Prawa autorskie: AFPAFP
19 listopada 2022

Historyczne spotkanie Bidena z Xi Jinpingiem: USA i Chiny dają sobie na wstrzymanie. Co z Rosją?

Pierwsze od momentu objęcia prezydentury przez Joe Bidena spotkanie z przywódcą Chin było tak dobre, jak dobre może być spotkanie między bokserami wagi ciężkiej przed kolejnym starciem. Z obu stron padła jednak ważna deklaracja: walka ma reguły, trzeba ich przestrzegać.

Przewodniczący Xi Jinping i prezydent USA Joe Biden podczas spotkania poprzedzającego szczyt G20 na Bali w poniedziałek 14 listopada zrobili najlepsze, co mogli zrobić: uruchomili kanały komunikacji zerwane na skutek wielce kontestowanej w Chinach wrześniowej wizyty Nancy Pelosi na Tajwanie.

Przywrócono współpracę sektorową w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatu, koordynacji globalnych polityk makroekonomicznych, działania na rzecz globalnego bezpieczeństwa zdrowotnego oraz żywnościowego. Prace wznowią amerykańsko-chińskie grupy robocze, a kontynuacją rozpoczętego na Bali na dialogu ma być wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Anthony’ego Blinkena w Chinach.

To dobry sygnał: oznaka normalizacji stosunków USA-Chiny, które w ostatnim czasie uległy drastycznemu pogorszeniu.

Tę „strategiczną pauzę” w zaostrzaniu bezwzględnej rywalizacji USA i Chin, Kevin Rudd, były minister spraw zagranicznych Australii, na łamach amerykańskiego magazynu "The Atlantic" określił jako chwilowe i dość powierzchowne "zakopanie toporu wojennego". Jest to efektem kilku elementów, m.in. trudności ekonomicznych, z którymi mierzą się obecnie oba kraje, niechęci do pogarszania już dość słabego międzynarodowego klimatu inwestycyjnego czy zaostrzania ryzyka przypadkowej eskalacji.

Spotkanie na Bali nie zmienia jednak faktu, że oba kraje pogrążone są w drapieżnej i wrogiej rywalizacji oraz mają swoje czerwone linie, których przekroczenie może grozić eskalacją – nawet w stronę konfliktu zbrojnego.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Biden bez ogródek, Xi Jinping spuszcza z tonu

Spotkanie przed szczytem G20 na Bali trwało trzy godziny i odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Otwarte dla prasy i publiczności były wystąpienia wstępne. Oficjalna komunikacja towarzysząca spotkaniu była stanowcza i konkretna ze strony USA i dość koncyliacyjna ze strony Chin. Pojawiły się w nich też różnice w zakresie relacjonowanych wątków rozmowy.

Największa chińska państwowa agencja prasowa Xinhua w dość pozytywnym tonie donosiła, że Xi i Biden odbyli „szczerą” i „głęboką” rozmowę, w trakcie której wymienili opinie na tematy o „strategicznym znaczeniu”.

Obaj zgodzili się, że

“obecny stan relacji amerykańsko-chińskich nie leży w interesie żadnego z państw” oraz „nie spełnia oczekiwań społeczności międzynarodowej”.

„Chiny i Stany Zjednoczone muszą (...) skierować relacje na właściwy kurs i wrócić na ścieżkę zdrowego i stabilnego wzrostu z korzyścią dla obu krajów i całego świata” – Xinhua cytuje wypowiedź Xi Jinpinga.

Zdaniem chińskiego przywódcy, relacje Chin i USA nie powinny być traktowane jak gra o sumie zerowej, w której jedna strona zdobywa przewagę nad drugą i rozkwita jej kosztem (...). "Świat jest wystarczająco duży dla obu krajów, by rozwijały się i prosperowały” – stwierdził Xi.

W podobnym tonie wypowiedział się prezydent Biden. Jeszcze raz pogratulował Xi objęcia urzędu przewodniczącego centralnego komitetu Chińskiej Partii Komunistycznej na trzecią kadencję i podkreślił, że na obu krajach spoczywa odpowiedzialność wobec świata za utrzymywanie „konstruktywnych stosunków”.

Podkreślił jednak, że Stany Zjednoczone będą nadal intensywnie konkurować z ChRL, m.in. inwestując u siebie w kraju oraz intensyfikując współpracę gospodarczą z sojusznikami na świecie – także w regionie Indopacyfiku.

Mimo to zastrzegł, że

odpowiedzialnością USA i Chin jest zrobić wszystko, „by rywalizacja nie przerodziła się w konflikt”.

Biden zapewnił, że „stabilne i dobrze prosperujące Chiny są dobre dla USA i świata”, a „USA szanują chiński system i nie zamierzają go zmieniać”.

Prezydent USA powtórzył też zapewnienia, które dla Chin są bardzo ważne:

  • USA nie dążą do nowej zimnej wojny z Chinami ani do zmiany systemu politycznego w Chinach;
  • rewitalizacja sojuszy w rejonie Azji i Pacyfiku nie jest skierowana przeciwko Chinom;
  • USA nie popierają niepodległości Tajwanu i nie kwestionują zasady jednych Chin (chińskiej doktryny, według której Tajwan uważany jest za integralną część państwa chińskiego, a nie osobne państwo),
  • ani nie usiłują powstrzymywać rozwoju ekonomicznego Chin.

Te deklaracje to jednak bardziej efekt chęci normalizacji stosunków między oboma państwami niż stwierdzenia dokładnie oddające obraz rzeczywistości.

Posłuchaj także:

Zażarta rywalizacja, Chiny demokracją "w swoim stylu"

Oprócz kwestii, w których prezydenci USA i Chin mogli się ze sobą zgodzić, omówione zostały też kwestie, w których między Chinami i USA zupełnie nie ma porozumienia – nawet na poziomie deklaratywnym.

Xi Jinping po raz kolejny wyraził swój sprzeciw forsowanej przez USA na arenie międzynarodowej wizji współczesnych stosunków międzynarodowych jako konkurencji między autokracją i demokracją.

Zapewnił, że “tak jak USA mają demokrację w amerykańskim stylu, tak Chiny mają demokrację w chińskim stylu, która odpowiada specyficznym uwarunkowaniom narodowym”. Podkreślił, że Chińczycy są z niej „bardzo dumni”, a żeby "USA i Chiny były w stanie koegzystować, USA muszą respektować te różnice".

Tak jak USA mają demokrację w amerykańskim stylu, tak Chiny mają demokrację w chińskim stylu, która odpowiada specyficznym uwarunkowaniom narodowym.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Ta wypowiedź to oczywisty absurd, ponieważ kraj, który nie szanuje podstawowych wolności obywatelskich, w którym politycznych oponentów zamyka się w więzieniach lub "reedukuje" w obozach pracy przymusowej, w którym władzę sprawuje jedna partia, wobec której nie istnieje żadna opozycja, nie działają wolne media, a obywatele inwigilowani są na masową skalę, z demokracją nie ma nic wspólnego.

Według najważniejszego na świecie badania ustrojów politycznych państw na świecie, Democracy Index, Chiny to reżim autorytarny. Gorzej niż w Chinach jest tylko w państwach opanowanych przez fundamentalistów religijnych (np. Afganistanie) lub kilku upadłych państwach centralnej Afryki; nieco lepiej w Rosji, która w rankingu plasuje się na 124 miejscu, także będąc reżimem autorytarnym.

Nie wiadomo, czy w rozmowie w cztery oczy prezydent Biden wprost skontrował wypowiedź Xi Jinpinga o Chinach jako demokracji, czy nie. W oficjalnej komunikacji Białego Domu po spotkaniu znalazło się jednak zdanie, że Biden podkreślił "stałe zaniepokojenie USA" praktykami stosowanymi przez ChRL w Tybecie, Hongkongu oraz Xinjiangu, chińskiej prowincji zamieszkałej głównie przez wyznającą islam mniejszość Ujgurów.

Ujgurzy borykają się z masowymi zatrzymaniami, wyzyskiem w obozach pracy przymusowej, sterylizacją oraz innymi drastycznymi nadużyciami praw człowieka, o których w rozmowie z OKO.press w maju tego roku opowiadała Gulbahar Haitiwaji, autorka biograficznej książki "Ocalała z chińskiego gułagu”.

Hongkong, teoretycznie autonomiczny region Chin, od mniej więcej 2014 roku i rewolucji słoneczników doświadcza absolutnego dławienia demokracji – zlikwidowano resztki władzy samorządowej, aresztowano lub wydalono z kraju tysiące osób zaangażowanych w opozycję demokratyczną.

Tybet pod chińskim butem znajduje się od 1959 roku.

Podczas spotkania z Xi Jinpingiem prezydent Joe Biden wyraził krytykę coraz bardziej agresywnych działań ChRL wobec Tajwanu, które "naruszają pokój i stabilność w Cieśninie Tajwańskiej i w całym regionie", "zaniepokojenie" nierynkowymi praktykami gospodarczymi Chin oraz wskazał na konieczność rozwiązania kwestii obywateli amerykańskich, którzy są niesłusznie zatrzymani lub podlegają zakazom wyjazdowym w Chinach.

Takich osób bezprawnie zatrzymanych w Chinach jest obecnie około 230 – jak wynika z doniesień amerykańskiego Politico. Niektórzy zostali oskarżeni o handel narkotykami albo szpiegostwo. Są to często przypadkowi turyści, studenci, akademicy czy biznesmeni.

Tajwan to dla Chin cienka czerwona linia

Odnosząc się do Tajwanu Xi Jinping po raz kolejny zaznaczył, że Tajwan to dla Chin absolutnie nieprzekraczalna czerwona linia w relacjach amerykańsko-chińskich oraz centralny punkt interesu narodowego Chin.

„Rozwiązanie kwestii Tajwanu jest wewnętrzną sprawą Chin (…). Ktokolwiek będzie próbował oddzielić Tajwan od Chin, będzie występował przeciwko fundamentalnemu interesowi chińskiego narodu. Chińczycy do tego nie dopuszczą” – powiedział Xi.

Biden zapewnił go jednak, że amerykańska polityka jednych Chin nie uległa zmianie, ale Stany Zjednoczone konsekwentnie sprzeciwiają się jakimkolwiek jednostronnym zmianom status quo przez którąkolwiek ze stron.

Szerzej kwestię Tajwanu wyjaśnialiśmy już w OKO.press przy okazji wrześniowej wizyty na Tajwanie Nancy Pelosi, spikerki Izby Reprezentantów, która spowodowała ostrą odpowiedź Chin i pokaz siły w postaci zakrojonych na szeroką skalę kilkudniowych ćwiczeń wojskowych w okolicach wyspy.

Prezydent Biden zapowiedział wówczas, że USA będą gotowe do obrony Tajwanu w razie chińskiej agresji, co przyczyniło się do zerwania części dialogów sektorowych między krajami – kwestię, którą podczas tego spotkania przywódcy chcieli naprawić.

W sprawach gospodarczych Xi zarzucił Bidenowi, że USA podejmują wiele działań, których celem jest ograniczenie wzrostu Chin i umacniania ich roli w regionie; że angażują się w prowadzenie z Chinami wojny handlowej i technologicznej oraz przerywanie łańcuchów dostaw.

„Tłumienie i powstrzymywanie tylko wzmacnia morale Chińczyków” – podkreślił.

Strategiczna pauza, normalizacja stosunków?

Spotkanie Joe Bidena i Xi Jinpinga w świetle dynamicznego pogarszania się stosunków USA i Chiny w ciągu ostatnich miesięcy należy ocenić pozytywnie, ale nie przypisywać mu zbyt daleko idących konsekwencji.

Spotkanie Xi Jinpinga z prezydentem Bidenem to wyraz poprawy stosunków amerykańsko-chińskich oraz dystansowania się Chin od Rosji
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

To lekkie ocieplenie w stosunkach wymuszone jest sytuacją i nie zmienia wzajemnej pozycji obu mocarstw jako strategicznych rywali. Chiny i USA wciąż znajdują się na kolizyjnym kursie, a wielu ich globalnych interesów nie da się pogodzić.

Chiny chcą urosnąć do pozycji światowej potęgi numer 1 oraz przeorganizować porządek międzynarodowy z dominującą ich zdaniem pozycją USA. Stany nie są zainteresowane schodzeniem z piedestału ani ustępowaniem miejsca.

Wielką obietnicą Xi Jinpinga wobec Chińczyków, m.in. dzięki której został wybrany na kolejną kadencję jako szef Partii Komunistycznej i przywódca Chin, jest awans społeczno-ekonomiczny wszystkich Chińczyków do 2035 roku, osiągnięcie "ogólnokrajowego dobrobytu".

Ponadto bardzo wysoko na agendzie Chin jest rozwiązanie kwestii Tajwanu, który dla Chińczyków pozostaje zbuntowaną, wspieraną przez USA chińską prowincją.

USA od dekad wspierają nieformalną niepodległość Tajwanu przekazując pomoc militarną i gospodarczą, co Chiny traktują jako atak na ich integralność terytorialną oraz mieszanie się do spraw wewnętrznych Chin, a ponadto podejmują wysiłki, które zdaniem Chin mają ograniczać ich możliwości ekonomicznej ekspansji.

W kwestii Tajwanu spotkanie Xi Jinpinga i Joe Bidena nic nie zmienia, poza tym, że odsuwa widmo wojny, do której mogłoby dojść w efekcie przypadkowej eskalacji.

Waszyngton – także pod wodzą Bidena – intensywnie angażuje się w partnerstwa w regionie Pacyfiku z głównymi sojusznikami: Australią, Nową Zelandią, Japonią i Koreą Południową, ale usilnie próbuje też rozszerzać ten sojusz na inne państwa regionu: Indie oraz siedem państw Azji Południowo-Wschodniej: Singapur, Malezję, Indonezję, Wietnam, Filipiny, Tajlandię i Brunei. To nieodmiennie drażni Chiny, które uważają ten region za swoją naturalną strefę wpływów.

Nie dalej jak w maju 2022 roku USA ogłosiły nową inicjatywę gospodarczą w regionie: tzw. Ramy Gospodarcze Indo-Pacyfiku (Indo-Pacific Economic Framework, IPEF), do której przystąpiły wszystkie wyżej wspomniane państwa. Współpraca ma obejmować takie obszary jak handel, budowa wspólnych łańcuchów dostaw, współpraca energetyczna (głównie w obszarze energii odnawialnej) oraz przeciwdziałanie korupcji.

To właśnie tego rodzaju działania Chiny uważają za próby "powstrzymywania ich" i "stopowania rozwoju" – USA w żadnym stopniu nie zamierzają z nich zrezygnować.

Chiny za to od lat robią podchody w Europie, głównie na wschodzie oraz na Bałkanach Zachodnich, np. inwestując strategicznie w europejskich portach pomimo zdecydowanego sprzeciwu NATO, co wykazało niedawne międzynarodowe śledztwo, przy którym współpracowało OKO.press.

Także w okresie nasilającego się obecnie kryzysu ekonomicznego usiłują wzmacniać bilateralne stosunki z europejskimi państwami, które gospodarczo zależą od tej współpracy. W takiej sytuacji są Niemcy, które pomimo niedawnych wezwań Komisji Europejskiej do wdrożenia wspólnej europejskiej strategii wobec Chin, decydują się na działanie na własny rachunek.

Wojna handlowa wciąż trwa?

Pomimo lekkiej poprawy stosunków gospodarczych pomiędzy USA i Chinami w styczniu 2020 roku oraz obniżenia przez administrację Joe Bidena części ceł nałożonych na Chiny przez administrację Donalda Trumpa począwszy od 2018 roku (co stanowiło początek wojny handlowej między oboma państwami – w latach 2018-2020 cła nakładane przez USA i Chiny na towary importowane sięgały nawet 5-25 proc., a bilateralne obroty handlowe w sumie spadły o około 100 mld dolarów), administracja Bidena podejmuje wobec Chin kroki, które wymierzone są w strategiczny interes Państwa Środka.

Dokładnie w ten sposób przez Chiny postrzegany jest m.in. Amerykański Akt o Chipach oraz wprowadzone nieco ponad miesiąc temu zakazy handlowe dotyczące eksportu do Chin półprzewodników i innych produktów wysokich technologii.

Zakazy obejmują zarówno eksport chipów, jak i oprogramowania do ich projektowania oraz sprzętu i komponentów niezbędnych do ich produkcji. Co więcej, dotyczą nie tylko eksportu z firm amerykańskich, ale także z każdej firmy na świecie, która wykorzystuje amerykańską technologię półprzewodników – a to dotyczy wszystkich wiodących producentów chipów na świecie.

To potężne uderzenie w chiński przemysł – także w obszarze technologii militarnych, ponieważ w kwestii importu chipów i mikroprocesorów Chiny wciąż polegają na zagranicy – głównie na USA i Tajwanie, ponieważ nie są w stanie produkować ich same.

Produkcja półprzewodników zdominowana jest przez kilka korporacji na świecie, przy czym żadna z nich nie jest chińska. Amerykański think tank CSIS określił ten ruch wobec chińskiego przemysłu wysokich technologii mianem „przyduszania z intencją zabicia”.

Trudna sytuacja ekonomiczna jednoczy

Mimo tych wrogich działań ze strony USA, które nastawione są na stopniowe uniezależnianie od Chin oraz wzmacnianie współpracy gospodarczej w gronie państw demokratycznych, widoczna podczas spotkania Xi i Bidena chęć normalizacji wzajemnych stosunków wynika m.in. z trudności ekonomicznych, w których pogrążone są oba państwa.

Chiny nie są w stanie wrócić na przedpandemiczną ścieżkę wzrostu gospodarczego, a ich sytuację w dłuższej perspektywie pogarsza także zła sytuacja demograficzna będąca konsekwencją dawnej polityki jednego dziecka oraz drastyczne obostrzenia covidowe, które na dwa lata pogrążyły chińską gospodarkę w lockdownie.

Ze względu na politykę zero tolerancji wobec Covidu, Chiny tkwią w bardzo widocznej na forum krajowym izolacji: drastycznie spadła liczba lotów międzynarodowych, wizyt biznesowych, niemal ustała wymiana akademicka oraz kontakty dyplomatyczne. To bardzo osłabiło klimat inwestycyjny oraz pogłębiło zamknięcie chińskiej gospodarki.

Sytuacja ekonomiczna Chin jest na tyle trudna, że przed XX zjazdem Komunistycznej Partii Chin w październiku 2022, przełożono publikacje okresowych danych makroekonomicznych.

Ton wypowiedzi Xi Jinpinga podczas spotkania z Joe Bidenem sugeruje, że po zdobyciu władzy na kolejną dziesięcioletnią kadencję, Xi nieco spuści z antyamerykańskiego tonu.

W jego interesie jest pokazać na forum krajowym, że Chiny nie utraciły zdolności komunikacji z największym rywalem, a Xi nie pogrąża Chin w totalnej izolacji, która może utrudniać podniesienie się ze spowolnienia gospodarczego oraz wzmacniać sceptycyzm międzynarodowych inwestorów i kapitału wobec Chin.

Do skutecznej konfrontacji i dalszego rzucania wyzwań USA, Chiny muszą mieć siłę ekonomiczną i militarną, na co konsekwentnie kładą nacisk.

Amerykańskie wbijanie klina, Chiny dystansują się od Rosji?

Także w mniemaniu Joe Bidena obniżenie temperatury międzynarodowego sporu z Chinami jest w interesie USA, przede wszystkim ze względu na chęć wbijania klina między Chiny a Rosję. USA szukają sposobów na poróżnienie Chin i Rosji, a amerykańska polityka zagraniczna zatacza w tej kwestii koło – to samo próbował robić prezydent Richard Nixon w latach 70. w czasie zimnej wojny.

Stanom zależy na podważaniu chińsko-rosyjskiego sojuszu w oczach świata, stąd niezbędne utrzymywanie komunikacji z Chinami. Jeszcze przed szczytem G20 prezydent USA powiedział 10 listopada, że jego zdaniem "Rosja i Chiny wcale nie utrzymują bilateralnego sojuszu wobec zmian geopolitycznych, które w ostatnim czasie zachodzą na świecie". Stwierdził nawet, że chińskie władze usiłują się dystansować od Rosji.

Rzecznik prasowy chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Zhao Lijian w rozmowie z agencją TASS zaprzeczył temu twierdzeniu, podkreślając, że Chiny nie tylko nie dystansują się od Rosji, a wręcz przeciwnie, skupiają się na wzmocnieniu partnerstwa z Moskwą.

Mimo to wiele świadczy o tym, że Chiny faktycznie nieco dystansują się od Rosji.

We wrześniu na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie Xi Jinping siedział pięć metrów od Putina, a mimo to nawet nie uścisnęli sobie dłoni, nie mówiąc o wspólnym spotkaniu przy okazji szczytu. 7 października, w dniu 70. urodzin Władimira Putina, głośno było o tym, że z Pekinu nie nadeszła depesza z życzeniami.

Głównym powodem takiego obrotu spraw jest to, że Putin nie spełnił oczekiwań Xi. Inwazja na Ukrainę miała być szybka i sprawna, i obnażyć słabość USA i brak solidarności Zachodu, a tymczasem ciągnie się dziewiąty miesiąc i zdyskredytowała nie tylko Rosję, ale i częściowo Chiny, które tuż przed jej wybuchem ogłosiły strategiczny pakt z Rosją, współpracę bez limitów, wspólną wizję nowego porządku międzynarodowego.

Zaowocowała też "geopolitycznym przebudzeniem" zarówno USA, jak i Europy, a także objęciem Chin radarem NATO. Po raz pierwszy w historii wzajemnych stosunków Chiny zostały uznane za strategiczne zagrożenie dla Sojuszu. Zostało to ogłoszone podczas sierpniowego szczytu NATO w Madrycie.

Spotkanie Joe Bidena z Xi Jinpingiem miało więc jeszcze jeden bardzo istotny wymiar: było sygnałem wysłanym Rosji. Szczyt G20 to jedno z najważniejszych wydarzeń w światowej polityce, spotkanie liderów najpotężniejszych państw świata. Władimira Putina znowu na nim nie było, pomimo że Rosja wciąż należy do tej grupy.

W czasie, gdy prezydent Biden ściskał sobie dłoń z przywódcą Chin, co pokazywały stacje telewizyjne na całym świecie, rosyjski wysłannik na szczyt, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem Wang Yi, ale nie wzbudziło to zainteresowania mediów.

Dodatkowo komunikat Białego Domu po szczycie informował, że w temacie wojny na Ukrainie Biden i Xi Jinping zgodzili się ze sobą, że "wojna nuklearna nigdy nie powinna być prowadzona i nigdy nie może być wygrana", czym podkreślili swój sprzeciw wobec użycia lub groźby użycia broni jądrowej na Ukrainie.

To publiczne oświadczenie to jedno z najważniejszych osiągnięć USA w temacie wbijania klina między Rosję a Chiny.

Jednak o tym ustaleniu nie wspomina oficjalny komunikat władz Chin, co świadczy, jak zauważają analitycy PISM, że Chiny nie chcą jednak aż w takim stopniu dystansować się od swojego sojusznika.

Z komunikatu agencji Xinhua wynika, że Chiny ponownie wezwały do "wznowienia rozmów pokojowych pomiędzy Rosją i Ukrainą" i wyraziły nadzieję, że USA, NATO i UE zaangażują się w "konstruktywny dialog z Rosją". Te wypowiedzi są efektem konsekwentnych prób zachowania przez Chiny neutralności wobec rosyjskiej wojny na Ukrainie, co w oczywisty sposób dzieli USA i Chiny.

Chiny konsekwentnie unikają też wskazania winnego wojny, a rosyjską agresję nazywają „ukraińskim kryzysem”.

W rozmowie z Bidenem Xi powtórzył chińską mantrę o kluczowych wnioskach płynących z "ukraińskiego kryzysu": “Żaden konflikt zbrojny nie ma zwycięzców”, „nie ma prostego rozwiązania dla złożonych kwestii” oraz „należy unikać konfrontacji między wielkimi potęgami”.

Taką narrację analitycy PISM odczytują jako sygnał dla Rosji, że może liczyć na dalsze polityczne poparcie Chin, co może skutkować przedłużeniem działań wojennych.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne