0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Jaafar ASHTIYEH / AFPJaafar ASHTIYEH / AF...

Anthony Loewenstein w 2023, jeszcze przed atakiem Hamasu z 7 października, późniejszej wojnie i ludobójstwie w Gazie, wydał głośną książkę „Laboratorium Palestyna”. Jej główna teza, w dużym uproszczeniu, zakłada, że izraelski przemysł wojskowy i aparat polityczny od dekad wykorzystuje okupowane terytoria palestyńskie, ich ludność, oraz tereny sąsiadów, o których nie upomni się społeczność międzynarodowa (Liban czy Syria), jako poligon doświadczalny.

Na tym poligonie testowana jest broń, technologie inwigilacji i nadzoru. Potem, sprawdzone w praktyce, trafiają do armii, rządów czy firm na całym świecie. Od amunicji, przez broń osobistą, rakiety i drony aż po systemy rozpoznawania twarzy czy śledzenia komunikacji, takie jak znany nam w Polsce Pegasus.

Izraelskie technologie kupowały państwa UE, Australia, USA, ale też i Rosja, Białoruś, komunistyczna Rumunia Ceauşescu, ludobójcze reżimy w Rwandzie czy Mjanmie, szwadrony śmierci w Kolumbii, Salwadorze, Nikaragui, Hondurasie, reżimy w Argentynie, Haiti, Paragwaju, Sri Lance. Lista jest bardzo długa i idzie w poprzek podziałów ideologicznych.

Przeczytaj także:

Czyste ręce

Dla wielu z tych państw to możliwość nabycia rozwiązań technologicznych sprawdzonych w praktyce – często kosztem palestyńskiego czy libańskiego cierpienia i godności – których te państwa same nie mogłyby wyprodukować. Zaawansowane systemy rozpoznawania twarzy, takie jak opisany przez m.in. Amnesty International system Red Wolf czy produkty prywatnej spółki AnyVision mogły powstać dzięki skanowaniu — bez żadnych zgód i regulacji — twarzy setek tysięcy Palestyńczyków, zmuszonych do codziennej przeprawy na checkpointach. W Europie pozyskanie takich danych wymagałoby pozyskania zgody od każdego użytkownika, sztabu prawników. Czyli olbrzymich kosztów.

Nowoczesna broń czy amunicja zyskuje po przetestowaniu na polu walki. Ale aktywność zbrojna europejskich państw w ostatnich dekadach jest niewielka i często sprowadza się do misji, które nie pozwalają na swobodne eksperymenty z bronią.

Izrael jednak chętnie przetestuje takie rozwiązania w Gazie czy Libanie.

Tak stworzony system zależności – w którym szereg państw uzyskuje opresyjne i zaawansowane technologie, samemu zachowując wizerunek i czyste ręce, lub nie poświęcając zasobów na ich rozwój – służy obu stronom. W zamian Izrael, oprócz zapłaty oczekuje legitymacji swojej polityki międzynarodowej i wewnętrznej.

Izrael był ojcem nowoczesnych dronów

Izrael już od przełomu lat 60 i 70 rozwijał technologie wojskowego wykorzystania dronów: technologii, o której teraz wspomina codziennie dziennie każde większe medium, a która jeszcze 5,10 lat temu z rzadka pojawiała się w mainstreamie. Po wojnie sześciodniowej opracował pierwsze, zdalnie sterowane samoloty obserwacyjne, które już w 1969 roku używane były do monitoringu kanału sueskiego.

Intensywne prace nad bezzałogowymi statkami powietrznymi rozpoczęły się w latach 70., w odpowiedzi na doświadczenia po wojnie Jom Kippur. Izraelskie siły zbrojne dostrzegły wtedy potrzebę lepszego rozpoznania oraz ograniczenia strat pilotów w starciach z rozbudowaną obroną przeciwlotniczą przeciwnika. Rozpoczęto rozwój prostych dronów rozpoznawczych i wabików, które mogły prowokować wrogie systemy radarowe do ujawnienia swoich pozycji. Jedną z kluczowych firm zaangażowanych w te prace była Tadiran, która opracowywała wczesne systemy bezzałogowe wykorzystywane do obserwacji pola walki.

Przełom

Przełom nastąpił na początku lat 80., szczególnie podczas Wojny Libańskiej, kiedy Izrael zastosował drony na szeroką skalę w operacjach przeciwko syryjskiej obronie przeciwlotniczej. Był pionierem połączenia dronów obserwacyjnych z innymi środkami rażenia. Systemy takie jak IAI Scout czy Tadiran Mastiff umożliwiały prowadzenie rozpoznania w czasie rzeczywistym oraz naprowadzanie helikopterów, bombowców czy artylerii.

Niedługo później powstał system Harpy, rozwijany od końca lat 80., który był jednorazowym bezzałogowcem polującym autonomicznie na radary w oparciu o emitowane przez nie sygnały. IAI nazywa go pierwszą na świecie operacyjną przeciwradiolokacyjną amunicją krążącą – czyli po prostu czymś w rodzaju drona samobójcy kierującego się na sygnał radiowy. Późniejszy Harop rozszerzył koncepcję Harpy: otrzymał kamerę elektrooptyczną i zdalne sterowanie przez operatora, dzięki czemu mógł atakować pojazdy, stanowiska dowodzenia i inne cele widzialne, na skutek decyzji pilota, a nie autonomicznie, jak Harpie.

Duma Izraela

Sam Izrael postrzega swoje drony jako rewolucyjną technologię. Na stronie IDF możemy znaleźć listę 10 najważniejszych innowacji, które miał wnieść do współczesnej wojskowości. Aż dwukrotnie pojawią się na tej liście drony. Na pozycji piątej wymienione są drony (UAV), będące kluczowym narzędziem do obserwacji przeciwnika. Są zdalnie sterowane przez żołnierzy z bezpiecznej odległości. Jako przykład w rankingu podawany jest „Eitan” — duży dron o rozpiętości skrzydeł porównywalnej do samolotu pasażerskiego, zdolny do długich misji i lotu przez 36 godzin bez przerwy.

Na listę dostał się też specyficzny model drona, „Skylark I-LE”, innowacyjny na tyle, że został wyróżniony na szóstym miejscu, obok pocisków SPIKE czy czołgów Merkava.

Skylark I-Le to mały, lekki dron, który może być przenoszony przez jedną osobę i przygotowany do lotu w mniej niż 8 minut. Potrafi latać do 3 godzin, przekazując obraz na żywo w dzień i w nocy, niezależnie od pogody. W 2004 roku, kiedy został wprowadzony do użytku, był zupełnie rewolucyjnym rozwiązaniem.

Izraelskie drony Gromu

Kiedy polskie siły specjalne (Grom) w 2005 ogłaszały pierwszy przetarg na pojedyncze drony obserwacyjne, które potem służyły im w Afganistanie, Izrael był już lata przed resztą świata. Zostawał wraz ze Stanami Zjednoczonymi, liderem w światowym rozwoju dronowym, przeprowadzając misje obserwacyjne, bombardowania i zabójstwa przy użyciu dronów. Grom kupił w końcu ostatecznie izraelskie drony Orbiter 2B. W kolejnych dwóch dekadach, aż do nagłego rozwoju ukraińskiego przemysłu dronowego, izraelski przemysł był wzorem i dostawcą technologii dla wielu państw europejskich.

Ograniczenie dezercji

Kiedy w ramach drugiej Intifady Palestyńczycy rozwijali swoje rozwiązania w ramach asymetrycznego konfliktu i ruchu oporu – takie jak zamachy terrorystyczne, ostrzały rakietowe czy szybkie ataki mobilnych grup partyzanckich – Izrael doskonalił narzędzia technologicznej kontroli.

Przeciwko zdeterminowanemu wrogowi stosującemu taktykę partyzancką, tradycyjne wojsko okupacyjne bywa mało skuteczne. A przewlekły charakter konfliktu odciska piętno na psychice żołnierzy. To właśnie wtedy dochodziło do największych (aż do 2023) dezercji i odmów służby, powstały ruchy takie jak Ometz LeSarev (odwaga do odmowy), zrzeszający żołnierzy odmawiających służby, czy Breaking The Silence – NGO dokumentujący zbrodnie i nieprawidłowości w armii izraelskiej.

Wtedy też wśród izraelskich wyższych kadr formowała się nowa wizja: zwiększenia kontroli i presji na Palestyńczykach przy zminimalizowaniu fizycznego zaangażowania żołnierzy.

Golemy w powietrzu

Eyal Weizman w swoim eseju „Thanato-tactics” cytuje swoje rozmowy z 2005 i 2006 z generałem brygady w stanie spoczynku Shimonem Navehem, byłym dyrektorem OTRI, jednego z izraelskich instytutów poświęconych innowacji w wojskowości. Naveh miał powiedzieć, że wraz z rozwojem i ulepszaniem technologii powietrznej „bardzo niewielu izraelskich żołnierzy [znajduje się] w przestrzeni powietrznej nad Gazą”, a „powietrze jest wypełnione głównie golemami (sporadycznie używane określenie dronów, wywodzące się z mitologii)”.

Kontrola powietrzna nad Gazą miała być utrzymana przy użyciu „armii bez żołnierzy”.

Model był rewolucyjny: pozwalał nadzorować okupację przy dużo mniejszym nakładzie środków osobowych, spychając jej izraelskie doświadczenie w cień, oszczędzając psychikę żołnierzy.

Rodząca się w Izraelu nowoczesna taktyka dronowa wojny asymetrycznej opierała się jednocześnie na obserwacji celów, ale też na wykorzystywaniu dronów do targeted assasinations (zabójstw ukierunkowanych) czy też nawet do otwartych ataków na cele, czy infrastrukturę Hamasu. Drony więc obserwowały przez cały czas, czasami usprawniając operację innych podmiotów (głównie lotnictwa), czasami atakując same. Nie zawsze celnie.

Rozwój taktyki

Według danych zebranych przez organizację obrony praw człowieka B’Tselem od początku drugiej intifady we wrześniu 2000 (celowane zabójstwa stosowano jednak wcześniej, nie mamy po prostu publicznych danych sprzed tego okresu) do lutego 2008 roku, 375 Palestyńczyków zostało zabitych w ramach celowanych zabójstw. Tylko 228 z zabitych stanowiły zamierzone cele tych zamachów. Oznacza to skuteczność na poziomie 60 proc.

Te lata były okresem najintensywniejszego rozwijania tej taktyki, która swój szczyt osiąga w 2003. Przez kolejnych kilkanaście lat zabójstwa celowane przy użyciu dronów będą coraz rzadsze (z wyjątkiem 2014 i operacji Protective Edge): zastąpią je tradycyjne bombardowania i technologie nadzoru. Do dziś jednak Izrael korzysta z tej taktyki i jeśli wierzyć danym B’Tselem, przez kolejnych 15 lat, w dwukrotnie dłuższym okresie, od marca 2008 do września 2023, (tuż przed masakrą 7 października), zabitych w ten sposób będzie nieco ponad 200 osób. Jednak jedynie 30 proc. ofiar celowanych zabójstw z tego okresu była zamierzonymi oryginalnie celami.

Model działania

Izrael wykuwał wtedy model działania, który potem stał się wzorem dla innych państw. Każde celowane zabójstwo było w tym czasie operacją na dużą skalę, taktycznym teatrem angażującą dziesiątki, jeśli nie setki specjalistów z różnych rodzajów sił zbrojnych i aparatu bezpieczeństwa. Stworzono całe procedury zatwierdzania ataków i współpracy między siłami powietrznymi i Shin Betem.

Powstały procedury zbierania i wymiany informacji: oprócz oparcia na danych wywiadowczych, tego typu operacje zależą od wymiany informacji w czasie rzeczywistym między różnymi podmiotami: dowódcami czy operatorami statków powietrznych, a także od zdolności do natychmiastowego działania na podstawie tych informacji.

Po wpisaniu Palestyńczyka na listę celów przez wiele dni śledził go „rój” dronów. Takie maszyny monitorowały jednocześnie wiele osób w różnych częściach Strefy Gazy, często nie po to, by od razu zaatakować, lecz by zbierać informacje. Z czasem ich obecność stawała się codziennością: służby poznawały rutynę i nawyki obserwowanych osób, utrzymując kontakt wizualny aż do momentu ataku.

Dłuższy czas działania

Poza niższymi kosztami eksploatacji bezzałogowe drony mają przewagę nad załogowymi samolotami czy śmigłowcami, ponieważ mogą pozostawać w powietrzu przez całą dobę — niektóre nawet do trzydziestu lub więcej godzin — oraz operować na stosunkowo niewielkich obszarach, zapewniając jednocześnie wielość kątów obserwacji. Są ciche i trudno dostrzegalne gołym okiem.

Z tego powodu, począwszy od 2004 roku, siły powietrzne Izraela zaczęły coraz częściej wystrzeliwać rakiety przeznaczone do ataków i celowanych zabójstw właśnie z dronów, zamiast z bardziej widocznych i głośnych śmigłowców bojowych. To z kolei rozwiązanie Izrael podpatrzył od Amerykanów, którzy już w 2001 wprowadzili pierwsze takie rozwiązania, używając swoich dronów typu Predator.

Zespoły różnego typu dronów, operujących na różnych wysokościach były nawigowane za pomocą systemu GPS i połączone komunikacją radiową w jedno synergiczne narzędzie rozpoznawczo-bojowe. Niektóre drony są zaprojektowane do obserwacji pionowej, aby ustalać cyfrowe współrzędne celu, inne, by rozpoznawać rysy twarzy lub identyfikować numery rejestracyjne pojazdów.

Chaos i niekompetencja

Część przechwytuje sygnały radiowe i transmisje telefonii komórkowej, podczas gdy inne mogą przenosić i odpalać pociski. Te ostatnie zazwyczaj uderzają w pojazdy, w których znajduje się cel, ponieważ zamkniecie w płonącej metalowej klatce, zwiększa szanse jego eliminacji. Z czasem jednak – kiedy Palestyńczycy zauważyli, że poruszanie się pieszo i unikanie aut zmniejsza ryzyko ataku, coraz częściej zdarzały się ostrzały pieszych czy domów.

Izraelscy operatorzy i sztab po prostu chętniej zaczęli wydawać zgodę na ataki tego typu. Często pociągało to za sobą dodatkowe, „poboczne” ofiary. I ostatecznie zwiększenie kosztów ofiar cywilnych zabójstw dronowych w późniejszym okresie. Weizmann komentuje to w swoim eseju tak: „Każdej z tych śmierci towarzyszyły kolejne, pełne osłupienia przeprosiny ze strony wojska: »Nie zauważyliśmy cywilów« albo »Pojawili się na miejscu w ostatniej chwili«. Jak zawsze za technologicznym wyrafinowaniem, metodologiczną złożonością i technofilskim zadęciem kryją się zwykły wojskowy chaos, arogancja i niekompetencja”.

Przewaga konkurencyjna

Na tle innych producentów zaawansowanego uzbrojenia Izrael wyróżnia nie tylko sama technologia, lecz przede wszystkim doświadczenie zdobyte w realnych warunkach bojowych. Zarówno przedstawiciele izraelskiego sektora obronnego, jak i zagraniczni analitycy zwracają uwagę, że częste wykorzystanie dronów w konfliktach stworzyło tam wyjątkowe środowisko do testowania nowych rozwiązań i taktyk.

W jednym z raportów branżowych na stronie Isra-tech.net (portalu łączącego izraelską „dolinę krzemową” z resztą świata, który wspierany jest m.in. przez kilka izraelskich ministerstw i instytucji publicznych) określono nawet kraj mianem „żywego laboratorium technologii bezzałogowych”. Z kolei Itzik Huber z firmy Uvision, jednego z tytanów izraelskiego przemysłu bezpieczeństwa, podkreślał, że liczne konflikty pozwalają bardzo szybko zdobywać doświadczenie operacyjne i sprawnie wyciągać wnioski z działań w terenie. Podobną tezę powtarza Modern Warfare Institute z West Point.

Izrael rozwijał równocześnie środki neutralizacji wrogich dronów, szczególnie po tym, jak w drugiej dekadzie XXI wieku zaczęli po nie sięgać operatorzy Hamasu i Hezbollahu. Jednocześnie jednak brutalnie ogranicza rozwój kompetencji w tym zakresie wśród swoich przeciwników. Dobrą ilustracją problemu jest przypadek Mohameda Zouariego, tunezyjskiego inżyniera lotniczego związanego z Hamasem. Miał on nadzorować program produkcji i nauki operowania dronów Brygad al-Kassam, w tym maszyn użytych podczas wojny w Gazie w 2014 roku. W 2016 roku został zastrzelony w Sfaksie w zamachu powszechnie przypisywanym Mossadowi.

Unikatowe know-how

Unikatowe know-how Izraela w zakresie bezzałogowych statków powietrznych oraz ich eliminacji i przeciwdziałaniu stało się z czasem samodzielnym „produktem eksportowym”. Izraelscy instruktorzy szkolili personel państw zachodnich i członków NATO w zakresie wykrywania, identyfikowania i neutralizowania niewielkich dronów. Metody przeciwdziałania takim systemom, które początkowo rozwijano i testowano w Izraelu, są dziś wykorzystywane w ćwiczeniach sojuszniczych oraz wdrażane w systemach ochrony baz wojskowych.

To praktyczne doświadczenie oraz kompatybilność rozwiązań sprawiły, że izraelskie firmy stały się naturalnymi partnerami w rozwijanym przez NATO programie zdolności przeciwdziałania dronom (C-UAS), którego celem jest ujednolicenie sensorów i procedur reagowania w państwach członkowskich.

Intelektualna nadbudowa, czyli jak zabijać etycznie

Nie mniej ważne, zwłaszcza z perspektywy państw zachodnich jest to, że Izrael obok rozwoju technologii i praktyki wojskowej budował również zaplecze intelektualne, które pozwalało uzasadniać wykorzystanie nowych rozwiązań społeczeństwu.

W przypadku wykorzystania dronów i celowanych zabójstw izraelscy wojskowi oraz intelektualiści wykonali brawurową pracę intelektualno-koncepcyjną. Mówili o „success story”, nowoczesnej, etycznej wojnie, ratującej życia i będącej wynikiem współpracy różnych rodzajów sił zbrojnych, zastosowania nowoczesnych technologii i wiedzy eksperckiej. Udane zabójstwo przy użyciu drona miało więc być wspólnym wysiłkiem nie tylko pilota drona, ale również wywiadu, sztabu prawników, etyków, socjologów i innych badaczy, którzy tworzyli dla ataku swoiste uzasadnienie i zaplecze pojęciowe.

Wykorzystywanie przez izraelskich intelektualistów i media wybranych obrazów oraz danych pozwalało przedstawiać zamachy nie tylko jako konieczne, ale także jako etyczne — skoro „jedyną” alternatywą miały być lądowe interwencje albo dywanowe bombardowania. Jasne, w atakach dronowych ginęli przypadkowi ludzie, członkowie rodziny czy sąsiedzi celu. Ale koszt alternatywny, czyli kolejna operacja lądowa albo masowa śmierć Izraelskich cywilów był przerażający. A przynajmniej tak przedstawiał to sztab twórców dyskursu zatrudnionych przez IDF.

Zabójstwo z wyprzedzeniem

Mechanizm ten jest doskonale opisany z eseju Eyala Weizmanna „Thanato-Tatics” „oraz w jego książce „Hollow Land”. Weźmy za przykład zaproszenie przez IDF do współpracy Asy Kashera, wybitnego profesora filozofii na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Działanie to było odpowiedzią na zabójstwo Salaha Shehadeha, jedego z oficerów Hamasu, którego zabito w 2002, doprowadzając do zawalenia całego skrzydła budynku, zabijając wraz z nim jako „skutek uboczny” 14 innych Palestyńczyków, w większości dzieci.

W efekcie powstał dokument, „zasady etyki wojskowej w walce z terroryzmem”, opracowany przez Kashera i zespół oficerów z College of National Defense IDF, które stanowiły przykład ożenienia skuteczności militarnej z rozważaniami etycznymi. Dokument podkreślał standard samoobrony i wskazywał na obowiązek wojska w zakresie minimalizowania liczby ofiar cywilnych. Zgodnie z tą logiką zabójstwa uzasadniano nie jako odwet za już popełnione akty terroru, lecz jako odpowiedź na potencjalne zagrożenia.

Zabójstwo ukierunkowane, wymierzone w kogoś uznanego za terrorystę było więc formą zapobiegania śmierci cywilów w przyszłości. Egzekucje z powietrza miały być uznawane za legalne i moralne nie w odpowiedzi na to, co dana osoba zrobiła, lecz na to, co może zrobić. Dokument został zatwierdzony przez szefa sztabu i przyjęty jako etyczny punkt odniesienia IDF.

Przeciwieństwo kary zbiorowej

Weizman pokazuje, że podobnie argumentował Alan Dershowitz, dla którego zabójstwo ukierunkowane było przeciwieństwem kary zbiorowej. Ta logika opiera się jednak na makabrycznej ekonomii liczenia ofiar: zabicie kilku osób, nawet z cywilnymi „stratami ubocznymi”, ma być mniejszym złem, jeśli rzekomo zapobiega większej liczbie śmierci.

Izraelskie narracje miały przekonywać Palestyńczyków, że Izrael odróżnia społeczeństwo od „inspiratorów terroryzmu” i wybiera środki mniej brutalne niż zbiorowe represje. Po izraelskich protestach w 2006 roku powołano komitet prawny, a Sąd Najwyższy wskazał warunki takich operacji: mocne dowody, brak możliwości aresztowania, przewidywane ograniczenie zamachów i zakaz „nieproporcjonalnych” ofiar cywilnych. Proporcjonalności jednak nie zdefiniowano.

Racjonalne zabójstwa

Powstał system, który przedstawia zabójstwa dronowe jako racjonalną formę dbania o bezpieczeństwo, a nie mordowanie liderów okupowanej populacji. Problem w tym, że „mniejsze zło” łatwo staje się normą. Gdy przemoc opisuje się jako precyzyjną, czystą i etyczną, jej użycie staje się częstsze i łatwiej akceptowane. System ten opiera przecież na inwigilacji, checkpointach, informatorach oraz pozyskiwaniu informacji, często przez bezprawną przemoc i szantaż.

Neve Gordon sugeruje, że „humanizacja” zabójstw celowanych służyła zmianie prawa międzynarodowego przez precedensy. Daniel Reisner, były oficer IDF zajmujący się prawem międzynarodowym, mówił w Haaretz, że praktyka powtarzana wystarczająco długo może zostać zaakceptowana. Ta logika eskalowała: od początku wojny w Gazie w 2023 roku IDF miał dopuszczać ponad 100 ofiar cywilnych jako szkody uboczne przy ataku na jednego wysokiego dowódcę Hamasu.

Idealni dostawcy

W 2024 roku izraelscy producenci podpisali kontrakty na eksport broni o wartości około 14,8 mld dolarów. Ponad połowa sprzedaży w 2024 roku – 54 procent – trafiło do Europy, która zwiększa wydatki na obronność, aby uzupełnić luki w wyposażeniu przekazanemu Ukrainie. UE przede wszystkim kupuje wojskowe drony i środki przeciwdronowe produkowane przez izraelskie firmy, które były testowane w warunkach bojowych w trakcie nalotów na Strefę Gazy i inwazji na Liban

SSame Niemcy w 2025 ogłosiły plan zakupu dronów o wartości 1 miliarda dolarów. Brytyjskie Ministerstwo Obrony oraz kilka innych europejskich instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo również pozyskały na dużą skalę izraelskie systemy przeciwdziałania dronom (C-UAV), w tym platformę Drone Dome firmy Rafael Advanced Defense Systems.

Mniejsze państwa europejskie także korzystają z izraelskich dostawców: Estonia i Czechy wdrożyły radary antydronowe opracowane przez Elbit Systems oraz Israel Aerospace Industries, te ostatnie mają nawet na swoim terenie fabryki produkujące komponenty do izraelskic dronów. Z kolei włoska firma Leonardo DRS współprodukuje obecnie komponenty radarów AESA wraz z partnerami z Izraela na potrzeby projektów bezpieczeństwa wewnętrznego realizowanych w Unii Europejskiej. Także Polska zdecydowała się na izraelskie radary antydronowe i przeciwlotnicze.

Dobra współpraca ważniejsza niż prawa Palestyńczyków

W Unii Europejskiej nie ma zgody na zawieszenie (ani tym bardziej zerwanie) umowy stowarzyszeniowej z Izraelem z powodu jego działań w Gazie i Libanie, ponieważ część państw, silnie przywiązanych do wyżej opisanej współpracy handlowej, aktywnie to blokuje. Najbardziej stanowczy sprzeciw zgłaszają przede wszystkim Niemcy i Włochy, które podczas spotkań ministrów spraw zagranicznych w 2026 r. otwarcie odrzuciły propozycję zawieszenia umowy.

Wcześniej podobną rolę blokującą odgrywały także państwa takie jak Węgry, które sprzeciwiały się ostrzejszym działaniom wobec Izraela. Po drugiej stronie sporu znajdują się głównie Hiszpania, Irlandia i Słowenia, które formalnie domagają się zawieszenia umowy, argumentując to naruszeniami praw człowieka i prawa międzynarodowego. Brak decyzji wynika z tego, że w zależności od procedury potrzebna jest albo jednomyślność, albo tzw. większość kwalifikowana (co najmniej 15 państw reprezentujących 65 proc. ludności UE). A taka decyzja takiej większości obecnie nie ma.

Kampania przeciwko współpracy

Równolegle rozwija się inicjatywa obywatelska na poziomie UE. W ramach Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej uruchomiono kampanię wzywającą do pełnego zawieszenia umowy UE–Izrael. Jest ona organizowana przez koalicję organizacji pozarządowych, związków zawodowych i ruchów społecznych, które argumentują, że Izrael narusza art. 2 umowy (warunkujący współpracę od przestrzegania praw człowieka), więc UE ma prawny obowiązek ją zawiesić.

Nie byłby to pierwszy raz, kiedy Europa byłaby gotowa poświęcić prawa – tym razem Palestyńczyków i Libańczyków – dla własnych interesów. Opisywane przez Anthonego Loewensteina Laboratorium Palestyna okazuje się bardzo przydatne dla Europy.

Paweł Jędral

Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim

Komentarze