0:00
15 września 2017

Głosami PiS powstaje Narodowy Instytut (Ograniczania) Wolności. A wraz z nim "legalny kanał wyprowadzania pieniędzy" przeznaczonych na społeczeństwo obywatelskie

Zapisy w ustawie o NIW są sprzeczne z zasadami gospodarowania środkami publicznymi. Pozwalają na uznaniowe decyzje w rozdzielaniu dotacji oraz marginalizuje rolę ekspertów i organizacji pozarządowych

Wydrukuj

Bez wysłuchania publicznego, po prowizorycznych konsultacjach z organizacjami społecznymi Sejm uchwalił ustawę o Narodowym Instytucie Wolności - Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego. Rządowa agencja przejmuje od Ministerstwa Rodziny obowiązki finansowania organizacji pozarządowych. Na początek będzie dysponować 100-milionowym budżetem.

Narodowy Instytut Wolności będzie dysponentem dwóch pul pieniędzy:

  • Funduszu Inicjatyw Obywatelskich – budżet z rezerwy celowej ministerstwa rodziny ok. 60 mln zł;
  • Funduszu Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – wpływy szacuje się na ok. 40 mln zł.

FIO to jeden z głównych programów dotacyjnych dla organizacji pozarządowych. Jego dysponentem do tej pory było Ministerstwo Rodziny.

W latach 2012-2016 (podczas czterech pul dotacji) organizacje pozarządowe otrzymały 620 mln zł z Funduszu.

Dla przykładu, w 2015 roku z 5 tys. 652 zgłoszonych w konkursach projektów dofinansowano 637. A to oznacza, że Fundusz pokrył ok. 11 proc. wszystkich zgłoszonych potrzeb. Łączna kwota dotacji w 2015 roku wyniosła ok. 57,5 mln zł.

Budżet Funduszu Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego powstanie z odpisu 4 proc. z wpływów z gier hazardowych. Ocenia się, że przychody będą na poziomie 40 mln zł rocznie.

Do tej pory wszystkie fundusze centralne umocowane były przy ministerstwach. Autorzy ustawy zakładają, że docelowo NIW ma centralizować wszystkie publiczne pieniądze na rozwój społeczeństwa obywatelskiego.

O jakie środki dokładnie chodzi? Wciąż nie wiadomo, bo Instytut miał być tylko jednym z elementów kompleksowej strategii Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Powstanie takiego dokumentu już w maju 2016 zapowiedział Wojciech Kaczmarczyk (wtedy pełnomocnik ds. równości i społeczeństwa obywatelskiego, dziś dyrektor departamentu społeczeństwa obywatelskiego w KPRM). Miały się w nim znaleźć nowe programy rozwoju społeczeństwa obywatelskiego (określające konkretne cele i kierunki działań).

Jednak jedynym owocem majowych deklaracji jest Narodowy Instytut Wolności, który przebudowuje sposób rozdzielania finansowania.

Norweskie miliony nie dla Instytutu

PiS chciał też, by NIW stał się dysponentem Funduszy Norweskich i EOG na rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Jednak na to rozwiązanie nie chcą się zgodzić Norwegowie. Rządowa agencja rozdzielająca pieniądze dla organizacji pozarządowych to precedens na skalę europejską. Operatorami poprzedniej puli (2013-2017) były wyłonione w otwartym konkursie Fundacja im. Stefana Batorego i Fundacja Dzieci i Młodzieży. A budżet wyniósł 37 mln euro.

Negocjacje pomiędzy rządami Polski i Norwegii trwają od 2016 roku i choć już w 2015 roku ustalono, że Polska w latach 2016-2021 dostanie 809 mln euro (z czego 10 proc. pójdzie na rozwój społeczeństwa obywatelskiego), to dopóki rządy nie dojdą do porozumienia nowa pula pieniędzy nie zostanie wypłacona.

Za przyjęciem ustawy głosowało 236 posłów w tym - 228 posłów PiS. Tylko jeden z posłów PiS był przeciwko - Jan Mosiński z okręgu kaliskiego.

15 września 2017 roku minister Adam Lipiński - pełnomocnik ds. równego traktowania i społeczeństwa obywatelskiego - w debacie Sejmowej podkreślał, że wszystkie zapisy ustawy ułatwiają rozdzielanie pieniędzy. Jednak jak widać na grafice przygotowanej przez Fundację im. Stefana Batorego, kierunek zmian nie ma nic wspólnego z uproszczeniem czy przejrzystością, a wprowadza administracyjny chaos.

Co krytykują organizacje i eksperci

Wszyscy krytycy wskazywali na następujące fatalne rozwiązania w ustawie o Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego:

  • Ustawa daje dyrektorowi centrum swobodę jednoosobowego ustalania regulaminu każdego konkursu. To rodzi obawę, że regulaminy będą pisane „pod” jakieś organizacje.
  • Nie precyzuje sposobu oceny ofert konkursowych. Dotychczas wnioski składane do FIO oceniali niezależni eksperci zewnętrzni. Teraz oceną mogą zajmować się tym sami pracownicy Narodowego Centrum – podlegli jego dyrektorowi.
  • Decyzję o przyznaniu finansowania powierza dyrektorowi centrum – a w kompetencjach Rady pozostawia jedynie opiniowanie.

Projekt skrytykował też Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W jego opinii Narodowy Instytut Wolności narusza międzynarodowe standardy wolności zrzeszania się, a

"doświadczenia innych państw sugerują, że konsekwencją centralizacji i nacjonalizacji trzeciego sektora będzie duża kontrola nad społeczeństwem obywatelskim".

Wątpliwości nie mają też zagraniczni eksperci. Konferencja Międzynarodowych Organizacji Pozarządowych Rady Europy w raporcie dotyczącym polityki PiS związanej z „rozwojem społeczeństwa obywatelskiego” stwierdza, że

w rzeczywistości służy ona ograniczeniu jego niezależności oraz podważeniu wiarygodności „niewygodnych” organizacji.

Bezpośrednią konsekwencją przenoszenia kompetencji z Ministerstwa do Centrum może być zamrożenie środków z FIO nawet na rok. Zwykle konkursy ogłaszane były jesienią, tak aby mogły wystartować wraz z początkiem kolejnego roku. Tym razem konkursy zostaną ogłoszone dopiero w połowie 2018 roku.

Paraliż FIO stworzy wyrwę w finansowaniu III sektora i może zablokować działalność NGO nawet na kilkanaście miesięcy.

1. Decyzje dyrektora centrum bez kontroli

Teoretycznie (zgodnie art. 28 nowej ustawy) sposób realizacji zadań ma przebiegać zgodnie z obowiązującą dotychczas ustawą o działalności pożytku publicznego i wolontariacie. Tryb rozdzielania pieniędzy uzależniony był od stabilnych rozporządzeń ministra, które ten miał obowiązek konsultować z ekspertami i NGO.

To tylko teoria, bo art. 28 kończy się słowami “chyba że poniższe przepisy stanowią inaczej”. Po poprawce wprowadzonej do projektu przez Komisję 12 września 2017 – wykreślono możliwość innego trybu realizowania zadań. Jednak podczas posiedzenia Biuro Legislacyjne tłumaczyło, że mimo to stosowanie innych trybów będzie możliwe, ponieważ wynika to z całej konstrukcji ustawy.

Art. 30 wprowadza możliwość tworzenia – każdorazowo – nowych regulaminów konkursowych. Kompetencje te zostawia w gestii dyrektora Instytutu. Oznacza to, że w przypadku każdego konkursu mogą obowiązywać np. inne wzory ofert czy sprawozdań. Utrudni to organizacjom życie, bo za każdym razem będą musiały na nowo stawiać czoła administracyjnym wymogom, poznawać nowe procedury.

Przede wszystkim jednak rodzi obawę, że procedury konkursowe nie będą ujednolicone – a organizacje będą w nierówny sposób traktowane. To furtka dla uznaniowych decyzji.

2. Bez ekspertów

Ustawa wycina też kluczową rolę opinii ekspertów przy ocenie ofert konkursowych. Do tej pory system ocen opierał się właśnie na profesjonalnych i standaryzowanych opiniach osób spoza ministerstwa.

Teraz oceną będą się zajmować pracownicy Instytutu. Pewnie będą mieli wystarczające doświadczenie administracyjne, ale ich kompetencje do oceny potrzeb różnych grup społecznych i organizacji już takie pewne nie są. Jak to wpłynie na obiektywność i rzetelność procesu przyznawania dotacji? Można się tylko domyślać.

3. Naprawiona rada, ale bez kompetencji

Organizacje pozarządowe apelowały, by zmienić kształt Rady Instytutu, która ma opiniować decyzje Dyrektora. Pierwszy projekt zakładał, że w jej skład wejdzie tylko dwóch reprezentantów organizacji pozarządowych. Niesprecyzowany był też sposób ich mianowania. Finalnie zwiększono liczbę przedstawicieli trzeciego sektora do pięciu. O członkostwo w Radzie mogą ubiegać się organizacje, które mają poparcie przynajmniej 20 innych organizacji lub trzech zrzeszeń NGO.

Jak duży będzie wpływ Rady? Przysługujące im prawo wglądu w dokumenty powinno zapewnić większą jawność działania Instytutu. Wszystkie decyzje pisemne będą musiały mieć uzasadnienie. Jednak to nie jej decyzje będą kluczowe. Rada Narodowego Centrum zastąpi bowiem Radę Pożytku Publicznego.

Ta do tej pory – poza opiniowaniem – decydowała o przyznaniu dotacji. Tych kompetencji nowa Rada nie utrzyma. Utraci je na rzecz dyrektora Centrum.

4. Więcej czy mniej środków

Jednym z argumentów stojących za utworzeniem Instytutu miało być też zwiększenie środków publicznych, które płyną do organizacji pozarządowych. Jednak w projekcie pojawił się zapis, który pozwala Instytutowi zarówno zlecać realizację zadań, jak i wypełniać je samodzielnie.

To rodzi obawę, że Centrum będzie konsumowało środki przeznaczone dla NGO i przeznaczy je na utrzymanie swoich pracowników. To oznacza, że środki dla organizacji mogą się zmniejszyć.

Sejmowa debata

Ilość zgłoszonych poprawek (40) miała opóźnić głosowanie nad ustawą o Narodowym Instytutem Wolności. Część z nich miała charakter uszczypliwy. Poprawka druga zgłoszona przez Nowoczesną dotyczyła wręcz zmiany nazwy ustawy z "Narodowego Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego" na "Narodowy Instytut Ograniczania Wolności - Centrum Sterowania Organizacjami Pozarządowymi".

Posłowie PO i Nowoczesnej proponowali też nowe brzmienie preambuły uwzględniające wszystkie przesłanki dyskryminacji: "Państwo polskie wspiera swoich obywateli bez względu na wiek, poglądy polityczne, wyznanie, stopień sprawności, płeć i orientację seksualną". Bez skutku.

Posłanka (PO) Monika Wielichowska mówiła wprost: "powołujecie sztuczny twór, który już był w w Polsce Ludowej. Gospodarz domu będzie decydował, czy organizacje społeczne nadają się do realizowania swoich celów.

Chcecie sterować organizacjami jak Putin i Orbán. Tak działają autorytarne rządy. Organizacje pozarządowe są dla Was zbędnym balastem".

Posłowie opozycji mocno wskazywali, że ustawa pielęgnuje patologie związane z przeznaczaniem publicznych pieniędzy na partyjne interesy. Poseł Adam Szlapka mówił, że Instytut to "legalny kanał wyprowadzania pieniędzy", który legitymizuje działania takich tworów jak Polska Fundacja Narodowa.

Archiwum powstania Narodowego Instytutu Wolności

OKO.press przyglądało się pracom nad powstaniem Narodowego Instytutu Wolności od marca 2017 roku. Monitorowaliśmy debatę publiczną, sprawdzaliśmy wypowiedzi polityków, analizowaliśmy propozycje legislacyjne, pęknięcia w sektorze pozarządowym i tryb uchwalania ustawy.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne