W sieci głosy radości, że ukraińscy uchodźcy z grup wrażliwych właśnie utracili prawo do opieki zdrowotnej. „Niech się leczą u siebie” – słyszę. Tłum bywa głupi i bezlitosny, jak wtedy, gdy skazał Jezusa na śmierć. A mógł go uratować
„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.
Widziałam wielu ludzi z różnymi chorobami, z niepełnosprawnością, którym rosyjska wojna jeszcze bardziej utrudnia możliwość przetrwania. Pamiętam Wołodymyra, starszego pana, któremu pomagałam w tłumaczeniu podczas wizyty w szpitalu onkologicznym. Córka przywiozła go do Polski, bo w Kijowie były przerwy w dostawie prądu i trudno było o leczenie, a bez prądu nawet badań nie można zrobić.
Pani Oksana wyjechała z Dnipra w pierwszych dniach wielkiej wojny, bo zamknął się szpital onkologiczny. Kontynuowała leczenie w Polsce, a w tej sytuacji każdy dzień się liczy.
Cała wieś zrzuciła się na pana Rusłana, żeby zapewnić mu transport do Polski – potrzebna była transplantacja płuc. W Ukrainie lekarze odmawiali przeprowadzenia tak skomplikowanej operacji. W Warszawie uratowano mu życie.
Słyszałam o organizacjach, które organizowały karetki dla ciężko chorych, i o medykach, którzy w nocy jechali na granicę, żeby ich odebrać.
Serce mi rosło, byłam dumna z Polski. Na początku rosyjskiej agresji 2022 roku nikomu nie trzeba było tłumaczyć, że trzeba im pomóc. Dziś to już nie jest oczywiste. Coraz częściej słyszę komentarze, za które jako Polka i Ukrainka zarazem się wstydzę.
Nikt nie myślał, że wojna może potrwać tak długo, a czas wystawia polską dobroć na ciężką próbę. W 2022 roku zdaliśmy egzamin z człowieczeństwa, teraz go oblewamy.
Do tej pory nie rozumiem, jak przeskoczyliśmy z etapu solidarności i pomocy do narracji o „przywilejach” i „pierwszeństwie w kolejkach do lekarzy” dla uchodźców z Ukrainy.
Od prawie miesiąca obowiązuje ustawa wygaszająca rozwiązania z ustawy z 2022 roku o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terenie tego kraju.
Nieubezpieczeni uchodźcy i uchodźczynie – oprócz kilku wyjątków – stracili dostęp do opieki medycznej (oprócz sytuacji nagłych, a to kwestia uznania szpitala).
Bez pomocy zostali ci, którzy najbardziej jej potrzebują – osoby chore, starsze i z niepełnosprawnościami, prawie zawsze niepracujące, które nie mieszkają w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego (mieszkańcy OZZ z wyjątkami zachowują dostęp do opieki medycznej).
Ludziom z dializami, chorym na raka z dnia na dzień przerwano świadczenie usług medycznych, od których zależy ich życie.
Oprócz dostępu do opieki medycznej, uchodźcy z Ukrainy stracili wsparcie finansowe – świadczenia takie, jak 800+ (od lutego ZUS wstrzymał dla wszystkich uchodźców z Ukrainy wypłatę świadczeń, po złożeniu nowych wniosków ma dwa miesiące na weryfikację aktywności zawodowej – to skutki poprzedniej noweli specustawy), dlatego nawet osoby, które mieszkają w ośrodkach i mają zapewnione wyżywienie, nie mają żadnych środków na inne potrzeby. I nie zawsze jest tak, że te osoby zupełnie nie pracują: często podejmują się prac sezonowych albo pracowały nieoficjalnie.
Ucierpiały matki z niepełnosprawnością, które z przyczyn zdrowotnych nie podejmą się pracy, a wychowują zdrowe dzieci lub babcie/dziadkowie, którzy sami opiekują się wnukami – do tej pory starali się jakoś wiązać koniec z końcem dzięki świadczeniom.
Teraz uchodźcy z Ukrainy prawie nie mają prawa do świadczeń z pomocy społecznej, nie przysługuje już im zasiłek stały, który dla osób starszych z niskimi ukraińskimi emeryturami był potrzebnym wsparciem finansowym, i dzięki któremu mogły mieć ubezpieczenie. Mogą uzyskać od MOPS-u tylko zasiłek celowy, np. na leki, jednak proces może zająć kilka tygodni.
Niektóre media w kontekście ustawy wygaszającej powtarzają polityczne hasło „ograniczania przywilejów”.
Naprawdę ośmielacie się nazwać przywielejem pomoc medyczną dla ludzi ratujących się przed wojną?
Dostęp do zamieszkania i opieki medycznej to podstawowe prawa przewidziane dyrektywą (2001/55/WE) w sprawie minimalnych standardów tymczasowej ochrony na wypadek masowego napływu wysiedleńców, którą UE uruchomiła po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej agresji.
Są także, owszem, rekomendacje UE dla krajów członkowskich w sprawie stopniowego wycofywania tymczasowej ochrony dla uchodźców z Ukrainy, ale ochrona tymczasowa obowiązuje jeszcze przez rok – do 4 marca 2027 roku.
Poza tym, cywilizowane państwo powinno chyba zadbać o prawa osób najbardziej bezbronnych, z grup wrażliwych?
24 marca prof. Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, w programie „Tak jest” w TVN24 komentował nowe przepisy odbierające pomoc uchodźcom.
„Byłem przerażony skalą hejtu w mediach społecznościowych po tym, jak ukazała się informacja, że nasz urząd tę sprawę podjął” – mówił Wiącek. Biuro RPO zwróciło się do MZ oraz do Rzecznika Praw Pacjenta w sprawie utrudnionego dostępu obywateli Ukrainy do dializ i innych świadczeń zdrowotnych.
„Każdy człowiek, który przebywa pod jurysdykcją Rzeczypospolitej Polskiej, powinien mieć prawo do ochrony życia. Okazało się, że po wejściu w życie ustawy są ludzie, którym polskie państwo nie jest w stanie zagwarantować po prostu fizycznego przetrwania i jakiejkolwiek opieki zdrowotnej na skutek luki w przepisach i to zasygnalizowaliśmy. [...] Są uniwersalne wartości, z którymi nie należy dyskutować” – mówił RPO.
Chodzi o prawo do życia w godności i do życia w ogóle.
Organizacje pozarządowe wspierające osoby uchodźcze również zwróciły się do odpowiednich ministerstw w związku z dramatycznymi skutkami – nie tylko w zakresie opieki medycznej – ustawy wygaszającej pomoc uchodźcom z Ukrainy. Jak pisze Money.pl, PAP zapytała MZ, czy w związku z sytuacją dostrzega potrzebę przygotowania dodatkowych przepisów regulujących te kwestie.
„W Ministerstwie Zdrowia nie ma planów podejmowania w najbliższym czasie prac nad przygotowaniem dodatkowych przepisów odnoszących się do ochrony czasowej” – odpowiedział resort.
MZ podkreśliło, że obecny stan prawny jest najbardziej jak to możliwe zbliżony do zasad obowiązujących obywateli Polski. A „sytuacja tych beneficjentów ochrony czasowej, którzy utracili prawo do leczenia, (...) jest analogiczna do tej, w jakiej znajdują się nieubezpieczeni obywatele polscy”.
Sytuacja uchodźców wojennych nie jest taka sama jak obywateli Polski, chociażby dlatego, że często nie znają języka (zwłaszcza osoby starsze) i nie wiedzą, jak działa system, nie mają wsparcia środowiskowego, domów, rodziny. Często osoby uchodźcze nawet nie wiedzą, dokąd mogą się zwrócić i proszą o pomoc przypadkowych ludzi.
Polscy seniorzy otrzymują emerytury w Polsce i są ubezpieczeni, natomiast osoby starsze z Ukrainy – według bazy PESEL UKR jest ich ok. 60 tys. – mają bardzo niskie emerytury ukraińskie (jak pisałam wyżej, straciły zasiłek stały, dzięki któremu mogły mieć ubezpieczenie), nie stać ich na dobrowolne ubezpieczenie NFZ, które wynosi 830 zł.
A firmy ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać osób po 70 roku życia, i nie zawsze pracujący członkowie rodziny mogą objąć bliskich swoim ubezpieczeniem, ponieważ ludzie żyją w związkach nieformalnych i według dokumentów są obcy, albo nie spełniają kolejnego warunku – mieszkają osobno.
Opisywaliśmy historię 86-letniego pana Wołodymyra, który jest chory onkologiczne i dla którego państwo nie przewidziało humanitarnego rozwiązania:
Do tego urzędy pracy nie zarejestrują osób w zaawansowanym stadium raka czy osób starszych (przepisami ustawy wygaszającej pomoc zniesiona została możliwość rejestrowania się w urzędach pracy obywateli Ukrainy w wieku poprodukcyjnym 60/65 lat – informują lokalne urzędy pracy).
A proces transferu ukraińskiej emerytury do Polski, dzięki któremu senior uzyskałby ubezpieczenie (po transferze ukraińska emerytura zostaje obciążona 9 proc. składką zdrowotną), może zająć kilka miesięcy, a osoba z poważną chorobą potrzebuje leczenia już teraz, ponadto osoby starsze mogą sobie nie poradzić z procesem biurokratycznym.
Osoby z niepełnosprawnościami z Ukrainy też nie są w „analogicznej sytuacji". Nawet jeśli mają polskie orzeczenie o niepełnosprawności, ale nie mieszkają w ośrodku, to również są wykluczone z opieki medycznej. Przykład? Historia 39-letniej pani Wiktorii, która pracowała w Polsce, ale rok temu dostała udaru, a potem pląsawicy i potrzebuje całodobowej opieki:
Te osoby nie dadzą sobie rady bez wsparcia systemowego.
W dyskusjach publicznych mówimy o „luce systemowej”, która powstała po wejściu w życie nowych przepisów. To eleganckie określenie jest wyrazem oficjalnej uprzejmości – prywatnie komentujemy to, co się wydarzyło zupełnie innymi słowami, z których skandal i okrucieństwo należą do łagodniejszych.
O „luce systemowej”, w której mogą się znaleźć ci, którzy i które wypadną z systemu, o niedoprecyzowanych przepisach i problemach, które mogą się pojawić, NGO-sy uprzedzały przedstawicieli władzy jeszcze na etapie (wymuszonych przez organizacje społeczne) konsultacji. Niestety, nie zostały usłyszane.
Skoro była świadomość, że „ktoś wypadnie”, to dlaczego nie został zmieniony projekt ustawy wygaszającej?
Nie przekonuje mnie argument, że nie da się uwzględnić wszystkich sytuacji ludzkich w przepisach. Kto ma się zająć tymi ludźmi?
Dlaczego polskie władze poszły na tak niehumanitarny krok? Czy chodzi o oszczędzanie pieniędzy? Ile kosztuje zapewnienie bezpiecznych (w szerokim rozumieniu tego słowa) warunków dla wrażliwej grupy ukraińskich uchodźców? Dla NFZ nie są to duże wydatki.
A może chodzi o obawy polityków przed antyukraińskimi nastrojami społecznymi?
Czyli tłum zawsze ma rację? Kiedyś wydał Jezusa na śmierć, choć mógł go uratować.
Na szczęście Siły Zbrojne Ukrainy nie myślą w kategoriach wygaszenia obrony dla Europy i nie ograniczają przywilejów przebywania pod tarczą Ukrainy, choć koszty tej ochrony są bardzo wysokie dla ukraińskiego społeczeństwa. Płaci krwią.
W komentarzach pod naszymi tekstami powtarza się agresywna retoryka „niech wracają na Ukrainę”, „niech się leczą w swoim kraju”, co koresponduje z ulubionym hasłem Konfederacji o „turystyce medycznej”.
Rzecz w tym, że oni i one najczęściej nie mogą wrócić „na Ukrainę”. Nie mają dokąd – pochodzą z regionów, gdzie toczą się działania wojenne, powrót jest niebezpieczny: te tereny nieustannie są ostrzeliwane przez Rosjan dronami, artylerią, bombami kierowanymi i tam codziennie giną ludzie.
Demaskatorów „turystyki medycznej” zachęcam do zobaczenia podsumowania doby rosyjskich ataków np. w obwodzie zaporoskim czy charkowskim.
Nie mogą wrócić, bo ich wioski i miasta Rosjanie zmietli z powierzchni ziemi. W przyfrontowych miejscowościach nie ma infrastruktury medycznej. Według ostatnich danych Ministerstwa Zdrowia Ukrainy od początku pełnoskalowej inwazji uszkodzonych zostało ponad 2,5 tysiąca budynków placówek zdrowotnych, z czego 331 zostało całkowicie zniszczonych. Największe straty są w obwodach donieckim, charkowskim, chersońskim, ługańskim, zaporoskim i mikołajowskim.
Udało się odbudować 757 obiektów, a kolejne 318 jest w trakcie renowacji. 66 obiektów, które zostały odbudowane, zostało ponownie uszkodzone w wyniku kolejnych ataków. Ponadto od początku Rosja zniszczyła 285 pojazdów pogotowia ratunkowego, kolejne 134 zostały uszkodzone, a 80 przejęli Rosjanie (dla porównania: w Polsce jest ok. 1500 zespołów ratownictwa medycznego i zapewne podobna liczba karetek).
Mieszkańcy miejscowości przyfrontowych często nie mogą pojechać do większych miast do lekarza, czy apteki, żeby kupić leki, bo zniszczono most czy główną drogę do ich wioski i przestał kursować transport publiczny. Nie mają też pieniędzy.
Jedyną możliwością skorzystania z pomocy medycznej dla ludzi, którzy pozostali w miejscowościach blisko linii frontu, są mobilne kliniki takich organizacji jak Polska Misja Medyczna, czy Lekarzy bez Granic. „Ludzie, zwłaszcza osoby starsze, korzystają z naszej pomocy. Latem zdarza się, że zajmują miejsce w kolejce od 6 godz. rana, żeby mieć pewność, że lekarz ich przyjmie” – mówił w rozmowie dla OKO.press koordynator PMM.
W 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w partnerstwie z ukraińskim MZ utworzyła w pięciu regionach Ukrainy kolejne dziesięć modułowych placówek podstawowej opieki zdrowotnej. Od początku pełnoskalowej inwazji, WHO przy wsparciu partnerów zapewniła utworzenie 57 takich klinik. To rozwiązanie przynajmniej w minimalnym stopniu zapewnia jakąkolwiek pomoc ludziom z najbardziej zniszczonych terenów.
Uchodźcy nie mogą też wrócić do domu, bo ich dom może znajdować się na terenach okupowanych. Życie tam to ciągle ryzyko dla życia – ludzie są zastraszani, prześladowani, torturowani.
„Nie macie pojęcia, jak jest tam, gdzie byliśmy. Nikt wam tego nie opowie. Tam jest piekło” – mówi dziennikarzom Radia Swoboda Wiktor, który z żoną Nadiją pięć dni próbowali wydostać się z okupowanej Hołoji Prystani w obwodzie chersońskim. Wyjeżdżali przez Białoruś.
„Idziesz sobie, leży martwy człowiek. Leży trzy dni, psy zaczynają go obgryzać. Mówię do żony «Nadia, przecież to Jurka!» Przeżyliśmy po sąsiedzku dziesiątki lat” – opowiada Wiktor, a żona dodaje: „A zabrać go nie wolno. Oni [władze okupacyjne – red.] zabraniają”.
„Wyrywają paznokcie. To nie są bajki, to dzieje się naprawdę. Porażają prądem. Biją, znęcają się nad naszymi” – Wiktor przekazuje kolejne świadectwa o życiu pod okupacją.
Wiele razy słyszałam od osób, którym udało się wyrwać spod rosyjskiej okupacji, że tam lepiej nie chorować. Nie można skorzystać z pomocy medycznej bez rosyjskiego paszportu, w szpitalach nie starcza lekarzy – wielu wyjechało, a rosyjskie leki są do niczego. Jedna z bohaterek moich tekstów z okupowanej części obwodu zaporoskiego opowiadała, że na zapalenie płuc zmarła jej 40-letnia kuzynka, która miała też problemy psychiczne. W szpitalu odmówiono jej leczenia, odesłali do domu – rano już się nie obudziła.
Drugi „argument” – „niech się nimi zajmie ukraińskie państwo”.
W kółko powtarza się, że Niemcy i Polska przyjęły najwięcej uchodźców z Ukrainy, po około milion w każdym kraju (w Polsce te dane są zawyżone). To nie jest prawda. To Ukraina ponosi największy ciężar związany z migracją.
Według ostatnich danych (na 20 lutego 2026) Ministerstwa Polityki Społecznej Ukrainy w kraju zarejestrowano 4,6 mln osób wewnętrznie przesiedlonych (ukraiński skrót to WPO), czyli osób, które z powodu wojny zostały zmuszone zostawić swój dom lub też go straciły.
Najwięcej przesiedleńców pozostaje w obwodach przyfrontowych – charkowskim (508 tys.), donieckim (505 tys.) i dnipropetrowskim (472 tys.) – ludzie wciąż mają nadzieję na powrót do domu, a także w stolicy (433 tys.).
WPO są też w innych regionach. Do miast na zachodzie Ukrainy docierają ewakuacyjne pociągi ze wschodu kraju. Ludzie do ostatniego nie chcą wyjeżdżać, ale gdy zwiększa się ostrzał i jest ryzyko, że Rosjanie wkroczą do miasta, to nie mają wyjścia.
Tylko w 2025 roku ponad 130 tysięcy osób z niebezpiecznych i tymczasowo okupowanych terytoriów ewakuowało się do bezpieczniejszych gmin. Działa 14 ośrodków tranzytowych dla ewakuowanych.
Proszę zobaczyć filmik Radia Swoboda, jak odbywają się ewakuacje z terenów przyfrontowych. 70-letnia Natalia wywiozła swojego męża na wózku inwalidzkim z Kostiantynówki. Wiozła go tak 13 km mimo zagrożenia nalotem dronów, ponieważ konieczna była u męża amputacja nogi. Ostatecznie panu Fedorowi trzeba było amputować obie nogi. Dziś małżeństwo mieszka pod Kijowem w miasteczku dla przesiedleńców.
Wojna jest wszędzie, choć nie wiadomo konkretnie, kiedy śmierć pojawi się w danym miejscu.
Chociażby ostatni zmasowany atak obala to twierdzenie. 24 marca Rosja w ciągu doby wystrzeliła na Ukrainę prawie tysiąc dronów oraz ponad 30 rakiet. Drony uderzeniowe atakowały m.in. zachodnie regiony kraju. W Iwano-Frankiwsku fala uderzeniowa wybiła okna w wielu budynkach, w tym w szpitalu położniczym. W czasie alarmu w piwnicy placówki medycznej odbywały się porody u dwóch kobiet. W wyniku ataku zginęły dwie osoby. To żołnierz Gwardii Narodowej i jego 15-letnia córka, którzy odwiedzali mamę, która kilka dni temu urodziła dziecko. Cztery osoby odniosły obrażenia.
Ukraina ma dziś mnóstwo wyzwań – nie mówiąc o samym systemie zdrowia, który oprócz tzw. zwykłych cywilnych chorób musi zająć się tysiącami rannych okaleczonych żołnierzy (ratowanie życia, protezowanie, rehabilitacja) oraz cywilów, którzy odnoszą obrażenia podczas rosyjskich ataków (codziennie to nawet dziesiątki ludzi w całym kraju) od odłamków, bomb czy min. I to wszystko dzieje się w warunkach stanu wojennego, niestabilnego systemu energetycznego i ciągłego zagrożenia.
Państwa europejskie powinny być dla Ukrainy wsparciem. Jeśli Polska określa się jako państwo przyfrontowe, to powinna rzeczywiście być pomocą dla walczącej Ukrainy.
Ukraina jest niezmiernie wdzięczna partnerom i organizacjom międzynarodowym za udzieloną pomoc. Do tej pory chociażby w ramach programu Ukraine Medical Evacuation (MEDEVAC), który koordynuje MZ Ukrainy ponad 6400 Ukraińców – którzy wymagali wysoce specjalistycznej pomocy – skorzystało z opieki medycznej w placówkach w 33 krajach świata. Po ewakuacji medycznej prawie 4000 pacjentów powróciło do Ukrainy i kontynuuje leczenie w ramach krajowego systemu opieki zdrowotnej.
„Może najpierw pomóżmy swoim rodakom”, „4 lata wystarczy, żeby się ogarnąć i może czas już pójść do pracy” – kolejne komentarze.
Po pierwsze, nikt nie odbiera pomocy medycznej obywatelom Polski, a problem w polskim systemie ochrony zdrowia, długie kolejki i brak terminów – to zjawiska, które występowały długo przed 2022 rokiem i przybyciem osób uchodźczych z Ukrainy.
Po drugie, biorąc pod uwagę poziom aktywności ukraińskich uchodźców na rynku pracy – ponad 70 proc. – odsyłanie tych ludzi do pracy również jest nieadekwatne. Większość uchodźców wojennych mimo różnych barier i traum psychologicznych pracuje i radzi sobie sama (może dlatego szybko zapomnieliśmy, z jakiego powodu znaleźli się w Polsce).
Chodzi o ludzi, którzy nie pracują z powodów zdrowotnych, niepełnosprawności i wieku.
Od początku mówienie, że wszyscy uchodźcy korzystali z bezpłatnej pomocy medycznej było błędne, ponieważ większość, która pracuje, płaci składki, więc nie korzystała z systemu za darmo.
Wpływy do NFZ ze składek zdrowotnych obywateli Ukrainy w latach 2022-2024 to ponad 9 mld zł. Natomiast koszt świadczeń udzielonych Ukraińcom, którzy przyjechali do Polski po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny, wyniósł w tym okresie 2,1 mld zł (wszystkim, czyli również pracującym).
Według analizy Fundacji „Ukraiński Dom” – do przykładu – w 2024 roku NFZ wydał na wszystkie swoje potrzeby około 193 mld złotych. A wydatki na świadczenia medyczne dla osób z PESEL UKR wyniosły około 747 mln złotych, czyli około 0,38 proc.
„Jeżeli wziąć pod uwagę, że z około 990 tys. zarejestrowanych osób uchodźczych około 257 tys. zostało zarejestrowanych w ZUS, a więc pracują w pełni legalnie i opłacają również składki zdrowotne, to kwotę 747 mln należy zmniejszyć o około jedną czwartą, a nawet więcej – biorąc pod uwagę, że połowę osób z PESEL UKR stanowią dzieci, które w normalnych warunkach byłyby objęte ubezpieczeniem zdrowotnym przez pracujących rodziców” – wyjaśnia Ukraiński Dom.
Zgodnie z tą argumentacją wydatki na opiekę medyczną dla osób starszych, chorych, z niepełnosprawnościami – które nie będą mogły się podjąć pracy nie byłyby wysokie. Tym bardziej że część uchodźców oraz migrantów (większość z nich to osoby młode, które rzadziej chorują) nie korzysta z polskiej służby zdrowia – swoje potrzeby zdrowotne „załatwiają” podczas wyjazdów do Ukrainy, jeśli mają taką możliwość.
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Zdrowie
opieka medyczna
uchodźcy z Ukrainy
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
wojna w Ukrainie
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze