Nauczyciel stażysta zarabia dziś na rękę 1750 zł, a dyplomowany - niespełna 2400 zł. "Doszliśmy do ściany" - mówi OKO.press prezes ZNP Sławomir Broniarz. Nauczyciele chcą walczyć o 1000 zł podwyżki. Chcą pójść śladem policjantów i masowo brać zwolnienia chorobowe w newralgicznym momencie - podczas egzaminów. Czy to może się udać? Analiza OKO.press

Choć w styczniu 2019 roku nauczyciele dostaną drugą transzę podwyżek obiecanych przez minister Annę Zalewską, to znów nie wpłynie to na grubość ich portfeli i bezpieczeństwo finansowe. W projekcie ustawy budżetowej na rok 2019, przyjętej przez Radę Ministrów 21 sierpnia 2018, inflację na przyszły rok oszacowano na 2,3 proc. Z 5 proc. podwyżki zostanie więc 2,7 proc.

A to oznacza, że realnie nauczyciel na najwyższym stopniu awansu zawodowego może liczyć najwyżej na 100 zł podwyżki.

ZNP: doszliśmy do ściany

„Minister Anna Zalewska arbitralnie ustalając wysokość nauczycielskiego uposażenia zlekceważyła wszystkich partnerów społecznych. Skoro minister uważa, że dyskusje o płacach nie podlegają negocjacji to oznacza, że doszliśmy do ściany” – mówi OKO.press Sławomir Broniarz, prezes ZNP, największego związku zawodowego nauczycieli w Polsce.

16 listopada związek rozpoczął zbieranie informacji o formach protestu, w których chcą wziąć udział nauczyciele. „Mamy już prawie 17 tys. odpowiedzi.

70 proc. nauczycieli chce protestować tak jak ostatnio robili to policjanci, czyli masowo brać zwolnienia L4.

Kolejnych 22 proc. wybrałoby powszechny strajk. Informacje będziemy zbierać do 4 grudnia. Wtedy zdecydujemy się też na konkretną datę. Najbliższym możliwym terminem są wstępne egzaminy w grudniu, najdalsze – wiosna i egzaminy ósmoklasisty, gimnazjalny i matura” – mówi Sławomir Broniarz.

1000 zł w górę

Nauczyciele – a w zasadzie nauczycielki, bo w edukacji pracują głównie kobiety – są na szarym końcu w rankingu płac w budżetówce. Gorzej płaci się tylko w:

  • w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej;
  • działalności związanej z kulturą i rozrywką;
  • pozostałej działalności usługowej.

Związkowcy domagają się podwyżki w wysokości 1000 zł brutto i przybliżenia ich płac do średniej w gospodarce narodowej.

Zgodnie z danymi GUS z 2017 roku w budżetówce zarabia się średnio 4 271,51 zł brutto, czyli nieco ponad 3 tys. zł na rękę. Te dane nie uwzględniają ani inflacji, ani struktury wynagrodzenia. 66 proc. pracowników sektora narodowego (w tym nauczyciele) zarabia poniżej średniej. Realne średnie wynagrodzenie wynosi 2,5 tys. zł na rękę.

GUS podaje, że średnie wynagrodzenie brutto dla nauczyciela to 4 259 zł. Ta kwota uwzględnia wszystkie możliwe dodatki zapisane w Karcie Nauczyciela. Jednak pensja zasadnicza („goła” – bez żadnych dodatków) jest znacząco niższa. Już po podwyżce z 2018 roku wynosi ona odpowiednio:

  • dla nauczyciela stażysty z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym  – 2 417 zł brutto,
  • dla nauczyciela kontraktowego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 487 zł brutto,
  • dla nauczyciela mianowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 824 zł brutto,
  • dla nauczyciela dyplomowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 3 317 zł brutto.

13,5 czy 47 godzin zegarowych – o tym ile pracują nauczyciele przeczytasz w tekście: Znowu wraca mit, że nauczyciel pracuje mało.


  • Jak liczyć nauczycielskie wynagrodzenie?

    Skomplikowany system

    System wynagradzania nauczycieli w Polsce jest skomplikowany. Zależy od wykształcenia i stopnia awansu, a ponadto w ramach uprawnień zapisanych w art. 30 Karty Nauczyciela nauczycielom przysługują dodatki. I to właśnie sumę wszystkich komponentów uposażenia MEN i GUS podają jako „przeciętne wynagrodzenie nauczycieli”. Wliczają się w nie:

    • wynagrodzenie zasadnicze (dane wyżej);
    • dodatek za wysługę lat;
    • dodatki funkcyjne (np. dla wychowawcy klasy);
    • dodatek motywacyjny;
    • dodatki związane z warunkami pracy;
    • dodatkowe wynagrodzenie roczne tzw. trzynastka;
    • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe;
    • nagrody;
    • odprawy.

    W praktyce nauczyciele nie mają możliwości zebrania wszystkich dodatków. 

Stażyści zarabiają więc 57 proc. średniej w gospodarce narodowej, a ci na najwyższym stopniu nauczycielskiego awansu zawodowego – 74 proc. Z raportu OECD „Education at Glance” z 2017 roku (pisaliśmy o nim tutaj) wynika, że nauczyciele zarabiają 85 proc. tego, co inni polscy pracownicy z wyższym wykształceniem. To mniej niż średnia dla krajów OECD i średnia państw członkowskich UE.

W procentach brzmi to źle, ale średnia kwota „na rękę” poraża.

Na konto stażysty co miesiąc wpływa 1750 zł netto, a nauczyciela na ostatnim stopniu awansu zawodowego po kilkunastoletnim stażu pracy – 2 377 zł netto.

L4, czyli opcja atomowa

Uliczne akcje protestacyjne ZNP – nawet masowy protest przeciwko reformie edukacji w grudniu 2016 – nie przyniosły żadnego rezultatu. Siłą protestu policjantów była jego powszechność. W kulminacyjnym momencie (październik/listopad) odsetek policjantów, którzy przeszli na „chorobowe” w konkretnych jednostkach wynosił od 7 do 30 proc. Do wyobraźni przemawiały doniesienia prasowe zgodnie, z którymi tuż przed 11 listopada np. we Wrocławiu ulice miasta miały patrolować jedynie dwa radiowozy. Pomogło też korporacyjne wsparcie, bo do protestów przyłączyli się pracownicy straży pożarnej.

Najważniejsze były jednak okoliczności polityczne. Bo choć protest toczył się – z przerwami – od lipca 2018 roku, to porozumienie między MSWiA i służbami mundurowymi przypieczętowano na nocnym spotkaniu zaledwie kilkadziesiąt godzin przed uroczystościami związanymi ze 100-leciem odzyskania niepodległości. Zamieszanie wokół zabezpieczenia marszu rządowo-nacjonalistycznego w stolicy z pewnością przyspieszyło decyzję ministra Joachima Brudzińskiego.

Protest trzeba wytłumaczyć

Kwestia bezpieczeństwa publicznego być może wywołuje większe emocje niż edukacja, jednak wizja sparaliżowania szkół w trakcie najważniejszych egzaminów dla kilkudziesięciu tysięcy polskich uczniów i uczennic powinna przemówić do wyobraźni niewzruszonej minister Anny Zalewskiej.

Tu znów najważniejsza będzie jednak mobilizacja. Samo ZNP liczy 200 tys. członków. A z oświatową „Solidarnością” – to aż 280 tys. osób. Do tej pory  związkowcy z „S” stali co prawda murem za minister Zalewską, ale w kwestii płac również czuli się oszukani.

Nauczyciele mogą liczyć na poparcie społeczne. W kwietniowym badaniu IPSOS dla OKO.press zapytaliśmy Polaków i Polki o to, ile powinni zarabiać nauczyciele. Jako punkt odniesienia wybraliśmy średnią krajową. Ponad połowa pytanych – 54 proc. – uznała, że nauczyciele powinni zarabiać powyżej tej kwoty.

Pytanie czy związkowcom uda się czytelnie wyłożyć to dlaczego w interesie uczniów i uczennic, ich rodziców – i szerzej – nas wszystkich tak ważne jest, by nauczyciele zarabiali godnie.

Minister Anna Zalewska do tej pory dość dobrze rozgrywała konflikty wokół edukacji. Winą za problemy wynikające z reformy PiS konsekwentnie obwinia samorządy i dyrekcje szkół. Jeśli protest ma się powieść, to związkowcy muszą myśleć krok w przód i szukać nawet najbardziej nieoczywistych sojuszników.

Edukacja to jeden z najbardziej sfeminizowanych sektorów. 79 proc. zatrudnionych to kobiety. Eksperci i ekspertki od luki płacowej podkreślają, że w czasach wzrostu gospodarczego wzrost płac jest „konsumowany” głównie przez mężczyzn, kobiety mają z niego bardzo niewiele. Być może to dobra okazja, by protest nauczycielski ująć w ramy feministyczne. Bo to właśnie ruchy feministyczne udowodniają dziś, jaką siłę ma bunt. I to nie tylko bunt kobiet.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym