Francuz myje się w Wiśle. Bezdomni cudzoziemcy na naszej ulicy. [MÓJ AUDIOREPORTAŻ ROKU]
– Nie ma większej różnicy między pracą 50 godzin tygodniowo a byciem bezdomnym – mówi Thom „Francuz”, który od dziesięciu miesięcy żyje na ulicach Warszawy. [ROZBITKOWIE – REPORTERSKI CYKL OKO.PRESS]
Od wczesnej wiosny do późnego lata przemierzałam ulice Warszawy, odwiedzałam Białystok i Zgorzelec, noclegownie i jadłodajnie, próbując się zorientować czy bezdomność cudzoziemców w Polsce, to już realny problem, czy zjawisko marginalne. Poznałam wiele osób doświadczających bezdomności, pracowników socjalnych, streetworkerów, ratowników medycznych, psychologów i psychoterapeutów, którzy im pomagają. I odkryłam, że cudzoziemcy na naszych ulicach są często, coraz częściej.
Z tego, co mówią moi bohaterowie, ale też specjaliści, problem narasta w związku z otwartymi granicami, globalizacją, migracjami, wojną w Ukrainie i coraz bezwzględniejszym wyzyskiem późnego kapitalizmu. Ludzie nie wytrzymują presji, dociskania śruby, wysokich wymagań i niskich zarobków.
Jeśli do tego dojdzie problem chorób i zaburzeń psychicznych, uzależnienie, przydarzy się wypadek czy duży kryzys, jak śmierć bliskiej osoby, bezdomność staje się rzeczywistością prędzej, niż się ktoś spodziewa. Tak jak w przypadku Emmy z USA, która przez Rosję dotarła do Polski i wylądowała na ulicy. Jej historia jest pierwszą w serii reportaży o osobach bezdomnych na ulicach polskich miasta, który napisałam. Niedawno z nią rozmawiałam, nadal jest w Polsce, w ośrodku dla cudzoziemców, czeka na rozpatrzenie wniosku o ochronę międzynarodową u nas, na co jako obywatelka USA ma małe szanse. A wtedy grozi jej deportacja.

Komentarze