Zmiany mają uzasadnienie wyłącznie polityczne, któremu uległ obecny rząd. Zostawienie najsłabszych osób to skandal i hańba. Obecna sytuacja polityczna w Polsce, ale nie tylko u nas, to są drobne kropelki w nadciągającej fali faszyzmu – mówi OKO.press siostra Małgorzata Chmielewska
Wchodzimy i szybko zamykamy drzwi, żeby nie wypuścić psów, które biegają po całym domu. Dużego, pięknego malamuta niskie ogrodzenie nie powstrzyma. Psy nie przepuszczają okazji, aby się przytulić, położyć głowę na kolanach – domagają się głaskania i pieszczot. Jeden ma problemy z kręgosłupem i specjalną kamizelkę. Część siostra przygarnęła przypadkiem, bo znalazły się na ulicy. Psy też bywają chore i bezdomne, potrzebują opieki. Tak samo, jak ludzie.
Pojechałyśmy do woj. świętokrzyskiego, żeby porozmawiać z siostrą Małgorzatą Chmielewska, prezeską Fundacji „Domy Wspólnoty Chleb Życia”, która prowadzi dziewięć domów dla osób chorych, ubogich, w kryzysie bezdomności. W Domach Wspólnoty znaleźli schronienie uchodźcy z Ukrainy.
Siostra Chmielewska wbrew „nastrojom społecznym” i politycznej koniunkturze jest jednym z najważniejszych głosów Kościoła, który głośno mówi o dramatycznej sytuacji, jaka dotknęła bezbronnych.
Krystyna Garbicz, OKO.press: Minął miesiąc od wejścia w życie ustawy wygaszającej, według której niepracujący uchodźcy z Ukrainy – oprócz kilku wyjątków – stracili opiekę medyczną. Przepisy uderzyły w osoby chore, starsze, z niepełnosprawnościami, które nie mieszkają w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Jakie są konsekwencje tych przepisów dla osób, których ma siostra pod opieką?
S. Małgorzata Chmielewska: Konsekwencje są dramatyczne. Chcemy te osoby ubezpieczyć, ale ubezpieczenie NFZ kosztuje ok. 830 zł miesięcznie. Na razie przynajmniej dla niektórych szukamy innych rozwiązań. Jesteśmy organizacją pozarządową, mamy dziewięć domów dla bezdomnych. Większość naszych mieszkańców to obywatele Polski.
Od początku pełnoskalowej wojny przez nasze domy przewinęło się około 250 uchodźców i uchodźczyń. Ogromna większość się usamodzielniła. Zostali ci, których nikt nie chce. Taka jest niestety ponura prawda.
U nas nie ma zdrowych. To ludzie starsi, chorzy, niepełnosprawni, matki z niepełnosprawnymi dziećmi, niepełnosprawne matki z dziećmi – nie ma takiej opcji, żeby sobie sami poradzili.
Mają polskie orzeczenie o niepełnosprawności, które do zmian dawało im nie tylko prawo do ubezpieczenia, ale również tzw. stały zasiłek ok. 1200 zł, skądinąd suma skandaliczna niska, taka sama dla niepełnosprawnych Polek i Polaków niemających prawa do renty. To po prostu za mało, żeby się utrzymać w przypadku takich osób.
W tej chwili zostali pozbawieni nie tylko ubezpieczenia, ale również środków do życia. Jeżeli nawet mają ukraińskie renty czy emerytury, to jest to w przeliczeniu ok. 300 zł miesięcznie, śmieszna kwota.
Jeszcze do tego matkom odebrano 800 plus. Mieszka u nas kobieta z niepełnosprawnością intelektualną, która ma czwórkę dzieci, uciekła przed wojną w ciąży, czwarte urodziła już w Polsce. Trójka dzieci jest niepełnosprawnych. Jej Nikitka przed wojną był całkowicie zdrowym dzieckiem, teraz ma głęboki autyzm. Przesiedział dwa tygodnie w Sumach w piwnicy z matką i rodzeństwem.
Kobieta straciła 800 plus, ponieważ nie pracuje. Nawet gdyby była profesorem filozofii czy Polką po trzech fakultetach, to mając niepełnosprawne dzieci, nie miałaby jak pracować. A to jest uchodźczyni z Ukrainy, ukraińska Romka, analfabetka. Dzieci chodzą do polskich szkół specjalnych, ale z czegoś trzeba je utrzymywać. Został jej zasiłek na dziecko, które ma znaczny stopień niepełnosprawności i to właściwie wszystko.
Już w lutym ukraińskim uchodźczyniom wstrzymano wypłaty 800 plus na mocy poprzedniej noweli specustawy ukraińskiej. Po złożeniu nowego wniosku ZUS ma dwa miesiące na weryfikację danych – czy wnioskodawca spełnia warunek aktywności zawodowej. Na dziecko z niepełnosprawnością zasiłek powinien być.
Tak, tej kobiecie 800 plus z czwórką dzieci jedne 800 plus powinno zostać. Ale mam inną matkę, która ma sama znaczny stopień niepełnosprawności i zdrowego syna i jej 800 plus już nie przysługuje. Mama jest ofiarą pracy niewolniczej w Polsce, sprawa toczy się w sądzie. Dziecko jest po ciężkich przeżyciach. Oni są z Irpienia, można sobie wyobrazić.
Musimy zadbać o ubezpieczenie dla takich ludzi, ale doraźnie także o środki do życia.
Potrzebujemy pieniędzy. Ubezpieczenie w NFZ kosztuje 830 zł, dla moich 10 osób, to daje 8300 złotych miesięcznie. Nasza organizacja utrzymuje się z darowizn. Co mam odebrać bezdomnym z Polski, których mamy około 250 w naszych domach, i to też są w większości schorowani ludzie?
Jak do nas trafiają, to często zanim dostaną orzeczenie o niepełnosprawności i jakieś pieniądze, my ich utrzymujemy. Ale Polakom i Polkom przysługuje ubezpieczenie z pomocy społecznej w takich sytuacjach, do czasu aż dostaną orzeczenia o niepełnosprawności. I wtedy już mają świadczenie, albo jeśli mają wypracowane lata, to rentę czy emeryturę, albo też tzw. stały zasiłek, który wiąże się z ubezpieczeniem.
Teraz Ukraińcom odebrano także ten zasiłek.
Tak, a państwo nie wspiera nas w pomocy uchodźcom. Wręcz przeciwnie – niedawno zapłaciłam rachunek za leczenie zębów młodej nastolatki z Ukrainy, wyniósł prawie 3 tys. zł.
Słyszałam, że domy opieki społecznej próbują przenieść osoby, które straciły ubezpieczenie do ośrodków zakwaterowania zbiorowego, żeby miały opiekę medyczną. Podobno ośrodki nie chcą przyjmować nowych mieszkańców.
Jak pani sobie to wyobraża? Niektóre dzieci są u nas już cztery lata, chodzą do szkół, mają tu swoją przestrzeń. Mam nagle wypchnąć ich do tych ośrodków?
Ci ludzie jakoś u nas funkcjonują. Dużo czasu zajęło ich zadomowienie i nie było łatwo. Trzeba było pozałatwiać dzieciom orzeczenia o niepełnosprawności, jakoś je ustabilizować, żeby nabrały poczucia bezpieczeństwa. Część z nich, podobnie jak część dorosłych, miało zespół stresu pourazowego. Do dzisiaj dwie osoby są w zaawansowanej nerwicy i są leczone.
Nie mają dokąd wrócić. Mieszka u nas pani nauczycielka z Mariupola. Przeszła koszmarną wędrówkę, uciekając ze swoją starą matką na plecach i z córką. Dwa tygodnie Rosjanie trzymali je na punkcie kontrolnym, nie wiem, jak się wykupiły. Na szczęście córce nic się nie stało, mam na myśli, że nie została zgwałcona.
Ta pani próbowała ułożyć sobie życie w innej części Ukrainy, ale ma zespół stresu pourazowego, a w całej Ukrainie są co chwilę alarmy. Proszę jej powiedzieć, że ma „wypierdalać na Ukrainę”.
W innym miejscu ci ludzie też musieliby na nowo zbudować sobie jakieś środowisko.
Ale na jak długo? Do kiedy będą mogli tam być? Na salach zbiorowych? Tu staramy się stworzyć im na tyle, na ile to możliwe, poczucie bezpieczeństwa i domu. Mieszkają we wspólnym domu, ale każda rodzina ma swoją małą przestrzeń, dzieci są zaopiekowane, po południu przychodzi pani, która odrabia z nimi lekcje.
To samo dotyczy naszych seniorów.
Mamy panią Anię z autyzmem. Jak wkroczyli Rosjanie, została zabrana z DPS-u ze wschodu Ukrainy do Rosji, nie wiem kto i jak ją stąd wyciągnął, aż znalazła się na polskiej granicy. My na początku wojny dzień i noc na komunikatorach wyłapywaliśmy tych, których nikt nie chciał przyjąć – starych, chorych, niepełnosprawnych, kobiety w ciąży, z dziećmi.
Ania nie nadaje się do samodzielnego życia. Dla niej każda zmiana może być traumatyczna. Musi być sama w pokoju, ma swojego pieska i kotka, swój rytm. Dokąd pójdzie z tym pieskiem i kotkiem? Ma orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, ale teraz polskie państwo odebrało jej wszystko – zarówno stały zasiłek, jak i ubezpieczenie.
Dużo wysiłku wielu osób poszło, żeby wywieźć tych ludzi z terenów przyfrontowych, później w Polsce było postępowanie biurokratyczne, żeby załatwić orzeczenia, inne dokumenty. Te osoby jakoś się zakorzeniły w Polsce i teraz pozbawiamy ich wszystkiego. Wysiłek poszedł na marne?
Oczywiście. Punkt drugi – jest to sprawa czysto polityczna, nieuzasadniona żadnymi względami ekonomicznymi. Wiemy dobrze, że pracujący Ukraińcy wprowadzają ogromne pieniądze do budżetu – ok. 15-18 mld złotych rocznie. Już nie mówiąc o tym, że dokładają się do wzrostu gospodarki nie tylko w postaci podatków i składek, ale także przez to, że wynajmują mieszkania, robią tu zakupy, korzystają z usług. Przez to napędzają gospodarkę, ponieważ od każdego zakupu jest odprowadzany podatek.
Te zmiany na ich niekorzyść mają uzasadnienie wyłącznie polityczne, któremu uległ obecny rząd. Zostawienie tych najsłabszych osób to skandal i hańba.
Obecna sytuacja polityczna w Polsce, ale nie tylko u nas, to są drobne kropelki w nadciagającej fali faszyzmu.
Faszyzm to był narodowy socjalizm, który nie tolerował ludzi, którzy mają problemy. W czasie II wojny światowej przeprowadzono akcję T4 – wymordowano osoby niepełnosprawne i chore psychicznie, a potem wyliczono, ile na tym budżet III Rzeszy zaoszczędził.
To jest ten sam trend, w którym politycy u władzy wszelkie problemy zrzucają na „innych”, na „obcych”, w tym przypadku na Ukraińców. To uchodźcy są winni, że mamy zapaść w opiece zdrowotnej. Tak jakbyśmy nie mieli tego problemu od lat.
Szukanie kozła ofiarnego.
Oczywiście, zawsze musi być kozioł ofiarny. W III Rzeszy to byli Żydzi. Zwraca się opinię publiczną przeciwko jakiejś grupie, żeby mieć kozła ofiarnego i wtedy społeczeństwo jest zadowolone, bo wystarczy niszczyć tych „innych” zamiast rzetelnej współpracy, refleksji nad dobrem wspólnym.
Za poprzednich rządów podkręcano skłonności ksenofobiczne, rasistowskie, a obecny rząd – podejrzewam, bo nie jestem politykiem – chcąc się podlizać części wyborców i podjął antyukraińskie decyzje.
Tylko że to ma krótkie nogi, ponieważ w następnym kroku ludzie dojdą do wniosku, że nie opłaca się utrzymywać żadnych emerytów czy leczyć starszych, chorych ludzi albo utrzymywać osoby niepełnosprawne. Kilka lat temu, w czasie protestów osób z niepełnosprawnościami w Sejmie, po internecie krążyły komentarze typu „Jak se takiego urodziłaś, to nie z moich podatków będziesz utrzymywać”. Niszczy się solidarność społeczną, która leży u podstaw naszej Konstytucji „demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej”. Na razie to dotyczy Ukraińców, ale za chwilę może dotknąć inne grupy.
Czytam komentarze, że nieubezpieczeni Polacy też muszą płacić za leczenie. To prawda, tylko jeżeli obywatel Polski jest nieubezpieczony, to tylko na własne życzenie, ponieważ ubezpieczeni są wszyscy pracujący, odprowadzający składki, prowadzący działalność gospodarczą, emeryci i renciści, a osoby bezrobotne mogą zgłosić się do urzędu pracy, a w ostateczności – do Ośrodka Pomocy Społecznej, który ich ubezpieczy. Uchodźcy z Ukrainy nie mają takich możliwości.
Zwłaszcza osoby starsze.
Czy ja prawie 80-letniego człowieka z Alzheimerem mogę zarejestrować jako bezrobotnego?
Dzisiaj rozmawiałam w naszym wiejskim sklepie ze starszym panem, rolnikiem, który mi podziękował – co jest rzadkość, bo tutaj poglądy na temat uchodźców są, powiedzmy, niezbyt zgodne z moimi – że krzyczę o tym problemie. Powiedział: „Za chwilę się za nas starych zabiorą i zaczną odbierać nam, Polakom, bo za dużo zaczynamy kosztować”.
Czyli nawet Polacy nie mogą się czuć bezpiecznie?
Perspektywicznie mówię – nie. Jest tendencja, żeby zmniejszać wydatki na tych, którzy nie są produktywni. Produktywność w przypadku ludzi to termin komunistyczny. W społeczeństwie totalitarnym, jak komunistyczne osoby nieproduktywne były spychane na margines. Owszem, nie pozwalano im umierać, oprócz oczywiście hitlerowskich Niemiec.
W Związku Radzieckim nie było „inwalidów”.
Dokładnie. Jeżeli były osoby niepełnosprawne czy starcy, to mieszkali gdzieś z dala od cywilizacji, w koszmarnych warunkach. W Polsce zresztą było podobnie.
Ci ludzie są nieproduktywni, nas kosztują, są niepotrzebni i zaśmiecają nam życie – powoli zmierzamy w tym kierunku.
Rośnie niechęć do pomagania Ukraińcom, a informacje o korzyściach z pracy uchodźców, o tym, ile wnoszą do polskiego budżetu, jakoś się nie przebijają. Dlaczego?
W każdym człowieku są dobre i złe skłonności. Przed II wojną światową społeczeństwo polskie było wielonarodowościowe, za czasów komunizmu – homogeniczne, oprócz resztek wymordowanej społeczności żydowskiej, która w dodatku w 1968 roku po fali antysemickiej propagandy w znacznej części wyjechała za granicę. Jeszcze w liceum miałam wielu kolegów Żydów, którzy uciekli z rodzinami z Polski. Skłonności antysemickie, rasistowskie, ksenofobiczne, zawsze były i są w społeczeństwie.
Rzeczą polityków jest, żeby trzymać się standardów moralności oraz solidarności społecznej i nie rozbudzać w ludziach tego, co najgorsze.
Wracając do II wojny światowej, przecież społeczeństwo niemieckie było w większości chrześcijańskie, protestanckie i można zachodzić w głowę, jakim cudem udało się rozbudzić w milionach Niemców nienawiść i pogardę, wydawałoby się niemożliwą w XX wieku. A jednak się udało.
To jest nauka, której nie wyciągamy. Politycy coś rozgrywają ukraińskimi uchodźcami, już nie mówiąc o wpływie propagandy rosyjskiej, która jest sączona przez internet, ale też niektóre stacje telewizyjne. Kiedy ludzie mówią, że uchodźcy coś nam zabierają, to pytam: A konkretnie co pani zabrali? I jest cisza.
W Polsce też społeczeństwo jest chrześcijańskie, katolickie i naprawdę nie rozumiem, dlaczego człowiek wierzący tak się zmienia po wyjściu z kościoła.
Ja też tego nie rozumiem. Mamy katolicyzm stricte obyczajowy, który nie wnosi w życie człowieka wartości rzeczywistych i ewangelicznych. Taka trochę jest niestety historia polskiego kościoła. A ci którzy powinni być pasterzami, czyli biskupi, ale również i księża, w dużej części nie reagują w porę, na przykład mówiąc, że takie postawy są niezgodne z Ewangelią, z nauczaniem kościoła.
Papież Jan Paweł II mówił o uchodźcach, imigrantach, osobach starszych, chorych, niepełnosprawnych, ofiarach wojny i przemocy: „Jesteście w sercu kościoła”. Co więcej: „Kościół czeka na wasze świadectwa, aby uczyć świat, czym jest miłość. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żebyście znaleźli należne wam miejsce w kościele i społeczeństwie”.
To są słowa z adhortacji apostolskiej Christifideles laici, napisanej przez papieża w 1988 roku.
Ta nauka nie dociera do ludzi, a nasz katolicyzm jest niepogłębiony i wykorzystywany przez polityków, których życie często w sposób jaskrawy odbiega od Ewangelii. Ale skutecznie manipulują umysłami ludzi, którzy nie mają narzędzi lub są zbyt leniwi, żeby mieć własne zdanie i rozeznać, co jest dobre i co jest prawdą, a co nie.
Obecna władza postępując tak bezdusznie wobec uchodźców z Ukrainy, zwłaszcza tych starych, chorych, najsłabszych, dokładnie w tym kierunku poszła, podlizując się części nie swojego elektoratu, ponieważ wydawało im się, że zdobędą trochę poparcia wyborczego. Nie wolno szukać życzliwości politycznej kosztem najsłabszych.
Nie chodzi tylko o miłosierdzie i wartości chrześcijańskie, nie wszyscy politycy powinni je podzielać. Ale w grę wchodzą też prawa człowieka.
Oczywiście, prawo Unii Europejskiej gwarantuje uchodźcom dostęp do opieki medycznej. Mamy absolutne bezprawie. Rzecznik Praw Obywatelskich w programie, do którego zaproszono też mnie, mówił, że interweniował w tej sprawie. Nie wiem, jaką odpowiedź uzyskał.
Jeżeli można w Polsce, kraju demokratycznym, który jest członkiem UE, pozbawić rzeszę starych, chorych ludzi, ofiary wojny podstawowych praw, to za chwilę będzie można pozbawić każdego. Ja uważam się za patriotkę, ale z taką Polską się nie identyfikuję.
W rozmowie z portalem Sestry siostra mówiła, że nie o taką Polskę walczyła. Jaka jest ta siostry Polska marzeń?
Przede wszystkim Polska solidarna, w której najsłabsi mają swoje miejsce, zabezpieczony podstawowy byt i prawo do życia bez względu na to, czy są czarni, biali, żółci czy niebiescy. Że nikt w Polsce nie będzie niszczony tylko ze względu na swoje pochodzenie, kolor skóry, religię, czy też ateizm.
To jest Polska praw człowieka i szacunku dla każdego człowieka.
Polska, w której politycy zamiast się bić między sobą kosztem społeczeństwa (czasami wymiernym, ekonomicznym również), będą dbali o pokój, sprawiedliwość, o porządek społeczny, o szacunek dla wszystkich, których Polska wpuściła w swoje granice. Nikt z uchodźców z Ukrainy, mających status UKR, nie wepchnął się tutaj poza prawem.
To jest tak, jakbyśmy poprosili naszą mamę, żeby przypilnowała nam dzieci czy wnuków, a jak już mama zacznie chorować, to wyrzucamy ją na ulicę.
Trzeba było na granicy, jak się zaczęła wojna, postawić tablicę z napisem, że zapraszamy tylko młodych, zdrowych i zdolnych do pracy, a starych, chorych, niepełnosprawnych nie wpuszczamy.
Wtedy sprawa byłaby jasna. Ci ludzie wiedzieliby, że nie mają tu czego szukać i albo zginęliby w Ukrainie, albo wegetowali gdzie indziej.
Rzecznik Praw Obywatelskich dr hab. Marcin Wiącek był zaskoczony falą hejtu po swojej interwencji w obronie uchodźców.
Hejty napędzane są także przez rosyjską propagandę. I jeśli politycy usiłują skłócić Polaków i Ukraińców, to jednocześnie płyną na fali rosyjskiej propagandy.
Polską racją stanu polską i polskim patriotyzmem jest się temu przeciwstawić. Chrześcijańskim i ludzkim (dla niewierzących) obowiązkiem jest zwykła solidarność.
Ci ludzie nie przyjechali tutaj turystycznie. Kilka starszych osób wróciło od nas do Ukrainy, żeby tam umrzeć.
Całą zimę drżałam, bo wcześniej była u nas 80-letnia pani Raisa, emerytowana profesor Politechniki Kijowskiej. Jesienią 2025 roku wróciła do Kijowa, bo chciała umrzeć u siebie. Wiemy, jak wyglądała ostatnia zima w Kijowie. Modliłam się o nią, ponieważ nie byłaby w stanie szybko zejść z któregoś piętra wieżowca do schronu, już nie mówiąc o braku ogrzewania i prądu w mieszkaniu.
Czy zarzucał ktoś siostrze, że pomaga Ukraińcom?
W kontaktach interpersonalnych nie, ale w internecie był hejt. Pod koniec lata 2025 roku, przewidując to, co się stało teraz, napisałam list otwarty do rządzących. Wystawiłam się, żeby dać na tacy powód innym organizacjom, którym zabrakło wtedy wyobraźni, a także ludziom, którym zależy na sprawiedliwości i dobru najsłabszych, żeby zaczęli o tym krzyczeć. Nikt się nie odezwał.
Były hejty, że nie jestem żadną siostrą.
Raz nawet odpisałam, że nawet gdybym była w dresie, a nie w habicie, to nie ma znaczenia. Pytanie, czy mam rację, czy nie.
Wiem, że szukano haków w historii mojej rodziny, czy ktoś tam był w partii komunistycznej. Po prostu się uśmiałam. Jak znajdziecie, to jeszcze dam nagrodę, bo w mojej rodzinie byliśmy zawsze antykomunistami.
To absurdalne, że trzeba być odważnym, żeby bronić najsłabszych w demokratycznym kraju.
Dokładnie, ale niestety żyjemy w epoce emocji, a nie racji i dialogu. Poza tym w sieci wystarczy coś tam poklikać, ludzie wypowiadają się bez refleksji, byleby tylko zaistnieć. A środki masowego przekazu tę głupotę podsycają.
W tej chwili jest trochę lepiej, ale jest jeszcze jedna czy dwie stacje i oczywiście cały internet, w którym można pisać, co się chce kompletnie bezkarnie. I działa rosyjska propaganda.
Ile jeszcze musi siostra udzielić wywiadów, do kogo napisać, żeby coś się zmieniło?
Trzeba się liczyć z tym, że na razie nic się nie zmieni, chyba, że znajdą się jakieś inne furtki, żeby przywrócić tym ludziom opiekę medyczną. Ale to się nie wydarzy bez dobrej woli rządzących, nie ma innych możliwości.
Oczywiście wiadomo było z góry, że pan prezydent nie podpisze tego, co byłoby sprzeczne z jego niechętnymi deklaracjami wobec Ukraińców. Rząd musiał ustawę wygaszającą tak kombinować, żeby została podpisana. Ale w każdej sytuacji jest jakaś furtka prawna, można coś zrobić rozporządzeniem poza podpisami pana prezydenta.
Gdyby rządzący się nieco postarali, to znaleźliby wyjście z tej sytuacji.
Podczas konsultacji społecznych projektu tej ustawy, urzędnicy, którzy nad nią pracowali mówili, że w przepisach nie da się opisać każdego przypadku.
Niech ten urzędnik przyjedzie do moich kobiet i powie im, że ich przypadek się nie mieści w przepisach. Prawo musi być takie, które pozwoli dać podstawowe prawo do życia każdemu, kto legalnie przebywa na terenie Polski.
Katolicy tak walczą o prawo do życia dzieci nienarodzonych, ale chodzi chyba o prawo do każdego życia – również tego urodzonego. A nasza walka o życie kończy się na narodzinach, a jeśli chodzi o osoby starsze czy niezaradne, to już jest pod górkę, bo to kosztuje. Kosztuje pieniądze, kosztuje wysiłek. A teraz żyjemy w społeczeństwie, które nie jest gotowe na wyrzeczenie dla dobra innych ludzi. Stać nas tylko na chwilowe akcje.
Ministerstwo Zdrowia na pytanie PAP, czy dostrzega potrzebę przygotowania dodatkowych przepisów regulujących dostęp do opieki medycznej uchodźców, odpowiedziało, że w najbliższym czasie nie ma takich planów.
Pani minister i panowie ministrowie nie muszą teraz tłuc głową w mur, jak zabezpieczyć możliwość pójścia do lekarza Saszy, który ma znaczny stopień niepełnosprawności. Jest ekonomistą z wykształcenia, miał nerwicę lękowo-depresyjną, jak się zaczęły bombardowania, to chciał wyskoczyć przez okno w Charkowie.
Matka go przywiozła do Polski, ponieważ nie jest w stanie tam żyć, jego stan się pogorszył, wymaga całodobowego wsparcia. Mamy odciąć go od leków? Jak teraz psychiatra wypisze mu psychotropy? A bez nich za chwilę powiesi się na najbliższej gałęzi albo podetnie sobie gardło. Mamy odesłać Saszę do Charkowa? Wyskoczy przez okno, tam są bombardowania.
Zapraszam panią minister, niech powie mu to w oczy, a mogę nawet przywieźć Saszę, Anię, Basię do ministerstwa. Proszę im to powiedzieć, dlaczego ja mam to mówić?
Przepraszam, ale wybraliśmy tych, którzy rządzą i mają zadbać o dobrostan ludzi, którzy przebywają w Polsce. Ja też mogę to robić, ale oczekuję pomocy ze strony władzy.
A może rządzący myśleli, że skoro tych ludzi jest mało, to zajmą się nimi organizacje pozarządowe, różne wspólnoty?
Ale to przerasta nasze możliwości. A po drugie, dlaczego kolejne błędy kolejnych władz ma naprawiać społeczeństwo? Organizacje pozarządowe żyją z datków społecznych.
Kolejny raz zrzuca się odpowiedzialność na nasze barki. Przecież jak zaczęła się wielka wojna w Ukrainie, to większość pomocy zorganizowali sami Polacy, albo indywidualnie, albo poprzez organizacje. Wcale nie rząd.
W pewnym momencie władze Warszawy zwróciły się do mojej niewielkiej wspólnoty, żebyśmy zorganizowali jedzenie dla uchodźców, którzy byli na stadionie. A mieliśmy pełne domy nie tylko polskich leżących i chorych, ale też ukraińskich uchodźców. To tak nie może być.
A otrzymała siostra odpowiedź na swój list do władz?
Skąd. Ale myśli pani, że to mnie zaskoczyło? Owszem, na chwilę wpadł do nas ówczesny marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Odezwał się jeden poseł bezpartyjny.
Tak naprawdę z wysokości z wysokości urzędów i walki politycznej słaby człowiek się nie liczy.
Gdyby wszyscy pracujący Ukraińcy powiedzieli, że w środę któregoś tam kwietnia żaden Ukrainiec nie pójdzie do pracy – od pielęgniarek i lekarzy, po kierowców, handel, po sprzątanie, opiekę nad starszymi ludźmi – wtedy społeczeństwo może by coś zrozumiało.
W OKO.press podziwiamy pracę siostry dla ukraińskich uchodźców i uchodźczyń i wszystkich ludzi w potrzebie.
Staramy się pomagać każdemu człowiekowi – bez względu na to skąd pochodzi – w trudnej sytuacji, zwłaszcza tym, których nikt nie chce. „Nieproduktywnych”, uważanych za „ciężar”.
To jest nasz chrześcijański zakichany obowiązek. To nie żadna łaska, tylko obowiązek. I nie tylko chrześcijański, ale ludzki – wewnątrzgatunkowy. W stadzie owiec najpierw idzie matka karmiąca, potem kaleki – owieczki, a na końcu zdrowe zwierzęta.
Wesprzeć Fundację Chleb Życia można pod tym linkiem.
Prawa człowieka
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
opieka medyczna
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
wojna w Ukrainie
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze