0:000:00

0:00

Na stronie szkoły podstawowej im. płka Stanisława Królickiego w podwarszawskim Izabelinie czytam uchwałę rady rodziców: "Sprzeciwiamy się projektowanej nowelizacji prawa oświatowego, zwanej »ustawą kuratoryjną« lub »Lex Czarnek«, a przewidującej ograniczenie kompetencji rad rodziców oraz poszerzenie uprawnień kuratorów oświaty.

Rada Rodziców zwraca się do wszystkich rodziców z prośbą o zapoznanie się z proponowanymi przez ministra edukacji zmianami i aktywne wyrażanie sprzeciwu wobec planu wdrożenia ww. nowelizacji".

Za przyjęciem uchwały było 21 osób. Czyli wszyscy członkowie rady.

Od publikacji uchwały minęły 4 miesiące. Ustawa ministra Czarnka przeszła przez Sejm i czeka na głosowanie w Senacie, a potem znów Sejm i podpis prezydenta (lub nie). Nauczyciele/ki, uczniowie i uczennice oraz przedstawiciele/ki organizacji społecznych, samorządów i opozycji robią, co mogą, by ją zatrzymać.

W sporze o Lex Czarnek najmniej widoczni są rodzice, chociaż ustawa, wbrew zapewnieniom szefa MEiN, ogranicza możliwość decydowania o edukacji ich dzieci.

Rady rodziców i programy szkolne

Rozmawiam o tym z przewodniczącym rady rodziców (reprezentacji trójek klasowych) w szkole w Izabelinie, Olgierdem Porębskim. Właśnie mija jego dziewiąty rok na tym stanowisku.

"W ciągu wielu lat nasza rada wyrobiła sobie status, dzięki któremu zarówno władze gminy, jak szkoły, liczą się z naszą opinią. To wymagało konsekwentnego działania. Dyrekcja szkoły musiała przyzwyczaić się, że rada rodziców chce współdecydować. Dostrzegli jednak, że ma to same zalety.

Rodzice mogą realnie wpływać na funkcjonowanie szkoły, ale wymaga to zaangażowania, wytrwałości i umiejętności prowadzenia dialogu".

Czym zajmuje się rada rodziców? Między innymi akceptuje (bądź odrzuca) propozycje zajęć dodatkowych, biorąc pod uwagę ich zgodność z tzw. programem wychowawczo-profilaktycznym. Szkoła uchwala go co roku, dyrekcja i rada pedagogiczna współpracuje tu właśnie z radą rodziców.

To daje rodzicom realny wpływ na to, w jakim kierunku będą kształcone ich dzieci, poza ustaloną odgórnie podstawą programową. Jak mówiła w podkaście OKO.press "Powiększenie" Dorota Łoboda, przewodnicząca komisji edukacji i radna Warszawy oraz wieloletnia aktywistka ruchu rodziców i prezeska fundacji "Rodzice mają głos", "rodzice mogą wpisywać do programu na przykład edukację równościową i przeciwdziałanie dyskryminacji”.

Przeczytaj także:

W styczniu 2022 w OKO.press opisywaliśmy raport o edukacji równościowej w szkołach podstawowych, gdzie analizowane były m.in. programy profilaktyczno-wychowawcze:

"Dominującymi sformułowaniami był szacunek dla odmienności/inności oraz tolerancja, taki zapis znalazł się praktycznie w każdej szkole. Ale powoływanie się wprost na praktykę równego traktowania lub równość znalazło się jedynie w odpowiednio 5,5 proc. i 4 proc. programów".

Można więc założyć, że większości rodziców zależy na takich zajęciach w szkole, a przynajmniej nie ma nic przeciwko. Rzecz w tym, że wielu sądzi, że ich zdanie nie ma już żadnego znaczenia:

"Niestety, moje wnioski są pesymistyczne. Pamiętam szkołę z lat 80. - jedynie słuszną wersję historii i literatury czy zwolnienia nauczycieli za »nieodpowiednie« poglądy. To, co obserwuję w tej chwili zmierza do takiego modelu. Zmiany prawne, które wprowadził PiS - upolitycznienie sądownictwa - stawiają obywateli na przegranej pozycji.

Narzędzia demokratyczne już nie działają. Proszę się nie łudzić, że zadziałają Rady Rodziców czy sami nauczyciele. Kiedy w życie wejdzie Lex Wójcik, żaden dyrektor nie pozwoli swoim nauczycielom na przekraczanie ustalonych przez kuratoria granic" - opowiada Monika, członkini facebookowej grupy "Jestem rodzicem i jestem przeciwko #Lex Czarnek".

Dodaje, że efekt mógłby przynieść tylko ogólnopolski strajk rodziców, dyrektorów i nauczycieli lub strajk rodziców, którzy nie idąc do pracy zablokowaliby funkcjonowanie państwa. "Ale szanse na tak radykalne metody są marne".

Kto się przeciśnie przez te zasieki? Nauczycielka z tej samej szkoły

Przypomnijmy, że ustawa ministra edukacji, zwana Lex Czarnek, daje kuratorom/kom prawo do cenzury zajęć dodatkowych oraz wyposaża ich w znaczne uprawnienia przy odwoływaniu niepokornych dyrektorów/ek.

Do tego dochodzi Lex Wójcik (z inicjatywy wiceministra sprawiedliwości), które wprowadza sankcje karne nawet do 8 lat więzienia dla dyrektorów za „niedopełnienie obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim". Ten drugi bat na szkoły na razie został zamrożony, odwołano pierwsze czytanie w komisji, ale może wrócić w każdej chwili.

OKO.press opublikowało o Lex Czarnek dziesiątki analiz, wywiadów i tekstów publicystycznych. Informowaliśmy też o działaniach Wolnej Szkoły (tutaj i tutaj).

Wbrew zapewnieniom samego ministra, rola rodziców w szkole zostanie znacznie osłabiona. Do tej pory, zgodnie z art. 86 prawa oświatowego, kontrolę nad działaniami wykraczającymi poza podstawę programową pełnił dyrektor wraz z radą rodziców. Teraz decydujący głos należy do kurator/ka, który może zablokować zajęcia, nawet jeśli na wcześniejszym etapie procesu decydowania zgodę wydała dyrekcja, rada szkoły (przedstawiciele grona pedagogicznego, rodziców i uczniów) - o ile jest w szkole i rada rodziców.

Rodzice mają być na samym końcu całego procesu - jeśli kurator/ka zaakceptuje dane zajęcia, mogą zgodzić się (lub nie) na uczestnictwo swego własnego dziecka w formie pisemnej zgody.

W myśl noweli prawa oświatowego od tej pory procedura dopuszczania organizacji społecznej do prowadzenia zajęć będzie czterostopniowa.

  1. Dyrektor musi uzyskać od organizacji społecznej szczegółowy program zajęć, listę osób prowadzących i materiały, z których będą korzystać w szkole (już tutaj wiele organizacji będzie rezygnować ze spełniania tak biurokratycznych wymogów, zwłaszcza z dwumiesięcznym wyprzedzeniem – patrz dalej).
  2. Dyrektor musi uzyskać pozytywną opinię rady szkoły (przedstawiciele grona pedagogicznego, rodziców i uczniów) i rady rodziców (reprezentanci trójek klasowych).
  3. Całą zgromadzoną dokumentację przesyła do kuratorium. I to kurator wyda (lub nie wyda) decyzję, czy konkretna organizacja może działać na terenie szkoły.

Co więcej, o opinię trzeba starać się co najmniej dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć. Ustawa mówi o tym dokładnie tak: „W celu uzyskania opinii dyrektor szkoły lub placówki nie później niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć (…) przekazuje odpowiednio kuratorowi oświaty program zajęć oraz materiały wykorzystywane do realizacji programu zajęć, a także pozytywne opinie rady szkoły lub placówki i rady rodziców”. Kurator na wydanie opinii będzie miał 30 dni. Jeśli go przekroczy, opinia będzie automatycznie pozytywna.

Ale to nie koniec weryfikacji zaplanowanej przez MEiN. Po uzyskaniu zgody kuratorium:

4. Dyrektor przedstawia rodzicom pełną informację: o celach i treściach realizowanego programu zajęć; o pozytywnej opinii kuratora oświaty, a także pozytywne opinie rady szkoły lub placówki i rady rodziców.

I to rodzic musi wydać pisemną zgodę na udział swojego syna lub córki w zajęciach. Przepisy brzmią dokładnie tak: „Udział w zajęciach (…) wymaga pisemnej zgody rodziców uczniów, a w przypadku uczniów pełnoletnich – tych uczniów”.

"Jakby to kuratorzy/ki mieli wiedzieć lepiej od nas, jakich zajęć potrzebują nasze dzieci" - mówi Porębski. Zaznacza, że wiele zajęć nie odbędzie się po prostu z przyczyn technicznych - jeśli Lex Czarnek zostanie przegłosowane, konieczne będzie przesłanie kuratorowi/kuratorce dokładnego opisu i planu tych zajęć na dwa miesiące przed ich rozpoczęciem i oczekiwanie przez kolejny miesiąc na decyzję. Wielu z nich nie da się zaplanować z takim wyprzedzeniem.

Istnieje jednak pewna furtka: zajęcia będą możliwe, jeśli poprowadzą je nie organizacje zewnętrzne, ale nauczyciele/ki danej placówki lub rodzice. "Być może pani od WDŻ będzie w stanie poprowadzić sensowne zajęcia dodatkowe z edukacji seksualnej?" - proponuje Dorota Łoboda.

Tę furtkę mniej optymistycznie ocenia Elżbieta Kielak, edukatorka globalna, również związana z fundacją "Rodzice mają głos":

"Oczywiście, rodzice mogą wpływać na kształt programu profilaktyczno-wychowawczego, ale to wymaga dużo siły i czasu - mało kto je ma. No i pozostaje jeszcze kwestia, kto te zajęcia zrealizuje. Co z tego, że napisałam, że w programie potrzebujemy edukacji globalnej, skoro nikt w szkole nie ma kompetencji do ich prowadzenia?".

Kielak potwierdza to, o czym piszemy w OKO.press od dawna - wielu dyrektorów/ek już teraz ogranicza zajęcia dodatkowe, bo działa tzw. efekt mrożący - boją się, że jeśli Lex Czarnek wejdzie w życie, będą na cenzurowanym. Do tego dochodzi jeszcze pandemia, która ogranicza organizowanie spotkań na żywo.

"Musimy wierzyć, że nauczyciele/ki będą w trakcie lekcji przemycać elementy edukacji globalnej czy antydyskryminacyjnej - tylko to nam zostało. Ostatnio prowadziłam warsztaty dla nauczycieli/ek z edukacji europejskiej i na sali nie było ani jednej osoby, która nie bałaby się nowych ograniczeń wprowadzanych przez ustawę" - mówi Kielak.

Niektórym brakuje sił. Strategie przetrwania

Na razie zmiany, które forsuje minister Czarnek, większości rodziców nie mobilizują do głośnego sprzeciwu. Zdaniem Doroty Łobody, "rodzice są jak całe nasze społeczeństwo i nic ich nie łączy poza tym, że mają dzieci w jednym wieku". Skoro społeczeństwo się nie buntuje, dlaczego mieliby to robić rodzice?

"Niestety, rodzice w sprzeciw wobec Lex Czarnek nie angażują się wcale. Nawet te osoby, które były aktywne w życiu szkoły - mówię tu też o sobie - przyjęły strategię przetrwania. Z czego to wynika? Tego zła, które spadło teraz na edukację, jest po prostu za dużo.

Sytuacja polskiej szkoły jest tak beznadziejna, że ludzie, którzy mieliby jeszcze siłę coś robić, odwracają wzrok. I dlatego wielu rodziców wycofuje się z walki" - uważa Elżbieta Kielak.

Wtóruje jej Olgierd Porębski:

"Mogą protestować, ale na razie nawet nie zaczęli. Oczywiście wszystko zależy od danej szkoły, ale trudno mówić o powszechnym sprzeciwie, nawet jeśli większość rodziców negatywnie ocenia Lex Czarnek. Większość milczy teraz tak samo, jak w czasie strajku nauczycieli czy wprowadzania reformy minister Zalewskiej”.

Coraz częściej rodzice szukają alternatywnych rozwiązań: szkoły prywatne, warsztaty i zajęcia dodatkowe poza szkołą, lub edukacja domowa (ED), która stała się popularna jak nigdy wcześniej.

"Co zrobić? Uciec na ED. Polecam. Zwyczajnie mieliśmy dosyć kopania się z koniem. Tu przynajmniej mam jakąkolwiek kontrolę nad tym, czego uczy się moje dziecko. Mogę prostować bzdury. Dziecko ma prawo do wyrażenia innej opinii niż nauczyciel egzaminator i nie jest za to gnojone" - pisze Katarzyna, odpowiadając na moje pytanie na internetowym forum.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Edukacji i Nauki, w roku szkolnym 2020/2021 niemal 20 tys. uczniów/uczennic korzystało z edukacji domowej. To ponad 8 tys. więcej niż w roku ubiegłym i jeszcze więcej niż w latach wcześniejszych.

Popularność ED to jasny sygnał, że szkoła potrzebuje zmian - i że zmiany, które obserwujemy teraz, idą w złym kierunku.

Elżbieta Kielak: "Trzeba zastanowić się, jakich obywateli/ki chcemy wychować. PiS ma to doskonale przemyślane i konsekwentnie realizuje. Musimy być alternatywą, ale niczego nie da się zrobić szybko - nauczyciele i uczniowie są umęczeni.

Podstawa programowa nie przystaje do faktycznych potrzeb, a egzamin jest dużo ważniejszy niż samo wykształcenie. Zmiana priorytetów jest potrzebna, ale żeby to się stało, potrzebujemy debaty, a tego robić jako społeczeństwo nie umiemy. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że edukacja jest najważniejsza. A to uczniowie są przyszłością tego kraju, oni będą nim rządzić, nie my. I co im dajemy? Absolutnie nic".

Są sposoby

Wiele jednak wskazuje na to, że ci, którzy aktywnie uczestniczyli w życiu szkoły, nadal będą to robić. Dorota Łoboda radzi, jak działać, jeśli Lex Czarnek wejdzie w życie.

"Jestem zwolenniczką protestowania i wyrażania sprzeciwu. Ale wiemy z doświadczenia, że władza niespecjalnie przejmuje się takimi działaniami" - mówiła w rozmowie z Agatą Kowalską w "Powiększeniu". - Ale jako rodzice możemy w szkole wiele zdziałać. Jeśli nauczyciel/ka proponuje sensowne zajęcia, to wspierajmy taki pomysł.

Jako rodzice jesteśmy tu po to, by w obliczu zagrożenia z zewnątrz, jakim jest Lex Czarnek, poprzeć nauczycieli i wyrażać głośno swój sprzeciw. Nie zgadzajmy się na kolejną akademię poświęconą Żołnierzom Wyklętym, jeśli nam się to nie podoba".

Podobnego zdania jest Alicja Pacewicz, jedna z inicjatorek głośnej akcji #WolnaSzkoła. Uważa ona, że w obliczu Lex Czarnek rodzice powinni wspierać nauczycieli/ki i dyrektorów/ki znacznie bardziej niż do tej pory:

"Warto zgłosić się do »trójki klasowej« i zadbać, by głos rodziców był wyraźny – teraz i w ciągu roku szkolnego (...) Głos rodziców może mieć decydujące znaczenie w sytuacji, gdy nauczyciele będą robić rzeczy, które mogą się nie spodobać np. kuratorium. W Dobczycach to właśnie rodzice stanęli murem za nauczycielkami, które zabrały dzieci na zajęcia »Tour de Konstytucja«. Takich sytuacji może być coraz więcej" - pisała w OKO.press.

Aktywnych rad rodziców, takich jak w Izabelinie, jest niemało. Mariusz Pietraszek, przewodniczący rady w warszawskiej szkole podstawowej, zapewnia, że nawet jeśli Lex Czarnek wejdzie w życie, to nadal będzie się angażował w życie szkoły:

"Zobowiązałem się, że pewne rzeczy dokończę. Razem z resztą rady rodziców będziemy nadal zapraszali na spotkania z naszymi dziećmi osoby, które uważamy za odpowiednie, by opowiadać im o świecie. Nie mamy zamiaru pytać ministra o pozwolenie. Jeżeli będzie chciał nam zabronić - to niech przyjdzie i powie nam to prosto w twarz. Bo to jest nasza szkoła, a nie jego - on ma co najwyżej swoją posadę, na której, mam nadzieję, długo miejsca nie zagrzeje".

Udostępnij:

Anna Mikulska

Dziennikarka i badaczka. Zajmuje się tematami wokół praw człowieka, głównie migracjami i uchodźstwem. Publikowała reportaże m.in. z Lampedusy, irackiego Kurdystanu czy Hiszpanii. Przez rok monitorowała sytuację uchodźców z Ukrainy w Polsce w ramach projektu badawczego w Amnesty International. Laureatka w konkursie Festiwalu Wrażliwego. Współtworzy projekt reporterski „Historie o Człowieku".

Przeczytaj także:

Komentarze