0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Martin MeissnerAP Photo/Martin Meis...

Eurowizja miała połączyć Europejczyków w próbie zjednoczenia podzielonego wojną kontynentu. Słyszymy to, co roku w formule otwierającej każdy z finałów Konkursu Piosenki, który przez 70 lat przeszedł przez wiele faz. Pierwsze edycje były zdominowane przez statyczne panie w balowych sukniach, kolorową rewolucję przyniósł triumf Abby, początek stulecia zapamiętamy jako epokę pociesznego kiczu, a ostatnie lata kojarzyć będziemy z otwarciem się konkursu na środowiska LGBT+.

Piękna historia, i to by było na tyle? Na początku eurowizyjnego tygodnia po raz kolejny obawiamy się, że to bliski scenariusz. Po raz kolejny w Konkursie udział bierze Izrael. Tamtejszy nadawca publiczny KAN – bo artystów na konkurs wysyłają państwowe telewizje – znów ostrzy sobie zęby na wygraną. I zapowiada, że w jej wypadku zorganizuje kolejną edycję konkursu w Tel Awiwie – bo przecież zwycięzca ma takie prawo. Trudno powiedzieć, czy Eurowizja przeżyłaby taki wstrząs.

Za nami pierwszy półfinał (12 maja). Już wiemy, że reprezentantka Polski Alicja Szemplińska (na zdjęciu) wchodzi do finału.

Reprezentant Izraela – również.

OKO.press pojechało na finał konkursu do Wiednia, żeby zobaczyć, czy to koniec największego muzycznego wydarzenia na świecie. I czy Eurowizja – nawet w kryzysie – potrafi porywać tłumy. Na pewno stolica Austrii stara się, by tak było.

Wiedeń w kolorach Eurowizji

Już na wjeździe do Wiednia widać, że miasto jest organizatorem tegorocznej Eurowizji (w finale walki miast wygrał z Innsbruckiem). Wzdłuż dróg wywieszono flagi z logiem konkursu, na każdym kroku podróżni są witani w “host city”. Eurowizja jest w całym mieście bardzo widoczna – to nie tylko plakaty, ale też sieć eurowizyjnych kawiarni, darmowe gadżety rozdawane miłośnikom konkursu czy komunikacja miejska przystrojona w eurowizyjne barwy.

Wiedeń zaprasza na wydarzenia poświęcone okrągłej, bo 70. edycji Eurowizji. W centrum kultury i historii queer Qwien organizuje wystawę UNITED BY QUEERNESS “ukazującą queerowe wymiary konkursu, celebrując je i poddając krytycznej analizie”. W Muzeum Wiedeńskim powstał Dom Fanów Eurowizji, gdzie organizowane są panele i wywiady z artystami na żywo. Kluby zapraszają na tańce do eurowizyjnych hitów i eurowizyjne karaoke. Pod wiedeńskim ratuszem urządzono wioskę eurowizyjną, gdzie można wspólnie oglądać koncerty i gdzie występują gwiazdy poprzednich edycji.

Eurowizji w tym tygodniu w Wiedniu nie da się przeoczyć. To o wiele więcej, niż oferowało Malmö – organizator 68. finału w 2024 roku, skąd również relacjonowaliśmy kontrowersje wokół Eurowizji:

Przeczytaj także:

Bywalcy konkursu mówili nam, że Malmö było najsmutniejszym finałem. To była pierwsza edycja od momentu wybuchu wojny w Strefie Gazy.

800 tysięcy dolarów na promocję Izraela

Wyjaśnijmy przy okazji: mimo że Izrael nie leży w Europie, jego publiczny nadawca, telewizja KAN, jest członkiem Europejskiej Unii Nadawców (EBU). EBU nie ogranicza się wyłącznie do europejskiego rynku, do organizacji należy również m.in. Algieria, Egipt, Maroko czy Azerbejdżan. Kraje, które są aktywnymi członkami EBU, mogą brać udział w Eurowizji. Izrael wystąpił w konkursie po raz pierwszy w 1973 roku i wygrał go czterokrotnie.

W 2024 roku przez Malmö przetaczały się protesty przeciwko udziałowi Izraela w Eurowizji w obliczu tego, czego dopuszcza się w Gazie. Słowo “ludobójstwo” było odmieniane przez wszystkie przypadki, na budynkach w mieście wisiały flagi palestyńskie, artyści odmawiali podawania sobie rąk z Eden Golan, reprezentantką Izraela. Na ulicach widać było policję z długą bronią, wejścia na jakiekolwiek wydarzenia eurowizyjne były szczelnie obstawione ochroną. Reprezentanta Holandii, Joosta, wykluczono z konkursu po rzekomej przepychance z operatorką kamery. Joost wcześniej nie gryzł się w język, krytykując udział Izraela w Eurowizji.

Rząd Izraela co roku wspierał finansowo promocję występów eurowizyjnych. “New York Times” podaje, że w 2018 roku wydał na ten cel 100 tys. dolarów. Opłaciło się – izraelska wokalistka Netta wygrała konkurs.

Po wybuchu wojny w Gazie rząd zwiększył sumę na promocję swoich artystów i ich eurowizyjnych występów. W Malmö wydał ponad 800 tys. dolarów – to dane uzyskane przez izraelską instytucję nadzorującą media The Seventh Eye i opublikowane przez NYT. Większość pieniędzy pochodziła z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Eden Golan zajęła piąte miejsce. Wysokie, ale dla Izraela zbyt niskie.

Skąd te głosy?

Rok później – podczas finału w Bazylei – promocja występu reprezentantki Yuval Raphael była już bardzo nachalna. Nagrania zachęcające do głosowania na artystkę pojawiały się na YouTube. Twarz Raphael pojawiła się nawet na Times Square w Nowym Jorku. Piosenkarka otrzymała mizerne noty od jurorów w finale Eurowizji – ale to tylko połowa wyniku. Drugą połowę stanowią głosy widzów, oddawane sms-owo. Tutaj Izrael zmiażdżył konkurencję, ale znów nie udało się wygrać. Yuval zdobyła drugie miejsce.

Zarówno po finale w 2024, jak i 2025 roku, obserwatorzy Eurowizji zauważyli, że Izrael osiąga doskonałe wyniki głosowania publiczności w państwach, gdzie badania opinii publicznej wskazywały przynajmniej na sceptycyzm wobec tego kraju. Problem w tym, że z jednego numeru telefonu do tej pory można było głosować po 20 razy, do czego zachęcały reklamy wbrew regułom EBU opłacane z pieniędzy rządu w Tel Awiwie.

Tuż przed eurowizyjnym tygodniem 2026 na Unię Nadawców spadła medialna bomba: „New York Times” wyliczył, że wystarczy kilkaset zmobilizowanych głosujących, by wygrać głosowanie publiczności w dużym kraju, i zebrać najwyższą notę 12 punktów od widowni głosujących w tym państwie. Dziennikarze gazety oparli się na wynikach z Hiszpanii, gdzie widzowie wsparli Izrael ponad 47 tysiącami SMS-ów – czyli niemal dokładnie jedną trzecią wszystkich wysłanych wiadomości tekstowych. Na taki wynik mogło przełożyć się 20-krotne głosowanie z ponad 2,7 tys. numerów (choć pamiętajmy, że jedna osoba mogła wielokrotnie wymieniać karty SIM w telefonie). By pokonać drugą w głosowaniu Ukrainę, wystarczyłoby jednak wysłanie 20 wiadomości z zaledwie 482 numerów. I już to zapewniłoby Izraelowi zwycięstwo w Hiszpanii.

Eurowizja bez pięciu krajów

Dodajmy: w Hiszpanii, która z tegorocznego konkursu się wycofała. Według tamtejszego nadawcy, a także irlandzkiej, islandzkiej, słoweńskiej i holenderskiej telewizji, zasady głosowania dają Izraelowi możliwość manipulowania wynikami. Jeszcze w październiku zeszłego roku wydawało się, że opór tak wielu znaczących w eurowizyjnej układance krajów zaważy na wykluczeniu izraelskiej KAN z rywalizacji.

Hiszpańska RTVE apelowała o głosowanie nad uczestnictwem Izraela w konkursie, jednak wniosek odrzucono. Wcześniej EBU nieco zmieniła zasady rywalizacji, przede wszystkim ograniczając maksymalną liczbę SMS-ów z jednego numeru do 10. By zapewnić Izraelowi 12 punktów od hiszpańskiej publiczności w tym roku wystarczyłoby więc ponad 900 kart SIM – oczywiście zakładając powtórkę zeszłorocznego scenariusza. To też jest do zrobienia.

EBU twierdzi jednak, że takie zabezpieczenie w zupełności wystarcza.

„Zdecydowana większość członków uznała, że ​​nie ma potrzeby przeprowadzania kolejnego głosowania w sprawie uczestnictwa i że Konkurs Piosenki Eurowizji 2026 powinien odbyć się zgodnie z planem, z zachowaniem dodatkowych zabezpieczeń” – oświadczyli przedstawiciele EBU, słowem nie wspominając o prawdziwych przyczynach niepokoju krajów członkowskich organizacji: czyli zachowaniu i pozycji izraelskiego nadawcy. I właśnie dlatego w tym roku w Wiedniu brakuje reprezentacji Hiszpanii, Irlandii, Islandii, Holandii oraz Słowenii. Publiczny nadawca z tego ostatniego kraju zamiast konkursu wyemituje specjalny blok “Głosy Palestyny”.

Dyrektor wykonawczy Eurowizji Martin Greene, zapytany o ustalenia “NYT” stwierdził jedynie, że co roku za dużo mówi się o artystach, którzy nie wygrali. “A poprzednią edycję wygrał JJ z Austrii – uczciwie i bez wątpliwości” – mówił, starając się utrzymywać na twarzy sztuczny uśmiech.

Jedno słowo: bojkot

W kontekście Eurowizji najczęściej w tym roku słychać właśnie hasło “bojkot”. Apele o nieangażowanie się w największe muzyczne widowisko telewizyjne na świecie słychać od lat. Przed 2023 rokiem gromy na publicznych nadawców leciały jednak głównie ze strony konserwatystów i w niektórych przypadkach dało to zamierzony efekt. Przez wszechobecność wątków związanych ze społecznością LGBT+ z na eurowizyjnej scenie nie występują już artyści z Węgier i Turcji.

Protest przeciwko udziałowi Izraela w Eurowizji - transparent "Zablokować Eurowizję" i mężczyzna z palestyńską flagą
Fot. Radek MICA/AFP

W ostatnich latach o bojkot apelują przede wszystkim organizacje domagające się izolacji Izraela na arenie międzynarodowej. Wzywa do niego ruch BDS (ang. Boycott, Disvestment and Sanctions – czyli bojkot, wycofanie inwestycji, sankcje). W tym roku list protestacyjny poparli wielcy świata muzyki – między innymi zespoły skupione w ruchu No Music for Genocide: Massive Attack, IDLES czy Kneecap, a także raper Macklemore. W Polsce w akcje zaangażowała się między innymi aktorka Julia Kamińska, a także wokaliści Krzysztof Zalewski i Michał Wiśniewski – choć ten ostatni wcześniej wystąpił gościnnie podczas finału polskich eliminacji do konkursu.

Sygnatariusze listu „sprzeciwiają się wykorzystywaniu Eurowizji do wybielania i oswajania opinii publicznej z izraelską polityką przemocy: ludobójstwem, oblężeniem i brutalną okupacją Palestyny”.

Policja w gotowości

W Wiedniu największa manifestacja przeciwko udziałowi Izraela jest zapowiedziana na sobotę – 16 maja, tuż przed finałem. Służby przygotowują się na tydzień eurowizyjny od miesięcy, działania wspierają jednostki również z krajów ościennych, a do ochrony mieszkańców i fanów konkursu zaangażowano również jednostki specjalne i ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Media piszą, że miasto zostało postawione w stan „wysokiej gotowości” przed ceremonią otwarcia, z powodu obaw, że będzie stanowić główny cel dla terrorystów.

“W Wiener Stadthalle (gdzie odbywają się koncerty – od aut.) obowiązują najsurowsze kontrole zgodne z normami bezpieczeństwa lotnisk. Wszystkie akredytowane osoby muszą przejść oficjalną kontrolę bezpieczeństwa przez policję. Widzów obowiązuje bezwzględny zakaz wnoszenia bagażu” – podaje austriacki nadawca publiczny ORF.

Służby postawione na nogi, potężne środki bezpieczeństwa, dyskomfort uczestników rywalizacji i fanów, bojkot pięciu ważnych krajów. Wszystko po to, by w Eurowizji mógł nadal brać udział Izrael.

Policja zabezpieczająca Konkus Piosenki Eurowizji na tle transparentu z napisem "merci"
Fot. Radek MICA/AFP

Nie tylko Izrael

Ale Eurowizja to nie tylko Izrael. Który zresztą w większości fanowskich relacji z konkursu nie istnieje. Eurowizyjne kanały omijają w omówieniach tegorocznego reprezentanta No’ama Bettana i nie oceniają jego występu, ani wykonywanej w połowie po francusku piosenki “Michelle”. O czym rozmawiają więc fani?

Ci z Polski na pewno o naszej reprezentantce, Alicji Szemplińskiej. 24-latka z potężnym głosem miała już raz wystąpić na Eurowizji – w 2020 roku, kiedy przez pandemię COVID-19 odwołano finał. Rok później ówczesny dyrektor TVP Jacek Kurski zdecydował, że Alicja nie dostanie swojej szansy, a zamiast niej pojedzie Rafał Brzozowski (który odpadł w półfinale, a jego występ stał się memem). Alicja w Wiedniu zaśpiewa swoją piosenkę “Pray” – i, jak pisaliśmy, już wiemy, że zrobi to w finale. Półfinałowy występ 12 maja zapewnił jej miejsce w najważniejszej części konkursu.

Alicja Szemplińska, mimo głosu o wyjątkowej barwie, nie jest wymieniana w gronie faworytów. Bukmacherzy do niedawna nie widzieli w nim również Izraelczyka No’ama Bettana, który teraz w typowaniach spadł na szóste miejsce. Pamiętajmy jednak, że dla Izraela nadrobienie takich zaległości nie jest nie do zrobienia. Na czele stawki widać Finlandię (duet smyczkowo-wokalny Linda Lampenius i Pete Parkkonen), Grecję (raper Akylas w utworze o komediowym, ale i antykapitalistycznym zabarwieniu) oraz Danię (Sørena Torpegaarda Lunda z niezwykle chwytliwym refrenem). Wszystkie z tych piosenek wykonywane są w narodowych językach, nie po angielsku. I o to też w Eurowizji chodzi — byśmy przez tydzień mogli odetchnąć od dominacji anglosaskiej popkultury.

Niech więc wygrają najlepsi – a niekoniecznie najbardziej głodni wygranej.

Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze