22 października 2022

“Do kogo jeszcze mam napisać, żeby wynajęli mi to mieszkanie? Nie pisałam tylko do Pana Boga”

“Już po prostu nie mam sił. Gdzie nie pójdę, nikomu nie jesteśmy potrzebni. Jesteśmy wdzięczni za okazaną pomoc, żeby nie było, że narzekamy, nie. Z jednej strony rozumiemy fundację PFR, ale nie rozumiemy dlaczego nie możemy normalnie wynajmować tych mieszkań tylko z miesięczną kaucją” - mówi Antonina

“Bezdomni Ukraińcy” ーz takim tytułem nadesłała do OKO.press list 39-letnia Antonina Ławrinieć. Przyjechała do Polski z miasta Sławutycz na początku kwietnia, po wyzwoleniu obwodu kijowskiego od okupantów. Znalazła nowy dom dzięki Fundacji PFR w Mińsku Mazowieckim, gdzie organizacja udostępniła mieszkania uchodźcom z Ukrainy. W sierpniu bajka się skończyła: uchodźcy muszą opuścić zajmowane mieszkania, nawet jeśli mogą płacić. Antonina siedzi na walizkach, choć nie ma dokąd wracać.

JESTEŚMY TU RAZEM

Powoli wyczerpują się zasoby dobrej woli i możliwości pomocy ukraińskim rodzinom, które ratując się przed rosyjską agresją, próbują w Polsce mieszkać, pracować i uczyć się. Państwo nie wspiera już Polek i Polaków, którzy przyjmują uchodźców. Czas na nowo ułożyć relacje i szukać rozwiązań. Chcemy w OKO.press opisywać historie gości z Ukrainy, usłyszeć je od was. Czekamy też na listy polskich pracodawców, gospodarzy, wszystkich osób, które chcą napisać komentarz lub zgłosić pomysł. Piszcie na adres [email protected].

МИ ТУТ РАЗОМ

Поволі вичерпуються ресурси доброї волі та можливості допомоги українським родинам, які, рятуючись від російської агресії, намагаються жити, працювати та навчатися в Польщі. Держава більше не підтримує польок та поляків, які приймають біженців. Настав час заново формувати стосунки та шукати рішення. В OKO.press ми хочемо описати історії гостей з України, почути їх від вас. Також чекаємо на листи від польських роботодавців, господарів та всіх, хто бажає написати коментар чи подати ідею. Пишіть на [email protected].

Akcja "Jesteśmy tu razem"

JESTEŚMY TU RAZEM. Powoli wyczerpują się zasoby dobrej woli i możliwości pomocy ukraińskim rodzinom, które ratując się przed rosyjską agresją, próbują w Polsce mieszkać, pracować i uczyć się. Państwo nie wspiera już Polek i Polaków, którzy przyjmują uchodźców. Czas na nowo ułożyć relacje i szukać rozwiązań. Chcemy w OKO.press opisywać historie gości z Ukrainy, usłyszeć je od was. Czekamy też na listy polskich pracodawców, gospodarzy, wszystkich osób, które chcą napisać komentarz lub zgłosić pomysł. Piszcie na adres [email protected]

МИ ТУТ РАЗОМ. Поволі вичерпуються ресурси доброї волі та можливості допомоги українським родинам, які, рятуючись від російської агресії, намагаються жити, працювати та навчатися в Польщі. Держава більше не підтримує польок та поляків, які приймають біженців. Настав час заново формувати стосунки та шукати рішення. В OKO.press ми хочемо описати історії гостей з України, почути їх від вас. Також чекаємо на листи від польських роботодавців, господарів та всіх, хто бажає написати коментар чи подати ідею. Пишіть на [email protected]

Sławutycz leży 200 km na północ od Kijowa, w pobliżu granicy z Białorusią. Miasto zostało zbudowane specjalnie dla personelu po awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, większość jego mieszkańców nadal jest związana z przemysłem jądrowym.

Od pierwszych dni wojny miasto było w blokadzie. W tym czasie rotacja obsługi w elektrowni jądrowej w Czarnobylu była możliwa tylko raz. Brakowało żywności, nie było prądu, ludzie gotowali jedzenie na rozpalanych ogniskach. Pod koniec marca w mieście ogłoszono katastrofę humanitarną.

Rodzina Antoniny nie miała zapasów żywnościowych: przetworów nie robili, warzyw nie hodowali. Podczas okupacji przetrwali dzięki ludziom ze wsi, którym jakoś udawało się przywozić mleko i ziemniaki do miasta. Ewakuować się nie mogli ー nie mieli samochodu, a przez brak internetu nie wiedzieli, czy są organizowane jakieś transporty.

3 kwietnia armia ukraińska wyzwoliła Sławutycz. Po trzech dniach Antonina znalazła autobus do Kijowa. “Tam w sklepach było wszystko, mąka, cukierki. Jedliśmy je i płakaliśmy” ー wspomina. Ze stolicy kupiła bilety do Polski. Wyjechała razem z dziećmi (16 i 4 lata), siostrą (42 lata) i jej dziećmi (16, 17 lat) oraz matką (66 lat). Mama Antoniny źle się czuła podczas drogi, córki myślały, że to przez stres.

“Tam przyjmowali takich jak my”

W Warszawie ciepło ich przyjęli. Kilka dni mieszkali w hali sportowej na Ursynowie, potem wolontariusze zakwaterowali ich w budynku dawnego “Teatru na Woli” przy ul. Kasprzaka 22. Za wszystko są niezmiernie wdzięczni, to było błogosławieństwem po życiu w okupacji. Rodziny nie planowały zostawać w Polsce, chciały wyjechać do Niemiec, gdzie znajomi mieli ich przyjąć. Jednak stan mamy Antoniny pogorszył się, ona raptem nie mogła chodzić.

“U mojej mamy przez to, że głodowałyśmy w okupacji, nerki odmówiły posłuszeństwa” ー mówi Antonina.

I dodaje: “Możliwie jeszcze w domu, w Ukrainie, miała chore, nie badaliśmy, mama nie skarżyła się na ból”.

W szpitalu zrobili badania, wyniki były fatalne. Jedynym wyjściem jest hemodializa do końca życia. Pierwszy zabieg wykonano dopiero 2 maja. Rodziny odłożyły plany wyjazdowe. Odebrać mamę ze szpitala do do pokoju przy Kasprzaka nie można, chora powinna mieć sterylne warunki i wypoczynek po operacji.

Przy szpitalu byli przedstawiciele Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji (IOM), którzy zaproponowali rodzinie tymczasowe zamieszkanie w hotelu, póki mama ma zabiegi hemodializy. Antonina zaczęła szukać mieszkania. “W Warszawie szybko znaleźć mieszkanie i w dodatku dla uchodźców, to nie realne” ー mówi. Zwraca się do różnych organizacji. Po kilku dniach kontaktuje się z nią Fundacja Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i proponuje bezpłatne zakwaterowanie w Mińsku Mazowieckim do końca września w ramach projektu „Mieszkania dla Uchodźców”.

“Fundacja PFR wyposażyła oraz udostępniła bezpłatnie 361 mieszkań (w Krakowie, Dębicy i Mińsku Mazowieckim) uchodźcom z Ukrainy do 30 września 2022 roku” ーpodali w fundacji. Antonina obawiała się przeprowadzki, bo mama była już przypisana do szpitala w Warszawie, gdzie miała zabiegi. Jednak lekarze pomogli znaleźć jej miejsce w stacji dializ w Mińsku Mazowieckim i rodzina znowu się przeniosła.

Mieszkanie dla Rozwoju czy pułapka?

Antonina podpisała umowę użyczenia, że będą mieszkać w mieszkaniach fundacji w Mińsku Mazowieckim. Oprócz niej zakwaterowano około 60 rodzin. “Wtedy wszystko wyglądało super, jesteśmy naprawdę bardzo wdzięczni. Na wszelkie nasze pytania, jak będzie dalej, odpowiadali, że na 90 proc. będziemy mogli wynajmować te mieszkania odpłatnie. Zgodziliśmy się na to, o warunkach nikt nie mówił, zapewniali nas, że będzie wiadomo pod koniec tej umowy” ー mówi kobieta.

Rodziny uchodźców zamieszkały w nowych domach wznoszonych przez PFR Nieruchomości, która jest spółką zależną Polskiego Funduszu Rozwoju, w ramach rządowego projektu mieszkaniowego dla polskich rodzin. Kiedy wybuchła wojna, fundacja wyposażyła mieszkania w najpotrzebniejsze artykuły AGD i zaproponowała uchodźcom bezpłatne zakwaterowanie.

W mieszkaniach nie było mebli. “Tylko mamie kupiłyśmy łóżko. Ale nie o meble chodzi, kupiłybyśmy je, gdybyśmy wiedziały, że za chwilę nie będziemy musieli znowu zmieniać mieszkania” ー mówi Antonina.

Ukraińskie rodziny zadomawiają się, dzieci chodzą do przedszkoli, do szkół, dorośli znaleźli pracę. Wszyscy są przekonani, że nadal będą mogli wynajmować mieszkania, ale już odpłatnie. Termin zakończenia umowy się zbliża, uchodźcom proponują kontynuować najem, jeśli zapłacą 6-miesięczną kaucję oraz przejdą weryfikację czynszową.

“Osoby, które skorzystały z akcji pomocowej w Mińsku Mazowieckim, otrzymały 1 sierpnia 2022 informację, że po zakończeniu akcji będą miały możliwość zawarcia umowy najmu mieszkania na zasadach komercyjnych.

Zasady rekrutacji do mieszkań, które powstały w ramach Funduszu Mieszkań dla Rozwoju, są identyczne dla każdego i wnioskujący muszą spełnić takie same warunki bez względu na pochodzenie czy narodowość. Po dostarczaniu dokumentów PFR Nieruchomości sprawdza jego zdolność czynszową oraz to, czy nie widnieje w rejestrach dłużników (Biura Informacji Gospodarczej oraz Krajowy Rejestr Dłużników). Następnie najemca musi wpłacić kaucję, podpisać umowę najmu, podpisać deklarację ubezpieczenia OC oraz podpisać oświadczenie o dobrowolnym poddaniu się egzekucji w formie aktu notarialnego” ーwyjaśnia OKO.press Biuro prasowe Fundacji PFR.

Antonina z rodziną zajmuje mieszkanie 40 m kw., za które miałaby zapłacić 1800 złotych bez mediów. Siostra z dziećmi mieszka w innym mieszkaniu, a mama w małej kawalerce. Do tych kwot trzeba dodać kaucję za okres 6 miesięcy (lub 3) za trzy mieszkania.

Biuro prasowe organizacji PFR Nieruchomości wyjaśnia:

“Wnioskujący o mieszkanie musi określić wybór kaucji. Ma możliwość wyboru 2 wariantów: minimalna (3* wysokości czynszu), oraz maksymalna (6* wysokości czynszu). Kwota jest uzależniona od wielkości mieszkania wybranego przez Wnioskującego.

  • Przy wyborze kaucji minimalnej, wymagamy oświadczenia o wysokości dochodów i zobowiązań, a także dokumentów potwierdzających te dane.
  • Przy wyborze kaucji maksymalnej wnioskujący musi wypełnić jedynie oświadczenia dotyczące dochodów i zobowiązań.

Dochodem mogą być: zarobki z tyt. Umowy o pracę, stałe dodatki do pensji, np. miesięczne premie zawarte w umowie i wypłacone, świadczenia emerytalne, świadczenie socjalne, dochody z działalności gospodarczej, rolniczej, stypendia, alimenty – wszystkie wpływy muszą zostać udokumentowane”.

Dla wielu uchodźców wojennych, którzy dopiero próbują zbudować życie od nowa, to warunki niewykonalne. Niektórzy w beznadziei wracają do swoich domów w ukraińskich miastach, które są codziennie atakowane. Rzeczy, które udało im się kupić, rozdają zaprzyjaźnionym rodzinom.

“Teraz w ogóle nie ma mowy o powrocie. Nikt zdrowo myślący nie powiezie swoich dzieci na śmierć. Przeżyliśmy głód, lepiej niechby rozstrzelali, niż głodować” ー mówi Antonina.

Rodziny, które zostają, piszą list do Fundacji PFR z prośbą o przedłużenie terminu, aby mogły finansowo przygotować się do takiego wydatku.

“Przecież nie mogą nas wygnać na ulicę”

Uchodźcy, którzy chcą dalej mieszkać w obecnie zajmowanych lokalach i złożyli wnioski o najem na standardowych warunkach, mieli czas do 31 sierpnia, żeby dostarczyć dokumenty potwierdzające finansową stabilność.

“W fundacji mówili mi, że ludzie deklarują dochody 7, 10 tysięcy. Ale to są nierealne zarobki. Moja siostra od września pracuje jako asystentka kulturowa w szkole, dostaje 3 tys. złotych. Jesteśmy uchodźcami, nie mogliśmy spełnić takich warunków. Jeśli człowiek mieszka w Polsce długi czas, ma stabilność, to prawdopodobnie może je wykonać. My nie mieliśmy takich pieniędzy”.

We wrześniu Antonina ponownie prosi o rozpatrzenie wniosków o pozwolenie na wynajem mieszkań: “Sytuacja się zmieniła, już pracujemy i mamy oficjalny dochód. Proszę wziąć pod uwagę naszą trudną sytuację i pozwolić nam wynająć mieszkania, w których aktualnie mieszkamy”.

W odpowiedzi dostaje pismo z odmową: “Niestety proces weryfikacji zakończył się i nie ma możliwości złożenia wniosku do ponownej weryfikacji oceny zdolności czynszowej”.

Dla tych rodzin, które nie mogą podpisać umów, fundacja PFR zaproponowała alternatywne mieszkanie ー hotel w Jadwisinie. Tam uchodźcy mieliby bezpłatnie mieszkać do końca października. Co dalej? Nie wiadomo, czy będzie finansowanie. Chętni mieli zgłosić się do 26 września.

29 września fundacja zaproponowała transport pod przeprowadzkę. “To ostatnia szansa, którą możemy zaproponować” ー napisali. Niektórzy, będąc w sytuacji bez wyjścia, zdecydowali się przyjąć propozycję. Walczyć o mieszkania od PFR nie mają sił. Zapłacić półroczny czynsz za mieszkanie też nie mogą.

“Przecież nie jesteśmy workiem z ziemniakami, który można dzisiaj przywieźć do Mińska Mazowieckiego, a jutro do hotelu w lesie. Mamy pieniądze, żeby płacić za wynajem i minimalną, miesięczną kaucję. Dlaczego nam nie mogą na to zezwolić?” ー mówi Antonina.

W Ukrainie Antonina pracowała do 2016 roku przy projekcie budowy tzw. sarkofagu izolującego od otoczenia resztki elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Ostatnie lata z mężem na przemian jeździli na zarobki do Polski czy do Czech.

Teraz nie pracuje, jednak mąż, który wyjechał w styczniu do Polski, jest zatrudniony i może utrzymywać rodzinę. Sam mieszka przy budowie, gdzie pracuje. Antonina była zarejestrowana w centrum zatrudnienia, jednak nie doczekała się obiecanych kursów.

Integracja w takich warunkach nie jest możliwa

Antonina zaproponowała przedstawicielom fundacji, że zabierze mamę do siebie, tylko żeby pozwolili im zostać. Ale 7 osób w jednym mieszkaniu na 40 m² to za dużo, rodzina siostry musi mieszkać oddzielnie. Mama po procedurach może wymiotować, ma skoki ciśnienia, bóle rąk i nóg. Chora ma pierwszy stopień niepełnosprawności, co oznacza, że jest niezdolna do pracy i wymaga stałej lub długotrwałej opieki.

Później Antonina prosiła, żeby przynajmniej mama mogła zostać, będą z siostrą za nią płacić, bo już jest zorganizowany system: przyjeżdżają po nią ze szpitala i odwożą po zabiegu trzy razy w tygodniu. Przedstawiciele PFR są nieubłagani.

“Powiedzieli mi, by zostawić mamę w szpitalu, a z dziećmi jechać do tego hotelu w lesie, oderwanym od cywilizacji. Kiedyś też mówili, żebym pożyczyła pieniądze na 6-miesięczną kaucję. Ciekawe, kto miałby mi pożyczyć takie pieniądze w obcym kraju” ー mówi. Pukała do ośrodka pomocy społecznej i do burmistrza, pisała nawet do Kancelarii Prezydenta. Znikąd pomocy.

Rodziny ukraińskie, które nie podpisały umowy najmu, powinny były opuścić mieszkania 29 września, pod groźbą eksmisji z udziałem policji. Kiedy rozmawiamy, Antonina jeszcze myśli, jak ma przewieźć, a najważniejsze dokąd, łóżko które kupiła dla mamy (jej tarczyca przestaje funkcjonować).

“Już po prostu nie mam sił. Gdzie nie pójdę, nikomu nie jesteśmy potrzebni. Jeszcze raz mówię, jesteśmy bardzo wdzięczni za okazaną pomoc, żeby nie było, że narzekamy, nie. Z jednej strony rozumiemy fundację, ale nie rozumiemy dlaczego nie możemy normalnie wynajmować te mieszkania tylko z miesięczną kaucją” ー mówi Antonina. - “Nie przyjechaliśmy w ogóle bez niczego, mamy jakieś oszczędności, ale nie tak duże”.

Pukanie do różnych drzwi nie pomogło. “Koniec projektu, koniec pracy”, słyszała od przedstawicieli fundacji. Antonina mówi: “Jak to koniec pracy, jak ludzie zostają na ulicy”.

Próbowała szukać innego mieszkania. “Jak tylko słyszą akcent, mówią, że nie aktualne” ー przyznaje. “Siedzę na walizkach, żeby jechać donikąd”.

Antonina pyta, do kogo jeszcze może się zwrócić, kto może wpłynąć na decyzje i zmienić zasady. “To jest projekt socjalny, jaka różnica, kto płaci. Przecież nie chcemy nic za darmo” ーmówi.

Tułacze zwyczajni. Z Ukrainy

Antonina z braku możliwości wynajęcia mieszkania była zmuszona wyjechać z Polski. Mimo to zechciała podzielić się z nami swoją historią, żeby pomóc innym rodzinom w podobnej sytuacji.

“Wszystko, co tutaj kupiliśmy, wyrzuciliśmy, wzięliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy” ー mówi. Fundacja zezwoliła uchodźcom zabrać z mieszkań, w których mieszkali, artykuły AGD. Antonina ze swojego oddała znajomym Polakom, którzy mieli pożar w domu.

“Komu jest potrzebna płyta, jak nie ma gdzie żyć” ー mówi.

Według danych fundacji, z możliwości najmu komercyjnego skorzystało 28 rodzin uchodźczych. Antonina zapewnia, że większość nie przeszła weryfikacji, chociaż byli w stanie płacić za wynajem każdego miesiąca z miesięczną kaucją.

“Wielodzietne rodziny (przynajmniej jedną kojarzę, gdzie jest 5 dzieci) tulą się w hostelu, bo nie mogą znaleźć domu. Inna rodzina poprosiła o adres hostelu, ponieważ fundacja w ich sprawie zmieniła zdanie w ostatniej chwili. Za niedługo zima, nikogo to nie obchodzi” - pisze Antonina. - “Jeśli fundacja jest stworzona, żeby pomagać ludziom, kontaktuje się z uchodźcami, którym nie zostało nic oprócz strat i rozczarowań, i zna ich sytuację, to jak może przedstawić takie dzikie warunki?! Nikt nie uprzedził o nich, kiedy podpisywaliśmy umowę i później, gdy mieszkaliśmy”.

Antonina znalazła dla mamy i siostry z córkami mieszkanie w Mińsku Mazowieckim. Tam trwa remont, jednak właściciele są wyrozumiali i zezwolili rodzinie wprowadzić się wcześniej. Jest podpisana umowa najmu na rok, z czego Antonina się cieszy. “Moi bliscy są w bezpieczeństwie, nikt ich nie wygoni na bruk” ー mówi.

“Mąż był zmuszony zwolnić się z pracy, córeczka nie chodzi do przedszkola, starsza córka nie ma możliwości uczyć się języka polskiego (jeździła na kursy dwa razy w tygodniu do Warszawy), ja musiałam wyrejestrować się z centrum zatrudnienia. Nasza stabilność została zrujnowana przez czyjeś zachcianki” ー mówi Antonina. Po przeżytej okupacji rodzina zmieniła już 5 miejsc zamieszkania.

Udostępnij:

Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką, „ambasadorką” Ukrainy w Polsce. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne