"Powołana przez ministra centralna instytucja w istocie ma być grabarzem polskiego filmu, grabarzem ambitnego kina. Wydawało nam się, że ministerstwo powinni przede wszystkim interesować polscy twórcy i realizacja ich - niekoniecznie wysokobudżetowych - filmów" - pisze członek związku zawodowego reżyserów

„Piotr Gliński jest ministrem kultury, który zdaje się po prostu kultury nie lubić, a filmowców darzy już wyjątkową antypatią. Tylko bowiem w ten sposób można wytłumaczyć jego kolejne posunięcia dotyczące kinematografii” – ocenia K., członek Gildii Reżyserów Polskich. Poniżej publikujemy cały jego tekst. Gildia to związek zawodowy reżyserów. Przewodniczącą Zarządu jest Joanna Kos-Krauze, dyrektorką – Magdalena Lankosz, a honorową przewodniczącą – Agnieszka Holland.

„Skumulowanie instytucji, a co za tym idzie ich finansów – ma na celu nic więcej, jak brutalne zarżnięcie polskiego kina i na jego truchle wyprodukowanie „wielkiego hollywoodzkiego filmu” (takiej kinowej »Damy z gronostajem«!), który wyreżyseruje, i w którym też zagra amerykański gwiazdor – na przykład bohater spotów reklamowych Polskiej Fundacji Narodowej: Mel Gibson” – pisze filmowiec.

Jak Mosfilm?

Od kilku tygodni media, wśród nich OKO.press, informują o konfliktach, w które zaangażowane jest Ministerstwo Kultury.

2 lutego 2019 Rada Europejskiego Centrum Solidarności odrzuciła żądania ministra Glińskiego. Chciał on uzależnić dotację dla ECS od zmian personalnych i organizacyjnych w Centrum.

Minister kultury nie zgadza się na przedłużenie dyrektorowi Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Dariuszowi Stoli, kontraktu, który wygasa w lutym. Szczegółowe pisaliśmy o tym w tekście „Gliński chce zmienić dyrektora Muzeum Polin. Prof. Stola podpadł cytatem z Magdaleny Ogórek?„. Petycję wyrażającą poparcie dla Dariusza Stoli podpisało już ponad 3 tys. osób.

Gliński jest też skonfliktowany ze środowiskiem filmowców. Pod koniec grudnia Ministerstwo Kultury ogłosiło, że połączy istniejące studia filmowe w jeden ośrodek produkcyjny o „o rocznych obrotach na poziomie około 100 milionów złotych”. Pomysł nie był konsultowany z organizacjami filmowców: „Zmiany można było skonsultować. Tymczasem minister je ogłasza” – mówiła OKO.press Agnieszka Holland. Natychmiast pojawiły się komentarze, że powstanie moloch na wzór radzieckiego/rosyjskiego Mosfilmu.

6 stycznia 2019 Ministerstwo odpowiedziało na zarzuty tekstem „Demitologizacja studiów filmowych„.

  • MKiDN: Ministerstwo nie ingeruje w sztukę/w rynek filmowy. Przeczytaj cały dokument Ministerstwa Kultury

    W związku z decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o połączeniu studiów filmowych MKiDN przedstawia listę najczęściej powtarzanych mitów na temat roli, znaczenia i działalności studiów filmowych na polskim rynku filmowym.

    Mit 1. Studia filmowe stanowią podstawę rynku produkcji filmowej w Polsce.

    Fakt 1. Studia filmowe to niewielkie instytucje, zatrudniające na stałe kilka osób i zarabiające na obrocie prawami autorskimi. W największym z nich pracuje jedna osoba zatrudniona na stanowisku bezpośrednio związanym z produkcją i kilkanaście na stanowiskach administracyjnych i asystenckich. De facto zatem instytucje te nie funkcjonują jako studia filmowe, ale minifirmy producenckie działające prawie wyłącznie za państwowe pieniądze. Trzy z nich znajdują się w tym samym budynku, a usługi związane z produkcją na ich rzecz i tak wykonuje WFDiF. Produkcja studia to średnio 3 filmy na 5 lat.

    Mit 2. Studia filmowe dysponują własnymi środkami finansowymi, nie przynoszą strat.

    Fakt 2. Studia filmowe zarabiają na obrocie prawami autorskimi do filmów wyprodukowanych za publiczne pieniądze, w tym do filmów stanowiących część polskiego dziedzictwa narodowego. Wielu wybitnych twórców od dawna zgłasza zastrzeżenia co do zasad funkcjonowania tego obrotu. Studia otrzymują także zarówno dotacje podmiotowe, jak i celowe od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ponadto część produkowanych przez studia filmów jest dodatkowo wspierana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i inne instytucje wspierające produkcję audiowizualną (np. FINA, czyli również ze środków MKiDN), często z pominięciem procesu konkursowego. Tymczasem studia dysponują prawami autorskimi na wielomilionowe kwoty bez konsultacji z MKiDN i innymi instytucjami realizującymi nadzór Skarbu Państwa. Powstaje pytanie, czy taka sytuacja jest zasadna, a przede wszystkim – czy jest sprawiedliwa wobec innych twórców.

    Mit 3. Studia filmowe zapewniają pluralizm na rynku filmowym.

    Fakt 3. Na wolnym rynku pluralizm zapewniają prywatne firmy produkcyjne i zorganizowany transparentny system wsparcia dla produkcji filmowej, także poprzez wprowadzane właśnie zachęty audiowizualne. Mniejsza liczba instytucji państwowych konkurujących o publiczne pieniądze zwiększy pulę dostępną na produkcję dla rynku, a więc zwiększa różnorodność. Większość filmów i tak powstaje poza studiami i to przede wszystkim te filmy odnoszą sukcesy. Byli dyrektorzy studiów mogą tworzyć na takich samych zasadach jak pozostali twórcy. Dzisiaj różnorodność buduje się, tworząc mechanizmy wsparcia dla wszystkich twórców, a nie dla grup uprzywilejowanych. Mechanizmy konkursowe są otwarte dla wszystkich.

    Mit 4. Państwo/Ministerstwo ingeruje w sztukę/w rynek filmowy.

    Fakt 4. MKiDN nie ingeruje w formę prowadzenia działalności przez filmowców. Studia nie są prywatnymi podmiotami, ale państwowymi instytucjami kultury. Instytucja kultury nie jest formą prowadzenia działalności gospodarczej. Obowiązkiem MKiDN jest optymalne i efektywne zarządzanie środkami publicznymi. Dlatego łączy podległe sobie instytucje w jedną, widząc w tym szansę zbudowanie nowoczesnej instytucji, która poprzez takie wzmocnienie stanie się konkurencyjna na rynku filmowym. Jednocześnie realizacja decyzji ministra umożliwi wzmocnienie skutecznej kontroli publicznej nad obrotem prawami autorskimi m.in. do wybitnych i popularnych dzieł polskiego kina.

    Mit 5. Minister kultury tworzy Mosfilm.

    Fakt 5. MKiDN nie powołuje nowej instytucji, ale wzmacnia najmocniejszy podmiot działający w ramach studiów, konstytuując w oparciu o Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych podmiot wiarygodny (instytucja publiczna – państwowa osoba prawna), stabilny (zabezpieczenie prawne i finansowe Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego), trwały (70-letnia historia), o wysokim skumulowanym poziomie obrotów finansowych i dodatnim wyniku finansowym, który stanowi gwarancję dla producentów zagranicznych, poszukujących poważnych partnerów do realizacji wysokobudżetowych produkcji filmowych w Europie.

    Fakt 6. Nikt nie zarzuca braku profesjonalizmu wybitnym polskim reżyserom. Będą oni mogli nadal realizować swoje projekty, korzystając z transparentnego systemu wsparcia.

    Fakt 7. Decyzja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego realizuje od dawna formułowany postulat środowiska filmowego, ostatnio zdecydowanie wyrażany przez środowisko młodych producentów i twórców filmowych.

Ministerstwu odpowiedziało Studio Filmowe TOR. MKiDN twierdzi, że reaguje na postulaty środowiska:

„Decyzja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego realizuje od dawna formułowany postulat środowiska filmowego, ostatnio zdecydowanie wyrażany przez środowisko młodych producentów i twórców filmowych.”

Odpowiedź TOR:

„Bardzo chętnie poznamy te postulaty młodych producentów i twórców filmowych. Wedle naszej najlepszej wiedzy postulaty takie nie pojawiały się oficjalnie wyrażone w środowisku filmowym.

Ostatnia kwestia – o zamiarze połączenia dowiedzieliśmy się przypadkowo czytając komunikat zamieszczony na stronie Ministerstwa po południu 28 grudnia 2018. Nie otrzymaliśmy żadnych oficjalnych informacji na ten temat ze strony Ministerstwa.

Jesteśmy mocno zaskoczeni taką formą komunikacji pomiędzy Ministerstwem a podległymi mu instytucjami”.

  • TOR: Ministerstwo uprawia publicystykę. Odpowiada na mity, które samo kreuje

    Prezentujemy stanowisko SF Tor dotyczące tekstu opublikowanego przez MKiDN pt. „Demitologizacja studiów filmowych”

    Tworząc oficjalny dokument Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego autorzy użyli specyficznej metody publicystycznej. Przedstawiona w dokumencie „lista najczęściej powtarzanych mitów na temat roli, znaczenia i działalności studiów filmowych na polskim rynku filmowym” w dużej części jest listą mitów wykreowanych przez Ministerstwo po to, aby łatwiej było z nimi polemizować.

    Poniżej przedstawiamy poszczególne części dokumentu Ministerstwa i nasze odpowiedzi do każdej części.

    MKiDN:

    „Mit 1. Studia filmowe stanowią podstawę rynku produkcji filmowej w Polsce.

    Fakt 1. Studia filmowe to niewielkie instytucje, zatrudniające na stałe kilka osób i zarabiające na obrocie prawami autorskimi. W największym z nich pracuje jedna osoba zatrudniona na stanowisku bezpośrednio związanym z produkcją i kilkanaście na stanowiskach administracyjnych i asystenckich. De facto zatem instytucje te nie funkcjonują jako studia filmowe, ale minifirmy producenckie działające prawie wyłącznie za państwowe pieniądze. Trzy z nich znajdują się w tym samym budynku, a usługi związane z produkcją na ich rzecz i tak wykonuje WFDiF. Produkcja studia to średnio 3 filmy na 5 lat. Połączenie studiów to w rzeczywistości likwidacja fikcji i stanowisk dyrektorów”.

    SF TOR: Ani same Studia ani osoby uczestniczące w dyskusji uruchomionej przez decyzję Ministerstwa nie formułowały takiej tezy. Naszym zdaniem jesteśmy istotnym elementem rynku filmowego w Polsce. Kryterium ilościowe („Produkcja studia to średnio 3 filmy na 5 lat”) nie jest najistotniejsze w przypadku produkcji filmów autorskich, w jakich Studio TOR się specjalizuje. Ważny jest odbiór tych filmów przez widzów w Polsce i za granicą, uzyskiwane nagrody, opinie krytyków. Dodatkowo zwracamy uwagę, iż Studio TOR najczęściej produkuje filmy o dużym stopniu komplikacji, wymagające międzynarodowej struktury koprodukcyjnej, co znacznie wydłuża czas produkcji.

    MKiDN:

    „Mit 2. Studia filmowe dysponują własnymi środkami finansowymi, nie przynoszą strat.

    Fakt 2. Studia filmowe zarabiają na obrocie prawami autorskimi do filmów wyprodukowanych za publiczne pieniądze, w tym do filmów stanowiących część polskiego dziedzictwa narodowego. Wielu wybitnych twórców od dawna zgłasza zastrzeżenia co do zasad funkcjonowania tego obrotu. Studia otrzymują także zarówno dotacje podmiotowe, jak i celowe od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ponadto część produkowanych przez studia filmów jest dodatkowo wspierana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i inne instytucje wspierające produkcję audiowizualną (np. FINA, czyli również ze środków MKiDN), często z pominięciem procesu konkursowego. Tymczasem studia dysponują prawami autorskimi na wielomilionowe kwoty bez konsultacji z MKiDN i innymi instytucjami realizującymi nadzór Skarbu Państwa. Powstaje pytanie, czy taka sytuacja jest zasadna, a przede wszystkim – czy jest sprawiedliwa wobec innych twórców”.

    SF TOR: Studio TOR mimo, iż jest Instytucją Kultury nie korzysta z dotacji podmiotowych na działalność. W dostępie do dotacji przedmiotowych czy celowych Studia są w takiej samej pozycji jak inne podmioty niezależnie od formy własności. Składamy wnioski dotyczące dofinansowania przez PISF na wspólnych dla wszystkich zasadach, zaś jeżeli chodzi o środki przeznaczane przez FINA czy MKiDN to tu również procedury są jednakowe dla wszystkich producentów. Także prywatne firmy producenckie korzystały z dofinansowań Ministerstwa Kultury. Nie rozumiemy sugestii wyrażonej w dokumencie Ministerstwa, iż Studia korzystają ze środków „często z pominięciem procesu konkursowego”.

    Jeżeli chodzi o argument, iż „Studia filmowe zarabiają na obrocie prawami autorskimi do filmów wyprodukowanych za publiczne pieniądze” musimy zwrócić uwagę na fakt, że Studio TOR istnieje od roku 1967 i obraca filmami, które w okresie 52 lat swej historii wyprodukowało będąc ich producentem w kategoriach artystycznych tzn. samodzielnie wybierając tematy, pracując nad scenariuszami, znajdując koproducentów i inne źródła finansowania, nadzorując produkcję filmu. Przez okres 38 lat historii TOR Dyrektorem Zespołu, a potem Studia był Krzysztof Zanussi odpowiadający za decyzje producenckie. Studio TOR w minimalnym stopniu korzysta z wpływów z tzw. filmów wspólnych niewyprodukowanych przez TOR. Wpływy z tych filmów stanowią znikomy procent naszych dochodów.

    Zwracamy też uwagę, że przeważająca większość europejskiej produkcji filmów autorskich jest finansowana z publicznych pieniędzy.

    Studia filmowe podlegają obowiązkowi corocznych badań bilansu przez biegłego rewidenta. Badania bilansu TOR-u zawsze przynosiły pozytywne oceny stabilności finansowej Studia, mimo pojawiających się w niektórych okresach strat spowodowanych przede wszystkim koniecznością księgowego amortyzowania inwestycji TOR-u w produkcję filmów.

    MKiDN:

    „Mit 3. Studia filmowe zapewniają pluralizm na rynku filmowym.

    Fakt 3. Na wolnym rynku pluralizm zapewniają prywatne firmy produkcyjne i zorganizowany transparentny system wsparcia dla produkcji filmowej, także poprzez wprowadzane właśnie zachęty audiowizualne. Mniejsza liczba instytucji państwowych konkurujących o publiczne pieniądze zwiększy pulę dostępną na produkcję dla rynku, a więc zwiększa różnorodność. Większość filmów i tak powstaje poza studiami i to przede wszystkim te filmy odnoszą sukcesy. Byli dyrektorzy studiów mogą tworzyć na takich samych zasadach jak pozostali twórcy. Dzisiaj różnorodność buduje się, tworząc mechanizmy wsparcia dla wszystkich twórców, a nie dla grup uprzywilejowanych. Mechanizmy konkursowe są otwarte dla wszystkich.”

    SF TOR: Naszym zdaniem istnienie Studiów zapewnia większy pluralizm na rynku. Dają możliwość realizacji filmów, które mogą mieć problemy z pełnym sfinansowaniem w ramach istniejących możliwości systemowych w Polsce. Nieprzypadkowo dwa produkowane przez TOR w ostatnich latach filmy zostały na początkowym etapie prac literackich przejęte od prywatnych firm producenckich. Produkcja obu filmów była dla firm prywatnych zbyt ryzykowna. TOR był w stanie domknąć finansowanie tych filmów. Wymagało to także zainwestowania własnych środków pozyskanych ze sprzedaży licencji do filmów. Produkując filmy nie musimy się kierować wyłącznie potrzebą zysku ani zapewnienia środków na utrzymanie. Studia mają to funkcjonowanie zapewnione poprzez własne środki. W tym sensie są ważnym uzupełnieniem pluralizmu na rynku filmowym. Zwracamy uwagę, że praktycznie wszystkie czołowe firmy producenckie (w tym prywatne) w Polsce mają inne niż produkcja filmów fabularnych podstawowe źródła utrzymania. Może to być obrót posiadanymi prawami do filmów jak w przypadku TOR-u albo produkcja seriali telewizyjnych i reklam jak w przypadku innych producentów. Jest to dowód na systemowe przyczyny uniemożliwiające utrzymanie się firm producenckich wyłącznie z produkcji filmów fabularnych w długim dystansie czasu. Praktyczna likwidacja Studiów nie jest metodą na rozwiązanie tego problemu. Będzie to poważne ograniczenie pluralizmu na rynku filmowym.

    Co także istotne, wkładamy bardzo dużo starannej pracy, a także wkładaliśmy własne środki Studia w proces rekonstrukcji filmów wyprodukowanych przez TOR dla przeciwdziałania zjawisku cyfrowego wykluczenia na nowych polach eksploatacji. W procesie tym współpracujemy z Twórcami filmów.

    Pragniemy mocno podkreślić, iż Studio TOR nie korzysta z uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych podmiotów w postępowaniach konkursowych.

    MKiDN:

    „Mit 4. Państwo/Ministerstwo ingeruje w sztukę/w rynek filmowy.

    Fakt 4. MKiDN nie ingeruje w formę prowadzenia działalności przez filmowców. Studia nie są prywatnymi podmiotami, ale państwowymi instytucjami kultury. Instytucja kultury nie jest formą prowadzenia działalności gospodarczej. Obowiązkiem MKiDN jest optymalne i efektywne zarządzanie środkami publicznymi. Dlatego łączy podległe sobie instytucje w jedną, widząc w tym szansę zbudowanie nowoczesnej instytucji, która poprzez takie wzmocnienie stanie się konkurencyjna na rynku filmowym. Jednocześnie realizacja decyzji ministra umożliwi wzmocnienie skutecznej kontroli publicznej nad obrotem prawami autorskimi m.in. do wybitnych i popularnych dzieł polskiego kina.”

    SF TOR: Naszym zdaniem TOR dobrze rozumie zadania stojące przed państwowymi instytucjami kultury. Na pewno nie sprowadzamy naszej działalności do wąsko rozumianej działalności gospodarczej.

    Pełna centralizacja obrotu prawami autorskimi do filmów w jednym ręku doprowadzi do powstania molocha, który nie będzie w stanie prowadzić efektywnego handlu setkami filmów. Znając dobrze bibliotekę wyprodukowanych przez TOR filmów możemy prowadzić obrót prawami autorskimi do filmów we właściwy sposób.

    MKiDN:

    „Mit 5. Minister kultury tworzy Mosfilm.

    Fakt 5. MKiDN nie powołuje nowej instytucji, ale wzmacnia najmocniejszy podmiot działający w ramach studiów, konstytuując w oparciu o Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych podmiot wiarygodny (instytucja publiczna – państwowa osoba prawna), stabilny (zabezpieczenie prawne i finansowe Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego), trwały (70-letnia historia), o wysokim skumulowanym poziomie obrotów finansowych i dodatnim wyniku finansowym, który stanowi gwarancję dla producentów zagranicznych, poszukujących poważnych partnerów do realizacji wysokobudżetowych produkcji filmowych w Europie.”

    SF TOR: Zauważamy w dokumencie Ministerstwa pewien brak spójności argumentacji. Jeżeli „Studia filmowe to niewielkie instytucje, zatrudniające na stałe kilka osób” oraz „Połączenie studiów to w rzeczywistości likwidacja fikcji” to jakim cudem nastąpi wzmocnienie najmocniejszego podmiotu tzn. WFDiF?

    Argumenty Ministerstwa dotyczące tworzenia jednego, wiarygodnego podmiotu świadczą o pewnym braku rozeznania międzynarodowego rynku koprodukcyjnego. Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, iż producenci zagraniczni szukają w Polsce przede wszystkim partnerów doświadczonych w zakresie koprodukcji. Ważny jest producencko-organizacyjny know-how a nie tylko poziom obrotów finansowych. Takie są nasze doświadczenia potwierdzone w ostatnich latach w trakcie koprodukcji filmów „Pokot” i „Eter”. Analogiczne naszym zdaniem są doświadczenia kolegów ze Studia Zebra z produkcji filmu „W ciemności”.

    MKiDN:

    „Fakt 6. Nikt nie zarzuca braku profesjonalizmu wybitnym polskim reżyserom. Będą oni mogli nadal realizować swoje projekty, korzystając z transparentnego systemu wsparcia.”

    SF TOR: Dotychczasowe wystąpienia Ministerstwa w sprawie połączenia poprzez mocno używany argument o stworzeniu profesjonalnego podmiotu odebraliśmy jako sugestię, iż nasza dotychczasowa wieloletnia działalność nie spełniła wymogu profesjonalizmu. Uważamy taką sugestię za mocną krzywdząca i nie opartą na żadnej rozwiniętej argumentacji opartej na faktach.

    MKiDN:

    „Fakt 7. Decyzja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego realizuje od dawna formułowany postulat środowiska filmowego, ostatnio zdecydowanie wyrażany przez środowisko młodych producentów i twórców filmowych.”

    SF TOR: Bardzo chętnie poznamy te postulaty młodych producentów i twórców filmowych. Wedle naszej najlepszej wiedzy postulaty takie nie pojawiały się oficjalnie wyrażone w środowisku filmowym.

    Ostatnia kwestia – o zamiarze połączenia dowiedzieliśmy się przypadkowo czytając komunikat zamieszczony na stronie Ministerstwa po południu 28 grudnia 2018. Nie otrzymaliśmy żadnych oficjalnych informacji na ten temat ze strony Ministerstwa.

    Jesteśmy mocno zaskoczeni taką formą komunikacji pomiędzy Ministerstwem a podległymi mu instytucjami.

    źródło: tor.com.pl

Poniżej cały tekst K., członka Gildii Reżyserów Polskich. Śródtytuły pochodzą od redakcji OKO.press.


Filmowa „Dama z gronostajem”

Współczesna Polska jest krajem pełnym niespodzianek. Decyzje dotyczące całego społeczeństwa podejmowane są jednoosobowo; pisane na kolanie, z nikim nie konsultowane ustawy przepycha się pod osłoną nocy, poprawki do tych ustaw dopisuje się bez kworum, sądy obsadza ludźmi, którzy się do tego nie nadają; a szczyt klimatyczny organizuje się w Katowicach, i przy dźwiękach górniczej muzyki otwiera go prezydent Andrzej Duda, który mimo że się „cały czas uczy”, wątpi we wpływ człowieka na klimat.

Ostatnią z takich niespodzianek zaserwował nam niezawodny minister Piotr Gliński. Chwilę po tym jak w końcu udało mu się doprowadzić do zamknięcia Dwutygodnika, który był a) zbyt postępowy i genderowy; b) mógłby być konkurencją dla dotowanego przez ministerstwo paździerzowego, staromodnego „Napisu” (lub jak kto woli „NaPisu”) – 28 grudnia ogłosił, że ku chwale ojczyzny zamierza połączyć ze sobą zespoły filmowe, Studio Miniatur Filmowych oraz WFDiF „w jeden profesjonalny ośrodek produkcji filmowej”.

Oczywiście minister nie ma zwyczaju konsultować ze środowiskiem swoich decyzji. Jego wiara w swoją nieomylność jest zaiste imponująca, a bierze się z prostego faktu, że Piotr Gliński jest ministrem kultury, który zdaje się po prostu kultury nie lubić, a filmowców darzy już wyjątkową antypatią. Tylko bowiem w ten sposób można wytłumaczyć jego kolejne posunięcia dotyczące kinematografii, m.in.:

  • odwołanie dyrektor PISF i powierzenie jej stanowiska osobie, która ma z filmem naprawdę niewiele wspólnego,
  • połączenie Filmoteki i NInA
  • czy właśnie jego ostatnią decyzję o powołaniu produkcyjnego molocha.

Poza tym, że jedno wielkie studio przeora filmową rzeczywistość w Polsce, to zgodnie z zasadą bezsensowności istnienia dwóch w gruncie rzeczy tożsamych instytucji, doprowadzi do rozwiązania PISF-u (wielokrotnie postulowanego przez ludzi kojarzonych z obecną władzą). Warto nadmienić, że również słynna ustawa o IPN, wpisuje się w ten schemat, bo wydaje się pokłosiem (nomen omen) sukcesu „Idy”.

Jednocześnie szereg działań skierowanych przeciwko filmowcom odbywa się zakulisowo. PISF został w zasadzie przejęty przez ludzi o konserwatywno-nacjonalistycznych poglądach. Z hukiem pozbyto się działu literackiego, który nie zgadzał się z estetycznymi wyborami Radosława Śmigulskiego. Filmy niewygodne politycznie nie dostają obecnie dotacji. Projekty uznanych twórców, którzy nie są związani z tzw. dobrą zmianą, otrzymują dofinansowanie tak mikre, że często nie pozwalające rozpocząć produkcji. Przy tym w mediach prawicowych, TVP i na portalach trwa zmasowany, pełen – już nawet nieskrywanej – nienawiści atak na polskich reżyserów: m.in Agnieszkę Holland, Małgorzatę Szumowską, Pawła Pawlikowskiego czy Wojciecha Smarzowskiego. Bez wątpienia jest na to odgórne przyzwolenie. Świadczy o tym niedawna wypowiedź ministra Glińskiego dotycząca Agnieszki Holland, która nie tylko jest po ludzku skandaliczna i naprawdę marnie świadczy o wypowiadającym, ale także godzi w powagę ministerstwa.

Oczywiście w artystów zawsze można przywalić. Bo artyści są słabi – nie stoją za nimi żadne wielkie związki zawodowe, a członkowie Stowarzyszenia Filmowców Polskich, mimo że faktycznie mają blisko, to raczej opon przed ministerstwem nie będą palić. Notabene warto zauważyć, że takie „beztroskie” szczucie na zasłużonych ludzi kultury, celowe stawianie muru między twórcami a społeczeństwem, w końcu postulat „wymiany elit” tyleż trudny do zrealizowania, co niebezpieczny (bo wymiany można dokonać tylko siłą) – ma już swoje odpowiedniki w historii.

Najlepszy okres polskiego kina od dekad

Teraz należy sobie zadać pytanie, czemu te wszystkie działania mają służyć? Bo przecież czemuś służą.

Nie jest tajemnicą, że rządzącej partii od dawna marzy się hollywoodzki film: wielka produkcja za miliony dolarów (na przykład o rotmistrzu Pileckim), która pozwoli „narodowi wstać z kolan”. W 2015 Jarosław Kaczyński zaapelował: „Zbierzmy pieniądze na jeden lub dwa wielkie hollywoodzkie filmy, które pokażą jak naprawdę wyglądała wojna w Polsce”.

Nietrudno się domyślić, że pieniędzy nie udało się zebrać. Ale właśnie ambitnym planom prezesa zdaje się wychodzić naprzeciw minister Gliński i jego kolejne przedsięwzięcia. Wszakże „jak naprawdę wyglądała wojna w Polsce” minister Gliński wie doskonale, o czym bezsprzecznie świadczy jego aktywność w obrębie gdańskiego muzeum tej wojnie poświęconego.

Pod tym względem całkiem interesujący wydaje się opublikowany przez MKiDN oficjalny dokument „Demitologizacja studiów filmowych”, który ma na celu usprawiedliwienie gwałtu na polskiej kinematografii. Nie odnosząc się do poszczególnych nonsensów w nim obecnych (dobrze wypunktował je zespół filmowy TOR), warto zwrócić uwagę na ustęp mówiący o powołaniu instytucji, która „stanowi gwarancję dla producentów zagranicznych, poszukujących poważnych partnerów do realizacji wysokobudżetowych produkcji filmowych w Europie”.

W czasach, kiedy polskie kino święci triumfy na całym świecie, zdobywa nagrody na najważniejszych festiwalach (w Cannes i w Berlinie); gdy przeżywa najlepszy okres od dekad (co dostrzegają członkowie tak Amerykańskiej, jak i Europejskiej Akademii Filmowej), ciesząc się równocześnie uznaniem krajowej publiczności (niezbicie świadczy o tym ponad 5 milionów widzów „Kleru”! I ogólnie rekordowa tegoroczna frekwencja na polskich filmach wynosząca ponad 16 mln widzów); kiedy polscy producenci obecni są na rynku europejskim i co rusz realizują międzynarodowe koprodukcje, naprawdę nie ma potrzeby powoływania instytucji, która będzie dla świata „poważnym partnerem” (bo takich „poważnych partnerów” w Polsce jest już co najmniej kilku…).

Chodzi więc o coś zupełnie innego.

Centralny grabarz ambitnego kina

Skumulowanie instytucji, a co za tym idzie: ich finansów – ma na celu nic więcej, jak brutalne zarżnięcie polskiego kina i na jego truchle wyprodukowanie „wielkiego hollywoodzkiego filmu” (takiej kinowej „Damy z gronostajem”!), który wyreżyseruje, i w którym też zagra amerykański gwiazdor – na przykład bohater spotów reklamowych Polskiej Fundacji Narodowej: Mel Gibson. To m.in. on jest właśnie wspomnianym w dokumencie fantasmagorycznym producentem z zagranicy, szukającym poważnych partnerów. I jego chętnie obdaruje powołana przez ministra centralna instytucja, która w istocie ma być grabarzem polskiego filmu, grabarzem ambitnego kina.

Jest to o tyle przykre, że dotąd – może naiwnie?! – wydawało nam się, że ministerstwo powinni przede wszystkim interesować polscy twórcy i realizacja ich – niekoniecznie wysokobudżetowych – filmów. Ale współczesna Polska, jak już powiedzieliśmy, jest krajem pełnym niespodzianek.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym