Izrael jest pionierem technologii dronowej. Zachód z tego korzysta i przymyka oczy na zbrodnie
Izrael przez dekady opracowywał szereg pionierskich technologii wojskowych i nadzorczych, zanim ktokolwiek w Europie o nich śnił. W zamian za know-how i technologię, wiele państw jest gotowych patrzeć na działania Izraela przez palce
Anthony Loewenstein w 2023, jeszcze przed atakiem Hamasu z 7 października, późniejszej wojnie i ludobójstwie w Gazie, wydał głośną książkę „Laboratorium Palestyna”. Jej główna teza, w dużym uproszczeniu, zakłada, że izraelski przemysł wojskowy i aparat polityczny od dekad wykorzystuje okupowane terytoria palestyńskie, ich ludność, oraz tereny sąsiadów, o których nie upomni się społeczność międzynarodowa (Liban czy Syria), jako poligon doświadczalny.
Na tym poligonie testowana jest broń, technologie inwigilacji i nadzoru. Potem, sprawdzone w praktyce, trafiają do armii, rządów czy firm na całym świecie. Od amunicji, przez broń osobistą, rakiety i drony aż po systemy rozpoznawania twarzy czy śledzenia komunikacji, takie jak znany nam w Polsce Pegasus.
Izraelskie technologie kupowały państwa UE, Australia, USA, ale też i Rosja, Białoruś, komunistyczna Rumunia Ceauşescu, ludobójcze reżimy w Rwandzie czy Mjanmie, szwadrony śmierci w Kolumbii, Salwadorze, Nikaragui, Hondurasie, reżimy w Argentynie, Haiti, Paragwaju, Sri Lance. Lista jest bardzo długa i idzie w poprzek podziałów ideologicznych.

Komentarze