To zmęczenie, pani Zoremba – mówili. A depresja krążyła w rodzinie jak zły duch [TAKA PANI URODA]
– Czy przeżyła pani niedawno sytuację stresową? – lekarz patrzył mi w oczy. Trafiłam do szpitala przez nagłą utratę słuchu i ból brzucha. Całe życie coś mnie tam boli. Jak mam wytłumaczyć, że nerwy to dla mnie naturalny stan?
Z Kariną rozmawiałyśmy kilka godzin przez telefon, a potem wysyłała do mnie głosówki. Oto jedna z nich:
„Nie będę ukrywać, że cały czas, i to nie jest żadna kokieteria z mojej strony, nie mogę uwierzyć, że historia mojego życia jest twoim zdaniem warta opowiedzenia. Od momentu naszej pierwszej rozmowy, opędzam się od takiej myśli, że się wygłupiam, że będę ludziom dupę zawracać historią, która tak naprawdę nie jest ważna ani oryginalna. Jest masa kobiet, które przechodzą gorsze sytuacje”.
Tymczasem opowieść Kariny Zoremby wzruszyła mnie do łez, a ja rzadko płaczę. Nie jest to historia jednej choroby, ale próba odpowiedzi na pytania: czym jest ból w życiu kobiety? Co by było, gdyby spotkało nas w życiu więcej łagodności?

Komentarze