0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. RALF HIRSCHBERGER / AFPFot. RALF HIRSCHBERG...

Po upalnym poprzednim weekendzie (8-9 sierpnia) i tygodniu umiarkowanych temperatur obecny weekend (15-16 sierpnia) znów zapowiada się upalnie. W niedzielę chłodniej będzie na północy, od poniedziałku umiarkowane letnie temperatury powrócą w całym kraju. Potem sytuacja się powtórzy – przyszły piątek zapowiada się gorący, ale poniżej 30 stopni, upał wróci w sobotę (22 sierpnia).

Tegoroczne lato jest, jeśli chodzi o temperatury, nierówne. Jak opisują synoptycy IMGW, czerwiec przyniósł najbardziej ekstremalne wartości temperatury powietrza w tym roku. Jak piszą, pokazał, że fale upałów będą występować coraz częściej i obejmować coraz większy obszar Polski.

Ekstremalne upały utrzymywały się w czerwcu na zachodzie kontynentu, do Polski masa gorącego powietrza zwrotnikowego zaczęła napływać 26 czerwca. Kulminacja fali upałów przypadła na 28 czerwca, kiedy w Toruniu odnotowano 40,3 stopnie a w Słubicach 40,5 stopnia. To najwyższe temperatury w historii pomiarów meteorologicznych w Polsce.

Na zachodzie kraju termometry wskazywały około 39 stopni, w centrum i na wschodzie około 38, na południu około 36, nawet na wybrzeżu i Suwalszczyźnie temperatura osiągała niezmiernie rzadkie w tych regionach 34 stopnie. Dokuczliwe były noce, podczas których temperatury przekraczały 20 stopni, a na południu nawet 25 stopni.

Był to miesiąc dużo cieplejszy od średniej wieloletniej (z lat 1990-2020) na północnym wschodzie o 1,5 – 1,7 stopnia, na przeważającym obszarze kraju o 2,3 – 2,8 stopni, ale w Podkarpackiem już o 3 stopnie, a w Zielonej Górze aż o 3,4 stopnia.

W skali całego kraju był cieplejszy o dwa stopnie od normy wieloletniej. To trzeci najcieplejszy czerwiec w Polsce od wprowadzenia regularnych pomiarów temperatur, czyli od 1951 roku. Na świecie był to natomiast drugi najcieplejszy czerwiec w historii pomiarów.

Lipiec w większości regionów kraju okazał się zbliżony do normy wieloletniej dla tego miesiąca, na wschodzie był nawet nieco chłodniejszy (o 0,5-0,7 stopnia). Jako zimny mogli odczuć go mieszkańcy północno-wschodnich dzielnic kraju, gdzie lipiec okazał się o stopień do półtora stopnia chłodniejszy od średniej.

Pierwsze dni sierpnia były natomiast cieplejsze od normy wieloletniej dla tego miesiąca. Na Wybrzeżu o jeden stopień, w dzielnicach centralnych o 2 do 2,5 stopnia, ale na południe od linii Zielona Góra-Suwałki aż o 4,5 do 5 stopni.

Druga połowa sierpnia musiałaby być o 2-5 stopni chłodniejsza od średniej wieloletniej, żeby ten miesiąc „zmieścił się w normie”. Jednak i wtedy ekstremalnie ciepły czerwiec i przeciętny dwa kolejne miesiące sprawią, że statystycznie lato okaże się bardzo ciepłe. Można założyć, że tegoroczne lato z dużym prawdopodobieństwem okaże się cieplejsze od średniej wieloletniej z lat 1991-2020.

Przeczytaj także:

Europa ma najszybszy wzrost średnich temperatur

Pomiary temperatur prowadzone są w Polsce regularnie od 1951 roku. Średnie dobowe temperatury wylicza się, biorąc osiem pomiarów temperatury (pierwszy o północy czasu uniwersalnego, czyli o 1 w nocy polskiego, kolejne co trzy godziny), a ich sumę dzieli przez osiem.

(Do 1965 roku na niektórych stacjach meteorologicznych notowano temperaturę jedynie 4 razy na dobę. Do porównań dane trzeba jakoś ujednolicić, stąd w seriach danych IMGW, które obejmują dane historyczne, średnia temperatura dobowa wyliczana jest inaczej: to suma pomiarów temperatury z godziny 6 i 18 oraz najniższej i najwyższej temperatury odnotowanej danej doby, podzielona przez cztery.)

Średnie temperatury wylicza się też dla poszczególnych miesięcy oraz lat.

Nie ulega wątpliwości, że średnie temperatury na świecie rosną, a w Europie wzrost średnich temperatur postępuje dwukrotnie szybciej.

Na naszym kontynencie jest już o 2-2,5 stopnia cieplej niż w okresie przedprzemysłowym (latach 1850–1900), na świecie o około 1,2 stopnia. Skąd ta różnica?

Po pierwsze, średnie temperatury na świecie podaje się dla całego globu, łącznie z oceanami. Oceany nagrzewają się wolniej, a lądy dwukrotnie szybciej niż oceany.

Po drugie, Europa leży blisko najszybciej ocieplającej się Arktyki i daleko od najwolniej ocieplających się obszarów równikowych.

To, że przez tydzień jest chłodniej albo któryś miesiąc okazuje się nieco chłodniejszy od normy wieloletniej, nie zmienia faktu, że kolejne lata okazują się od tej normy cieplejsze. Widać to zresztą dobrze na mapach średnich rocznych temperatur (w 2021 roku opisywał zespół „Nauki o klimacie”).

Nawiasem mówiąc, postępujące ocieplenie klimatu sprawiło, że większość analiz nie porównuje już temperatur z tymi z drugiej połowy XX wieku (na przykład okresem 1961-1990). IMGW najczęściej porównuje bieżące dane z dekadami 1991-2020.

Upały w naszym dzieciństwie, upały dziś

Upał definiuje się w Polsce jako temperatury równe lub wyższe od 30 stopni – zmierzonych w zacienionej klatce meteorologicznej umieszczonej dwa metry nad trawą.

Nasi rodzice doświadczali jednego do trzech takich dni rocznie. My w dzieciństwie kilku. Dziś jest ich średnio kilkanaście (pisała „Nauka o klimacie” już w 2019 roku), ale zdarzają się lata, gdy jest ich ponad dwadzieścia.

Na przykład latem 2015 roku w Opolu zarejestrowano aż 37 dni z temperaturą 30 stopni lub więcej, w stolicy było ich 20. Ekonomiści szacowali wówczas, że rekordowo długa fala upałów sprawiła, że aglomeracja warszawska traciła 110 mln PLN dziennie ze względu na spadek produktywności, a PKB Warszawy spadło o 0,3-0,5 procent.

Wzrost liczby upalnych dni nie jest, rzecz jasna, polską specyfiką i dzieje się na całym kontynencie. Aż 23 z 30 najbardziej dotkliwych fal upałów od 1950 roku zdarzyły się w Europie już w ostatnim ćwierćwieczu, wynika z analiz europejskiej służby kosmicznej Copernicus.

Być może cieszy to zagorzałych plażowiczów, ale nikt nie spędza na plaży trzech letnich miesięcy. Przez większość lata normalnie pracujemy, większość z nas w miastach, gdzie po zachodzie słońca jest przeciętnie o kilka stopni cieplej niż poza aglomeracją.

Dodatkowo męczą nas nagrzane betonowe i asfaltowe powierzchnie. Temperatura odczuwalna jest zbliżona do średniej z temperatury powietrza i temperatury powierzchni. Gdy temperatura powietrza wynosi 30 stopni, nad nagrzanym do 50 stopni asfaltem odczuwamy komfort (a raczej dyskomfort) termiczny taki, jakby temperatura wynosiła 40 stopni.

Dodatkowym problemem są tak zwane noce tropikalne, podczas których temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Do lat 80. były w Polsce praktycznie niespotykane. Dziś często towarzyszą falom upałów, utrudniając schładzanie się domów i mieszkań, a nam regenerację po wyczerpująco gorącym dniu.

Meandry prądu strumieniowego, czyli niże i wyże

No dobrze, ale skoro średnie temperatury rosną o około pół stopnia na dekadę, skąd tak wielki przyrost liczby upalnych dni? Żeby to wyjaśnić, będziemy musieli dowiedzieć się, czym jest prąd strumieniowy i jak wpływa na pogodę nad Europą i Polską.

Prąd strumieniowy to silne wiatry wiejące wysoko w atmosferze (około 10 km nad powierzchnią Ziemi) stale z zachodu na wschód z prędkością około 180 km/godz. (choć czasem bywa znacznie większa).

W latach 20 ub. wieku odkrył je japoński meteorolog Wasaburō Ōishi. Niezależnie od niego wiatry te napotykali piloci podczas II wojny światowej. Dziś wykorzystują je linie lotnicze, by skrócić czas lotu i zmniejszyć zużycie paliwa podczas rejsów z zachodu na wschód (na przykład z Ameryki Północnej do Europy czy z Azji Północnej do Ameryki).

Ten wiatr jest wynikiem zderzenia mas powietrza wokół biegunów (arktycznego) i umiarkowanych szerokości geograficznych (polarnego). Masy powietrza o różnej temperaturze mają różną gęstość, a gdy się spotykają, powstaje różnica ciśnienia.

By wyrównać tę różnicę, powietrze rusza od ośrodka wysokiego ciśnienia (wyżu) do niskiego (niżu). Siła Coriolisa, wynikająca z obrotu Ziemi wokół osi, odchyla jego wędrówkę (na półkuli północnej w prawo). Z tego powodu wiatry wieją zwykle nie od wyżu do niżu, a wzdłuż linii tego samego ciśnienia (izobar), z grubsza wzdłuż granicy między różnymi masami powietrza.

Prąd strumieniowy można uważać za wiatr wiejący stale wokół polarnego wyżu. Istnieje także słabszy prąd rozdzielający masy powietrza równikowego od zwrotnikowego, na półkuli południowej również są dwa takie prądy. Gdy jednak mówimy o „prądzie strumieniowym” mamy najczęściej na myśli ten wiejący na naszej półkuli i naszych szerokościach geograficznych.

Prąd strumieniowy rzadko wieje idealnie wzdłuż równoleżników. Często meandruje niczym rzeka, zdarza się też, że słabnie i zanika.

(Animacja prądu strumieniowego, NASA/Goddard Space Flight Center)

To wyjaśnienie było nam niezbędne, bo to meandry prądu strumieniowego rządzą pogodą umiarkowanych szerokości geograficznych. Jeśli słyszą Państwo w prognozie o klinie wysokiego ciśnienia i zatoce niskiego ciśnienia, to są grzbiety i doliny prądu strumieniowego.

Gdy prąd strumieniowy meandruje na północ, grzbiet fali sprowadza wyż atmosferyczny, co przynosi bezchmurną, słoneczną pogodę. Gdy meandruje na południe, dolina fali przynosi niż atmosferyczny, co oznacza chmury, deszcz i wiatr.

Gorąco zachęcam do przeczytania wyjaśnienia tego zjawiska w tekście Krzysztofa Drozdowskiego w Wyborczej.pl. Bardziej wnikliwi, jak z meandrów prądu strumieniowego powstają wyże i niże mogą skorzystać z innego jego tekstu lub z obrazowego wyjaśnienia na stronie University of Arizona.

Co ma prąd strumieniowy do upałów nad Europą?

Wiele. Zwykle prąd strumieniowy meandruje sobie w dość regularny sposób, a jego fale systematycznie przesuwają się z zachodu na wschód. Zapewnia to nam co kilka dni zmianę pogody z wyżowej na niżową (oraz opady) i odwrotnie. Bywa jednak, że prąd strumieniowy słabnie lub meandruje w sposób, który tę wędrówkę uniemożliwia.

Najrzadszym zjawiskiem jest tak zwana blokada Rexa (od nazwiska amerykańskiego meteorologa Daniela F. Rexa, który opisał to zjawisko w 1950 roku). Polega na tym, że meander prądu strumieniowego odchyla się od równoleżnika o 90 stopni. Wyż wędruje na południe, niż trafia na północ, a powietrze opływa je po trasie przypominającej odwróconą literę S.

Częściej zdarza się inny układ, gdy wyżowi towarzyszą dwa niże ulokowane na wschód i zachód od niego. To tak zwana „blokadą omega”, bo przebieg prądu strumieniowego układa się wówczas w kształt greckiej litery Ω.

Obie te blokady przydarzają się zwykle, gdy prąd strumieniowy słabnie. Oba blokują wędrówkę niżów i wyżów na wschód.

Powstają, rzecz jasna, nie tylko nad Europą. W 2021 roku zdarzyło się to nad zachodnią Kanadą, gdzie blokada wyżowa sprowadziła niespotykaną tam falę upałów. Temperatury wzrosły do trudnej do wyobrażenia wartości 49,6 stopnia (a miasteczko Lytton, gdzie odnotowano rekord, zostało wkrótce potem strawione przez falę pożarów lasów).

Czasem zdarza się również inny scenariusz: system wysokiego lub niskiego ciśnienia zostaje „odcięty” od prądu strumieniowego. Dzieje się tak, gdy prąd przesunie się daleko na północ. Wtedy ośrodek wysokiego ciśnienia pozostaje w miejscu przez wiele dni i pozostajemy pod wpływem tej samej pogody przez znacznie dłużej – czasem tygodnie.

Jakie ma to znaczenie dla powstawania upałów, czytelnicy zapewne się już domyślają.

W wyżu zwykle panuje słoneczna pogoda. Latem, gdy dzień trwa kilkanaście godzin, oznacza to szybki wzrost temperatur. Jest też zwykle sucho, a suche powietrze nagrzewa się szybciej niż wilgotne. Od świtu ogrzewa się o 2 do 4 stopni na godzinę. Dodatkowo w wyżu powietrze opada, więc nagrzane nie unosi się, lecz pozostaje przy powierzchni ziemi (to tak zwana inwersja wyżowa).

Blokady wyżowe trwają kilkanaście dni do kilku tygodni, podczas których słońce nagrzewa stale powierzchnię ziemi, ta zaś powietrze. Latem oznacza to rosnące temperatury, utrzymujące się upały i brak opadów.

Osobną historią jest to, że towarzyszące zablokowanemu wyżowi niże kilkaset kilometrów dalej sprowadzają utrzymujące się deszcze i zagrożenie powodziowe.

Wszystkie upały to wynik jednego z dwóch scenariuszy

W najnowszej analizie (opublikowanej w „Environmental Research Letters” 29 czerwca tego roku akurat, gdy w Polsce temperatury biły rekordy) naukowcy przeanalizowali wpływ prądu strumieniowego na fale upałów, które pojawiały się w Europie Zachodniej od lat 90. ubiegłego wieku. Z ich analizy wynika, że fale upałów są rzeczywiście wynikiem jednego z dwóch scenariuszy wyżowych blokad.

Pierwszym jest blokada typu omega. Prąd strumieniowy wygina się na południe wzdłuż atlantyckich wybrzeży Europy (powstaje tam niż), po czym biegnie na północ wokół Wysp Brytyjskich i Półwyspu Skandynawskiego (co sprowadza nad Europę wyż) i znów biegnie na południe przez wschód kontynentu (gdzie powstaje niż).

W drugim scenariuszu prąd strumieniowy przesuwa się na północ. Nad Europą pojawia się „odcięty” wyż. Taki przebieg cyrkulacji atmosferycznej sprawia, że atlantyckie niże, zamiast wędrować przez Europę, wędrują przez północ Skandynawii i tam nurkują na południe.

W obu przypadkach nad zachodnią i centralną Europą pojawia się upalny wyż. Powietrze wokół wyżu krąży zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, więc wyż „zaciąga” nad Europę upalne powietrze (które, wbrew częstym doniesieniom, nie pochodzi znad Sahary, lecz najczęściej z okolic Azorów). Pojawia się też inwersja wyżowa, która przytrzymuje nagrzane powietrze przy powierzchni ziemi.

Te scenariusze nie są ostrymi kategoriami. Fala rekordowych upałów, która dręczyła zachodnią Europę w drugiej połowie czerwca (a nam pod koniec tego miesiąca zapewniła rekord 40,5 stopnia) przebiegała początkowo zgodnie z pierwszym scenariuszem, by łagodnie przejść w ten drugi. Późniejsze fale upałów były już wynikiem tego drugiego mechanizmu.

Zjawisko wędrowania prądu strumieniowego na północ związane jest często z sytuacją, gdy się on rozdwaja. Jedna jego odnoga płynie wówczas przez północ Europy i Azji, druga przez północ Afryki i centralną Azję. Przytrzymuje to upalne wyże w Europie. Zdaniem autorów pracy opublikowanej w „Nature Communications” w 2022 roku, nie zdarza się to częściej niż w przeszłości – jednak gdy już się zdarza, trwa dłużej.

Nie są to sytuacje baryczne nieznane synoptykom, wręcz przeciwnie. Jednak naukowa analiza częstotliwości ich powstawania może przyczynić się do lepszych prognoz i wcześniejszego ostrzegania przez falami upałów.

W Polsce jest trochę inaczej

Te scenariusze w Europie Zachodniej nie przekładają się bezpośrednio na pogodę w Polsce, a to z kilku powodów.

Jeśli nad zachodnią Europą panuje blokada typu omega, na zachód i na wschód od wyżu lokują się niże. Wtedy często pozostajemy pod wpływem niżu na wschodzie kontynentu lub ścierają się u nas masy ciepłego powietrza z chłodniejszym, a kraj podzielony jest na cieplejszy zachód i znacznie chłodniejszy wschód (taka sytuacja panowała przez sporą część lipca).

Nawet gdy wyż z zachodu zbliży się do Polski, jest u nas nieco chłodniej. Wiatry krążą wokół wyżu zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. Po jego wschodniej stronie masy powietrza napływają z północy i północnego wschodu. Z tego powodu wschodnie części niżów są o kilka stopni chłodniejsza od ich zachodnich „połówek”.

Poza tym, gdy niże blokujące upalny wyż nad zachodem Europy słabną, a ośrodek wysokiego ciśnienia zaczyna się przemieszczać na wschód, oznacza to, że wróciła normalna cyrkulacja zachodnia napędzana przez meandry prądu strumieniowego. Wówczas fala upału nad Polską jest zwykle przejściowa. W ciągu kilku, zwykle 4-5 dni, czeka nas przejście frontu chłodnego (czemu najczęściej towarzyszą burze).

W drugim scenariuszu, choć prąd strumieniowy przebiega przez daleką północ kontynentu, nie jest to przebieg równoleżnikowy: jego oś jest zwykle przechylona na południe. Jego fale nadal się po tej osi przemieszczają i jest spora szansa, że po takiej pochylni zanurkuje jakiś niż, który obejmie Polskę lub przynajmniej część kraju, i podzieli na chłodną północ i upalne południe.

Najbardziej dotkliwe upały w Polsce można przewidywać, gdy wyż ulokuje się na wschód od naszych granic (jesteśmy wtedy w zachodniej i cieplejszej części niżu, gdzie powietrze napływa z południa i południowego wschodu) i pozostanie tam na dłużej.

Jak pisał w 2025 roku na łamach „Nauki o Klimacie” Maciej Ostrowski, wyże stacjonarne nad Rosją są znacznie rzadsze niż te zmierzające nad Polskę z zachodu, jednak wysokie temperatury utrzymują się wtedy dłużej.

Takie wyże zdarzają się o różnych porach roku. Mamy wtedy przez kilkanaście dni słoneczną i suchą pogodę. Zdarza się to przeciętnie 2-4 razy w roku i przynosi kilkanaście dni rosnących temperatur bez opadów. Wiosną przynosi to suszę, latem upały, a jesienią złotą polską jesień.

Prawda czy fałsz?

Lata z roku na rok stają się coraz bardziej upalne. I tak już będzie zawsze.

Sprawdziliśmy

Doświadczamy już kilkunastu dni upałów rocznie, choć nasi rodzice dni z temperaturą powyżej 30 stopni mogli liczyć na palcach jednej ręki. Liczba upalnych dni w Europie rośnie z dekady na dekadę.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Czy coś się dzieje z prądem strumieniowym? Tak

Naukowcy od początku tego stulecia przewidywali, że ocieplenie klimatu przesunie prąd strumieniowy w kierunku bieguna północnego i go osłabi. Umiarkowane szerokości geograficzne ocieplają się wolniej niż okolice biegunów, a prąd strumieniowy to silnik cieplny, napędzany różnicą temperatur między nimi.

Z pracy opublikowanej w 2008 roku (w „Geophysical Research Letters”) wynikało, że w latach 1979-2001 prąd strumieniowy przesuwał się na północ o 2 km rocznie. Podobny trend zaobserwowano na półkuli południowej (gdzie przesunął się bliżej bieguna południowego). Nie było więc to przesunięcie szczególnie znaczące, bo przez dwie rozpatrywane dekady o 40 kilometrów. To niewielka różnica, ale trend był raczej wyraźny.

Z analizy opublikowanej w 2018 roku w „Journal of Climate” wynikało, że wędrówka prądu strumieniowego jest faktem – ale w większości regionów globu zaszła w stronę równika. Jedynie nad Ameryką Północną oraz Atlantykiem (co ma przemożny wpływ na pogodę w Europie) przesunął się w stronę bieguna północnego. Zmniejszyła się też jego prędkość – nad Europą i centralną Azją zimą, zaś nad Ameryką Północną i Atlantykiem – latem.

Z nowszej analizy opublikowanej w 2024 roku (również w „Geophysical Research Letters”) wynika silniejszy trend. Badacze wzięli pod lupę dane z lat 1980-2020, a więc okres dwa razy dłuższy. Twierdzą, że w ciągu ostatnich 40 lat prąd strumieniowy przesuwał się o około 30-80 kilometrów na dekadę. Czyli przez cztery dekady przesunął się o 120-360 kilometrów na północ.

Gdy prąd strumieniowy przesuwa się na północ, rzadziej przez Europę przechodzą na przemian wyże i niże, częściej utrzymują się dłuższe okresy takiej samej pogody. Gdy są to deszczowe niże, zwiększa to zagrożenie powodziami. Gdy są to suche wyże – upałami i suszą. I tak źle, i tak niedobrze.

Najwyraźniej tak się właśnie dzieje. Jak wiemy z pracy przytoczonej wcześniej, większość upałów w Europie zachodniej to albo wyżowe blokady typu omega, albo wyże „porzucone” przez wycofujący się na północ prąd strumieniowy. I niewątpliwie jest ich coraz więcej – przypomnijmy, że aż 23 z 30 najbardziej dotkliwych fal upałów od 1950 roku zdarzyło się w Europie w ostatnim ćwierćwieczu.

Brak wody, brak prądu

Niektóre odcinki prądu strumieniowego biegnące znad oceanów nad lądy – na przykład znad Hawajów nad Kalifornię – nazywane są czasem „atmosferycznymi rzekami”, bo niosą nad kontynenty wilgotne oceaniczne powietrze, które sprowadza opady. Nad Ameryką Północną zjawisko to nazwano „Pineapple Express”.

Prąd strumieniowy sprowadza także wilgotne atlantyckie niże nad Europę i jest istotnym źródłem wody dla naszego kontynentu. W 2015 roku na łamach „Journal of Hydrology" naukowcy szacowali, że napływ wilgotnego powietrza dzięki prądom strumieniowym zapewniają przeciętnie 20-30 procent, a w niektórych porach roku nawet do 50 procent opadów.

Z pracy opublikowanej w „Science Advances” w 2024 roku wynika, że w chłodnej porze roku te atmosferyczne rzeki przesunęły się już z okolic 50. w okolice 60. równoleżnika, czyli o około tysiąc kilometrów na północ, w okolicach zwrotnikowych zaś – słabną.

Nie powinno nas dziwić, że coraz częstsze są też susze – w Polsce praktycznie nie ma już lat bez deficytu wody w którymś z regionów kraju.

Tegoroczne fale upałów nad Europą (a było ich już cztery) i wywołana nimi susza doprowadziła już do ograniczenia o niemal 90 procent mocy elektrowni atomowej Paks na Węgrzech, o 80 procent w serbskiej elektrowni Đerdap 1 i do całkowitego wyłączenia elektrowni Cernavoda w Rumunii. Wszystkie chłodzone są wodą z Dunaju, który ma wyjątkowo niski stan wody.

Nasze elektrownie węglowe są przeważnie chłodzone w obiegu zamkniętym, przez chłodnie kominowe. Jednak niektóre, jak te w Kozienicach czy w Połańcu, chłodzone są wodą z Wisły – której poziom również jest w tym roku bardzo niski.

Jak pisał na łamach OKO.press Wojciech Kość, 4 sierpnia z powodu niskiego stanu Wisły z pracy wypadło sześć należących do Enei bloków (nr 2, 3 i 4 w Kozienicach o łącznej mocy 600 MW oraz nr 5, 6 i 7 w Połańcu – 690 MW). Łączny ubytek wyniósł więc około 1,29 GW. Przyczyna jest zasadniczo taka sama jak w dolinie Dunaju: niski przepływ Wisły ograniczył ilość wody dostępnej do chłodzenia elektrowni.

C3S_Bulletin_hydro_202607_Fig3_monthly_river_flow_anomalies
C3S_Bulletin_hydro_202607_Fig3_monthly_river_flow_anomalies

Świętujmy najchłodniejsze lato (reszty naszego życia)

Co z tym możemy zrobić? Cóż, zupełnie nic na to nie poradzimy. Nic już nie zatrzyma wzrostu temperatur za naszego życia ani nie przytrzyma prądu strumieniowego stale na naszych szerokościach geograficznych.

Na upały możemy się przygotować tylko sadząc drzewa, gdzie się da — w ich cieniu jest nawet o ponad dziesięć stopni chłodniej. Na susze zaś – przywracając naturalne koryta rzek i strumieni oraz pozwalając im się rozlewać – „slow, spread and sink”, czyli zasada trzech S to jedyny sensowny sposób na zatrzymywanie wód opadowych w glebie.

Jak powiedziała sekretarz handlu USA Gina Raimondo podczas uruchomienia rządowej strony Heat.gov (czyli Upał.com) w lipcu 2022 roku: „Biorąc pod uwagę naukowe przewidywania, obecne lato z jego dotkliwymi i rozległymi falami upałów jest najprawdopodobniej jednym z najchłodniejszych lat reszty naszego życia”.

Wypada więc świętować każde kolejne lato jako najchłodniejsze lato reszty naszego życia (oraz to, że mamy wodę z kranu i prąd w gniazdku).

Nie zanosi się niestety na to, by ludzkość przestała niebawem spalać paliwa kopalne, a nawet gdy tak się już stanie, zatrzyma to jedynie średnie temperatury na obecnym poziomie. Upalnych dni będzie z roku na rok coraz więcej. Jeden rok z mniejszą liczbą takich dni niewiele w tym trendzie zmieni.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze