Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / ...
10 grudnia 2020

Czarnek ogłasza amnestię dla homofobów i religijnych hejterów na uczelniach. W imię “wolności”

Minister Czarnek ogłosił projekt przepisów o „wolności akademickiej”. Przewiduje m.in. umorzenie spraw dyscyplinarnych oraz utrudni w przyszłości postępowania wobec homofobów i osób szerzących nienawiść na tle religijnym. Pokazujemy, w jaki sposób

Na konferencji poprzedzającej ogłoszenie nowego projektu zmian w ustawie „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce” minister Przemysław Czarnek mówił, że chodzi o „wolność dla wszystkich”. Można mieć wątpliwości, czy naprawdę to miał na myśli - w trakcie konferencji zrobił bowiem ważne zastrzeżenie, o którym powiemy niżej.

Do wejścia w życie tego projektu jeszcze daleko - ma dopiero być konsultowany, m.in. ze środowiskiem akademickim. Można go znaleźć na stronie ministerstwa - tutaj. Samo wystąpienie ministra można obejrzeć tutaj w całości.

Co zawiera projekt?

  • Nauczyciel akademicki nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za wyrażanie przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych.
  • Nauczyciel akademicki musi zostać poinformowany o poleceniu rozpoczęcia prowadzenia postępowania wyjaśniającego dotyczącego jego osoby.
  • Nauczyciel akademicki nie może zostać zawieszony na etapie postępowania wyjaśniającego.
  • Strony postępowania mają prawo skierować zażalenie do komisji dyscyplinarnej przy Ministrze, jeżeli postępowanie dotyczy wyrażania przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych.
  • Rektor zapewnia poszanowanie wolności nauczania, badań naukowych i ogłaszania ich wyników, a także debaty akademickiej z zachowaniem pluralizmu światopoglądowego i przepisów porządkowych uczelni.
  • Wszystkie wszczęte i niezakończone przed wejściem w życie nowych przepisów postępowania, które dotyczą wyrażania przez nauczycieli akademickich przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych zostają umorzone.

Wolność nie dla marksistów i "genderów"

Podczas konferencji minister powoływał się na konstytucję i zawarte w niej gwarancje wolności słowa. Zaprzeczał, że chodzi mu tylko o wolność wypowiedzi dla wykładowców o prawicowo-katolickich poglądach (mówił jednak wcześniej tylko o nich, twierdząc, że tylko ci potrzebują ochrony, ponieważ są prześladowani).

„Pojawiły się informacje, że to będzie dotyczyło tylko jednej grupy światopoglądowej. Chcemy, żeby wszyscy nauczyciele akademiccy, zarówno ci, którzy mają światopogląd lewicowy, lewicowo-liberalny, jak i ci, którzy mają pogląd konserwatywny, chrześcijański, jak i ci, którzy mają centrowe poglądy, żeby mogli (...) pracować na rzecz polskiej nauki. Dotyczy to zatem wszystkich”.

- mówił Czarnek.

Zaraz jednak dodał, że nie dla wszystkich.

„Oczywiście mówimy o wyrażaniu swoich przekonań światopoglądowych w granicach obowiązującego powszechnie prawa. Pamiętajmy o art. 13 konstytucji chociażby. (...) Dotyczy to przekonań nazistowskich, faszystowskich, czy przekonań komunistycznych wyrastających z marksizmu”.

Na artykuł 13 konstytucji minister powoływał się już wcześniej. 1 października w TV Trwam wywodził z niego zakaz wykładania gender studies.

„Mamy konstytucję RP, która w artykule 13 zakazuje propagowania idei komunistycznych, idei nazistowskich, faszystowskich, w tym również marksistowskich. Pamiętajmy, że z nurtu marksistowskiego czerpał nie tylko Stalin, nie tylko Lenin, ale również Adolf Hitler. Marksizm był podstawą wszystkich ideologii zbrodniczych XX wieku. Na to po prostu konstytucja w Polsce nie pozwala. A konstytucji trzeba przestrzegać”.

Dodajmy, że konstytucja nie zakazuje “propagowania idei komunistycznych”, ale zakazuje “istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”, a to zupełnie nie jest to samo.

"Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa".

Amnestia dla homofobów i religijnych hejterów?

Projekt zmian przygotowany przez Czarnka drastycznie utrudnia także np. prowadzenie postępowań dyscyplinarnych wobec osób głoszących np. nienawiść wobec osób LGBT z pobudek religijnych. Robi to w następujący sposób:

  • „Nie może zostać także wszczęte postępowanie wyjaśniające w sprawach wyrażanych przekonań religijnych i światopoglądowych” - mówił minister. Każdy rzecznik dyscyplinarny zastanowi się więc trzy razy, zanim rozpocznie postępowanie dyscyplinarne.
  • Każda osoba objęta postępowaniem dyscyplinarnym będzie miała prawo złożyć zażalenie do komisji dyscyplinarnej przy ministrze nauki, która będzie mogła je umorzyć. „Zażalenie dotyczy wyłącznie tego aspektu światopoglądowego” - mówił Czarnek.

W dodatku ustawa przewiduje całkowitą amnestię wobec osób, w sprawie których już takie postępowania dyscyplinarne się toczą.

„Wszczęte i niezakończone przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy postępowania wyjaśniające i postępowania dyscyplinarne (...) w zakresie, w jakim dotyczą wyrażania przez nauczycieli akademickich przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych, umarza się” - czytamy w projekcie.

Nadal nie ma przykładów rzekomych prześladowań prawicy

Tradycyjnie już minister Czarnek nie podał przykładów wykładowców prześladowanych za poglądy (zwłaszcza katolicko-prawicowe) na polskich uczelniach. W listopadzie 2020 roku OKO.press próbowało ustalić, o jakie osoby może chodzić ministrowi - zdarzało mu się mówić o „kilkudziesięciu” postępowaniach dyscyplinarnych.

Politycy prawicy - nie tylko Czarnek, ale np. prezydent Andrzej Duda - mówią w ostatnich miesiącach np. o zakazywaniu cytowania Jana Pawła II (nie wiemy, komu i gdzie rzekomo tego zakazano) albo o odmawianiu prawa do organizowania konferencji w murach uczelni (znów bez przykładu).

Być może dzieje się tak dlatego, że takich przykładów po prostu nie ma - a w tych, które czasami pojawiają się w prorządowych mediach jako świadectwo dyskryminacji, naprawdę chodziło o co innego.

Przypadek Zybertowicza

Prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta, nie otrzymał tytułu profesorskiego (Andrzej Zybertowicz jest doktorem habilitowanym). Prof. Zybertowiczowi, mimo pozytywnych ocen jego dorobku, odmówiono awansu (procedura trwała od 2018 do 2020 roku) na podstawie głosowania w Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych oraz negatywnych opinii tzw. superrecenzentów (czyli ekspertów powołanych przez Centralną Komisję do wydania opinii).

Pozytywne recenzje dorobku Zybertowicza wzbudziły jednak wiele krytyki - część z nich była wyraźnie negatywna, ale z pozytywną konkluzją.

„Pracę ściśle naukową Zybertowicza oceniam krytycznie, jego działalność organizacyjną i dydaktyczną więcej niż pozytywnie. Osobiście uważam, że raz wyzwolona wola stania się profesorem jest nie do zatrzymania. Jeśli Andrzej Zybertowicz uznał, że są powody, aby przyznać mu profesurę, to zapewne tak jest” - pisał w recenzji prof. Szymon Wróbel.

Przypadek Nalaskowskiego

24 sierpnia 2019 roku prof. Aleksander Nalaskowski, pedagog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, opublikował w tygodniku „Sieci” homofobiczny felieton. W tekście tym pt. „Wędrowni gwałciciele” prof. Aleksander Nalaskowski nazwał uczestników marszów równości „nieszczęśnikami, których dopadła tęczowa zaraza, zniewieściałymi gogusiami, wesołkami na utrzymaniu mamusi, facecikami, chcącymi się wiecznie bawić, obleśnymi, grubymi, wytatuowanymi babami, które ostentacyjnie się całują jak na wyuzdanych filmach, i osobnikami, którym trudno przypisać jakąś płeć”.

Zarzucał im przemoc seksualną, łączył homoseksualizm z pedofilią i powtarzał, że osoby LGBT w Polsce są szczególnie uprzywilejowane.

We wrześniu za ten felieton prof. Nalaskowski został zawieszony. W jego obronie występowali m.in. biskupi. Po tygodniu rektor UMK przywrócił Nalaskowskiego do pracy.

Przypadek Budzyńskiej

Od marca 2019 roku trwa sprawa prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. OKO.press pisało o niej obszernie (tutaj). Przypomnijmy: opisała ją najpierw w marcu 2019 roku katowicka „Wyborcza” (tutaj). Studenci II roku socjologii poskarżyli się rektorowi na wykłady socjolożki. W trakcie zajęć „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych” miała mówić m.in., że:

  • stosowanie antykoncepcji jest „zachowaniem aspołecznym”;
  • „aborcja to morderstwo”, bez względu na przyczynę;
  • stosowanie wkładki domacicznej to aborcja;
  • „normalna rodzina zawsze składa się z mężczyzny i kobiety”;
  • „osoby homoseksualne to coś gorszego”;
  • „ideologia gender” jest jak komunizm;
  • wysyłanie dziecka do żłobka to robienie mu krzywdy.

Uczelnia wszczęła postępowanie dyscyplinarne, a wykładowczyni zwolniła się z pracy. W jej obronę zaangażowała się m.in. radykalna organizacja Ordo Iuris (uznała to za przykład „cenzury światopoglądowej”), a prokuratura prowadziła (jeszcze we wrześniu 2020 roku!) przesłuchania zaangażowanych w sprawę studentów i studentek.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne