Czy ktoś widział Przemysława Krala w kajdankach? Czy ktokolwiek wie, gdzie obecnie przebywa? Czy wiadomo, czy w ogóle jest na terenie Polski? Nie. I to może mieć związek z tym, że premier Tusk wcale nie wycofuje się z tezy o Rosjanach w Zondacrypto.
Najpierw cofnijmy się w czasie. Jest piątek, 17 kwietnia 2026 roku. Afera Zondacrypto już wybuchła. Sejm ma głosować po raz drugi nad odrzuceniem weta prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o kryptoaktywach.
Na sejmową mównicę wchodzi premier Donald Tusk i mówi tak:
"Na tajnym posiedzeniu Sejmu (w grudniu 2025 – przyp. red.) przedstawiłem szczegółowo informację na temat istoty tego problemu, z jakim wiąże się nazwa Zondacrypto, jej relacje z politykami w Polsce, źródła jej finansowania. Ale opinia publiczna nie miała szansy dowiedzieć się o tym, na czym polega istota problemu. […]
U źródeł sukcesu finansowego tej firmy stoją nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tak zwaną bratwą, czyli jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji, ale także ze służbami rosyjskimi. […]".
Anna Mierzyńska już wtedy analizowała w OKO.press, że za finansowaniem Zondacrypto nie mogła stać rosyjska mafia tambowska, bo ona właściwie już nie istnieje. Są za to jej resztki, które prawdopodobnie kontrolowane są bezpośrednio przez rosyjskie służby specjalne. Czyli przez rosyjskie władze.
To by oznaczało, że nie tyle rosyjska mafia prała w Polsce pieniądze, ile że rosyjskie służby wpływały na polski biznes i być może na politykę. Tak czy inaczej, premier Tusk jasno powiedział, że ma informacje, że w Zondacrypto działają w sposób nieczysty siły rosyjskie. To potężne oskarżenie.
Ale ono potem ani przez premiera ani przez kogokolwiek z rządu czy służb, nie zostało rozwinięte. Wątek ucichł. ABW odmawiała odpowiedzi na pytania na ten temat. Wirtualna Polska nawet opublikowała kolejne śledztwo, w którym pokazywała, że premier został wmanewrowany w ten wątek rosyjski, a tymczasem Rosjan w Zondzie wcale nigdy nie było.
Ostatecznie obecność Rosjan w Zondacrytpo została w debacie publicznej właściwie scancelowana.
Tymczasem właśnie teraz, przed posiedzeniem rządu 28 sierpnia premier Tusk ponownie zabrał głos na temat Zondacrypto:
"Sprawa jest śmiertelnie poważna. Nie tylko dlatego, że w historii Zondacrypto mamy zabójstwo. Pamiętacie, wiele miesięcy temu niektórzy machali ręką, że Tusk przesadza, po co robił to tajne posiedzenie Sejmu.
Nic z tych rzeczy, o których informowałem parlament, nie było przesadą. Nic".
A więc przesadą również nie było to, że za sukcesem Zondacrypto stały pieniądze powiązane z rosyjską mafią i rosyjskimi służbami. Premier tego już wprost nie powiedział. Ale logika właśnie na to wskazuje.
Może premier Tusk wcale nie miał tego na myśli? Może zapomniał już, co mówił w Sejmie kilka miesięcy temu, choć o takich oskarżeniach, że Zondacrypto powiązana jest z rosyjskimi służbami, się nie zapomina. Ba! To właśnie ten zarzut wobec giełdy kryptowalut, a nie jej powiązania z politykami prawicy, był powodem, że posiedzenie Sejmu w grudniu 2025 roku utajniono.
Premier zatem powiedział właśnie coś niezwykle ważnego. I tu dochodzimy do pytania, dlaczego nikt nie widział w gazetach i na portalach zdjęć Przemysława Krala w kajdankach?
W przypadku Radosława P., prezesa PKOl bardzo wiele wiemy już kilkanaście godzin po jego zatrzymaniu. Wiemy, że jest w Katowicach. Został tam przewieziony do siedziby Prokuratury Krajowej na ul. Wita Stwosza.
Czekało tam na niego wielu dziennikarzy, więc opinia publiczna dostała nawet klasyczne w tej sytuacji obrazki — człowiek wysiada z samochodu ze złączonymi z przodu dłońmi, ale nie widać, co je krępuje, bo nadgarstki przysłania kurtka narzucona w miejscu, w którym kurtek się nie nosi. Panowie w kominiarkach podtrzymują go za przedramię i prowadzą do budynku.
Wiemy nawet, że był przesłuchiwany w czwartek do północy, ale z uwagi na porę przesłuchanie przerwano i wznowiono w piątek.
A co wiemy o Przemysławie Kralu? Zupełnie nic. Nie wiemy, gdzie jest. Prokuratura nie ogłasza, że postawiła zarzuty Przemysławowi K., jak w przypadku Radosława P., w sprawie którego ogłaszał to na platformie X sam minister sprawiedliwości.
Mamy nieoficjalne doniesienia TVP info i Onetu, że Kral liczy, że uzyska nadzwyczajne złagodzenie kary, zyskując status tzw. małego świadka koronnego. Dlatego współpracuje z prokuraturą. A że współpracuje, to akurat wiemy od jego obrońcy mec. Giertycha. Giertych zresztą sam mówi, że jest „obrońcą” Krala, nie „pełnomocnikiem”, co jednak potwierdza, że Kralowi zarzuty postawiono.
Tylko że to nie ma sensu.
Złagodzenie kary w ramach tzw. małego świadka koronnego skazany dostaje na koniec zapewne wieloletniego procesu. Albo i nie dostaje. Prokurator może o to wnioskować, sąd może wniosku nie uwzględnić. Dlaczego Kral miałby połasić się na takie strzępki gwarancji, że nie spędzi wielu lat w więzieniu, skoro od dawna szykował sobie bezpieczną przystań daleko za granicą?
Jedyne wyjaśnienie jest takie, że jednak świadkiem koronnym jest albo ciągle ma szanse nim zostać, ale nadal trwają w tej sprawie negocjacje.
A to by oznaczało, że Kral kogoś się boi i współpracuje z prokuraturą, żeby dostać tę specjalną ochronę. Kogo mógłby bać się prezes Zondacrypto? Na przykład polskiej mafii, która w Zondzie mogła prać pieniądze. Albo rosyjskich służb. I tu zataczamy koło, wracając do piątkowych słów premiera Tuska: „Nic z tych rzeczy, o których informowałem parlament (na tajnym posiedzeniu — przyp.red.), nie było przesadą”.
To oczywiście tylko spekulacje.
Może premier się pomylił, mówiąc o braku przesady. Może pomylił się również minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który – gdy komentował zatrzymanie prezesa PKOl w czwartek 27 sierpnia – nazwał Przemysława Krala "świadkiem koronnym. Pomyłki, przejęzyczenia wszak się zdarzają. Premier Gawkowski w tej samej wypowiedzi mówił o „liściu lakmusowym”.
A jednak tych – być może przypadkowych, niefortunnych – pomyłek jest za wiele jak na kaliber tej sprawy. Jeśli więc to jednak nie pomyłki i przejęzyczenia, to przypadkowe puszczanie pary. Minister Żurek musi być wściekły.
Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.
Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.
Komentarze