Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Urzędu Wojewódzkiego https://www.gov.pl/web/uw-podlaski/spotkanie-z-liderem-bialoruskiej-opozycjiFoto Urzędu Wojewódz...

To historia Anżaliki Melnikawej, znaczącej działaczki demokratycznej białoruskiej opozycji na emigracji. Współpracowała m.in. z Pawłem Łatuszką, jednym z liderów opozycji. A od lipca 2024 roku była przewodniczącą białoruskiej Rady Koordynacyjnej – organu utworzonego w 2020 roku przez Swietłanę Cichanouską, byłą kandydatkę na prezydenta Białorusi.

Rada pełni obecnie rolę białoruskiego parlamentu na wygnaniu. W styczniu 2025 roku polski Senat oficjalnie uznał ją za reprezentację białoruskiego społeczeństwa. Melnikawa występowała wówczas przed polskimi senatorami.

Na zdjęciu u góry: Anżalika Melnikawa towarzyszy Pawłowi Łatuszce podczas wizyty u wojewody białostockiej w lipcu 2022 roku.

W pewnym sensie Anżalika Melnikawa była więc marszałkinią parlamentu. Spotykała się z przedstawicielami najwyższych polskich władz. Występowała przed Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy. Rozmawiała też z unijnym Specjalnym Przedstawicielem ds. Praw Człowieka, zawsze jako reprezentantka demokratycznej opozycji białoruskiej.

Rok temu, w marcu 2025 roku, nagle zniknęła – z dwójką dzieci, ale i z pieniędzmi z konta założonej przez siebie fundacji.

Zaskakujące zwroty akcji

Na dodatek kilka dni przed zniknięciem z jej konta pobrano cały pakiet dokumentów Rady Koordynacyjnej. Melnikawa jako przewodnicząca tego organu miała dostęp do wielu wrażliwych danych o działalności białoruskich opozycjonistów.

Jej zaginięcie zgłoszono polskim służbom, ABW wszczęła postępowanie. Melnikawa do dziś figuruje na liście zaginionych polskiej policji. Podejrzewano, że została porwana, zaszantażowana przez białoruskie służby, być może nawet zamordowana. Albo z jakiegoś powodu musi się ukrywać.

Ale 19 marca 2026, niemal rok po jej zniknięciu, portal The Insider ujawnił, że Melnikawa prawdopodobnie żyje.

Co więcej – ma się doskonale i mieszka sobie bezpiecznie w białoruskim Mińsku. Wybuchła afera. Bo skoro była znacząca białoruska opozycjonistka żyje spokojnie w państwie rządzonym przez autokratycznego Aleksandra Łukaszenkę, może to oznaczać tylko jedno: Melnikawa współpracowała z białoruskimi służbami. Dlatego tak istotne jest ustalenie, czy to rzeczywiście ona została odnaleziona w stolicy Białorusi. Bo tego wciąż nie możemy być pewni.

Przeczytaj także:

Przez Ukrainę do Polski

Anżalika Melnikawa długo nie angażowała się w działalność polityczną. Pracowała na kierowniczym stanowisku w białoruskim oddziale Coca-Coli. Jednak kiedy w 2020 roku po sfałszowanych wyborach prezydenckich wybuchły na Białorusi masowe protesty, Melnikawa wzięła w nich udział. Została za to dwukrotnie ukarana grzywną.

Ponieważ białoruskie władze ścigały uczestników demonstracji i wsadzały ich do więzień, kobieta uciekła najpierw na Ukrainę, a potem do Polski, do Białegostoku. Polską wizę dostała w ramach słynnego pisowskiego programu Polish Business Harbor, który umożliwiał pracownikom niektórych branż z zagranicy, zwłaszcza z Białorusi, szybkie przeniesienie się do Polski bez szczegółowych kontroli.

W Białymstoku poznała białoruskich opozycjonistów i weszła w ich środowisko. Potem przeprowadziła się do Warszawy. W stolicy zaangażowała się w działania białoruskich haktywistów, znanych jako CyberPartyzanci. Założyła swoją fundację Białoruś Liberty i niemal natychmiast zaczęła zbierać darowizny na rzecz CyberPartyzantów właśnie, a później także Rady Koordynacyjnej.

Zawsze miała pieniądze

Szybko zdobyła zaufanie najważniejszych białoruskich opozycjonistów w Polsce, w tym wspomnianego już lidera Pawła Łatuszki, i wstąpiła do Rady Koordynacyjnej. W 2024 roku była już jej przewodniczącą.

Pod koniec tego samego roku dostała też obywatelstwo polskie. Niewątpliwie zrobiła w kręgach białoruskiej emigracji błyskawiczną karierę i to bez żadnej wcześniejszej działalności opozycyjnej w samej Białorusi, poza udziałem w protestach 2020 roku. Powszechnie uważano ją za współpracownicę Łatuszki. Zaś on, jak wyjaśniał później publicznie, zaufał jej, bo była związana z CyberPartyzantami.

Wyróżniało ją to, że zawsze miała pieniądze. Dużo pieniędzy. Właściwie nie wiadomo skąd.

„Po przeprowadzce do Warszawy standard życia Melnikawej gwałtownie wzrósł. Zamieszkała w nowym osiedlu na Bielanach i zamieniła swoje zawodne BMW na prawie nowego mercedesa” – relacjonował w maju 2025 roku portal The Insider. – „Koledzy opisywali ją jako kobietę, której nigdy nie brakowało gotówki – hojnie udzielała pożyczek współpracownikom, stylowo się prezentowała i nie bała się wydawać pieniędzy na siebie. Ustanowiła nawet własną nagrodę w wysokości 10 000 euro za najlepszą inicjatywę opozycyjną”.

Mąż opozycjonistów nie lubił

Na wakacje jeździła do Dubaju albo na Sri Lankę. Znajomym tłumaczyła, że pieniądze przesyła jej były mąż (Melnikawa była rozwiedziona), który jest programistą. Miała dostawać od niego alimenty w wysokości pięciu tysięcy dolarów miesięcznie.

Jej były mąż jest w tej historii dość tajemniczą postacią. Żył między Polską a Białorusią, swobodnie podróżował z jednego kraju do drugiego (co zazwyczaj nie jest proste). Był też negatywnie nastawiony do białoruskich opozycjonistów. A potem nagle… zamieszkał w Warszawie razem z Melnikawą. Chociaż wciąż byli rozwiedzeni.

Przy czym prawdopodobnie to nie on był dla kobiety wtedy najistotniejszy. W drugiej połowie 2023 roku pojawił się przy niej nowy mężczyzna. Przystojny uśmiechnięty 30-latek, sportowiec. Anżalika chyba się w nim zakochała. Z nowym partnerem nie pokazywała się jednak znajomym z opozycji. Spotykała się z nim podczas zagranicznych wyjazdów i to poza Unią Europejską.

Miała opowiadać przyjaciółce, że jej nowy wybranek nie może podróżować do UE.

Wskazywałoby albo na to, że jest objęty europejskimi sankcjami, albo że z innego powodu musi chronić swoją tożsamość.

Czy miała romans z oficerem KGB?

W styczniu 2024 roku na Sri Lance mężczyzna miał się Melnikawej oświadczyć, po powrocie pokazywała przyjaciółce otrzymany od niego pierścionek. Ich związek ujawnił portal The Insider w maju 2025, już po zniknięciu Melnikawej. Okazało się bowiem, że

tym tajemniczym wybrankiem był Aleksiej Witalijewicz Łobiejew, pracownik białoruskich służb bezpieczeństwa,

rzadko pojawiający się publicznie absolwent studiów wojskowych na Białoruskim Uniwersytecie Państwowym. A przynajmniej właśnie na niego wskazało dziennikarskie śledztwo.

Przy tych ustaleniach dziennikarzom pomagała organizacja BYPOL, zrzeszająca w Polsce byłych białoruskich żołnierzy, którzy opowiedzieli się po stronie demokratycznej opozycji. Jeden z jej członków, Aleksander Azarau, ujawnił Telewizji Biełsat, że Łobiejew był oficerem białoruskiego kontrwywiadu wojskowego KGB co najmniej od 2021 roku. Używał fałszywego paszportu na nazwisko Aleksiej Hardzejeu. I był już żonaty.

Wciąganie w pracę dla służb przez nawiązanie romantycznej relacji to jeden ze znanych schematów działania wschodnich (i nie tylko) służb. Był i jest stosowany zarówno wobec mężczyzn, jak i kobiet. Jeszcze w czasach ZSRR radzieckie służby szkoliły nawet specjalne agentki-uwodzicielki, nazywane „jaskółkami”, które prowadziły działania szpiegowskie właśnie dzięki intymnym kontaktom.

Łobiejew mógł podejść Melnikawę w ten sam sposób i wykorzystując łączącą ich relację wciągnąć we współpracę ze służbami. Ale to tylko jedna z hipotez, której na tym etapie nie da się ani potwierdzić, ani odrzucić.

Zniknęło też 150 tysięcy dolarów

Melnikawa zniknęła w lutym 2025 roku. Z perspektywy czasu wydaje się, że zniknięcie to zostało starannie zaplanowane. Najpierw poleciała z dziećmi do Londynu. Wcześniej szeroko informowała o wyjeździe znajomych w Polsce. Potem zdalnie nadal uczestniczyła w posiedzeniach Rady Koordynacyjnej. Nikt się temu nie dziwił. Miała być przecież w Londynie.

Tyle że w Wielkiej Brytanii przebywała jedynie dwa dni. Potem pojechała na Sri Lankę. A 7 marca 2025 roku do Dubaju. Ustaliły to później, już w ramach poszukiwania zaginionej, polskie służby.

W tym czasie systematycznie przelewała pieniądze z konta fundacji Białoruś Liberty na swój rachunek.

W sumie zdefraudowała około 150 tysięcy dolarów, z czego 30 tys. dolarów ze zbiórek na rzecz CyberPartyzantów, a 120 tysięcy z dotacji przyznanej Radzie Koordynacyjnej.

Śledztwo polskich służb

Od 25 marca 2025 r. zamilkła zupełnie. Przestała pojawiać się na posiedzeniach online rady. Nie odpowiadała na wiadomości, nie odbierała telefonu. Pod koniec marca lider białoruskiej opozycji Paweł Łatuszka powiadomił polskie władze o jej zaginięciu. ABW wszczęło śledztwo.

„Polskie służby będą wspierać wysiłki służb innych państw i białoruskiej Rady Koordynacyjnej w celu ustalenia miejsca pobytu pani Mielnikawej” – zapewniał wtedy Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Ministra-Koordynatora Służb Specjalnych.

Służby ustalały kolejne miejsca pobytu Anżaliki Melnikawej, zaś nowy prezes Fundacji Białoruś Liberty Wital Paciechin otrzymał w końcu dostęp do rachunków bankowych organizacji. Wtedy odkrył przelewy z konta fundacji na rachunek opozycjonistki. Zawiadomił policję, że Melnikawa ukradła pieniądze.

Plotki o współpracy

Mimo tych odkryć dalsze losy opozycjonistki pozostawały nieznane. Nie pomogło nawet wyznaczenie nagrody za wskazanie miejsca jej pobytu. W śledztwie brano pod uwagę porwanie, szantaż, a nawet zabójstwo.

Ale też od początku pojawiały się sugestie, że Melnikawa po prostu wróciła na Białoruś.

Do ostatniego tygodnia traktowano je jednak jako niepotwierdzone plotki. Nic dziwnego – przyznanie, że była przewodnicząca opozycyjnej Rady Koordynacyjnej żyje spokojnie w Mińsku, byłoby zaakceptowaniem faktu, że kobieta współpracowała z białoruskimi służbami. Tylko w takiej sytuacji osoba działająca oficjalnie przeciwko reżimowi Łukaszenki mogłaby bezpiecznie wrócić na Białoruś i nie trafić do więzienia.

Gdyby nie współpracowała ze służbami, po powrocie do kraju czekałby ją raczej los pokrewny do lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Nawalny po powrocie do Rosji natychmiast trafił do aresztu i już nigdy z niego nie wyszedł.

Przeszkolona agentka?

Ale z biegiem czasu takie „plotki” stawały się coraz bardziej prawdopodobne. Po raz pierwszy publicznie o tym, że Melnikawa prawdopodobnie była agentką białoruskiego KGB, powiedziała w październiku 2025 roku Anna Grabowska-Siwiec, emerytowana major ABW, podczas programu w TVP Info.

„Mielnikawa przeszła szkolenie, postawiono jej bardzo konkretne zadania. I te zadania realizowała na terenie Polski” – powiedziała Grabowska-Siwiec.

Oceniła także, że współpraca kobiety ze służbami nie zaczęła się od romansu z agentem KGB.

Już sposób funkcjonowania jej byłego męża sugerował, że także on był powiązany ze służbami. Według Grabowskiej-Siwiec mógł służyć za swego rodzaju posłańca, na bieżąco komunikującego funkcjonariuszy z Melnikawą. To kolejna hipoteza, której dziś nie da się ani potwierdzić, ani odrzucić.

Gdyby uznać ją jednak za prawdziwą, mogłoby się okazać, że nie było żadnego romansu z Łobiejewem. Że ich romans to jedynie przykrywka umożliwiająca Melnikawej bezpieczny kontakt z funkcjonariuszem białoruskiego KGB.

Nie wakacje, lecz spotkania ze służbami?

Zaś wyjazdy na wakacje do Sri Lanki i Dubaju to część tych kontaktów. Państwa te uznawane są bowiem przez wschodnie służby za bezpieczne dla nich. Funkcjonariusze ze Wschodu są tam rzadziej kontrolowani, mają większą swobodę działania i nie ma tam służb z państw UE, które wymieniają między sobą informacje. Gdyby Melnikawa regularnie przekazywała informacje białoruskim służbom, to na Sri Lance czy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mogłaby to robić bez żadnych obaw.

Paweł Łatuszka po wypowiedzi emerytowanej major ABW stwierdził, że nie wierzy, iż jego była współpracownica działała na rzecz służb.

Jednak już wcześniej to samo wyjaśnienie „zaginięcia” zasugerował Aleksander Azarau z BYPOL-u. W rozmowie z Telewizją Biełsat w maju 2025 roku powiedział, że jego zdaniem kobieta została zwerbowana przez służby. Tyle że nie wiadomo, kiedy ani jak.

Zdjęcia z siłowni

W tym stanie wiedzy trwaliśmy do 19 marca, kiedy to portal The Insider niespodziewanie opublikował zdjęcia kobiety bardzo podobnej do Anżaliki Melnikawej.

Fotografie zostały zrobione na jednej z mińskich siłowni.

Opublikowała je trzy dni wcześniej na Instagramie trenerka personalna Galina Kazancewa. Fotografie dość szybko zniknęły, ale 18 marca zrzuty ekranu z relacji zostały przesłane z anonimowego konta do ukraińskiego kanału Telegram BalaganOFF. Nie wiadomo, dlaczego akurat tam. Stamtąd trafiły do dziennikarzy The Insider i Euroradio Białoruś/Polska.

„Kilka osób znających Melnikawę potwierdziło, że to ona jest osobą widoczną na zdjęciach. Na jej lewym ramieniu widoczny jest tatuaż, który zrobiła mieszkając w Warszawie, co wskazuje, że zdjęcia są aktualne. Zdjęcia pokazują również, że Melnikawa skróciła włosy do około połowy ich pierwotnej długości” – opisywano w The Insider.

Tyle że na opublikowanych przez The Insider trzech zdjęciach tatuażu niemal nie widać. Dziennikarze ustalili, że fotografie wykonano w siłowni Hala Wostok w Mińsku. Została ona otwarta w 2025 roku, więc zdjęcia na pewno wykonano już po zniknięciu Melnikawej. Wiadomo też, że trenerka, która zamieściła fotografie na Instagramie, naprawdę istnieje. Dziennikarzom nie udało się jednak dowiedzieć niczego więcej o kobiecie widocznej na zdjęciach.

Zrzut ekranu jednego ze zdjęć z siłowni. Na fotografii prawdopodobnie Anżalika Melnikawa. Źródło: The Insider

Czy to robota AI?

Działacze białoruskiej opozycji w pierwszych chwilach podważali wiarygodność tych zdjęć. Pojawiły się sugestie, że to fake news, na zdjęciach jest inna kobieta lub że wygenerowała je sztuczna inteligencja.

„Teoria, że ​​Melnikawa znajduje się na Białorusi, krąży już od jakiegoś czasu i jest całkiem prawdopodobna. Jednak jak dotąd nic, co wyszło na jaw, nie stanowi jednoznacznego dowodu. Opublikowane zdjęcia wyglądają, jakby zostały zmontowane przez sztuczną inteligencję” – stwierdziła Juliana Szemetawiec, przedstawicielka organizacji „Cyberpartyzanci”, na rzecz której działała wcześniej w Polsce Melnikawa.

Postanowiłam sprawdzić udostępnione fotografie z siłowni za pomocą tzw. detektorów AI. To narzędzia, które rozpoznają, czy grafikę wygenerowało AI, czy nie. Są zawodne, dlatego nie można oprzeć się tylko na jednym sprawdzeniu.

Aby upewnić się, jak wygląda sytuacja ze zdjęciami z Mińska, użyłam ośmiu różnych detektorów.

Tylko jeden z nich wskazał, że fotografia mogła zostać wygenerowana przez AI. Podstawą tej wersji było stwierdzenie ingerencji w wygląd kobiety, a dokładnie w strukturę jej skóry. Jak jednak wynikało z analizy detektora, tego rodzaju ingerencja mogła też wynikać z użycia filtrów cyfrowych. A te na Instagramie stosowane są powszechnie.

Wskazania pozostałych siedmiu narzędzi dowodziły, że fotografie nie zostały stworzone przez sztuczną inteligencję.

Oczywiście nadal nie oznacza to, że na zdjęciu jest poszukiwana opozycjonistka. Może to być po prostu ktoś do niej bardzo podobny.

Ojciec: „Jest na Białorusi”

Jednak już po publikacji fotografii dziennikarzom tygodnika Nasza Niwa udało się skontaktować z ojcem Anżaliki Melnikawej. A on powiedział wprost, że jego córka jest na Białorusi.

„Wiem, że jest na Białorusi. Od kiedy? No cóż, od jakiegoś czasu. Wcale nie zniknęła. Z tego, co wiem, żyje i ma się dobrze. A dzieci być może są z nią. Chociaż od dawna nie widziałem jej ani wnuków osobiście” – powiedział. Jednocześnie przyznał, że ich kontakty są jednostronne. Zawsze to córka dzwoni do niego, a jej numer jest ukryty.

Jeśli na zdjęciach z siłowni rzeczywiście jest „zaginiona” Melnikawa,

powinniśmy się pozbyć wątpliwości co do tego, że współpracowała z białoruskimi służbami.

W tym kontekście zastanawiające jest natomiast samo opublikowanie fotografii, a potem przesłanie ich do ukraińskiego kanału na Telegramie.

Nowa operacja służb?

Na tym etapie nie można wykluczyć, że ujawniające miejsce pobytu kobiety publikacje zostały wstawione na Instagram przypadkowo. Ale trzeba też wziąć pod uwagę, że być może zrobiono to celowo i że stoją za tym białoruskie służby. Może to oznaczać, że władze białoruskie za chwilę rozpoczną jakąś operację z udziałem Melnikawej, zapewne uderzającą w białoruskich opozycjonistów, być może także w Polskę.

„Nie wykluczam, że Anżalika Mielnikawa niedługo (być może w najbliższych dniach) pojawi się publicznie, być może w białoruskiej TV” – napisał na platformie X Rusłan Soszyn, Białorusin, opozycjonista, dziennikarz „Rzeczpospolitej”. – „Wygląda na to, że Mińsk »odgrzewając« temat sugeruje, iż będzie coś więcej. Pytanie: po co te sygnały i do kogo są skierowane?”.

Na razie białoruscy opozycjoniści oficjalnie zawiadomili polskie służby o zdjęciach z siłowni.

„Biorąc pod uwagę, że Anżalika jest obywatelką polską, uważamy, że strona polska ma prawo skontaktować się z reżimem w celu uzyskania informacji potwierdzających fakt jej obecności na terytorium Białorusi” – powiedział Biełsatowi Paweł Łatuszka.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze