że to mozliwe, że wywłaszczeń można by uniknąć, gdyby spółka budująca CPK zechciała posłuchać mieszkańców, którzy znają lokalne uwarunkowania. Ale CPK nie slucha, bo nie musi.

Skracali wypowiedzi, a kartki z przygotowaną rozbudowaną wypowiedzią oddawali przewodniczącemu komisji (Pawłowi Olszewskiemu z Koalicji Obywatelskiej - ponieważ wysłuchanie prowadził poseł opozycji, nie było też przerywania i odbierania głosu).

Dziury w ustawie - co mówili ludzie w czasie wysłuchania?

“Jestem mieszkanką gminy Wiskitki i nie zgadzam się z polityką rządu dotyczącą procedowanej ustawy wywłaszczeniowej. Ten projekt narusza moje prawa. Konstytucja pozwala na wywłaszczenie za słusznym odszkodowaniem – czyli takim, które nie spowoduje zubożenia mojej rodziny” - powiedziała np. Jolanta Jachimczyk. I takich głosów było mnóstwo.

Agnieszka Brzeska opowiedziała, jak wyglądało wywłaszczenie jej rodziny w ramach specustawy o lotnisku w Radomiu-Sadkowie wpierającym CPK: „Odszkodowanie wypłacone mojej rodzinie pozwoliło na odbudowanie domu w stanie surowym. Czy to jest słuszne odszkodowanie? Od decyzji rzeczoznawcy nie da się odwołać, a jego błędy w operacie szacunkowym są niepodważalne (u nas zastosowano cennik z 2017, choć były już cenniki z 2020). Nie mieliśmy prawa do lokalu zamiennego, nie dostaliśmy go – sami znaleźliśmy naszej rodzinie dom. Wtedy wojewoda zaproponował nam przeniesienie gospodarstwa do 40-metrowego mieszkania w bloku".

A inni dodawali:

  • Inwestycja CPK nie jest gotowa, nie ma dokumentów potwierdzających jej opłacalność ani dopuszczalność dla środowiska - a wywłaszczenia mają się zacząć już.
  • Wywłaszczony musi oddać nieruchomość (decyzja wywłaszczeniowa ma natychmiastową wykonalność), a termin wypłaty odszkodowania nie jest jasny.
  • “Wartość rynkowa” ministra Horały jest fikcją - na terenach zajętych już na mapach przez CPK wartość nieruchomości wynosi 0 złotych, bo nie można tam niczego sprzedać. A i nikt nie kupi. Także historyczne wartości transakcyjne nie pomogą - przy obecnej inflacji (“Nasze domy od czasu najazdu CPK nie mają wartości rynkowej, bo nikt nie chce kupić domu z torami w salonie” - mówiła np. Magdalena Darska-Serafin, Jaktorów).
  • Horała proponuje po 5 zł za metr kw. – a ziemia na terenach przylegających, ale nie objętych mapką CPK kosztuje nawet 200 zł za metr.
  • Jak w ciągu 120 dni trzypokoleniowa rodzina ma znaleźć nowy dom, opiekę dla dziadków, szkołę dla dzieci i jeszcze odbudować gospodarstwo rolne albo biznes, z którego żyła?
  • Wielu właścicieli wywłaszczonych domów wzięło dotacje na wymianę pieców (bo prawo nakazuje to zrobić do końca roku), zaciągnęło kredyty pod OZE, porobiło inwestycje unijne. Wiele domów powstało za kredyty hipoteczne - odszkodowanie Horały nie starczy nawet na spłatę rat i kar za niedotrzymanie umowy.
  • Odszkodowania zależą od liczby osób zameldowanych w domu – a przecież ludzie mogą mieć nieruchomości, w których nie są zameldowani.
  • Rząd sobie założył, że nie powinno się wzbogacać na wywłaszczeniach - dlatego za dom z lat 60. wywłaszczony powinien sobie kupić inny dom z lat 60. “Ale np. na Śląsku, gdzie są szkody górnicze, nie ma na rynku aż tylu domów z lat 60., żeby starczyło dla wywłaszczanych” - Błażej Tatarczyk, samorządowiec z gminy Mszana w województwie śląskim).
  • Rząd sobie założył, że wywłaszczani rolnicy mają sobie kupić gospodarstwa “gdzie indziej”. Nie ma gdzie indziej, bo ziemi rolnej do kupienia nie ma, a wywłaszczane tereny należą do 8 proc. najlepszej ziemi w Polsce.
  • Rząd sobie założył, że wywłaszczeni z burzonych domów kupią i wynajmą sobie inne mieszkania. Ale ich na lokalnym rynku po prostu nie ma. Nie ma też tylu mieszkań komunalnych, by starczyło dla lokatorów mieszkań bez prawa własności w wyburzanych domach (Aleksander Wyra, burmistrz Łazisk Górnych mówi, że dla kilkudziesięciu rodzin ma tylko jedno mieszkanie “Oni mają szansę zamieszkać pod tymi pięknymi estakadami nowej kolei”).
  • Przepisy nie pozwalają wywłaszczanym na egzekwowanie terminów w postępowaniu odszkodowawczym. To wywłaszczany ma w sądzie udowodnić, że wypłata odszkodowania była przewlekana (Sylwia Szymańczak).
  • Ludziom powinno się zapłacić tak, by byli w stanie odbudować swoje życie na tym samym poziomie w innym miejscu. I powinni dostać wynagrodzenie za to, że oddają dorobek życia, a czasem i pięciu pokoleń (jak gospodarstwo Sławomira Mitrowskiego z Maurycewa prowadzone przez rodzinę od 130 lat) - przecież oddają to, co dla nich najcenniejsze dla dobra wspólnego. Jeśli państwa na odpowiednią zapłatę to nie stać, to może nie stać go po prostu na tę całą inwestycję?
  • Dlaczego nie powstał fundusz wywłaszczeniowy, by człowiek natychmiast mógł sobie coś zorganizować za nieoprocentowaną pożyczkę? Potem by wam to oddał z odszkodowania (Jarosław Biegański, Palowice, powiat rybnicki). “Umożliwcie godne odszkodowania – chodzi o pieniądze, realny czas na znalezienie domu i opiekę psychologiczną. Nie traćcie pieniędzy na pikniki CPK - pomóżcie ludziom" - mówił Jakub Kuran.
  • Co będzie z ludźmi ze strefy przylegającej do inwestycji CPK. Oni nie będą wywłaszczeni, ale nie dostaną też żadnych odszkodowań za to, że wartość ich nieruchomości spadnie – bo kto kupi dom koło trasy kolei wysokich prędkości? (Piotr Lubszczyk, samorządowiec ze Śląska).
  • Kiedy pod inwestycje CPK wyburzy się zakłady przemysłowe, to właściciele może dostaną odszkodowania - ale gminy bezpowrotnie stracą dochody z podatków ("U nas to będzie milion złotych" - Barbara Prasoł, wójcina gminy Wyry, powiat mikołowski).
  • Wywłaszczenia powinny wygladać tak, jak w czasie budowy autostrad. Wtedy ludzie nie czuli się poszkodowani (Grzegorz Ziemiński).

Zasady wywłaszczeń trzeba zmienić, ale nie tak

“Mój dom na jednej mapce jest pod linią, na innej – w obszarze, a na kolejnej – poza nim. Mam teraz, na apel premiera, ocieplać dom i wymieniać kopciucha. Jak spłacę kredyty, skoro mnie wywłaszczycie?” - mówiła Grażyna Biernat-Benedetto, Międzyborów. A jej mąż, Tomaso Biernat-Benedetto, dodawał, że przyjechał do Polski z Włoch, zainwestował tu majątek swojej rodziny. I teraz mu się to odbiera.

Mecenas Wojciech Wałęga z Gliwic zwrócił uwagę, że taki wielki projekt infrastrukturalny wymaga budowy w konsensusie społecznym, tymczasem władza ogranicza się do propagandy. Zasady wywłaszczania w Polsce wymagają zmian. Wywłaszczenie musi dawać pewność i bezpieczeństwo, że odtworzy się majątek. Wypłata odszkodowania musi poprzedzać wyprowadzkę, a nieruchomości w strefie przylegającej do inwestycji powinny być objęte odszkodowaniami. Trzeba też rozwiązać problem zobowiązań kredytowych wywłaszczanych, powinno je przejmować państwo i z nim powinien się potem rozliczać obywatel.

PiS: partia cwaniaków i złodziei, czyli jak ludzie pomstowali na władzę

Jeszcze gorsze były zarzuty polityczne, bardzo często formułowane w języku, który do polityki wniósł PiS i jego populistyczni poprzednicy:

  • o wykupowaniu polskiej ziemi w celach spekulacyjnych - CPK i Horała chcą na niej zarobić (“Chcą zagrabić własność Polaków, alby ją sprzedać z zyskiem obcym” - Edyta Włodarczyk; “Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” - Bożena Ziąbska);
  • o pociągu władzy do pieniądza (“Im nie chodzi o pociąg do Zamościa czy do Jaktorowa – im chodzi o pociąg do pieniądza - Karina Kozłowska);
  • o tym, że obecna władza jest gorsza od komunistów (“W 1990 kupiłem tu gospodarstwo. Ciężko na nie pracowałem – a teraz chce się nas wyrzucić, a przez nową ustawę okraść. I nazywa się nas przeciwnikami Polski. Wyrzucają nas z domu w imię portu Solidarność, który nie ma nic wspólnego z Solidarnością. Rolnicy przetrwali Gomułkę, ale wykończy ich Prawo i Sprawiedliwość” - Lech Pawłowski, Nowy Oryszew);
  • o tym, że PiS traktuje Polaków jak Putin Ukraińców (albo przyjmiesz jego warunki, albo pod most);
  • o tym, że to nie jest żadne prawo ani sprawiedliwość (“To ma tyle wspólnego ze sprawiedliwością co demokracja ludowa z demokracją" - Robert Pindor, “Zmieniają prawo, by odebrać obywatelom godność i wolność, i pozostać bezkarnymi. Ta ustawa pozwoli osobom u władzy, niekoniecznie zdrowych zmysłach, odbierać obywatelom, co chce” - Grzegorz Miller);
  • o krzywdzie prostego człowieka, na którym władza korzysta;
  • o tym, że ta władza zachowuje się jak patodeweloperzy i czyściciele kamienic (Karina Kozłowska);
  • o tym, że władza źle rządzi, nie pilnuje procedur, nie ma dokumentacji (bo wie, że ją i tak podlegle organy wystawią wszystkie potrzebne zgody) - "a jak się coś stanie, to zrobią sobie komisję, która na puszkach i parówkach ustali, co trzeba" (Tadeusz Pałuba);
  • o tym, że ich wywłaszcza się jako pierwszych, ale będą następni, bo po ustawie Horały władza i biznes z nią związany będzie mógł sobie w taki sposób zabrać dowolną nieruchomość, która się mu spodoba (Sebastian Kujawa);
  • o strachu przed inflacją, złą zimą i końcem świata dobrobytu (a jest to lęk, który łączy ludzi ponad CPK).

Mówcy odwoływali się do tradycji amerykańskiego nieposłuszeństwa (“Jeśli prawo jest niesprawiedliwe, obowiązkiem jest mu się przeciwstawić"), ale i o tym, że w “katolickim i demokratycznym państwie” (Mariusz Kaczmarek) nie powinno tak być, że władza uchwala “specustawę grabieżową" (Sławomir Mitrowski).

Bardzo często cytowana była Konstytucja, zwłaszcza jej II rozdział o prawach i wolnościach. Ludzie mówili o godności (art. 30), wolności (art. 31), równości (art. 32), własności (art. 64), prawach lokatorów (art. 75) - wymieniali te artykuły, a choć podkreślali, że nie są prawnikami, prawie nikt się tu nie mylił.

“Tracimy to, co gwarantowała nam Konstytucja. Odrzućcie tę ustawę. Teraz to nas wywłaszczają, ale za chwilę możecie to być wy”

– zwracała się do posłów Katarzyna Maroń z sołectwa w gminie Czerwionka-Leszczyny.

“Przeraża mnie, co ludzie, którym społeczeństwo powierzyło władzę, robią z prawem. Interes jednej spółki nie może przeważa, a odszkodowanie musi być słuszne. Bo wychodzi, że lepiej być nierobem, zagłosować na odpowiednią partię – a dostanie się zasiłki z naszych pieniędzy. Sami się nachapują z naszych pieniędzy, nie wspomnę o obywatelu Morawieckim. Ta inwestycja może pociągnąć wszystkich ku katastrofie ekonomicznej, wyłączając grupę cwaniaków i pasożytów” - to Maciej Boniecki z Wiskitek.

Były też argumenty ekologiczne: że w czasach wojny i kryzysu żywnościowego nie można betonować ziemi rolnej dobrej jakości - zwłaszcza że ziemie wywłaszczane pod CPK były zapleczem żywnościowym Warszawy.

Panie Horała, słuchaj ludzi

Twitującemu Horale, że uwagi nie odnoszą się do projektu procedowanego teraz w Sejmie, ludzie odpowiadali, że przyszli opowiedzieć o swoich niepokojach i lękach, że rozwój kraju jest potrzebny, ale powinien następować w porozumieniu z obywatelami – a nie wbrew nim.

Że to jest ich jedyna szansa, by być wysłuchanymi - nie wiadomo bowiem, co się stało z ich uwagami zgłaszanymi w czasie formalnych konsultacji ("Nie dostaliśmy nawet do tej pory odpowiedzi władzy" - mówiła Grażyna Ogrodowska, sołtyska Międzyborowa w gminie Jaktorów), a propozycje drobnych zmian w planach CPK, co pozwoliłoby uniknąć wywłaszczeń, władza odpowiedziała “Nie”.

Męzczyzna ze szklanką wody przed komputerem
Marcin Horała w czasie wysłuchania publicznego, fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Tu warto zauważyć, że uczestnicy wysłuchania, w przeciwieństwie do ministra Horały, wiedzieli, czym są konsultacje – zgodnie z obywatelsko-rządowym dokumentem uzgodnionym i przyjętym 10 lat temu obowiązkową cechą konsultacji jest responsywność: organizator konsultacji ma jasno i zrozumiale odpowiedzieć, co zrobił z uwagami, jakie dostał, i wyjaśnić, dlaczego tak zrobił, jak zrobił.

Zasad konsultacji jest w sumie siedem - można je przeczytać tutaj.

Mariusz Kaczmarek, gmina Baranów: “Horała tu u nas nie był, a w telewizji wyzywa nas od Niemców i Rosjan. Ludzie zainwestowali w rozwój gospodarstw, a teraz to chcecie niszczyć i betonować”.

Liderzy ruchu protestu (tacy jak Karina Kozłowska) mieli już gotowy przekaz polityczny.

"Ponieważ PiS się z tego nie wycofa, to my ich do tego zmusimy. Jeśli nie teraz, to za rok. Ale wygramy, jeśli będziemy razem".

Teraz uwagi z wysłuchania[restrict_content paragrafy="7"] trafią do komisji i - jeśli Kozłowska ma rację - to PiS odzyskawszy w niej większość po prostu je wyrzuci. Ale tego, że ludzie zabrali w Sejmie głos, wyrzucić nie da rady.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne