Czy wiedziała, co robi? Lindsay Clancy, troje martwych dzieci i granice osądzania
Co mają zrobić ławnicy, gdy nie są pewni, czy oskarżona w chwili czynu kontrolowała swoje zachowanie, ale nie potrafią też zgodzić się na jej uniewinnienie? Sprawa Lindsay Clancy pokazuje, że w amerykańskim sądzie jeden głos może zatrzymać nie tylko wyrok, lecz także łatwe osądy o chorobie, winie i współczuciu.
Członkowie ławy przysięgłych siedem dni wracali do tego samego materiału z procesu Clancy, oskarżonej o zabójstwo trojga swoich dzieci. Wysłuchali ponad 70 świadków, poznali setki dowodów, historię rodziny, a także sprzeczne czasem ze sobą wyjaśnienia różnych psychiatrów.
Sędzia William Sullivan zachęcał ich do dalszej rozmowy. Z pokoju narad przychodziły kolejne wiadomości o braku porozumienia. 4 września sąd w Plymouth w stanie Massachusetts zakończył proces bez werdyktu. Według ujawnionych relacji jedenaścioro przysięgłych opowiadało się za uniewinnieniem z powodu – ich zdaniem – braku podstaw do poniesienia przez oskarżoną odpowiedzialności karnej. Dwunasty nie chciał się na to zgodzić.
Liczba głosów zachęca do szybkiego rachunku: prawie wszyscy, a więc prawie uniewinniona. Prawo Massachusetts nie przewiduje jednak takiego stanu pośredniego. Jedenaście do jednego nie jest werdyktem.

Komentarze