Dwudziestu policjantów na jednego Henia. Jak zabija się dziki. Cz. 2
Dzik spał w piaskownicy, nie zdając sobie sprawy z walki o jego życie. Policja odgrodziła teren taśmą, zagroziła, że użyje siły. Obrońcy Henia musieli odpuścić. BEZBRONNE, cykl OKO.press o zwierzętach, które powinniśmy otoczyć ochroną
“Dzik szedł środkiem ulicy koło przedszkola, była 17:20” – czytam post na osiedlowej grupie na Facebooku. Ktoś opowiada, że podwoził starszą panią, bo bała się spotkania z dzikami. Ktoś inny, że dziki “spacerują nawet za dnia”.
- Tam proszę nie iść! – słyszę na Dębnikach, blisko centrum Krakowa. – Wielki dzik tam jest! – ostrzega mnie przechodzień, a na skwerku przy parkingu dzik grzebie w kwiatkach. Nie zwraca na mnie uwagi.
Kilka lat temu dzik wszedł do salonu kosmetycznego w Krakowie. Klientki uciekły, drzwi zamknięto, a właścicielka salonu skarżyła się, że zwierzę zdemolowało wnętrze. Oglądam nagranie z tego zajścia i widzę przerażonego dzika uderzającego głową w szklane drzwi lokalu. “Dzik został odłowiony i przewieziony w bezpieczne miejsce” – podawała potem straż miejska. Najprawdopodobniej wizytą w salonie ściągnął na siebie wyrok śmierci i został uśpiony.

Komentarze