Izabela Łęcka czyta „Bluszcz”. O czym huczy cały internet
Ci, którzy krzyczą „to nie mój Prus”, mylą adres reklamacji. To faktycznie nie jest ich Prus. Jest mój, mojej córki, pokolenia, które nie musi już wychodzić za mąż, żeby przeżyć, i które ogląda salonowe sztuczki XIX wieku z tą samą podejrzliwością, z jaką patrzy na dzisiejsze mechanizmy władzy i pieniądza. Serial nie tłumaczy się przed tradycjonalistami
16 września Netflix wypuścił długo oczekiwaną „Lalkę”. W opisie na filmwebie czytam zdanie: „Współczesna reinterpretacja polskiej klasyki literackiej”. Oglądam film Pawła Maślony i szukam odpowiedniego rzeczownika: reinterpretacja? Adaptacja? No, na pewno nie ekranizacja. Bohaterowie Prusa nie używali przecież wulgaryzmów, Łęcka nie czytała “Bluszcza”, nie asystowała przy cesarskim cięciu i nie miała literackich ambicji. A już na pewno nie czuła pożądania do Wokulskiego. Czy to prowokacja? Czy może komercjalizacja najwybitniejszej polskiej powieści na potrzeby masowego widza?
Należę do pokolenia, które ma za sobą doświadczenie pisania rozprawki: „Wokulski – romantyk czy pozytywista” z wdrukowaną tezą, że główny bohater „Lalki” był romantycznym pozytywistą, albo romantykiem o pozytywistycznych poglądach społecznych. Równocześnie postać Izabeli Łęckiej nakazywano interpretować jako zimną, wyrachowaną kobietę, która wzgardziła szczerą miłością Stasia i, zamiast wielkiego głębokiego uczucia, wybrała płytki flirt z kobieciarzem Starskim. Wokulski miał dla nas twarz Jerzego Kamasa, bo akurat wtedy serial szedł w telewizji, a Łęcka – Małgorzaty Braunek. Dopiero przed maturą poszłam ze szkołą na kinową wersję w reżyserii Wojciecha Hasa. Łęcka w wersji Beaty Tyszkiewicz to był dopiero potwór znęcający się nad ciapowatym Stasiem w wersji Mariusza Dmochowskiego. Tytuł powieści w moim liceum jednoznacznie odnosił się do kobiecego zachowania. Zatem – żeby dostać pozytywną ocenę – sama musiałam ocenić Łęcką jako „salonowa lalka bez uczuć”. Jednoznaczność interpretacji to słowo-klucz modelu edukacji, który przeszłam.
My, romantyczki
Pamiętam, gdy paliłam pierwsze papierosy za szkołą, oburzałyśmy się z dziewczynami, jak Łęcka mogła nie docenić takiego mężczyzny. W podtekście był oczywisty przekaz, że my byśmy taką miłość doceniły. My romantyczki. Dzisiaj na ekranie widzę kobietę, która nie gardzi Wokulskim, ale pogardę odczuwa względem patriarchalnego modelu świata. Samego Stacha zaś i kocha, i pożąda.

Komentarze