0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Alex WROBLEWSKI / AFPFot. Alex WROBLEWSKI...

Osiemdziesiąt dwa procent. Taka liczba musi niepokoić – szczególnie osoby w ciąży i te, które doświadczyły jej utraty. W sierpniu 2026 roku właśnie taki odsetek ponownie zaczął krążyć w amerykańskiej debacie publicznej. Miał dowodzić, że szczepienia przeciw COVID-19 powodowały poronienia na ogromną skalę.

Starszy mężczyna siedzi, włos rozwiany, przemawia machając rękami
Senator Rand Paul, Republikanin, podczas przesłuchania dr. Anthony'ego Fauciego w Senacie, 29 lipca 2026. Fot. Kevin Dietsch/Getty Images via AFP

Według ich interpretacji ówczesny doradca medyczny prezydenta znał zagrożenie poronieniem po zaszczepieniu ciężarnych kobiet przeciw Covid-19, ale nie powiedział o tym opinii publicznej. Brzmi to jak historia o ukrywanym medycznym skandalu. Tyle że nie potwierdza jej ani pełna treść wiadomości, ani badania naukowe.

Przeczytaj także:

Skąd się wzięło 82 procent?

Zacznijmy od początku. Źródłem zamieszania była wstępna analiza opublikowana w 2021 roku w „New England Journal of Medicine”. Naukowcy przedstawili w niej pierwsze dane z amerykańskich systemów monitorowania bezpieczeństwa szczepień.

Do dnia zamknięcia analizy znany był wynik 827 ciąż. Wśród nich odnotowano 712 żywych urodzeń, 104 poronienia, jedno urodzenie martwe oraz 10 innych zakończeń ciąży, m.in. ciąże pozamaciczne i przerwania ciąży. Poronienia stanowiły więc 12,6 procent znanych w tym momencie zakończeń ciąży.

Autorzy fałszywej statystyki wykonali jednak inne działanie. Zauważyli, że tylko 127 spośród tych 827 kobiet zaszczepiono w pierwszym lub drugim trymestrze. Następnie podzielili wszystkie 104 poronienia przez 127. Wynik – 81,9 proc. – zaczęto przedstawiać jako odsetek poronień wśród kobiet zaszczepionych we wczesnej ciąży.

Tak liczyć nie wolno.

Kobiety zaszczepione w pierwszych miesiącach ciąży były obserwowane zbyt krótko, aby większość ich ciąż zdążyła zakończyć się porodem. Do grupy „ciąż już zakończonych” bardzo szybko trafiały natomiast właśnie poronienia, ponieważ dochodzi do nich przeważnie na początku ciąży.

To trochę tak, jakby po pierwszych kilometrach maratonu obliczyć odsetek osób, które nie dotarły do mety, uwzględniając wyłącznie tych, którzy już zeszli z trasy. Ci, którzy nadal biegną, nie byliby uwzględnieni. Wynik byłby efektowny, ale pozbawiony sensu.

Również 12,6 proc. z pierwszej publikacji nie było miarą tego, w jakim stopniu szczepienie zmienia ryzyko. Był to opis znanych w danym momencie zakończeń ciąży w bardzo wczesnej fazie obserwacji. Sami autorzy nazywali wyniki „wstępnymi” i podkreślali potrzebę dalszego śledzenia kobiet zaszczepionych w pierwszym trymestrze.

Co pokazała obserwacja, kiedy ciąże się zakończyły?

Jeszcze w 2021 roku opublikowano dokładniejszą analizę tego rejestru. Objęła ona 2456 kobiet zaszczepionych przed ciążą lub przed jej 20. tygodniem. Zamiast zwykłego dzielenia liczby poronień przez liczbę dotychczas znanych zakończeń ciąży zastosowano metodę uwzględniającą tydzień ciąży i czas pozostawania pod obserwacją.

Skumulowane ryzyko poronienia między 6. a 19. tygodniem wyniosło 14,1 proc., a po uwzględnieniu wieku badanych – 12,8 procent. Mieściło się więc w zakresie obserwowanym przed pandemią i szczepieniami. Wyniki opisano w publikacji dotyczącej rejestru v-safe.

W lutym 2026 roku ukazała się ostateczna analiza pełnych danych z tego rejestru. Objęła 12 097 ciąż, w których szczepionkę mRNA podano do 20. tygodnia lub krótko przed ostatnią miesiączką. Tym razem każdą ciążę włączano do obliczeń dopiero od tygodnia, w którym rzeczywiście doszło do szczepienia.

Skumulowane ryzyko poronienia między 6. a 20. tygodniem wyniosło 10,79 procent. W analizie dodatkowej, obejmującej również straty przed 6. tygodniem, było to 13,5 procent.

Oba wyniki mieściły się w przedpandemicznych zakresach, a ryzyko nie różniło się istotnie między szczepionkami Moderny i Pfizera. Badacze zastrzegli, że rejestr nie był idealnym przekrojem całego społeczeństwa – większość uczestniczek była biała, mieszkała w miastach i zgłosiła się dobrowolnie – ale wynik zdecydowanie nie przypominał internetowych 82 procent. Pełne badanie opublikowano w czasopiśmie „Vaccine”.

Nie jeden rejestr, lecz wiele niezależnych porównań

Najważniejsze pytanie nie brzmi jednak: „Ile poronień odnotowano po szczepieniu?”. Brzmi ono: „Czy wśród zaszczepionych dochodziło do poronień częściej niż w podobnych, nadal trwających albo niezaszczepionych ciążach?”.

Jedną z najmocniejszych odpowiedzi przyniósł amerykański Vaccine Safety Datalink, łączący dokumentację medyczną z kilku dużych systemów opieki zdrowotnej. W analizie 105 446 ciąż porównano 13 160 poronień z ciążami, które nadal trwały na tym samym etapie. Sprawdzono, czy szczepienie występowało częściej w ciągu 28 dni poprzedzających poronienie.

Skorygowany iloraz szans wyniósł 1,02, a jego 95-procentowy przedział ufności od 0,96 do 1,08. Mówiąc prościej: wynik był niemal dokładnie taki, jakiego należałoby oczekiwać przy braku związku ze szczepieniem. Dane były zgodne zarówno dla Pfizera, jak i Moderny oraz dla poszczególnych etapów między 6. a 19. tygodniem ciąży. Badanie opublikowano w „JAMA”.

Podobny wynik przyniosły norweskie rejestry. Wśród 4521 kobiet, które poroniły przed 14. tygodniem, zaszczepionych było 5,1 procent. W grupie 13 956 kobiet, których ciąże rozwijały się dalej, było to 5,5 procent. Po uwzględnieniu wieku, chorób, dochodów, wykształcenia i innych różnic szczepienie nie wiązało się ze wzrostem ryzyka. Z pełną pracą można zapoznać się w „New England Journal of Medicine”.

Sprawdzono także dawki przypominające. W amerykańskim badaniu obejmującym 112 718 unikalnych ciąż trzecia dawka mRNA podana we wczesnej ciąży nie występowała częściej przed poronieniem niż w odpowiadających im ciążach trwających. Wynik nie zmieniał się, gdy badacze analizowali czas 28 albo 42 dni po szczepieniu, co opisano w „JAMA Network Open”.

Co mówi suma wszystkich badań?

Pojedyncze badanie może nie wykryć problemu, zwłaszcza jeśli grupa jest niewielka albo porównywane kobiety różnią się wiekiem i stanem zdrowia. Dlatego duże znaczenie mają przeglądy systematyczne i metaanalizy, w których badacze zbierają wyniki wielu zespołów.

W opublikowanej w 2023 roku metaanalizie uwzględniono 21 badań i dane 149 685 kobiet. Ryzyko względne poronienia u zaszczepionych w porównaniu z kobietami niezaszczepionymi lub otrzymującymi placebo wyniosło 1,07, z przedziałem ufności od 0,89 do 1,28. Przedział obejmował wartość 1, czyli brak różnicy.

Nie stwierdzono również pogorszenia szans na trwającą ciążę lub żywe urodzenie. Autorzy ocenili pewność zbiorczych dowodów jako niską, przede wszystkim dlatego, że ciężarne nie były planowo włączane do pierwotnych randomizowanych badań szczepionek, a większość późniejszych danych miała charakter obserwacyjny. Mimo tych ograniczeń wyniki nie wskazywały na zwiększone ryzyko. Metaanaliza ukazała się w „Human Reproduction”.

Jeszcze szerszy, aktualizowany przegląd objął 177 publikacji dotyczących bezpieczeństwa, skuteczności lub odpowiedzi immunologicznej u ciężarnych i ich dzieci. Autorzy nie znaleźli związku między szczepieniem a poronieniami ani innymi analizowanymi powikłaniami ciąży, niezależnie od trymestru. Zwrócili jednocześnie uwagę, że znacznie więcej danych dotyczy szczepionek mRNA niż pozostałych technologii. Po pełną pracę odsyłam do „Drug Safety”.

Dlaczego po szczepieniu występują poronienia?

Ponieważ poronienia są, niestety, częste. Duży przegląd epidemiologiczny oszacował, że kończy się nimi około 15,3 proc. rozpoznanych ciąż. Oznacza to nawet 23 miliony poronień rocznie na świecie. Ryzyko silnie zależy od wieku, wcześniejszych strat ciąż i wielu cech zdrowotnych. Takie dane pokazano w „The Lancet”.

Według American College of Obstetricians and Gynecologists (ACOG) około 80 proc. wczesnych strat ciąży zdarza się w pierwszym trymestrze, a mniej więcej połowa wynika z nieprawidłowości chromosomalnych zarodka. Ryzyko rośnie wyraźnie wraz z wiekiem matki.

ACOG opisuje te dane w wytycznych dotyczących wczesnej utraty ciąży. Jeżeli w krótkim czasie zaszczepi się wiele ciężarnych, część z nich poroni kilka dni albo tygodni później z przyczyn, które wystąpiłyby również bez szczepienia. Następstwo czasowe nie dowodzi przyczyny.

Podobnie należy czytać zgłoszenia do amerykańskiego systemu VAERS (Vaccine Adverse Event Reporting System). Trafiają tam zdarzenia, które wystąpiły po szczepieniu, również wtedy, gdy zgłaszający nie wie, czy szczepionka miała z nimi związek. System jest użyteczny jako alarm: może wskazać nietypowy wzorzec wymagający dalszej analizy. Nie ma jednak odpowiedniej grupy kontrolnej i sam nie pozwala obliczyć ryzyka ani ustalić przyczynowości – jego ograniczenia dobrze wyjaśniają CDC i FDA.

O czym naprawdę wiedział Fauci?

Przejdźmy do drugiej części zarzutów senatorów Paula i Johnsona. Ich zdaniem prywatne wiadomości tekstowe ze smartfona Anthony'ego Fauciego dowodzą, że już na początku 2021 roku wiedział on o związku szczepień z poronieniami, a mimo to publicznie zapewniał o bezpieczeństwie preparatów. Aby ocenić ten zarzut, trzeba jednak przeczytać całą rozmowę i zachować jej chronologię.

W styczniu 2021 roku szczepionki Pfizera i Moderny były dostępne w Stanach Zjednoczonych zaledwie od kilku tygodni. Duże badania prowadzone przed ich dopuszczeniem nie obejmowały planowo kobiet w ciąży. Nie było więc jeszcze wyników pozwalających z dużą pewnością ocenić bezpieczeństwo szczepienia na każdym jej etapie. Nie oznaczało to, że wykryto zagrożenie. Oznaczało, że danych było mało i dopiero zaczynano je systematycznie zbierać.

Rozmowę z 25 stycznia 2021 roku rozpoczął Vivek Murthy, późniejszy naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych. Zapytał Fauciego i ówczesną dyrektorkę CDC Rochelle Walensky, czy znają jakiekolwiek dane albo teoretyczne przesłanki przemawiające za szczepieniem wcześniej lub później w czasie ciąży.

Walensky odpowiedziała, że jest to obszar praktycznie pozbawiony bezpośrednich danych. Wspomniała jednocześnie, że CDC wykorzystuje system v-safe do obserwowania między innymi ciężarnych, których nie uwzględniono w pierwotnych badaniach.

Fauci początkowo odpowiedział, że nie zna danych ani teoretycznego powodu, dla którego jeden etap ciąży miałby być lepszy od drugiego. Kilka godzin później wrócił jednak do rozmowy. Napisał, że zasięgnął dodatkowych opinii i pojawiła się kwestia, którą warto wziąć pod uwagę: gorączka oraz silna reakcja zapalna po drugiej dawce mogłyby – czysto teoretycznie – mieć znaczenie dla ryzyka poronienia w pierwszym trymestrze. Pełna wymiana wiadomości z 25 i 26 stycznia pokazuje więc nie ukrywanie znanego działania niepożądanego, lecz proces sprawdzania możliwych zagrożeń w sytuacji, gdy brakowało jeszcze bezpośrednich badań.

Słowo „teoretycznie” ma tutaj znaczenie. Fauci nie pisał o zaobserwowanych poronieniach ani o analizie wykazującej ich zwiększoną liczbę. Rozważał możliwy mechanizm: skoro wysoka temperatura we wczesnej ciąży może być powodem ostrożności, należało sprawdzić, czy gorączka pojawiająca się czasem po szczepieniu nie wpływa na ciążę. W nauce takie pytania są czymś normalnym. Hipoteza nie jest jednak wynikiem badania, podobnie jak lista możliwych działań niepożądanych nie jest dowodem, że one rzeczywiście występują.

Dzień później Fauci przedstawił w kontynuacji tej rozmowy, prowadzonej za pomocą wiadomości SMS, pełniejszą ocenę. Podkreślił, że w przypadku szczepionki, dla której brakuje danych z badań ciężarnych, trzeba porównać potencjalne ryzyko z możliwymi korzyściami. COVID-19 mógł bowiem mieć ciężki przebieg podczas ciąży.

Zaznaczył również, że od czasu dopuszczenia szczepionek otrzymało je już ponad 10 tysięcy ciężarnych i w dostępnych wówczas obserwacjach nie pojawiły się niepokojące sygnały. Wspomniał też o badaniach na zwierzętach, które nie wykazały zagrożeń dla rozrodu i rozwoju potomstwa. Nie twierdził zatem, że bezpieczeństwo zostało ostatecznie udowodnione. Mówił, że dotychczasowe informacje są uspokajające, choć nadal niepełne.

Nie ma czerwonych flag

Takie było również oficjalne stanowisko amerykańskich instytucji medycznych. Na początku 2021 roku CDC i organizacje położnicze nie przedstawiały szczepienia jako decyzji wolnej od jakiejkolwiek niepewności. Ciężarnym należącym do grup objętych programem szczepień pozostawiano wybór, zalecając uwzględnienie ryzyka zakażenia, chorób współistniejących i dostępnych, choć ograniczonych danych o szczepionkach. Ówczesne wytyczne ACOG mówiły, że preparatów nie należy automatycznie odmawiać ciężarnym, ale decyzja powinna należeć do pacjentki.

Również publiczne wypowiedzi Fauciego nie brzmiały tak kategorycznie, jak sugerowali później senatorowie. Na początku lutego mówił, że ciężarne nie uczestniczyły w pierwotnych badaniach, dlatego potrzebna jest ostrożność. Jednocześnie informował, że w dotychczasowym monitorowaniu nie pojawiły się „czerwone flagi”.

Jak odnotowywały wtedy nawet media nieprzychylne Fauciemu, wyjaśniał on zarówno brak pełnych danych, jak i to, że ponad 10 tysięcy ciężarnych zostało już zaszczepionych po dopuszczeniu preparatów.

Sformułowanie „nie ma czerwonych flag” nie znaczy: „udowodniliśmy, że ryzyko jest zerowe”. W języku monitorowania bezpieczeństwa oznacza ono, że w dostępnych zgłoszeniach nie widać nietypowego wzrostu określonych problemów. To ocena aktualnego stanu obserwacji, a nie gwarancja na przyszłość. Gdy pojawiają się nowe dane, taka ocena może zostać potwierdzona albo zmieniona.

W materiale przygotowanym przez Paula i Johnsona zestawiono wypowiedzi pochodzące z różnych momentów pandemii. Ostrożne komentarze z lutego 2021 roku sąsiadowały z bardziej zdecydowanymi wypowiedziami Fauciego z sierpnia. W ciągu tych 6 miesięcy zaszła jednak zasadnicza zmiana: przybyły dane z dziesiątek tysięcy obserwowanych ciąż, opublikowano pierwsze analizy rejestrów bezpieczeństwa, a CDC oraz towarzystwa medyczne zaczęły wyraźnie rekomendować szczepienie ciężarnym. Wypowiedź z sierpnia opierała się więc na innej, znacznie szerszej bazie dowodów niż prywatna rozmowa ze stycznia.

Prawda czy fałsz?

Szczepienia kobiet w ciąży przeciwko COVID-19 powodują poronienia.

Sprawdziliśmy

Obecne dowody naukowe nie wskazują, aby szczepienia przeciw COVID-19 zwiększały ryzyko poronienia. Poronienia zdarzające się po szczepieniu nie występowały częściej niż wśród kobiet niezaszczepionych ani częściej, niż oczekiwano przed pandemią.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Burza cytokinowa to nie jest zwykła gorączka

Pozostaje pytanie, czy styczniowa obawa dotycząca gorączki była medycznie uzasadniona. Było to rozsądne pytanie, ale nie dowód na szkodliwość szczepienia. Długotrwała gorączka lub przegrzanie organizmu we wczesnej ciąży może wiązać się z niektórymi wadami rozwojowymi, szczególnie wadami cewy nerwowej.

W przypadku poronień wyniki badań są jednak niespójne. Część analiz sugeruje możliwy wzrost ryzyka, inne go nie potwierdzają. Trudno również oddzielić działanie temperatury od wpływu infekcji lub choroby, która tę gorączkę wywołała. Tak właśnie podsumowuje stan wiedzy MotherToBaby.

Możliwa gorączka po szczepieniu nie była przy tym informacją ukrywaną. Już w grudniu 2020 roku amerykańskie wytyczne położnicze wymieniały ją wśród spodziewanych reakcji i zalecały ciężarnym konsultację oraz leczenie podwyższonej temperatury odpowiednim lekiem przeciwgorączkowym.

Osobnego wyjaśnienia wymaga użyte przez Fauciego określenie „burza cytokinowa”. Cytokiny są substancjami, za pomocą których komórki układu odpornościowego przekazują sobie sygnały. Ich przejściowy wzrost po szczepieniu jest częścią prawidłowej odpowiedzi immunologicznej. Dzięki temu organizm uczy się rozpoznawać zagrożenie i wytwarza przeciwciała oraz komórki pamięci.

Burza cytokinowa jest czymś jakościowo innym. To ciężka, niekontrolowana reakcja zapalna, która może prowadzić do uszkodzenia narządów i zagrożenia życia. Termin ten stosuje się między innymi wobec niektórych poważnych infekcji, ciężkiego COVID-19 oraz określonych powikłań leczenia onkologicznego.

Nie należy więc nazywać burzą cytokinową każdej gorączki, bólu mięśni czy dreszczy występujących po szczepieniu. Badania odpowiedzi immunologicznej po szczepionkach mRNA wykazywały kontrolowany wzrost wybranych cytokin, potrzebny do wytworzenia odporności, a nie obraz ciężkiego zespołu zapalnego.

Co zatem naprawdę wiedział Fauci?

Wiedział, że na początku 2021 roku brakowało pełnych danych z badań ciężarnych. Znał ogólne obawy związane z gorączką we wczesnej ciąży i uznał, że należy rozważyć je także w odniesieniu do szczepienia. Wiedział również, że COVID-19 stanowi zagrożenie dla kobiet w ciąży, badania na zwierzętach nie wykazały problemów, a wśród pierwszych ponad 10 tysięcy zaszczepionych ciężarnych nie pojawił się niepokojący sygnał. Nie mógł wiedzieć natomiast – bo nie wynikało to z żadnych dostępnych danych – że szczepionki powodują poronienia.

Co zostaje po oddzieleniu lęku od faktów?

Obecny stan wiedzy nie daje podstaw, by uznać szczepienie przeciw COVID-19 za czynnik zwiększający ryzyko poronienia. Nauka nie daje ryzyka równego zeru, ale potrafi wykrywać nawet niewielkie różnice w dużych populacjach. Tutaj takiego sygnału nie znaleziono.

Ta historia pokazuje również, że naukowa ostrożność nie jest przyznaniem, że istnieje zagrożenie. Na początku stawia się pytania i rozważa możliwe mechanizmy, później sprawdza się je w badaniach. Rozsądna ocena powinna opierać się na ich wynikach, a nie na najbardziej niepokojącej liczbie wyrwanej z kontekstu.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Publikował w portalu Interia, Chip, Focus, a także papierowych wydaniach magazynów "Focus", "Wiedza i Życie" i "Świat Wiedzy". Obecnie dziennikarz serwisu Cowzdrowiu.pl.

Komentarze