Jak chronić zabytki kultury Ukrainy przed barbarzyńcami z Rosji? [UKRAIŃSKA EKSPERTKA]
Rosja popełnia systematyczną zbrodnię przeciwko ukraińskiemu narodowi politycznemu, a także przeciwko ukraińskiemu narodowi kulturowemu. Chce naszego zniknięcia z powierzchni ziemi, niszczy nasze dziedzictwo kulturowe i wszelkie oznaki naszej tożsamości – mówi Olha Sahaidak.
„Muszę z przykrością stwierdzić, że mimo iż mieliśmy wystarczająco dużo czasu, my jako społeczeństwo, w tym środowisko zawodowe, oraz nasze państwo, nie podjęliśmy jednak odpowiednich działań, aby opracować szczegółowe procedury postępowania na wypadek ataku zbrojnego.
Kiedy rozpoczęła się wojna pełnoskalowa ani właściwe ministerstwa, ani inne organy państwowe, ani Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, ani władze lokalne nie były w stanie powiedzieć ludziom pracującym w muzeach, bibliotekach i innych instytucjach kultury, jak powinny postępować. W praktyce więc, podobnie jak w 2014 roku, odpowiedzialność za te decyzje przerzuciliśmy na kierownictwo poszczególnych instytucji” – mówi Olha Sahaidak, ukraińska menedżerka kultury.
Rozmawiamy z ekspertką o stratach Ukrainy w dziedzinie kultury w efekcie rosyjskiej agresji zbrojnej, a także o roli państwa i społeczeństwa obywatelskiego w ochronie dziedzictwa kulturowego oraz o perspektywach udowodnienia przed sądem ludobójstwa kulturowego popełnionego przez Rosjan.
Kim jest Olha Sahaidak?
Współzałożycielka i przewodnicząca zarządu organizacji pozarządowej „Koalicja Działaczy Kultury”, współzałożycielka Dofa Fund. Była kluczową ekspertką projektu RES-POL, finansowanego przez Komisję Europejską w celu wzmocnienia Ministerstwa Kultury i Komunikacji Strategicznej Ukrainy w zakresie opracowywania polityk publicznych. Była współzałożycielką i przedstawicielką Instytutu Ukraińskiego we Francji (2022–2024). Kieruje zespołem rzeczniczym projektu „Zbrodnie wojenne armii rosyjskiej przeciwko ukraińskiemu dziedzictwu kulturowemu”, realizowanego przez organizację społeczną „Towarzystwo Rafała Lemkina”, Dofa Fund oraz laboratorium monitoringu ukraińskiego dziedzictwa HeMo przy wsparciu programu „Partnerstwo na rzecz Silnej Ukrainy”.
Maryna Baranivska: Jak wynika z komunikatu Ministerstwa Kultury Ukrainy z końca czerwca 2026 roku, w wyniku rosyjskiej agresji w Ukrainie uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu 1949 zabytków dziedzictwa kulturowego oraz 2576 obiektów infrastruktury kulturalnej. Olho, na ile dokładne są dane o liczbie zabytków kultury uszkodzonych przez Rosjan, publikowane przez Ministerstwo Kultury Ukrainy?
Olha Sahaidak: Powiedziałabym, że dane te raczej pokazują dynamikę strat Ukrainy w dziedzinie kultury, niż dają ostateczną odpowiedź na pytanie, ile i co dokładnie straciliśmy w wyniku rosyjskiej agresji zbrojnej. O ile wiem, Ministerstwo Kultury zaczęło systematycznie ewidencjonować straty dziedzictwa kulturowego na początku pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 roku. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z tego, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie trwa od 2014 roku.
Ostateczne podsumowanie strat będzie możliwe dopiero, gdy państwo ukraińskie odzyska dostęp do wszystkich swoich terytoriów.
Z drugiej strony, mówiąc o ludobójczym charakterze tej wojny, w szczególności w kontekście niszczenia kultury, mamy na myśli również wymazywanie tożsamości społeczeństw, a to jest trudne do oszacowania.
Warto jednak pamiętać, że na celowniku Rosjan znajdują się nie tylko obiekty mające globalną wartość dla całej ludzkości, lecz także unikatowe zjawiska niematerialnego dziedzictwa kulturowego poszczególnych społeczności, takie jak tradycja tworzenia ręczników królewieckich (od miasta Królewiec w obwodzie sumskim), malowanie ceramiki czy dialekt niektórych społeczności, na przykład gwara meńska (od miasta Mena w obwodzie czernihowskim).
Utrata lokalnego dziedzictwa kulturowego jest również znaczącą stratą.
Od czasu, gdy w 2014 roku Rosja zaanektowała Krym i rozpoczęła zbrojną agresję w Donbasie, do początku pełnoskalowej inwazji minęło osiem lat. W jakim stopniu sektor kultury był przygotowany na taki rozwój wydarzeń — począwszy od szczebla kierowniczego, a skończywszy na pracownikach muzeów, bibliotek itp.?
Muszę z przykrością stwierdzić, że mimo iż mieliśmy wystarczająco dużo czasu, my jako społeczeństwo, w tym środowisko zawodowe, oraz nasze państwo, nie wypracowaliśmy szczegółowych procedur postępowania na wypadek ataku zbrojnego.
Kiedy rozpoczęła się wojna pełnoskalowa ani ministerstwo, ani inne organy państwowe, ani władze lokalne nie umiały poinstruować ludzi pracujących w muzeach, bibliotekach i innych instytucjach kultury, jak mają postępować. Podobnie jak w 2014 roku, odpowiedzialność za te decyzje przerzuciliśmy na szefów poszczególnych instytucji.
Procedur nie było, ale istniała instrukcja opracowana jeszcze w czasach zimnej wojny. Nikt jej nie uchylił, ale też nie rozpowszechniano jej aktywnie. Dotyczyła między innymi kwestii ewakuacji, a jej zapisy mogły być pamiętane przez starsze pokolenia muzealników. W czasach radzieckich uczono ich, że w pierwszej kolejności należy ewakuować przedmioty wykonane z metali szlachetnych — obiekty sakralne, medale, ordery itp. Ponadto jako miejsca ewakuacji dla wschodnich regionów Ukrainy wyznaczono sąsiednie regiony Federacji Rosyjskiej. Na przykład muzealnicy z Charkowa wiedzieli, że w razie zagrożenia powinni ewakuować swoje zbiory do obwodu biełgorodzkiego w Rosji, skąd zresztą w 2022 roku nastąpił atak.
Przeczytaj także:
W 2013 roku Rada Ministrów wydała rozporządzenie, które ogólnie regulowało ewakuację ludności cywilnej. Znalazła się tam wzmianka o konieczności ewakuacji dziedzictwa kulturowego, a odpowiedzialność za to spoczywała na obwodowych administracjach wojskowych, które miały zwracać się do Ministerstwa Kultury.
W rozporządzeniu nie było jednak szczegółowego planu działania krok po kroku ani określonych priorytetów, ani jasno podzielonych zakresów odpowiedzialności. Doprowadziło to do pewnego chaosu w 2022 roku, kiedy muzealnicy próbowali uzyskać od Ministerstwa Kultury i władz lokalnych instrukcje, jak mają postępować, ale niestety bezskutecznie.
Muzealnicy, którym nie zabrakło determinacji, zaczęli samodzielnie ewakuować swoje zbiory, jednocześnie uzgadniając z władzami swoje działania. Ci natomiast, którzy mieli mniej zasobów, a więcej strachu, albo znajdowali się bliżej linii frontu, wybierali bezczynność.
Dopiero w 2025 roku ukraiński rząd wydał rozporządzenie odpowiadające wyzwaniom pełnoskalowej wojny. Dokument ten również nie zawiera odpowiedzi na szereg pytań (na przykład nie określa, jak należy postępować z osobami, które naruszyły jego postanowienia) oraz nie ma mocy ustawy, zawiera jednak pewne praktyczne zalecenia.
Przykładowo przewiduje, że muzea powinny zostać ewakuowane na odległość 50 kilometrów od linii frontu. Wydawałoby się, że powinno to być sygnałem dla muzeów w Charkowie, Zaporożu, Sumach czy Czernihowie, aby wywieźć wszystkie cenne obiekty, niemniej jednak tak się nie dzieje. Część zbiorów rzeczywiście została ewakuowana, ale obserwuje się pewną bierność zarówno ze strony samych muzeów, jak i ze strony obwodowych administracji wojskowo-cywilnych oraz wspólnot terytorialnych.
Czy teraz kwestia ustalania priorytetów obiektów muzealnych podczas ewakuacji została uregulowana?
Przypomnę, że do 2025 roku przy wsparciu Komisji Europejskiej realizowany był analityczno-badawczy projekt RES–POL, którego celem była pomoc Ministerstwu Kultury w opracowaniu strategii. Jako główna ekspertka tego projektu w sektorze „Dziedzictwo kulturowe”, wspólnie z kolegami i koleżankami opracowywałam kryteria ustalania priorytetów, opierając się na współczesnym rozumieniu tego, co rzeczywiście stanowi wartość narodową, co ma znaczenie globalne itd.
Na przykład w kolekcji Narodowego Muzeum Sztuki im. Bohdana i Warwary Chanenków w Kijowie znajdują się relikty z pierwszych wieków chrześcijaństwa – kolekcja ikon synajskich z VI–VII wieku. Na całym świecie zachowało się nie więcej niż dwadzieścia takich ikon, więc mowa tu o zabezpieczeniu znaczącej części globalnego dziedzictwa ludzkości.
W Ukrainie wiedza na ten temat jest niewystarczająca, a poza jej granicami – jeszcze mniejsza. Nie wszystko, co ma wartość globalną, zostało zidentyfikowane. Dyrektorzy muzeów i kustosze mają jednak wiedzę o istnieniu takich obiektów, dlatego w trakcie realizacji projektu RES-POL podkreślali, że pierwszeństwo ewakuacji powinny mieć obiekty ważne dla historii kultury i sztuki zarówno światowej, jak i dla narodowej – takie jak dzieła z epoki ukraińskiego baroku kozackiego, bojczukizmu w malarstwie czy awangardy. Wcześniej, w czasach radzieckich, a następnie siłą bezwładności również w niepodległej Ukrainie, obiekty te znajdowały się nie w zbiorach głównych, lecz w zbiorach drugorzędnych, które – jak można się domyślić – zdecydowanie nie podlegały ewakuacji w pierwszej kolejności.
Ramowe zalecenie zawarte w rozporządzeniu rządowym przewiduje, że kolekcje muzealne powinny być traktowane priorytetowo podczas ewakuacji, ale kto konkretnie miałby się tym zająć? Najwyraźniej w Ministerstwie Kultury nie ma osób z odpowiednimi kompetencjami. Ministerstwo Kultury jest administracyjnym organem politycznym – nie ma tam specjalistów od gwary meńskiej czy od ręczników królewieckich. Kryteria i priorytety powinni opracowywać eksperci, a nie urzędnicy ministerialni.
Jak wyglądała sytuacja ksiąg ewidencyjnych zbiorów muzealnych przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz po 2022 roku?
Na początku przypomnę sprawę dwóch głównych muzeów w Chersoniu – Chersońskiego Obwodowego Muzeum Sztuki oraz Chersońskiego Obwodowego Muzeum Krajoznawczego. W 2022 roku miasto zostało zajęte przez Rosjan, którzy utrzymywali je pod swoją kontrolą przez prawie dziewięć miesięcy, wywożąc muzealia ciężarówkami. Wspomniane Muzeum Sztuki miało zdigitalizowane księgi ewidencyjne, dzięki czemu udało mu się zachować serwer i obecnie ma możliwość śledzenia losów obiektów ze swoich zbiorów.
Z kolei muzeum krajoznawcze swoich zbiorów nie zdigitalizowało. Co więcej, jego dyrektorka była nastawiona na współpracę z okupantami. Przekazała Rosjanom papierowe księgi ewidencyjne i pomagała im pakować eksponaty.
Muzeum krajoznawcze ma w przyszłości niewielkie szanse na udowodnienie prawa własności do skradzionych przez Rosjan obiektów oraz na domaganie się ich zwrotu i reparacji.
Po 2014 roku w Ukrainie należało rozpocząć intensywną digitalizację zbiorów muzealnych, ale do tego nie doszło. Wiem, że taka inicjatywa pojawiła się w Ministerstwie Kultury, gdy w latach 2014–2016 departamentem ds. muzeów kierował Wasyl Rożko (obecnie założyciel laboratorium monitorowania ukraińskiego dziedzictwa Ukrainian Heritage Monitoring Lab (HeMo), które zajmuje się jego digitalizacją i ochroną w warunkach wojny).
Przeprowadził on szeroko zakrojoną ankietę wśród muzeów, prosząc je o przekazywanie zdigitalizowanych ksiąg ewidencyjnych, aby dane te można było wprowadzić do rejestru państwowego. Nie wszystkie muzea chętnie odpowiedziały na tę propozycję.
Byłoby interesujące dowiedzieć się, z których obwodów przesyłano informacje, a z których nie. Uważam, że powinno to być przedmiotem zainteresowania organów ścigania, ponieważ ówczesne zaniedbania niektórych dyrektorów muzeów doprowadziły obecnie do tego, że w wyniku rosyjskiej agresji zbrojnej tracimy nie tylko siedziby i zbiory muzealne, lecz także dowody, na podstawie których w przyszłości moglibyśmy domagać się zwrotu tego, co do nas należy.
A co dzieje się z digitalizacją obecnie? Rejestr państwowy nadal funkcjonuje w formie pilotażowej. Ministerstwo Kultury zadeklarowało digitalizację jako jeden ze swoich priorytetów, zachęca i angażuje międzynarodowych partnerów oraz pozyskuje granty, aby wspierać finansowo cyfryzację zbiorów muzealnych. Jednocześnie Ministerstwo Kultury nie ma możliwości karać muzealników, którzy z różnych powodów lekceważą digitalizację.
Aktywniej przeprowadzają digitalizację muzea znajdujące się we względnym bezpieczeństwie, czyli tam, gdzie zbiory są fizycznie dostępne, nie zostały ukryte ani wywiezione. W przypadku muzeów, które jednak spakowały i ewakuowały swoje zbiory, praca nad ich cyfryzacją jest utrudniona.
Mam wątpliwości co do tego, jak aktywnie uzupełniany jest rejestr państwowy. Według oficjalnych danych obecnie zdigitalizowano około 126 tysięcy obiektów Państwowego Funduszu Muzealnego.
Według przybliżonych szacunków przed 2014 rokiem, czyli przed początkiem agresji Rosji, mieliśmy około 12 milionów muzealiów. Część naszych zbiorów muzealnych – około 1 miliona 700 tysięcy obiektów – na terenach anektowanych została zrabowana przez Rosjan.
W Państwowym Funduszu Muzealnym nadal powinno znajdować się ponad 10 milionów obiektów, które wymagają digitalizacji. Jeśli proces będzie przebiegał w takim tempie jak obecnie, zdigitalizowanie całego naszego zasobu zajmie ponad dziesięć lat, których oczywiście nie mamy.
Jak zmieniły się działania państwa ukraińskiego na rzecz ochrony i ewakuacji dziedzictwa kulturowego po 2022 roku, w trakcie trwania pełnoskalowej wojny?
Przełomem było to, że na poziomie organów państwowych i głowy państwa kultura wreszcie została przedstawiona jako element strategii bezpieczeństwa kraju. To naprawdę ważne, żeby to wyartykułować, ponieważ wcześniej, przez wszystkie lata naszej niepodległości, kultura nigdy nie była określana jako priorytet państwa. Nastąpiło to dopiero teraz, w czasie pełnoskalowej wojny.
Niestety, stało się to swego rodzaju hasłem politycznym w środowiskach eksperckich, jak i wśród urzędników państwowych, ale na poziomie praktycznym nie zadziałało to tak skutecznie, jak byśmy chcieli. Trzeba jednak dodać, że po raz pierwszy w historii naszego kraju mamy wicepremierkę do spraw humanitarnych, pełniącą jednocześnie funkcję ministry kultury. Uczestniczy ona w posiedzeniach rządu, ponadto może również brać udział w zebraniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.
Z drugiej strony kultura to nie tylko obiekty. To także ludzie, którzy w taki czy inny sposób pracują z tymi obiektami oraz wchodzą z nimi w interakcję. Sektor kultury – w postaci specjalistów, bibliotekarzy, muzealników, osób pracujących ze społecznościami lokalnymi i upowszechniających wiedzę o lokalnej kulturze itd. – stracił już około jednej trzeciej pracowników.
Wiąże się to nie tylko z wojną, ale również z tym, że pod względem ekonomicznym kultura wciąż nie jest priorytetem i finansowana jest szczątkowo.
Sektor kultury pozostał w Ukrainie jedynym niereformowanym obszarem spośród wszystkich dziedzin gospodarki. Na początku niepodległości obszar ten zaadaptował radzieckie ustawodawstwo, w wyniku czego powstał swoisty system hybrydowy – ustawodawstwo niepodległej Ukrainy, ale w dużej mierze jedynie na poziomie sformułowań, przy zachowaniu radzieckich zasad.
Jednocześnie sektor kultury obejmuje jedną z największych sieci instytucjonalnych w kraju. Przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny sieć instytucji kultury w Ukrainie liczyła 32,5 tysiąca placówek – były to muzea, biblioteki, domy i centra kultury, teatry itd. Tak rozgałęziona sieć została stworzona jeszcze w Związku Radzieckim jako potężne narzędzie propagandy.
Niepodległa Ukraina odziedziczyła tę sieć jako infrastrukturę, która jednak utraciła swoją funkcję propagandową. O ile osoby pracujące w tej dziedzinie w czasach radzieckich cieszyły się statusem społecznym i były mniej więcej traktowane na równi z innymi pracownikami sektora humanistycznego, naukowcami, w tym na arenie międzynarodowej, to obecnie ten sektor jest pod względem ekonomicznym i finansowym najbardziej zmarginalizowany.
Setki tysięcy pracowników instytucji kultury otrzymują wynagrodzenia niższe od ustawowej płacy minimalnej. Wysokość ich zarobków nie pozwala ani na normalne przetrwanie, ani tym bardziej na rozwój, ani na zastanawianie się nad opracowaniem zbiorów czy zmianą koncepcji funkcjonowania instytucji.
W efekcie jako społeczeństwo i jako państwo niejako hodujemy środowisko obrażonych na nas ascetów. Świadomi, że ich praca nie jest doceniana i nikomu nie jest potrzebna.
Niestety, na razie nie widzę zmian w tym zakresie. Nie widzę działań na poziomie polityki państwa, której celem byłoby zrewidowanie funkcji sieci instytucji kultury i konieczność utrzymywania jej w tak formalny sposób, jak ma to miejsce obecnie.
A co ze społeczeństwem obywatelskim i szerokimi, jak to się mówi, warstwami społeczeństwa? Czy przemiana Ukraińców w naród polityczny idzie w parze z umocnieniem innego, prawdziwie europejskiego, rozumienia roli narodowego dziedzictwa kulturowego?
Myślę, że naród Ukrainy jako społeczeństwo rzeczywiście znacząco się umocnił, również jako naród polityczny. Ale wciąż daleko nam do sytuacji, w której każda i każdy z nas wiedziałby wystarczająco dużo o naszym dziedzictwie kulturowym, o stratach związanych z rosyjską agresją oraz o ich konsekwencjach dla dalszego rozwoju narodu ukraińskiego.
Jeśli chodzi natomiast o społeczeństwo obywatelskie, to właśnie organizacje non-profit odegrały kluczową rolę w momentach kryzysowych. Zjednoczeni wspólnym celem i świadomością wyzwania specjaliści inicjowali działania, do których państwo do tej pory w pełni nie dorosło.
Jako przykład często podaję przypadek organizacji pozarządowej Museum For Change, która powstała przy Odeskim Narodowym Muzeum Sztuki. To właśnie ta organizacja rozpoczęła działania na rzecz wywozu zbiorów Narodowego Muzeum Sztuki i pomagała w ewakuacji innym muzeom w Odesie. Zwróciła się do międzynarodowych darczyńców, znalazła środki na transport, pakowanie itd. Z czasem zespół Museum For Change upowszechnił swoje działania w całej Ukrainie.
W tym miejscu warto wspomnieć również o innej organizacji pozarządowej – laboratorium monitorowania ukraińskiego dziedzictwa Ukrainian Heritage Monitoring Lab (HeMo).
Przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji jego założyciel Wasyl Rożko zajmował się rozwojem Państwowego Rezerwatu Historyczno-Kulturalnego „Tustań” w obwodzie lwowskim, ale od 2022 roku wraz ze współpracownikami aktywnie zaangażował się w dokumentowanie zbrodni Rosjan przeciwko ukraińskiemu dziedzictwu kulturowemu.
Stosowana przez nich metodologia dokumentacji odpowiada międzynarodowym standardom. Oprócz tego prowadzą oni działalność edukacyjną i regularnie organizują szkolenia w celu zwiększenia skali swoich działań dokumentacyjnych. Jest to przykład synergii specjalistów z zakresu technologii informatycznych, ochrony zabytków i zarządzania kulturą.
HeMo z powodzeniem współpracuje z organizacją pozarządową „Towarzystwo Rafała Lemkina”. Mamy tu do czynienia ze współpracą muzealników, kulturoznawców, specjalistów ds. dziedzictwa oraz prawników. Właśnie dzięki zaangażowaniu prawników, w szczególności założyciela „Towarzystwa Rafała Lemkina” Witalija Tytycza, udało się przenieść na jakościowo nowy poziom rozumienie tego, czym są zbrodnie przeciwko kulturze i dziedzictwu kulturowemu.
Od poziomu pojedynczych udokumentowanych przypadków strat trzeba przejść do zrozumienia, że Rosja popełnia systematyczną zbrodnię przeciwko ukraińskiemu narodowi politycznemu, a także przeciwko ukraińskiemu narodowi kulturowemu. Nasz wróg chce naszego zniknięcia z powierzchni ziemi, dlatego niszczy wszystko, włącznie z naszym dziedzictwem kulturowym i wszelkimi oznakami naszej tożsamości.
Międzynarodowa praktyka jest niestety niewystarczająco przemyślana i sformułowana w odniesieniu do elementów składających się na zbrodnię ludobójstwa. Właśnie dlatego potrzebna jest współpraca muzealników i menedżerów kultury z prawnikami.
Czy mamy dziś, jako państwo, a w szerszym ujęciu – jako społeczność międzynarodowa – narzędzia, aby przygotować się do przyszłego procesu sądowego, w którym trzeba będzie udowodnić ludobójczy charakter zbrodni Rosji przeciwko ukraińskiej kulturze?
Jeśli mówimy na poziomie wartości, to nigdy nie ma wystarczających narzędzi, by przeciwstawić się złu, ponieważ jest ono podstępne. Zło z wyprzedzeniem planuje sposoby swojej ekspansji. My natomiast reagujemy na jego przejawy dopiero po fakcie.
Myślę, że nikt na świecie nie mógł sobie wyobrazić, że jakieś państwo będzie wymazywać kulturę innego państwa w tak barbarzyński sposób. Niszcząc miasta, torturując ludzi, poddając dzieci reedukacji, zakazując używania języka ukraińskiego na okupowanych terytoriach. To straszne zło.
Nie mamy odpowiednich narzędzi, by mu przeciwdziałać, nikt nie był na to przygotowany. A sposób, w jaki teraz reagujemy jako wspólnota europejska czy globalna, pokazuje, że dobro jest słabsze.
Prosty przykład. Musimy poszerzyć świadomość tego, czym jest ludobójstwo. Nie możemy umówić się z Donaldem Trumpem, żeby gdzieś przyszedł, uderzył pięścią w stół, a ONZ zmieniła dokumenty powstałe po II wojnie światowej.
Demokracja zakłada dyskusję i poszukiwanie wspólnego rozwiązania, dlatego musimy rozmawiać o tym na różnych płaszczyznach: wśród ekspertów, na poziomie akademickim, w środowisku prawników, z organizacjami międzynarodowymi itd. Zajmuje to dużo czasu, ale ponieważ jesteśmy po stronie dobra, nie możemy uniknąć tych procesów.
Musimy pracować, rozwiązując problemy nie po kolei, lecz równolegle. W 2022 roku nasz kraj zaczął poruszać kwestię konieczności utworzenia specjalnego trybunału do rozpatrywania zbrodni rosyjskiej agresji wojennej przeciwko Ukrainie. I właśnie w tym roku taki trybunał rozpoczął działalność.
Równolegle musimy digitalizować nasze zbiory muzealne, przede wszystkim to, czego nie jesteśmy w stanie ewakuować. Jednocześnie należy ewakuować to, co da się ewakuować, a także ratować ludzi i szkolić ich z zakresu metod digitalizacji i dokumentacji. Musimy również dokumentować zbrodnie – i robić to od razu w taki sposób, aby zgromadzony materiał miał moc dowodową przed sądami krajowymi, jak i międzynarodowymi.
I tutaj mogę stwierdzić, że tempo osiągania jakości – wyjątkowej jakości, którą obecnie pokazują ukraińscy specjaliści w dziedzinie produkcji dronów – może być równie wysokie w obszarze dziedzictwa kulturowego. A w niektórych kwestiach tempo to już jest naprawdę imponujące.
Ukraińcy nie są pierwsi ani jedyni, wobec których popełniane są zbrodnie o charakterze ludobójczym, lecz możemy stać się tymi, którzy przeniosą tę kwestię na poziom globalny. Ktoś również doda, że istnienie narzędzia karania, a także narzędzia uzyskiwania odszkodowania od państwa-agresora może działać prewencyjnie i sprawić, że liczba podobnych zbrodni się zmniejszy albo że nie powtórzą się one w najbliższej przyszłości.
Tłumaczenie Solomiia Harbich

Komentarze