Pomimo coraz cieplejszej wiosny w Budapeszcie zaczyna robić się ślisko, a przedwyborcza, napięta atmosfera nakręca się proporcjonalnie do liczby manifestantów i partyjnych plakatów na ulicach. I jak na razie nikt nie wie, w którą stronę pójdzie kraj. To tak jakby wybory zdominowała grupa niezdecydowanych
Według najnowszych sondaży przewaga prowadzonej przez Pétera Magyara opozycyjnej partii Tisza nad rządzącym od 16 lat Fideszem Viktora Orbána zmniejszyła się do 9 pkt procentowych. To i tak dużo więcej niż ugrupowania opozycji miały w wyborach z ostatnich lat. Zaś dla rządu to zwiastun katastrofy; w 2022 partia władzy marzec zaczynała z pozycji zwycięzcy i z każdym dniem coraz bardziej się umacniała. Dziś wciąż blisko jedna czwarta wyborców nie wie, na kogo odda głos, tymczasem wybory już za niecały miesiąc.
Uznałem, że skoro większość newsów i polityków koncentruje się na szpiegach, ruszę na poszukiwanie tajnych agentów. Jeśli są, to perfekcyjnie wtapiają się w otoczenie; para, którą spotykam na dworcu Nyugati i która rozmawia ze sobą po rosyjsku, wygląda, jakby wracała z pracy do domu. Zaś napis wypisany cyrylicą na lotnisku, “Добро пожаловать в Будапешт”, tylko wita podróżnych lądujących na Węgrzech, lecz nie bezpośrednio, bo do Rosji od początku inwazji na Ukrainę nie lata nic.
Międzynarodowy Bank Inwestycyjny (IIB), nazywany potocznie bankiem szpiegowskim, który do 2023 roku miał swoją siedzibę w stolicy Węgier w prestiżowej lokalizacji na wybrzeżu Dunaju tuż obok Mostu Łańcuchowego i pod budańskim zamkiem, pod naciskiem międzynarodowych sankcji wymierzonych w Rosję za rozpoczęcie wojny oraz presji politycznej musiał ewakuować się do Moskwy. Więc i ta mroczna siedziba tajnych służb położona w sercu Europy Środkowej, a koło której przechodziłem setki razy, w jakiś sposób zniknęła z węgierskiego krajobrazu. Może wszystkich szpiegów wygoniły hasła “Ruszkik haza!” (“Ruscy do domu!”), skandowane przez sympatyków Tiszy na niedzielnej manifestacji w centrum stolicy? Demonstracja, która według różnych źródeł przyciągnęła 100-170 tysięcy ludzi wspominała Powstanie Węgierskie z 1848 roku, którego tłumienie wsparła carska Rosja.
Według portalu śledczego VSquare zajmującego się krajami Grupy Wyszehradzkiej i ich otoczenia, Rosjanie wysłali do Budapesztu zespół, którego zadaniem jest wsparcie Orbána, aby został u władzy. Operacją z Moskwy ma dowodzić zaufany człowiek Putina, Siergiej Kirijenko – premier pod koniec lat 90. XX wieku, później szef rosyjskiej Państwowej Korporacji Energii Jądrowej Rosatom, a obecnie wiceszef administracji Kremla. Działanie – jak tłumaczy VSquare – ma przebiegać według schematu, jaki Rosja zastosowała w Mołdawii.
Tam agenci kupowali przez internet głosy, koordynowali farmy trolli oraz z pomocą różnorakich influencerów prowadzili kampanię wpływu, wymierzoną w proeuropejską prezydent Maię Sandu.
Na Węgrzech czarnym charakterem kampanii wyborczej został prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński, którego twarz z upozorowanym na szyderczy półuśmiechem wyłania się niemal zza każdego rogu. Stoi zazwyczaj w towarzystwie szefa Tiszy oraz Przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen z podpisami, że chce wciągnąć Węgrów w wojnę lub co najmniej pozbawić należących się im pieniędzy.
Ten prostacki przekaz spotyka się z oporem obywateli. Myślałem, że zdzieranie ogromnych i rozklejonych dosłownie na każdym słupie i ścianie banerów będzie zjawiskiem jednorazowym, mającym przykuć uwagę mediów. Tymczasem w odróżnieniu od poprzednich kampanii wyborczych opozycja nie daje za wygraną i po cichu usuwa je nawet z najlepiej strzeżonych przestrzeni miasta.
Ogłoszenia wyborcze partii opozycyjnych wyglądają o wiele mizerniej. To tylko skromne zdjęcia kandydatów, jeśli z Tiszy, to obok Magyara, jeśli z innych partii – wraz z logo reprezentowanego ugrupowania. Wiszą zazwyczaj na wysokości 2-2,5 metra nad ziemią i w swej skali przypominają kampanię samorządową, a nie parlamentarną. Póki co nikt ich nie niszczy. Władze za to usunęły z Placu Kálmána Szélla, czyli dawnego Placu Moskiewskiego, wymierzone w towarzyszy z Moskwy spore graffiti z tym samym hasłem, które wykrzykiwali na ulicach zwolennicy Tiszy. Jeszcze dwa tygodnie temu czarny napis “Ruszkik haza!” zdobił jeden murów. Teraz zniknął.
W Europie Środkowej jakoś zawsze tak wychodzi, że opcja suwerenna i konserwatywna zawsze okazuje się tą ruską, z czym na Słowacji i na Węgrzech wcale się nie kryje, a opcja progresywna i prodemokratyczna wyzywana jest od zdrajców. Orbán też podąża tą ścieżką i nazywa prawicowego Magyara “marionetką Brukseli i Ukrainy”.
Paliwa niespodziewanie dostarczył mu sam Zełenski. Gdy po raz kolejny Viktor Orbán oświadczył, że – tym razem pod pretekstem niechęci do naprawy ropociągu Przyjaźń, zbombardowanego w lutym przez Rosję – Węgry nie odblokują opiewającej na 90 mld euro pożyczki UE dla Ukrainy, ukraiński prezydent w wywiadzie telewizyjnym palnął, że “da adres tej osoby żołnierzom, żeby z nią porozmawiali po swojemu”. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Węgierskie strony internetowe natychmiast wyświetliły nagranie, a władze rzuciły się do oskarżeń, znowu stawiając ofiarę rosyjskiej agresji w miejscu agresora.
„To zupełnie nowa sytuacja w Europie, gdy prezydent kraju europejskiego grozi premierowi państwa członkowskiego NATO i UE śmiercią lub morderstwem – odpowiedział na to szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó. "Węgrom nie można grozić, podobnie jak premierowi”. Więc w odwecie węgierskie służby zatrzymały konwój z pieniędzmi dla Ukrainy, czasowo aresztowały eskortę i zarekwirowały 80 mln dolarów jadących w stronę Kijowa.
„Zjedli zebry, ukradli pieniądze” – skomentował działania węgierskiego państwa szef polskiego MSZ, Radosław Sikorski. Egzotyczne zwierzęta, pasące się wokół rezydencji Lőrinca Mészárosa, najbogatszego węgierskiego oligarchy, uchwycił w zeszłym roku dron dziennikarzy śledczych.
Przepychanka między Węgrami a Ukrainą trwa od lat z różnym natężeniem. I to właściwie najwyraźniejszy ślad poszukiwanych szpiegów. W maju 2025 roku Budapeszt wydalił ukraińskich dyplomatów, którym Szijjártó zarzucił działalność szpiegowską. Była to odpowiedź na zarzut ujawnienia i rozbicia przez ukraińskie służby węgierskiej siatki szpiegowskiej działającej na Zakarpaciu.
W październiku natomiast w Brukseli wybuchła wiadomość, że miała tam działać węgierska siatka szpiegowska, werbująca i korumpująca unijnych urzędników. Interesowały ją głównie sprawy wewnętrzne Komisji Europejskiej i tajne akta. Lobbowała także na rzecz włączenia przedstawicieli Węgier w sprawy wysokiego szczebla i zalecała, by również Węgrzy zajmowali ważne stanowiska w UE.
Tymczasem Węgry regularnie wetują na forum unijnym pakiety sankcyjne przeciw interesom Rosji, sprzyjają interesom Chin, a ostatnio są także przychylne interesom USA. Orbán, pomimo sankcji, ostatni raz w listopadzie ubiegłego roku spotkał się z Putinem w Moskwie, Xi Jingping odwiedził go dwa lata temu w Budapeszcie, a tuż przed wyborami przylatuje do niego wiceprezydent USA J. D. Vance. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w sobotnim nagraniu wideo zapewnił o swym „pełnym i całkowitym poparciu” dla szefa węgierskiego rządu.
W tym samym czasie amerykański dziennik “Washington Post” podał, że rosyjscy przyjaciele wystraszeni spadającym poparciem dla władzy Orbána zaproponowali bardziej radykalne rozwiązanie. W ramach operacji określanej kryptonimem “Gamechanger” funkcjonariusze Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej (SWR) zasugerowali, że konieczne może być podjęcie drastycznych działań w celu “gruntownej zmiany całego paradygmatu kampanii wyborczej” i „zainscenizowanie zamachu na Viktora Orbána”.
Taki incydent spowoduje, że postrzeganie kampanii przesunie się z racjonalnej sfery kwestii społeczno-gospodarczych do sfery emocjonalnej, gdzie głównymi tematami staną się bezpieczeństwo państwa oraz stabilność i obrona systemu politycznego” – napisali rosyjscy agenci. Raport SWR zdobyły i potwierdziły służby wywiadowcze jednego z krajów UE, a przeanalizował “WP”.
Gazeta, powołując się na urzędników UE zajmujących się bezpieczeństwem, poinformowała też, że Szijjártó podczas przerw w posiedzeniach Unii Europejskich regularnie dzwonił do szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, aby na bieżąco relacjonować przebieg dyskusji oraz możliwe rozwiązania. Dzięki tym rozmowom „praktycznie każde posiedzenie UE od lat odbywało się z udziałem Moskwy” – powiedział urzędnik.
Od dnia rozpoczęcia inwazji na Ukrainę w 2022 roku Szijjártó 16 razy oficjalnie podróżował do Moskwy i m.in. spotykał się z Putinem. Tuż przed wybuchem pełnoskalowej wojny szef węgierskiego MSZ otrzymał Order Przyjaźni, czyli najwyższe rosyjskie odznaczenie państwowe, przyznawane przez Putina, jakie może otrzymać cudzoziemiec. W tym samym czasie Orbán w Rosji był trzykrotnie, a kolejny raz spotkał się z Putinem w czasie szczytu Pasa i Szlaku w Pekinie w 2023 roku.
Poparcie dla Orbána i krytykę Magyara przedstawił ukrywający się na Węgrzech przed polskim wymiarem sprawiedliwości szef Suwerennej Polski Zbigniew Ziobro. Wraz z prawicowym Kanałem TAK, tworzonym przez byłych dziennikarzy wPolsce24, a więc Michała Karnowskiego, Michała Adamczyka i Marcina Tulickiego oraz proorbanowskiego tygodnika “Mandiner” zorganizowali w Budapeszcie premierę filmu “Ostatnie Ostrzeżenie”, wymierzone w szefa polskiego rządu Donalda Tuska. “Dziś Węgry są ostatnią ostoją suwerenności w Europie i mam nadzieję, że w przyszłości będziemy o tę suwerenność wspólnie walczyć” – powiedział Ziobro. Stolicę Węgier przy okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej (23 marca, czyli dzisiaj) odwiedzi też prezydent Karol Nawrocki i spotka się Orbánem.
Pomiędzy różnymi obowiązkami najwyższej wagi państwowej węgierski premier pisze list do obywateli. “Szanowna Pani, Szanowny Panie! W ostatnich tygodniach miały miejsce wydarzenia bez precedensu. Prezydent Ukrainy najpierw szantażował, a następnie otwarcie groził Węgrom. Domaga się, by Węgry również włączyły się w finansowanie wojny, poparły przyspieszenie procesu przystąpienia Ukrainy do UE oraz zrezygnowały z taniej rosyjskiej energii. Żądania te są sprzeczne z interesami Węgier. Węgrzy nie chcą płacić wyższych cen za gaz i rachunków za media dla dobra Ukrainy!”.
O tym, że płacąc za rosyjski gaz i rosyjską ropę obywatele sponsorują działania wojenne agresora, w liście nie wspomniał.
Dziennikarz i aktywista klimatyczny, dawny wieloletni pracownik działu zagranicznego PAP, w tym korespondent w Moskwie (2006), Pradze i Bratysławie (2010-2012), były współpracownik zajmującego się Europą Środkową think-tanku Visegrad Insight. Autor książki „To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach”. Od 2019 roku dzieli życie między Warszawę i Budapeszt. Wkrótce ukaże się jego kolejna książka „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska”.
Dziennikarz i aktywista klimatyczny, dawny wieloletni pracownik działu zagranicznego PAP, w tym korespondent w Moskwie (2006), Pradze i Bratysławie (2010-2012), były współpracownik zajmującego się Europą Środkową think-tanku Visegrad Insight. Autor książki „To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach”. Od 2019 roku dzieli życie między Warszawę i Budapeszt. Wkrótce ukaże się jego kolejna książka „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska”.
Komentarze