Stawką wyborów jest Kraków, nie Polska. Miasto potrzebuje tańszych biletów, a deweloperzy powinni dokładać się do miejskiego zasobu mieszkaniowego. Strefa Czystego Transportu jest przydatna, ale do zmiany. O tym mówi nam Daria Gosek-Popiołek, kandydatka na urząd prezydenta Krakowa
Daria Gosek-Popiołek to przez lata zaangażowana w krakowską kulturę była działaczka Partii Razem, w 2018 roku kandydatka na prezydentkę Krakowa z wynikiem 1,38 proc. Dziś posłanka Lewicy, która w wyborach 2023 roku w Krakowie uzyskała wyższy wynik, niż ówczesny minister infrastruktury. To na Darię Gosek-Popiołek postawiła Lewica w przyspieszonych wyborach po odwołaniu prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Zapytaliśmy ją o trudną sytuację lewicowych wyborców, którzy będą decydować pomiędzy nią a kandydatką Razem Aleksandrą Owcą i to, jak chce walczyć z Łukaszem Gibałą, którego jeszcze dwa lata temu sama popierała. Pomysły na Kraków? Zwiększenie zasobu mieszkaniowego miasta, walka z turystyfikacją, rozmowa z mieszkańcami o trudnych tematach – w tym o Strefie Czystego Transportu.
Katarzyna Kojzar, Marcel Wandas, OKO.press: “To nie powinno funkcjonować w ten sposób, że pojawia się perspektywa na nowy stołek, więc biegamy z ulotkami po Starym Kleparzu, lekceważąc pracę, do której mieszkańcy nas wysłali” – mówiła nam kandydatka KO i PSL na prezydentkę Monika Piątkowska. Zarzuca, że kampania wyborcza już zaburza pani pracę jako posłanki.
Daria Gosek-Popiołek: Sprawowanie mandatu posłanki, tak jak ja to rozumiem, to nie jest wyłącznie obecność w Warszawie na posiedzeniach Sejmu. To również praca w moim okręgu, przede wszystkim w Krakowie, w którym od lat mieszkam z rodziną. Zdarza się, że mam obowiązki i spotkania tutaj. Mieszkańcy zgłaszają się do niemalże codziennie i bardzo często nie mogą czekać, bo to są sprawy pilne i trudne. Akurat tego dnia miałam umówione jedno ze spotkań, nie udało mi się go przełożyć i dostosować do posiedzenia Sejmu. Wcześniej, przed spotkaniem, byłam na Kleparzu. Czasami tak po prostu jest, bo rozumiem posiadanie mandatu jako bycie dostępną dla mieszkańców.
To będzie wyzwanie, żeby połączyć pracę posłanki z kampanią wyborczą?
To będzie wyzwanie, ale równie dobrze można zapytać, jak można łączyć z kampanią mandat senatorski czy mandat radnego. To jest zawsze skomplikowana logistyka, zwłaszcza jeżeli dołożymy do tego jeszcze obowiązki rodzinne.
Przed nami intensywne miesiące kampanii, która – jak pani powtarza – powinna być o Krakowie. Ale może jednak jest to test przed wyborami parlamentarnymi?
Zdaję sobie z tego sprawę, że moje podejście jest nieco odosobnione, a próba wpisania wyborów samorządowych w Krakowie w ogólnopolską politykę jest atrakcyjna dla wielu partii i środowisk politycznych, które chcą zrobić rozbieg przed rokiem 2027. Jest też próbą budowania rozpoznawalności.
Ale dla mnie najważniejsze jest to, że Kraków jest w niezwykle trudnej sytuacji. Za nami prezydentura, która nie spełniła oczekiwań, chaos, który był związany z brutalną kampanią okołoreferendalną.
Mieszkańcy czekają na konkretne rozwiązania i ja będę je przedstawiać. Chcę, żeby ta kampania była merytoryczna i mam nadzieję, że w toku jej trwania zejdziemy z poziomu ogólnopolskiego sporu na konkretne rozwiązania w Krakowie i dla Krakowa. Na to, gdzie budować nową linię tramwajową, jak podejść do inwestycji w metro czy jak naprawić miejski budżet.
Mówi pani o nieudanej prezydenturze Aleksandra Miszalskiego. Ale czy faktycznie była to prezydentura tak fatalna, że trzeba było ją przerwać, organizując referendum?
Problemem był szereg decyzji i styl sprawowania władzy. Zbyt dużo decyzji podejmowano ad hoc i zbyt często sięgano do kieszeni mieszkańców w tej kryzysowej, budżetowej sytuacji. W krótkim czasie też nałożyło się dużo trudnych spraw – mieliśmy chaos wprowadzania SCT, a niemal jednocześnie podwyżki biletów komunikacji miejskiej.
Mieliśmy też słusznie nagłaśniane, kontrowersyjne sprawy nominowania działaczy Koalicji Obywatelskiej na różnego rodzaju stanowiska.
Wydaje mi się, że mieszkańcy nie czuli, że to miasto o nich dba.
Nie widzieli kierunku, w którym chciał prowadzić miasto Aleksander Miszalski. Zabrakło otwartej rozmowy o tym, jak prezydent zamierza rozwiązać problemy związane z budżetem. To wszystko złożyło się na wynik kampanii referendalnej.
Do tego trzeba też dołączyć bardzo sprawnie zorganizowaną akcję okołoreferendalną i środki, którymi komitet referendalny razem ze środowiskiem Łukasza Gibały dysponowali. Widzieliśmy przecież, że była to duża, profesjonalnie przeprowadzona kampania.
Była pani na referendum?
Podjęłam decyzję, która była zgodna z interesami mieszkańców i mieszkanek Krakowa.
Czyli była pani?
Szanuję decyzje wszystkich mieszkańców – zarówno tych, którzy poszli do urn, jak i tych, którzy zostali w domach. Informację o moim udziale w referendum chcę zachować dla siebie, a dziś wolę skupić się nie na tym, kto i jak głosował, ale na tym, co jest faktycznie ważne dla przyszłości Krakowa.
Spotkaliśmy się kilka miesięcy przed referendum na Kazimierzu, gdzie mieszkańcy protestowali przeciwko wyrzuceniu najemców z kamienic należących do zakonników. Mówiła pani wtedy, że magistrat stara się pomóc, wypowiadała się pani pozytywnie o działaniach Aleksandra Miszalskiego.
Bo były też dobre strony tej prezydentury, za które Aleksandra Miszalskiego należy uczciwie pochwalić. To nie tylko kwestia działań miasta, jeżeli chodzi o lokatorów i kamienice na Bożego Ciała i ulicy Józefa, ale także doprowadzenie do wykupienia Zakrzówka czy rozpoczęcie sensownej polityki mieszkaniowej.
Padło w naszej rozmowie już nazwisko Łukasza Gibały, którego poparła pani w poprzednich wyborach prezydenckich w mieście. To był błąd?
Nie patrzę na politykę, na zaangażowanie społeczne w kategoriach błędu lub zwycięstwa. Dla mnie to był wtedy racjonalny wybór. Długo rozmawialiśmy z Łukaszem o programie, o tym, co powinno w Krakowie się zmienić.
Mieliśmy to bardzo jasno ustalone. Dzięki naszemu porozumieniu z list Łukasza Gibały do Rady Miasta dostała się Aleksandra Owca z Razem. Natomiast czasy się zmieniają, politycy się zmieniają i dostrzegam w ostatnich działaniach Łukasza Gibały pewnego rodzaju odwrót od tych elementów programowych, od tych wartości, które nas wtedy łączyły.
Wyobraźmy sobie taki scenariusz: wybory wygrywa Gibała i proponuje pani stanowisko wiceprezydentki. Co pani zrobi?
Moim celem jest wejście do drugiej tury, a nie ustalanie stanowisk przed wyborami. A już na pewno nie udzielanie poparcia innym kandydatom. Nie wiem, co znajdzie się w programie Łukasza Gibały, jakimi doradcami się w tej chwili otacza. A to przecież kluczowe, jeśli chce się zarządzać tak dużym miastem.
A widzi pani możliwość współpracy z Moniką Piątkowską, kandydatką KO i PSL?
Pani senator Monika Piątkowska bardzo jasno i wyraźnie odwołuje się do czasów prezydentury Jacka Majchrowskiego. Wskazuje, że była jedną z jego najbliższych współpracowniczek. Ja mam wiele zastrzeżeń do prezydentury Jacka Majchrowskiego, do tego, jak za jego rządów wyglądał dialog z mieszkańcami i nie sądzę, żebym była w stanie pracować dla administracji, która głos mieszkańców ignoruje. Nie sądzę, żeby Monika Piątkowska była w stanie odnaleźć się w takim stylu zarządzania miastem, jaki ja chciałabym prowadzić.
Aleksandra Owca, która weszła do Rady Miasta z list Łukasza Gibały i z którą pani współpracowała przez lata, dziś jest pani kontrkandydatką. Już teraz mówi się o krakowskiej wojnie na Lewicy. Macie wiele podobnych pomysłów na miasto. Czym różni się pomysł na Kraków Darii Gosek-Popiołek od pomysłu Aleksandry Owcy?
Moim celem jest wejście do drugiej tury. To oznacza, że w mojej kampanii będę skupiać się na konkretnych krokach i politycznej skuteczności. Kraków jest w trudnej sytuacji budżetowej. Przed przyszłym prezydentem bardzo trudne decyzje, priorytetyzacja inwestycji, zadbanie o to, żeby mieszkańcom żyło się łatwiej, żeby mogli taniej i szybciej dojechać do swojego miejsca pracy, żeby mogli w tym mieście sprawniej funkcjonować, pracować i prowadzić swoje firmy. Wobec tego trzeba postawić na program, który bezpośrednio odpowiada na te wyzwania, oraz na rozwiązania, które mogą zostać przeprowadzone sprawnie przez Radę Miasta.
Tym, co nas różni, jest przede wszystkim bagaż doświadczeń. Wiem, że za każdym dobrym postulatem musi od razu iść konkretny plan finansowania i wdrożenia. Ja mojej kampanii nie opieram wyłącznie na wizjach, ale na gotowym planie działania.
Przejdźmy w takim razie do obietnic i do tego, w jaki sposób racjonalnie je wprowadzać. Pierwszy punkt, bardzo ważny dla mieszkańców Krakowa: Strefa Czystego Transportu. Jak powinna wyglądać?
Uważam, że należy przypomnieć mieszkańcom, czym jest Strefa Czystego Transportu i do czego służy. Wydaje mi się, że w komunikacji miasta tego elementu po prostu zabrakło. To jest narzędzie, które służy poprawie jakości powietrza, wyeliminowaniu nadmiernych emisji tlenków azotu, które mają wpływ na zdrowie i życie nas wszystkich, a w szczególności osób starszych i dzieci. To jest narzędzie potrzebne. Niezbędne.
W tym momencie średnioroczne wyniki tlenków azotu na Alejach Trzech Wieszczów to 40 mikrogramów na metr sześcienny – według norm unijnych jest to maksymalna dopuszczalna wartość. W godzinach szczytu wskaźniki na Alejach wskazują nawet 90-100 mikrogramów na metr sześcienny. To jest naprawdę koszmarnie szkodliwe. Za nieco ponad trzy lata powinniśmy spełniać już bardziej restrykcyjną normę 20 mikrogramów na metr sześcienny. Co więcej, WHO mówi, że bezpieczną granicą jest 10.
Cel jest ambitny, ale on wynika z troski o zdrowie mieszkańców i z takiej perspektywy należy na tę Strefę patrzeć. Moja propozycja, o której będę mówić w następnych tygodniach, jest prosta. Chciałabym ograniczenia Strefy Czystego Transportu do granic strefy płatnego parkowania.
Jest to granica, która jest znana i mieszkańcom Krakowa, i mieszkańcom miejscowości z obwarzanka. W ten sposób wyłączymy parkingi park&ride spod opłat SCT i ułatwimy kierowcom przesiadkę na komunikację publiczną.
Należy również uwzględnić wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jeżeli chodzi o zwolnienie mieszkańców Krakowa z obostrzeń w Strefie. Teraz zwolnieni są tylko mieszkańcy zameldowani, ale to wyklucza wiele osób. Po Strefie powinni móc poruszać się wszyscy mieszkańcy, a więc także te osoby, które odprowadzają podatki w Krakowie.
To jest pierwszy krok. Drugim krokiem powinien być panel obywatelski, złożony z mieszkańców Krakowa, z przedstawicieli gmin ościennych, zwolenników i przeciwników Strefy. Powinni zostać powołani również eksperci. Władze miasta muszą naprawić błąd, którym było wyrzucenie uwag przeciwników SCT do kosza. Najpierw należy urealnić SCT, a potem możemy dyskutować o kolejnych zmianach.
Jakie samochody powinny pani zdaniem mieć zakaz wjazdu do SCT?
To jest kwestia, która budzi wiele kontrowersji, dlatego moim zdaniem powinna być przekazana do uzgodnienia. Być może to powinno być jedno z pytań w panelu obywatelskim. Na razie wydaje mi się, że najistotniejsze są kwestie granic SCT, bo tutaj już pojawiają się różne propozycje ze strony kontrkandydatów. Jedni mówią, że Strefa ma być wewnątrz Plant – taka propozycja wynika być może z niewiedzy, jak jest zorganizowany ruch w ścisłym centrum miasta [o takim rozwiązaniu mówiła w rozmowie z OKO.press kandydatka KO, Monika Piątkowska – od aut.] Tutaj zdecydowana większość aut nie ma wjazdu od lat, więc taka SCT nie miałaby sensu. Są też kandydaci, którzy byli entuzjastami Strefy, mówili o tym, że nawet wyłączenie mieszkańców z obostrzeń jest złym pomysłem. A teraz Strefę krytykują. Myślę, że wszyscy też pamiętamy, ile dezinformacji krążyło i nadal krąży wokół zasad obowiązujących w Strefie. Dla mnie kwestie związane ze zdrowiem były, są i będą istotne. Na pewno nie będę się z tego wycofywać.
Więc SCT w granicach strefy płatnego parkowania. A strefa płatnego parkowania powinna zostać powiększona?
To się już dzieje, jeśli mieszkańcy danego obszaru chcą włączenia swojej dzielnicy czy swojego osiedla do strefy. Zostawiam przestrzeń do dyskusji z mieszkańcami. To powinna być też ich decyzja i reakcja na ich potrzeby.
Parkowanie powinno być tańsze? Dla osób spoza Krakowa godzina postoju w centrum miasta to 9 zł. Dużo?
Jestem otwarta na dyskusję, jeżeli chodzi o ceny parkowania w Krakowie. Ale nie uważam, żeby one były znacząco za wysokie. Pamiętajmy też, że dla mieszkańców te ceny są znacząco niższe, szczególnie w systemie abonamentowym oraz z Krakowską Kartą Miejską każdy mieszkaniec Krakowa nadal płaci 6 zł za pierwszą godzinę parkowania w centrum. Po prostu nie wszyscy wciąż o tym wiedzą.
A co z transportem zbiorowym? W 2018 roku mówiła pani, że metro jest zbędne, że trzeba postawić na budowę linii tramwajowych. A mieszkańcy chcą metra. Wydaje nam się, że to też trochę godnościowa historia w Krakowie – bo co to, Warszawa ma, a my nie?
Rzeczywiście, w kampanii 2018 roku byłam sceptyczna. Natomiast nastąpiła pewna zmiana w moim podejściu. Przede wszystkim wynika z tego, w jakim kierunku rozwija się Kraków, jak zwiększają się potrzeby mieszkańców. Metro jest projektem ambitnym, rozwiąże wiele problemów komunikacyjnych, które będziemy mieć za 10–15 lat, bo wtedy realistycznie może zacząć obsługiwać Kraków. Nie jesteśmy w stanie jako miasto samodzielnie tej inwestycji zrealizować. Potrzebujemy środków centralnych bądź finansowania z funduszy europejskich. Liczę na negocjacje dotyczące unijnej perspektywy budżetowej i na działania uczestniczącej w nich pani minister Pełczyńskiej-Nałęcz.
Natomiast metro nie może być pretekstem do tego, żeby odsuwać ważne rozwiązania komunikacyjne dla mieszkańców na świętego Dygdy. Odległa wizja metra nie może oznaczać, że nie będziemy budować nowych linii tramwajowych. Proces inwestycyjny w przypadku takiej linii tramwajowej jest po prostu szybszy i w krótszej perspektywie pozwala rozwiązać wiele problemów komunikacyjnych, które mamy tu i teraz.
Chodzi na przykład o linię od Cichego Kącika na Azory. Na pewno też nie powinniśmy rezygnować z tramwaju na Kliny, mimo że metro ma kiedyś obsłużyć tę część miasta. Mamy przykłady miast europejskich, chociażby Wiednia, gdzie linie naziemne i podziemne się po części pokrywają, jeśli potoki pasażerskie są duże. Można się na tym wzorować.
Mamy rozwijać komunikację, ale jednocześnie powrócić do bardziej atrakcyjnego cennika biletowego? Przecież radni Lewicy zagłosowali za jego zmianą, podwyżką cen i likwidacją biletu 20-minutowego.
Powrót do biletu 20-minutowego według mnie jest najszybszym do zrealizowania działaniem i najrozsądniejszym rozwiązaniem. Według mnie diagnoza, że z tego biletu korzystają głównie turyści, była błędna. To bilet potrzebny mieszkańcom. Interweniowałam w grudniu 2025 roku, gdy Aleksander Miszalski planował zmiany, jeżeli chodzi o ceny biletów. Uważam, że ze strony Nowej Lewicy poparcie podwyżek i zmian było błędem, nie będę tego ukrywać. Nie mam problemu z krytykowaniem mojego środowiska politycznego, jeżeli podejmuje błędne decyzje.
Wielokrotnie mówiła pani o tym, że Kraków potrzebuje opłaty turystycznej. To początek działania, by centrum nie stawało się parkiem rozrywki dla przyjezdnych?
Złożyłam projekt ustawy dotyczący opłaty turystycznej. Kraków nie może sam wprowadzić takiego rozwiązania, opłata musi zostać ujęta w centralnych przepisach. Rozmawiamy z Ministerstwem Finansów, z Ministerstwem Sportu i Turystyki, i wydaje mi się, że jesteśmy bliżej niż dalej od uchwalenia tej ustawy. Oczywiście mam nadzieję, że podpisze ją prezydent Karol Nawrocki.
To byłoby od kilkudziesięciu do kilkuset milionów więcej w budżecie Krakowa rocznie, a więc bardzo konkretne pieniądze, które można wydać na przykład na transport publiczny.
A jeżeli mówimy już o turystach, to bardzo istotne według mnie są też kwestie związane z regulacją najmu krótkoterminowego i zapobieganiem wyludniania się centrum miasta, które jest sprzężone z powstawaniem nowych miejsc noclegowych. Chciałabym wrócić do propozycji, którą zaproponowała Akcja Ratunkowa dla Krakowa – czyli propozycji zmiany miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego w najbardziej obleganych przez turystów dzielnicach, by nie powstawały tam już nowe hotele. Kolejnym elementem tej polityki powinna być współpraca oparta na dobrych relacjach pomiędzy Wojewódzkim a Miejskim Konserwatorem Zabytków.
A ile powinna wynosić opłata turystyczna za dobę spędzoną w Krakowie?
W moim projekcie proponuję 25 proc. stawki minimalnego wynagrodzenia za godzinę, ale będzie można ustalić tę kwotę na niższym poziomie. Zakładam, że gminy będą mogły decydować o tym poziomie, opierając się na ocenie ruchu turystycznego.
Jak to Pani wytłumaczy przedsiębiorcom, którzy mogą stwierdzić w takiej sytuacji, że tworzą jeden z najważniejszych sektorów gospodarki w mieście, a są dociskani, mogą pomyśleć o rezygnacji z inwestycji, na przykład w jakiś ładny apart hotel w historycznym budynku?
Patrząc na stopę zwrotu z inwestycji w turystykę w Krakowie, nie wydaje mi się, że czeka nas wielka fala bankructw albo przebranżowień.
Opłata turystyczna nigdzie na świecie nie zmniejszyła ruchu turystycznego.
Ona pozwala zrekompensować koszty społeczne związane z masową turystyką. W mojej propozycji ona wynosiłaby maksymalnie nieco ponad 7 zł. Naprawdę żadne przedsiębiorstwo od tego nie upadnie, a dla turysty to zaledwie połowa ceny kawy na mieście. A są przecież kraje, które uzależniają wysokość opłaty turystycznej od ceny noclegów. Docelowo, być może w perspektywie dekady, powinniśmy dojść do takiego rozwiązania. Ale od czegoś trzeba zacząć, także po to, żeby mieszkańcy Krakowa nie byli poszkodowani. Nie chciałabym ograniczać niepotrzebnie turystyki krajowej.
Często mówi się, że baza turystyczna uszczupla bazę mieszkaniową. W jaki sposób można ją budować, żebyśmy wszyscy pomieścili się w mieście? Mówi się o nowej dzielnicy, która mogłaby powstać na miejscu targowiska na Rybitwach, ale wtedy trzeba by było wyrzucić stamtąd kupców.
Przede wszystkim należy się skupić na budowie nowych miejskich mieszkań na wynajem i remoncie pustostanów Kraków w ostatnich latach wykonał w tym przypadku olbrzymią pracę. Średnio remontujemy i oddajemy do użytku około 400 mieszkań rocznie. To oczywiście kropla w morzu potrzeb, choć trzeba zauważyć, że to naprawdę duża zmiana. Za czasów Jacka Majchrowskiego magistrat raczej sprzedawał pustostany, niż je remontował. Ambitnie należałoby ten cel zwiększyć do 500–600 mieszkań i zwiększyć pulę lokali objętych programem „Mieszkanie za remont”.
Jako prezydent, chciałabym również mocniej zaangażować się w działanie Społecznej Agencji Najmu. Obecnie zarządza zaledwie kilkudziesięcioma mieszkaniami, a już teraz zgłaszają się do mnie osoby, które twierdzą, że proponowane przez Agencję ceny odstępnego i czynszu są dla nich trudne do udźwignięcia. Rozwija się też Społeczna Inicjatywa Mieszkaniowa, w ramach której powstanie około czterystu nowych lokali. Pod tym względem Kraków poszedł w dobrą stronę za czasów prezydentury Aleksandra Miszalskiego.
Cieszy mnie to, że były prezydent korzystał z tych mechanizmów i środków centralnych, natomiast myślę, że można byłoby to robić nieco ambitniej.
W jaki sposób?
Proponuję korzystanie ze zintegrowanych planów inwestycyjnych. Chodzi o punktowe zmiany miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
Do tej pory, uzgadniając sposób zabudowy z deweloperami, skupiano się na uzupełnieniu takiej infrastruktury jak place zabaw, skwery czy budowa podstawowej infrastruktury drogowej.
Ja chciałabym, by co najmniej 15 proc. oddawanych mieszkań w nowych inwestycjach było przekazywanych do zasobu miejskiego. Patrząc na to, jak wygląda stopa zwrotu z inwestycji mieszkaniowych w Krakowie, uważam, że jest to racjonalne. To może być element pewnej umowy społecznej, w którą miasto powinno wejść z deweloperami w ramach zintegrowanych planów inwestycyjnych. To wprowadziłoby w końcu realną konkurencję na rynku najmu.
A będzie pani stawiać granice inwestorom jako prezydent czy prezydentka? Zauważyliśmy, że w materiałach promocyjnych nie widać tego feminatywu. To po to, by nie rozsierdzić tych, których one drażnią?
Wciąż jeszcze uczymy się używać feminatywów i zmieniamy utrwalane przez lata przyzwyczajenia – ja również. Nie ma tu żadnego ukrywania poglądów. Ważne jest dla mnie, by kobiety były widoczne, także w nazwach funkcji, ale najważniejsze jest dla mnie to, co dana osoba na tym stanowisku robi. Niezależnie od tego, czy mieszkańcy powiedzą o mnie „prezydent” czy „prezydentka”, mogą być pewni, że nie będę się bała twardych negocjacji z inwestorami i zrobię wszystko, żeby chronić Kraków przed chaosem przestrzennym.
Na koniec pytanie, które zdamy również pani kontrkandydatom: trzy pomysły na Kraków. Krótko. Co to będzie?
Budowa nowych linii tramwajowych i przywrócenie biletu 20-minutowego. Zintegrowane plany inwestycyjne jako narzędzie służące zwiększaniu liczby mieszkań w zasobie miasta. I miasto bliżej ludzi, które zwraca uwagę na codzienne potrzeby mieszkańców, tak jak ja staram się to robić od lat. Chcę, by Kraków stał się miastem, które dba.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze