0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
18 września 2022

Jak Gorbaczow chciał oduczyć ludzi radzieckich pić (czego nie mogą mu zapomnieć)

Zmarły dwa tygodnie temu Michaił Gorbaczow wielu osobom urodzonym w ZSRR wcale nie kojarzy się z przebudową i jawnością, ale z surową polityką antyalkoholową

Wydrukuj

W marcu 1985 roku nowym Sekretarzem Generalnym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a więc także głową tego państwa, zostaje wybrany Michaił Gorbaczow.

7 maja KC przyjmuje dokument „O sposobach walki z pijaństwem i alkoholizmem”, analogiczne postanowienie, zatytułowane „O sposobach walki z pijaństwem i alkoholizmem oraz likwidacji produkcji samogonu” przyjmuje Rada Ministrów. 16 maja identyczny dekret zatwierdza prezydium Rady Najwyższej czyli radzieckiego parlamentu. Dzień później wszystkie trzy dokumenty drukuje „Prawda”.

Na efekty antyalkoholowej kampanii tak solidarnie zarządzonej przez wszystkie trzy organa sowieckiej władzy nie trzeba było długo czekać.

Już latem tego samego roku nawet w Duszanbe, stolicy Tadżyckiej SRR, najbardziej muzułmańskiej ze wszystkich republik związkowych, zaczęło brakować wody kolońskiej.

– Najpierw ludzie ustawiali się po nią w długich kolejkach. Potem była już tylko spod lady. Trzeba było mieć znajomości, żeby ją kupić. Z aptek zniknął też spirytus 96-procentowy – wspomina Anora Sarkorowa, tadżycka dziennikarka. – W moim rodzimym Gorno-Badachszańskim Obwodzie Autonomicznym ustanowiono strefę całkowicie wolną od alkoholu. Ale tam nikt się tym nie przejmował. W Pamirze zawsze więcej się piło. Tamtejsi muzułmanie, ismailici, nie są tak restrykcyjni po względem konsumpcji alkoholu jak zamieszkujący resztę kraju sunnici.

NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie.

Wódkę przywieźli do nas rosyjscy żołnierze, jeszcze w XIX wieku. Ale na dobre alkohol przyjął się dopiero za bolszewików, którzy zakazali sprowadzania opium z sąsiedniego Afganistanu. Od opium były uzależnione całe rodziny. Komuniści, by wykorzenić ten zwyczaj, proponowali ludziom w zamian alkohol. Oficjalny zakaz sprzedaży wprowadzony w latach 80. wraz z ustanowieniem tak zwanego „terytorium trzeźwości” niewiele zmienił, bo i tak każdy pędził w domu bimber na morwach, zaczęto go po prostu pędzić więcej.

W Gruzji wesela oraz stypy z klubów i restauracji przeniosły się do domów. – W lokalach przyjęcia z alkoholem zostały zakazane, więc gości zaczęliśmy przyjmować w domu. Na wielkie okazje na podwórkach stawiano namioty i altany i tam urządzano wszystkie uroczystości. To zmieniło całą naszą obyczajowość. Ja do dziś tak mam, mimo że od blisko trzech dekad mieszkam w Polsce, że jak ktoś proponuje, żebyśmy się umówili, od razu myślę, że będę miał gości w domu – opowiada Dawid Kolbaja, Gruzin, wykładowca w Studium Europy Wschodniej na UW.

Czas pracy na pracę

Polityka antyalkoholowa zaczęła obowiązywać w całym ZSRR od 1 czerwca 1985 roku. W skrócie zaczęto ją nazywać suchoj zakon, czyli dosłownie prohibicją. De facto nie była to prohibicja a szereg posunięć, które miały na celu jedynie ograniczenie spożycia alkoholu.

Całe przedsięwzięcie firmował nowy Sekretarz Generalny Michaił Gorbaczow. I choć na Zachodzie ostatni Gensek pamiętany jest głównie jako ten, który „zakończył zimną wojnę”, „pozwolił na Zjednoczenie Niemiec” czy wreszcie „doprowadził do upadku ZSRR”, w pamięci wielu obywateli radzieckich zapisał się głównie jako ten, który wprowadził suchoj zakon.

Nie zapomnę, jakie było moje zdziwienie, kiedy mniej więcej w połowie lat 90. zaczęłam jeździć do krajów byłego ZSRR i w wielu zakątkach upadłego imperium, od moskiewskich chruszczowek [bloków - red.], poprzez sełyszcza mis’koho typu [osiedla typu miejskiego - red.] Żytomierszczyzny, aż po jurty na przełęczach Kirgistanu czy Chakasji, na hasło Gorbaczow ludzie mówili nie pierestrojka, nie głasnost’ tylko właśnie suchoj zakon.

Trzeba przyznać, że ten trwający stosunkowo krótko, bo od czerwca 1985 do mniej więcej jesieni 1988 roku okres obrósł w tyle legend, półprawd i przekłamań, że warto dokładniej mu się przyjrzeć. Faktycznie wszystko zaczęło się na długo przedtem zanim Gorbaczow został wybrany na genseka.

W latach 80. spożycie alkoholu w ZSRR osiągnęło zawrotne rozmiary i zaczęło się zbliżać do 9 litrów czystego spirytusu na głowę każdego mieszkańca na rok.

Pierwszym człowiekiem na wysokim szczeblu, który zwrócił uwagę na ten problem, był Jurij Andropow, szef KGB i członek Politbiura, czyli najwyższego organu decyzyjnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. To on w maju 1982 roku, skierował do ówczesnego genseka, towarzysza Breżniewa, pismo zwracające uwagę na konieczność wzmocnienia walki z pijaństwem.

Andropowa przejmowała głównie sytuacja na rynku pracy. Uważał, że ze względu na masowe spożywanie alkoholu w godzinach, które człowiek radziecki powinien poświęcać na działalność zawodową, powoduje ogromne straty w sowieckiej gospodarce i zmniejsza jej wydolność.

Breżniew niewiele się tą notatką przejął, albo był już tak stary i schorowany, że po prostu nie panował nad wszystkim, co się na Kremlu działo. Jednak po jego śmierci, w listopadzie 1982 roku, nowym sekretarzem generalnym wybrano właśnie Andropowa. Jeszcze w tym samym roku przy Politbiurze powołano komisję, której zadaniem było opracowanie antyalkoholowej kampanii. Wpisywała się w szeroko zakrojony plan Andropowa, który miał na celu poprawę radzieckiej gospodarki poprzez polepszenie wydajności pracy. Naczelnym hasłem jego rządów stał się slogan „czas pracy na pracę” (rabocze wriemia rabotie). Andropowowi nie chodziło o to, żeby ludzie w ZSRR przestali pić, tylko żeby zaczęli efektywniej pracować. Wprowadzono drakońskie kary.

- Mój sąsiad przez Andropowa spędził osiem miesięcy w więzieniu – mówi mi Kolbaja. – Tylko dlatego, że nie pracował. Patrole milicji chodziły po ulicach i wyłapywały ludzi, którzy w godzinach pracy siedzieli w kawiarniach albo spacerowali w parkach. W Gruzji te absurdalne przepisy budziły szczególnie dużo sprzeciwu, u nas praca, zwłaszcza taka praca od do, w wyznaczonych godzinach, nie miała najlepszej prasy – śmieje się.

Jak zrozumie się podejście Andropowa, łatwiej pojąć dlaczego mimo prowadzonej oficjalnie już wtedy antyalkoholowej polityki, to właśnie za jego sekretarzowania cena wódki spadała z 5,30 rubla za butelkę do 4 rubli 70 kopiejek. Potaniałą wódkę zaczęto w całym ZSRR nazywać andropowką. A konsumpcja alkoholu jeszcze wzrosła. Sam Andropow rządził niewiele ponad 15 miesięcy. Po jego śmierci władzę w ZSRR przejął Konstantin Czernienko, który był jeszcze bardziej stary i nieudolny niż Breżniew, a rządził jeszcze krócej niż Andropow, bo jedynie rok.

Trzeźwość podstawową zasadą życiową

W marcu 1985 roku jego następcą wybrano Gorbaczowa. I to do Gorbaczowa zwróciło się dwóch partyjnych oficjeli wyjątkowo przywiązanych do idei walki z alkoholizmem. Pierwszym był Michaił Sołomiencew, szef powołanej jeszcze przy Andropowie komisji, drugim Jegor Ligaczow. Obaj należeli do Politbiura, więc ich głos był ważny i trzeba było się z nim liczyć.

Trafili zresztą na podatny grunt, bo i sam Gorbaczow, w odróżnieniu od swoich poprzedników na stanowisku głowy radzieckiego państwa, za wypitką nie przepadał, a skutki nadużywania alkoholu rozumiał wyśmienicie. Jak zauważa Igor Masłow w swoim artykule „Prawda i kłamstwo o suchym zakonie Gorbaczowa", opublikowanym w 2021 roku na portalu Obszcze Dzieło, córka Gorbaczowa, lekarka Irina Wirganskaja napisała doktorat na temat śmierci mężczyzn spowodowanych alkoholem, jego zięć, mąż Iriny Anatolij Wirganskij był chirurgiem i nie raz operował doprowadzonych do upadku zdrowotnego alkoholików, natomiast szwagier Gorbaczowa, brat jego ukochanej żony Raisy, był alkoholikiem w zaawansowanym stadium. Trudno się nie zgodzić z Masłowem, że mając taki rodzinny background gensek był czuły na problemy walki z alkoholizmem i łatwo uległ namowom Sołomiencewa oraz Ligaczowa, by zaostrzyć metody jej prowadzenia.

Zadecydowano więc, że w całym ZSRR należy zmniejszyć produkcję wszystkich rodzajów alkoholu oraz ograniczyć jego sprzedaż w sklepach i lokalach gastronomicznych, surowo walczyć z produkcją samogonu, tępić konsumpcję alkoholu w pracy i w miejscach publicznych, a także prowadzić akcje uświadamiające i wychowawcze.

Postanowienia szybko wcielono w życie. Od razu podniesiono ceny piwa, wina i wódki. W 1986 roku za butelkę wódki trzeba było płacić aż 9 rubli i 10 kopiejek. Już w końcu 1985 roku z 238 tysięcy sklepów handlujących alkoholem w całym kraju zostało tylko 108 tysięcy. Przez cały okres trwania kampanii zlikwidowano blisko 70 procent punktów jego sprzedaży. Tam, gdzie alkohol nadal można było dostać, wprowadzono ograniczenia czasowe. Najczęściej sprzedaż alkoholu była dozwolona jedynie między drugą po południu a siódmą wieczorem, choć lokalnie zdarzało się, że godziny były inne. Zamknięto też wiele trudniących się wyszynkiem barów, restauracji, a nawet zwykłych stołówek.

W wielu miejscach ZSRR, podobno na życzenie lokalnej społeczności, wprowadzono tak zwane terytoria trzeźwości, gdzie sprzedaż alkoholu zlikwidowano całkowicie. Jednym z nich był właśnie Gorno-Badachszański Obwód Autonomiczny Tadżykistanu, o którym opowiadała mi Anora Sarkorowa.

W efekcie sprzedaż piwa w czasie trwania kampanii spadła w całym ZSRR o 22 procent, wódki o 55 procent, a wina aż o 65 procent.

Zawołanie „Trezwost’, norma żyznii”, które można by przetłumaczyć jako „trzeźwość podstawową zasadą życiową”, stało się hasłem kampanii, drukowano je na znaczkach pocztowych, plakatach i zeszytach szkolnych.

Nawet statut Partii Komunistycznej uległ zmianie. W 1986 roku, podczas XXVII zjazdu wprowadzono do niego zapis, że podstawowe komórki partyjne powinny walczyć o trzeźwość wśród obywateli. Na partyjnych uroczystościach przestał, przynajmniej oficjalnie, pojawiać się alkohol. Chodziły słuchy, że nawet zagraniczne delegacje przybywające do ZSRR z bratnich krajów słynących z produkcji własnego alkoholu odstępowały od wieloletniej tradycji i nie wręczały już swoim radzieckim partnerom węgierskiego tokaju czy jugosłowiańskiej śliwowicy.

Z filmów wycięto sceny picia, a te z nich, które po usunięciu alkoholowych wątków stawały się w ogóle niezrozumiałe, przestano pokazywać. Taki los spotkał na przykład noworoczny sowiecki hit wszechczasów, film „Szczęśliwego Nowego Roku” z gościnnym udziałem naszej polskiej gwiazdy, Barbary Brylskiej. Osią akcji tego filmu jest komedia omyłek, których źródłem jest mocno zakrapiana impreza z udziałem głównego bohatera. Nic dziwnego, że partia uznała, że trzeźwiejącemu narodowi radzieckiemu tego dzieła lepiej nie pokazywać.

Cenna chwila trzeźwości

Jakby nie drwić z drakońskich środków zastosowanych w walce z alkoholizmem, kampania szybko zaczęła przynosić pozytywne skutki. Spadek konsumpcji alkoholu przełożył się na lepszą wydajność pracy, a także lepszy stan zdrowia obywateli.

O 37 proc. spadła liczba nieszczęśliwych wypadków, w tym wypadków drogowych o 24 proc. O 27 proc. zmniejszyła się umieralność na marskość wątroby i o 84 proc. na psychozy alkoholowe. O 33 proc. spadła przestępczość, bo wcześniej większość przestępstw (zabójstw, kradzieży, gwałtów czy pobić) była popełniana pod wpływem alkoholu. Ubyło także pożarów, których podstawową przyczyną było zaprószenie ognia, najczęściej papierosem, w trakcie alkoholowej libacji.

Po raz pierwszy od wielu lat, na przekór tendencji demograficznej, w latach obowiązywania kampanii ubyło zgonów i przybyło narodzin. Jak podaje Masłow, w latach 1986-1987 umarło o 245 tysięcy ludzi mniej niż w latach 1983-1984, a urodziło się ich o 431 tysięcy więcej.

Stosunek tego autora do kampanii Gorbaczowa i jej efektów jest zresztą bardzo osobisty. Tłumaczy to być może, dlaczego jest to jeden z nielicznych pozytywnych tekstów o suchym zakonie przypadający na dziesiątki kpiących i krytycznych.

W tym naszpikowanym danymi statystycznymi tekście jest passus, który doprowadził mnie niemalże do łez. Masłow przytacza popularne ponoć w drugiej połowie lat 80. powiedzonko: „Dziękujemy naszej partii i Gorbaczowowi osobiście! Trzeźwy mąż przyszedł do domu i ukochał siarczyście” (Spasibo partii radnoj i Gorbaczewowi liczno, trezwyj muż priszoł domoj i wljublił otliczno). Następnie opowiada własną historię:

„Ja, autor tego artykułu, zostałem poczęty w 1986 roku, a urodziłem się w 1987 roku. Mój ojciec był alkoholikiem. Moja mama wspominała, że w czasie trwania kampanii ojciec nie pił. Pił jednak, zanim się zaczęła i wrócił do picia, kiedy się skończyła. Umarł z powodu alkoholizmu w 2001 roku, w wieku 42 lat.

Najprawdopodobniej gdyby nie ta antyalkoholowa kampania, nigdy bym się nie urodził lub urodził się upośledzony albo jako inwalida”.

Uratowanie życia tylu ludziom, którzy nie zginęli w wypadkach, przejechani przez pijanych kierowców, nie zmarli od związanych z alkoholem chorób i nie spalili się w baniach, stodołach i melinach trzeba zaliczyć Gorbaczowowi i jego specom od walki z alkoholizmem na niewątpliwy plus. Podobnie jak przyjście na świat tych wszystkich dzieci nagle otrzeźwiałych alkoholików. Jednak kampania miała również niewątpliwie swoje ciemne strony.

Samogon leje się strumieniami

Oczywiście w opowieść, że to ona tak naprawdę stała za kryzysem radzieckiej gospodarki, a w efekcie za rozpadem Związku Radzieckiego (choć to w sumie efekt raczej pozytywny, przynajmniej z naszego polskiego punktu widzenia) trudno uwierzyć. Rzeczywiście dochody ze sprzedaży alkoholu stanowiły istotną pozycję w budżecie ZSRR – 11 proc. – a w trakcie trwania kampanii zmniejszyły się o ponad 60 proc. Jednak jednocześnie państwo musiało wtedy mniej wydawać na skutki pijaństwa, takie jak leczenie, opieka nad sierotami i czy skutki nieszczęśliwych wypadków w miejscach pracy. Te koszty jednak trudniej zliczyć i wrzucić do jednego worka.

Przyczyną odwołania kampanii były właśnie jej rzekomo zbyt wysokie koszty dla państwa, w które dziś, kiedy wreszcie zaczęto doceniać profilaktykę, trudno uwierzyć. Tak jednak wtedy uważano. W 1987 roku na dobre zaczął się kryzys gospodarczy, szukano więc kozłów ofiarnych i spektakularnych, szybkich metod walki z nim. Jesienią zapowiedziano koniec kampanii, odwołano ze stanowisk jej inicjatorów. Sołomiencew i Ligaczow zostali odesłani na emeryturę. Drastyczną antyalkoholową politykę powoli wyhamowywano począwszy od 1988 roku. Sprzedaż alkoholu wróciła do swoich przed kampanijnych rozmiarów jednak dopiero w ostatnim roku trwania ZSRR, czyli w 1991.

Gorbaczewowski suchoj zakon miał jednak niewątpliwie także negatywne efekty. Po pierwsze masowy wzrost produkcji bimbru. Choć władza radziecka walczyła z samogońszczykami (jak ich nazywano) tak brawurowo, że stało się to nawet tematem piosenek rockowych, robiła to zadziwiająco mało skutecznie.

Obywatele dobrowolnie znosili na posterunki milicji aparaturę do destylacji, miały miejsce spektakularne konfiskaty, a samogon jak lał się strumieniami, tak się lał.

Oprócz bimbru zaczęto używać innych specyfików. Już nie tylko wody kolońskiej, o której mówiła Sarkorowa, także wyrobów znacznie bardziej niebezpiecznych dla zdrowia i życia.

Na lata kampanii przypada skokowy wzrost narkomanii w ZSRR. Oczywiście trudno za to winić samą tylko antyalkoholową politykę. Dziennikarz Masłow, powołujący się na badania toksykologów ma rację mówiąc, że inicjalną substancją odurzająca jest prawie zawsze alkohol, a przytaczane przez niego dane pokazują, że w latach trwania kampanii wszelkich zatruć substancjami toksycznymi spożywanymi w celu wprowadzenia się w odmienny stan świadomości było mniej niż wcześniej i niż później. Niemniej jednak łatwo można sobie wyobrazić tych, którzy nie mogąc dostać w sklepie wina czy wódki, sięgali po klej, gaz z zapalniczki i inne trucizny. Na wzrost narkomanii mogły mieć wpływ także inne przyczyny, zupełnie niezwiązane z suchym zakonem.

Śmierć sommeillera

Natomiast niewątpliwie najbardziej trwałym i nieodwracalnym efektem antyalkoholowej polityki czasów Michaiła Gorbaczowa było zagrożenie, a w niektórych republikach praktycznie całkowite wyplenienie kultury wina. O tym, że w Kirgizji, na brzegach jeziora Issyk Kuł były kiedyś winnice dowiedziałam się właśnie od rozgoryczonych Kirgizów wyrzekających na drakońską antyalkoholową politykę Gorbaczowa.

Plan był taki, żeby szczepy winorośli przeznaczanej na produkcję wina, tak zwane techniczne, zastąpić szczepami rodzącymi winogrona przeznaczone do bezpośredniego spożycia. Zanim rozpoczęła się kampania, blisko 90 proc. znajdujących się na terenie ZSRR winnic dostarczało winogron służących do produkcji wina. Postanowiono rosnące tam rośliny wyciąć i na ich miejsce posadzić winorośl rodzącą owoce nadające się do jedzenia na surowo lub jako rodzynki.

W czasie trwania kampanii wykarczowano w sumie 364 hektary winorośli, czyli mniej więcej jedną czwartą wszystkich radzieckich winnic. W tym samym czasie nowymi, stołowymi szczepami obsadzono jedynie 72 hektary.

Największe spustoszenie ta polityka poczyniła oczywiście w krajach tradycyjnie związanych z produkcją wina, jak Mołdawia, Gruzja czy południowa Ukraina, zwłaszcza Krym. To tamtejsze winnice były najstarsze, a ich produkcja najbardziej ceniona, dlatego ich straty były największe. Niektóre z produkujących wino zakładów udało się uratować ogromnym wysiłkiem miejscowej ludności i pasjonatów. Tak było na przykład z założoną jeszcze w XVIII wieku słynną krymską Massandrą, położoną niedaleko Jałty. Żeby ją uchronić przed likwidacją ówczesny Pierwszy Sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy, Wołodymyr Szczerbycki, osobiście dzwonił do Gorbaczowa.

Inne krymskie winnice miały mniej szczęścia. W czasie trwania kampanii zniszczono prawie 40 proc. z nich. Oburzony tą barbarzyńską polityką partii, która niszczyła wieki tradycji i gromadzonego pokoleniami doświadczenia, uczony i pasjonat winiarstwa, dyrektor instytutu naukowo-badawczego produkcji wina i uprawy winorośli Magaracz, Paweł Gołodryga, popełnił samobójstwo.

Efekt jo-jo

Do antyalkoholowej kampanii Gorbaczowa jak ulał pasuje popularne w Rosji i ZSRR powiedzonko: chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze. Choć intencje jej inicjatorów były na pewno słuszne, a początkowe efekty godne pochwały, końcowy rezultat okazał się niezbyt zadowalający. Okazało się, że kulturę picia wykorzenić znacznie trudniej niż winorośl, a masowy zapoj, w który społeczeństwo poradzieckie weszło po 1991 roku – do czego niewątpliwie przyczynił się także kryzys ekonomiczny i upadek cywilizacyjny idący w ślad za rozpadem radzieckiego świata – można przyrównać tylko do niebezpiecznego efektu jo-jo występującego na koniec zbyt restrykcyjnej diety.

Suchoj zakon Gorbaczowa nie był ani pierwszą ani ostatnią próbą walki z alkoholizmem w Rosji i na podlegających jej wpływom terytoriach. Poprzednia wielka kampania antyalkoholowa zaczęła się jeszcze za caratu, w 1914 roku i została zakończona przez bolszewików w latach 20. Partyjni towarzysze zdecydowali o końcu prohibicji, bo potrzebowali dochodów ze sprzedaży alkoholu.

Później w zasadzie każdy radziecki przywódca, choć nie na taką skalę jak Gorbaczow, starł się walczyć z pijaństwem i po jakimś czasie tę walkę porzucał.

Próby takie przedsiębrano także już później, po rozpadzie ZSRR. W latach dwutysięcznych inicjatywę antyalkoholową w stosunku do Pamiru podjął imam ismailitów, mieszkający na Zachodzie i sam niestroniący od szampana, Aga Chan IV. Swoim muridom, czyli dosłownie uczniom, a w praktyce tamtejszym ismailickim imamom zalecił, by nakłaniali ludność do życia w trzeźwości i sprzeciwiali się uświetniać swoją obecnością uroczystości, w czasie których podaje się alkohol. Część wiernych posłuchała zaleceń ukochanego imama, inni jednak zmienili tylko metody serwowania alkoholu. Sama byłam na ślubie, gdzie wódkę rozlewano z czajnika do pijałek, czyli okrągłych czarek, w których tradycyjnie w Azji Środkowej pije się herbatę.

Problem alkoholizmu, a także narkotyków, nie zmniejszy się w poradzieckim świecie, jeśli tamtejsze władze nie zaczną cenić ludzkiego życia i dbać o społeczeństwa bardziej niż o napychanie własnych kieszeni. Póki ludzie nie odzyskają poczucia kontroli nad własnym losem i nie uwierzą, że ich wysiłki mogą się przełożyć na lepszy los dla nich i dla ich dzieci, będą szukali zapomnienia w piciu.

Udostępnij:

Ludwika Włodek

Dziennikarka, socjolożka, adiunktka w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, autorka m.in. zbioru reportaży z Azji Środkowej „Wystarczy przejść przez rzekę" i „Buntowniczek z Afganistanu" (WAB 2022).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne