Grzegorz Jarzyna po premierze Kasandry w Kijowie. „Nie mogę przestać o nich myśleć”
"Aktorzy zapytali, czy nie chcę schodzić do schronu. Ale skoro oni nie schodzili, to my też nie. Było dziwnie, że ta wściekła syrena wyje, a my próbujemy kolejne sceny„ – opowiada polski reżyser kijowskiego spektaklu. ”W samym sercu Ukrainy chcieliśmy pokazać, że nie są sami"
Reżyser Grzegorz Jarzyna w dwóch narodowych teatrach ukraińskich wystawił w Kijowie współczesną wersję opowieści o Kasandrze, jako wojennej brance, w której odwraca jej mitologiczny los. „Pozwoliliśmy sobie na pytanie: dlaczego Kasandrze ma się nie udać?” – mówi OKO.press. Opowiada o Kijowie pod bombami, o łykaniu tabletek, żeby alarmy nie budziły i o strachu, gdy pociąg, którym wracał, został ewakuowany. Wstydzi się za polskich celników, którzy „zachowują się wobec Ukraińców jak służby graniczne służby NRD wobec nas, Polaków”. Oskarża Karola Nawrockiego o to, że dał przyzwolenie ksenofobii. „Jako polski artysta chcę powiedzieć, że to wstyd dla polskiego narodu, że mamy takiego prezydenta”.
Według ukraińskiej recenzji spektakl dowodzi, że „obok Brauna istnieje inna Polska, innego Grzegorza, Polska Jarzyny, który od dwóch lat pracuje z Ukraińcami w ogarniętym wojną Kijowie, Polska ludzi, którzy pomagają Ukrainie, Polska kultury, solidarności i wspólnej europejskiej przyszłości”. Jarzyna potwierdza: „Chcieliśmy dać świadectwo tej innej Polski”. I dodaje: „Wiele razy słyszałem, że żaden reżyser z Zachodu by się nie odważył przygotować w Kijowie pełnowymiarowego przedstawienia”.
Dziękujemy Narodowemu Akademickiemu Teatrowi Dramatycznemu im. Łesi Ukrainki w Kijowie za udostępnienie zdjęć Kateryny Tunik.

Komentarze