Na terenie Unii Europejskiej prawie 8 tys. kąpielisk posiada oficjalną ocenę „doskonała jakość wody”, mimo że znajdują się na akwenach, w których wykryto zanieczyszczenia chemiczne.
Pięć redakcji – łotewski TVNET, chorwacki Telegram.hr, niemiecki CORRECTIV, austriacka Die Presse i polskie OKO.press przygotowują wspólny podcast poświęcony temu, co porusza europejską społeczność.
Tym razem CORRECTIV przygotował podcast o zanieczyszczeniach kąpielisk w Unii Europejskiej. Okazuje się, że informacje o stanie wody, które możemy przy nich znaleźć, nie są pełne – a nawet są bardzo niepełne. Nie ma w nich mowy o PFAS, „wiecznych chemikaliach, które się nie rozkładają. CORRECTIV przeprowadził śledztwo, z którego wynika, że niepokojąco duży odsetek kąpielisk w UE to miejsca zanieczyszczone PFAS.
Podcast został nagrany w języku angielskim i przeczytany przez polskiego lektora. Poniżej znajdziecie jego transkrypcję.
Gdy temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza, pierwsze wejście do jeziora przynosi prawdziwą ulgę. Chłodna woda odświeża ciało i umysł. Powietrze drży od upału. Promienie słońca migoczą na tafli wody. Ciszę przerywają jedynie radosne okrzyki dzieci i od czasu do czasu plusk osoby wskakującej do wody.
Zamiast wybierać basen, często możemy bez większego zastanowienia wybrać się nad jezioro, rzekę czy morze i wykąpać się w naturalnym akwenie.
Na oficjalnych kąpieliskach zwykle znajduje się tablica z informacjami o jakości wody. Jeśli dopisze nam szczęście, zobaczymy na niej najwyższą ocenę – trzy gwiazdki. Trudno wyobrazić sobie lepszy wynik.
Ale gdy przyjrzymy się tablicy dokładniej, możemy zauważyć coś jeszcze. Obok podstawowych informacji dla odwiedzających często znajdują się szczegóły dotyczące jakości wody. I właśnie tam, zapisane drobnym drukiem, może pojawić się słowo, które skutecznie psuje wakacyjny nastrój: PFAS.
Te tzw. wieczne chemikalia praktycznie nie ulegają naturalnemu rozkładowi. Zamiast znikać, z czasem gromadzą się w środowisku – oraz w naszych organizmach. W przypadku części z nich wykazano zwiększone ryzyko wystąpienia nowotworów.
Jak to możliwe, że kąpielisko otrzymuje ocenę „doskonała jakość wody”, a jednocześnie pojawia się informacja o obecności potencjalnie niebezpiecznych substancji chemicznych?
Jak czyste są naprawdę wody, w których się kąpiemy? Właśnie temu przyjrzymy się w dzisiejszym odcinku.
LensEU – przyglądamy się temu, co kształtuje europejską wspólnotę.
Nazywam się Lilith Grull. Jestem reporterką międzynarodową w CORRECTIV i członkinią zespołu CORRECTIV.Europe. Wspólnie z lokalnymi i niezależnymi dziennikarzami z całej Europy prowadzimy śledztwa dotyczące problemów, które przekraczają granice państw i dotyczą nas wszystkich.
W naszym najnowszym projekcie przeanalizowaliśmy jakość wód kąpieliskowych w całej Europie. To, co odkryliśmy, budzi niepokój.
Tysiące kąpielisk na terenie Unii Europejskiej otrzymały ocenę „doskonała jakość wody”. Jednocześnie wiele z nich znajduje się w akwenach zanieczyszczonych substancjami chemicznymi.
To rodzi wiele pytań.
Co oznacza to dla ludzi? Co oznacza dla przyrody obecność substancji chemicznych w wodzie? Kto monitoruje jakość tych wód? Skąd bierze się zanieczyszczenie? I co dzieje się wtedy, gdy jakość wody spada poniżej wymaganych standardów?
Aby odpowiedzieć na te pytania, rozmawialiśmy z ekspertami i lokalnymi dziennikarzami z różnych krajów Europy. W ramach naszego śledztwa przyjrzeliśmy się również szczegółowo jednemu konkretnemu kąpielisku.
To żadna nowość, ale warto to powtórzyć: Europa po raz kolejny doświadcza wyjątkowo gorącego lata.
Naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu opublikowali badanie pokazujące, że fale upałów występują w Europie znacznie częściej niż w innych regionach półkuli północnej.
Obecnie pojawiają się one tutaj około trzy–cztery razy częściej niż na obszarach położonych na podobnych szerokościach geograficznych, takich jak Stany Zjednoczone czy Kanada.To sprawia, że możliwość ochłodzenia się w jeziorze staje się ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Oczywiście pod warunkiem, że woda jest bezpieczna.
Na szczęście w Europie funkcjonuje oficjalny system oceny jakości wód kąpieliskowych, który ma pomóc każdemu sprawdzić, czy dane miejsce nadaje się do kąpieli. Obejmuje on około 22 tysięcy oficjalnie wyznaczonych kąpielisk w całej Europie.
Już tutaj pojawia się jednak pierwszy problem. Na liście znajdują się wyłącznie miejsca posiadające status oficjalnego kąpieliska. Popularne miejsca wybierane przez mieszkańców – żwirownie, jeziora czy nadrzeczne plaże – często w ogóle nie są uwzględniane.
Mimo to oficjalne kąpieliska są regularnie kontrolowane. Regionalne władze mają prawny obowiązek badać jakość wody zgodnie z dyrektywą kąpieliskową. Wyniki trafiają następnie do Europejskiej Agencji Środowiska, która przygotowuje europejski ranking jakości kąpielisk.
I tu pojawia się drugi problem. Dyrektywa kąpieliskowa wymaga badania jedynie dwóch wskaźników mikrobiologicznych – obu związanych z bakteriami kałowymi.
Brzmi to skomplikowanie, ale zasada jest prosta. Badanie tych wskaźników pozwala ocenić, czy woda została zanieczyszczona mikroorganizmami. Same bakterie naturalnie występują w środowisku, ale również w przewodzie pokarmowym ludzi i zwierząt. Ich obecność sugeruje, że do wody mogły przedostać się zanieczyszczenia pochodzące na przykład z odchodów, ścieków lub spływów po intensywnych opadach. To sygnał ostrzegawczy, który może wskazywać również na obecność innych chorobotwórczych drobnoustrojów.
Dlatego właśnie te wskaźniki wykorzystuje się do oceny bezpieczeństwa wody pitnej, kąpielisk i innych zbiorników wodnych. Pozwalają one wcześnie wykryć potencjalne zagrożenia dla zdrowia.
Jednak zgodnie z przepisami obowiązkowo bada się tylko dwa takie wskaźniki: Escherichia coli (E. coli) oraz enterokoki jelitowe. Oznacza to, że badania koncentrują się przede wszystkim na obecności drobnoustrojów mogących świadczyć o skażeniu wody. Nie obejmują natomiast substancji chemicznych, takich jak PFAS czy metale ciężkie, na przykład rtęć.
Innymi słowy, oficjalna ocena odpowiada przede wszystkim na pytanie, czy kąpiel wiąże się z bezpośrednim zagrożeniem zdrowia, natomiast niewiele mówi o długotrwałym gromadzeniu się zanieczyszczeń chemicznych w wodzie. W efekcie kąpielisko może otrzymać ocenę „doskonała jakość wody”, mimo że zawiera substancje chemiczne, których w ogóle nie uwzględnia obowiązujący system oceny.
A to niesie ze sobą szereg zagrożeń. Zanieczyszczenia te nie znikają z dnia na dzień. Potrafią pozostawać w jeziorach i rzekach przez wiele lat. Ich obecność może mieć długofalowe konsekwencje dla całych ekosystemów – zwierząt, roślin i ludzi. Ryzyko wzrasta zwłaszcza wtedy, gdy podczas kąpieli przypadkowo połkniemy wodę albo mamy otwarte skaleczenie.
Dlatego uznaliśmy, że sama ocena jakości kąpielisk nie daje pełnego obrazu sytuacji. W naszym śledztwie połączyliśmy więc dane z europejskiego rankingu jakości kąpielisk z drugim źródłem informacji – monitoringiem prowadzonym w ramach Ramowej Dyrektywy Wodnej.
Czym właściwie jest monitoring prowadzony w ramach Ramowej Dyrektywy Wodnej?
Obejmuje on ocenę stanu chemicznego wód powierzchniowych, w tym również tych, na których znajdują się oficjalne kąpieliska. W przeciwieństwie do dyrektywy kąpieliskowej zakres badań jest znacznie szerszy. Władze mają obowiązek regularnie analizować wodę pod kątem wielu różnych zanieczyszczeń chemicznych. Celem jest nie tylko ocena bieżącej jakości wody, lecz także wykrywanie długotrwałego zanieczyszczenia całego ekosystemu.
W CORRECTIV.Europe postawiliśmy sobie jedno proste pytanie:
Jak dobra jest naprawdę jakość europejskich wód kąpieliskowych?
Aby na nie odpowiedzieć, połączyliśmy dane dotyczące około 22 tysięcy oficjalnych kąpielisk z informacjami pochodzącymi z monitoringu prowadzonego w ramach Ramowej Dyrektywy Wodnej.
Najpierw musieliśmy jednak rozwiązać pewien problem. Obie bazy danych nie posiadają wspólnego identyfikatora, który pozwalałby je automatycznie połączyć. Dlatego nasza dziennikarka danych wykorzystała współrzędne geograficzne każdego kąpieliska. Dzięki temu mogła przyporządkować je do odpowiednich jezior, rzek, wód przybrzeżnych lub przejściowych znajdujących się w bazie monitoringu chemicznego.
Po raz pierwszy udało się dzięki temu stworzyć stosunkowo dokładny obraz jakości wód na oficjalnych kąpieliskach w całej Europie. A dokładniej – sprawdzić, gdzie w wodzie wykryto substancje potencjalnie szkodliwe dla zdrowia.
Wyniki okazały się zaskakujące.
Na terenie Unii Europejskiej co najmniej 7866 kąpielisk posiada oficjalną ocenę „doskonała jakość wody”, mimo że znajdują się na akwenach, w których wykryto zanieczyszczenia chemiczne.
Najwięcej takich miejsc znajduje się we Włoszech, Niemczech, Danii, na Węgrzech i we Francji.
Dla osób korzystających z kąpielisk oznacza to jedno: wchodzimy do wody przekonani, że jest całkowicie bezpieczna, choć w rzeczywistości możemy być narażeni na kontakt z substancjami potencjalnie szkodliwymi.
Wśród wykrytych zanieczyszczeń znajdują się między innymi PFAS, metale ciężkie oraz pozostałości pestycydów. Ich wpływ na zdrowie zależy oczywiście od rodzaju substancji, jej stężenia oraz czasu narażenia. Niektóre z nich mogą osłabiać układ odpornościowy lub zwiększać ryzyko zachorowania na nowotwory. Inne uszkadzają wątrobę i nerki albo zaburzają rozwój dzieci. Szczególnie narażone są najmłodsze osoby, ponieważ ich organizmy wciąż się rozwijają i są bardziej wrażliwe na działanie toksycznych substancji.
Trzeba jednak zrobić ważne zastrzeżenie. Samo wykrycie niebezpiecznej substancji nie oznacza automatycznie, że kąpiel jest niebezpieczna ani że cały ekosystem znajduje się w stanie katastrofy. Jak mówi znana zasada toksykologii – to dawka czyni truciznę. Obecność zanieczyszczenia wskazuje na możliwość występowania ryzyka, ale nie przesądza o jego skali.
Analizowane przez nas dane nie zawierały informacji o rzeczywistych stężeniach poszczególnych substancji. Dlatego w naszym śledztwie oraz przygotowanym atlasie interaktywnym pokazujemy jedynie, jakie zanieczyszczenia zostały wykryte przez organy monitorujące. Nie możemy natomiast wskazać ich dokładnych stężeń, ponieważ takimi informacjami dysponują wyłącznie lokalne władze.
Na stronie projektu (link w źródłach poniżej) dostępny jest zarówno interaktywny atlas, jak i pełny opis naszego śledztwa oraz zastosowanej metodologii. Możecie tam również sprawdzić jakość wód w pobliżu swojego miejsca zamieszkania.
Brak informacji o stężeniach poszczególnych substancji pozostawił nas z poczuciem niedosytu. Chcieliśmy dowiedzieć się, jak wygląda rzeczywista sytuacja.
Oczywiście nie byliśmy w stanie pobrać próbek z wszystkich 22 tysięcy europejskich kąpielisk i zlecić ich analiz laboratoryjnych. Bardzo chcielibyśmy to zrobić, ale nie dysponujemy takimi zasobami. Wybraliśmy więc jedno konkretne miejsce. Wiedzieliśmy, że w jego pobliżu znajduje się dawne składowisko odpadów. Postanowiliśmy samodzielnie pobrać próbkę wody.
Podczas naszego śledztwa rozmawialiśmy z kilkoma naukowcami specjalizującymi się w badaniach jakości wody, aby lepiej zrozumieć ten problem.
Nazywam się Markus Große Ophoff. Jestem członkiem Komisji Ekspertów ds. Substancji Śladowych przy niemieckim Federalnym Ministerstwie Środowiska. Jednocześnie jestem profesorem Uniwersytetu Nauk Stosowanych w Osnabrück i od ponad trzydziestu lat zajmuję się badaniem substancji chemicznych obecnych w środowisku.
Za każdym razem, gdy pływamy lub kąpiemy się w naturalnych zbiornikach wodnych, a także wtedy, gdy małe dzieci bawią się przy brzegu, nieświadomie połykamy niewielkie ilości wody. Nie da się tego uniknąć. To nie jest woda pitna, ale mimo wszystko trochę jej trafia do naszego organizmu.
Pierwszym zagrożeniem są drobnoustroje. Mogą wywoływać biegunki, infekcje i inne choroby. Jednak problemem mogą być również substancje chemiczne. W zdecydowanej większości zbiorników nie stanowią one zagrożenia, ale jeśli dany obszar jest już wcześniej zanieczyszczony, sytuacja wygląda inaczej. Może chodzić o metale ciężkie, które przedostały się do wody. Mogą to być pestycydy występujące lokalnie w wysokich stężeniach i oddziałujące na układ nerwowy.
Kolejnym przykładem są tak zwane „wieczne chemikalia”, czyli PFAS. Mogą trafiać do wód z pobliskich terenów skażonych i również stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzi.
Lilith Grull: Szczególnie narażone są miejsca, w których niebezpieczne substancje były produkowane, wykorzystywane lub składowane.
Są to między innymi zakłady produkujące PFAS, bazy wojskowe, lotniska, jednostki straży pożarnej oraz dawne wysypiska odpadów, gdzie przez lata deponowano zanieczyszczone materiały.
Czas przyjrzeć się kąpielisku, które stało się przedmiotem naszego śledztwa – Filzteich. Położone w okręgu Schneeberg w niemieckiej Saksonii kąpielisko oficjalnie posiada ocenę „doskonała jakość wody”. Każdy, kto przyjeżdża tam popływać, ma więc pełne prawo sądzić, że korzysta z bezpiecznego miejsca. Kiedy jednak przyjrzymy się sprawie bliżej, obraz okazuje się znacznie bardziej skomplikowany.
W CORRECTIV.Europe zainteresowaliśmy się Filzteich po tym, jak jeden z naszych kolegów prowadził śledztwo dotyczące nielegalnego składowania odpadów w okolicy. Okazało się, że kąpielisko znajduje się bardzo blisko jednego z takich terenów.
Przed laty składowano tam odpady z przemysłu papierniczego. Tak zwane osady papiernicze zdeponowano tuż obok strumienia, który wpływa bezpośrednio do jeziora Filzteich, niedaleko oficjalnego kąpieliska.
Od czasu wykrycia problemu regionalne służby ochrony środowiska wielokrotnie pobierały w tym miejscu próbki wody. Pełne wyniki badań nie są jednak publicznie dostępne. Poznaliśmy je dopiero po zwróceniu się do właściwych organów z formalnym wnioskiem o udostępnienie informacji. Badania laboratoryjne wielokrotnie wykazały między innymi podwyższone stężenia PFAS – tzw. wiecznych chemikaliów. Substancje te rozkładają się niezwykle wolno i mogą przez wiele lat gromadzić się zarówno w środowisku, jak i w organizmach ludzi.
Niezależnie od tego przedsiębiorstwo komunalne zarządzające kąpieliskiem również zleciło pobór próbek bezpośrednio w strefie kąpielowej. Odmówiło jednak udostępnienia wyników tych analiz.
Aby uzyskać pełniejszy obraz sytuacji, w czerwcu sami pobraliśmy próbkę wody z kąpieliska i przekazaliśmy ją do analizy niezależnemu laboratorium. Poprosiliśmy o zbadanie próbki między innymi pod kątem obecności grupy PFAS-4. To cztery związki należące do najczęściej występujących substancji z grupy PFAS. Są one również uznawane za jedne z najbardziej szkodliwych dla zdrowia człowieka.
Wyniki analizy wykazały, że łączne stężenie tych czterech związków było nieznacznie niższe od wartości referencyjnej rekomendowanej kilka lat temu przez Niemiecką Agencję Środowiska.
Jednak zupełnie inny obraz wyłania się po porównaniu wyników z normami obowiązującymi w innych krajach. Przykładowo w Danii obowiązują bardziej rygorystyczne wartości orientacyjne dotyczące PFAS w wodach kąpieliskowych. Nasza próbka przekraczała duński poziom referencyjny niemal dziesięciokrotnie.
Przypadek kąpieliska Filzteich pokazuje znacznie szerszy problem.
Kąpielisko może otrzymać oficjalną ocenę „doskonała jakość wody”, mimo że woda jest w mierzalnym stopniu zanieczyszczona historycznymi zanieczyszczeniami oraz substancjami chemicznymi pochodzenia przemysłowego.
I właśnie tutaj widać ograniczenia obecnego systemu.
Markus Große Ophoff: Wielu z tych zanieczyszczeń praktycznie nie da się usunąć z wód kąpieliskowych. A jeśli już, wymaga to ogromnych nakładów pracy i środków.
Jeżeli mamy do czynienia z trwałym zanieczyszczeniem, oczyszczenie wody jest bardzo skomplikowane. Jedną z metod jest filtracja przez węgiel aktywny. Jest to materiał o bardzo porowatej strukturze, który wiąże wiele zanieczyszczeń – choć niestety nie wszystkie.
Jeżeli wielokrotnie przepuścimy wodę przez taki filtr, jej jakość może się poprawić. To rozwiązanie sprawdza się jednak głównie w przypadku nagłych zdarzeń, na przykład gdy do jeziora lub rzeki przedostaną się chemikalia po wypadku cysterny.
Jeśli jednak źródłem problemu jest wieloletnie skażenie – na przykład teren dawnego zakładu przemysłowego albo zanieczyszczenie PFAS pochodzące z pian gaśniczych – substancje te pozostają w środowisku przez bardzo długi czas.
W takich sytuacjach jedyną rozsądną rekomendacją jest po prostu stwierdzenie, że nie powinno się tam pływać.
Lilith Grull: Czy oznacza to, że w przyszłości będziemy musieli zrezygnować z kąpieli lub nawet z łowienia ryb w niektórych akwenach?
Na poziomie Unii Europejskiej nie obowiązują obecnie jednolite wartości graniczne dotyczące PFAS w wodach kąpieliskowych. W praktyce oznacza to, że bardzo trudno ustalić, czy woda w naszym ulubionym jeziorze rzeczywiście stanowi zagrożenie dla zdrowia. Jak dotąd jedynie kilka państw członkowskich zdecydowało się opracować własne wytyczne.
Przykładem jest Holandia, która w 2024 roku wprowadziła krajowe wartości orientacyjne dla PFAS w wodach przeznaczonych do kąpieli. Powodem były nowe wyniki badań naukowych wskazujące, że substancje te mogą negatywnie wpływać na zdrowie nawet przy stosunkowo niewielkim poziomie narażenia.
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat, zachęcamy do przeczytania naszego artykułu.
A w jaki sposób o takich zagrożeniach informowani są mieszkańcy i turyści?
Przepisy Unii Europejskiej są w tej kwestii jednoznaczne. Na każdym oficjalnym kąpielisku powinna znajdować się dobrze widoczna tablica prezentująca ocenę jakości wody oraz odsyłająca do dodatkowych informacji. Mogą one obejmować dane dotyczące zanieczyszczeń, takich jak metale ciężkie czy substancje chemiczne.
Założenie jest proste. Czytelne symbole i jasne komunikaty umieszczone bezpośrednio przy kąpielisku mają umożliwić każdemu szybkie zorientowanie się w stanie wody i świadome podjęcie decyzji, czy chce z niej korzystać oraz jakie ryzyko jest gotów zaakceptować.
Na kąpielisku Filzteich odpowiednia informacja znajduje się przy kasie biletowej. Drobnym drukiem wspomniano również o PFAS. Rozmawialiśmy z osobami korzystającymi z kąpieliska. Większość z nich przyznała, że nigdy wcześniej nie zauważyła tej informacji. Podczas naszej wizyty nie znaleźliśmy także żadnych dodatkowych, dobrze widocznych ostrzeżeń dotyczących możliwego zanieczyszczenia wody.
Jako dziennikarze zawsze staramy się ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za dany problem i jakie mogą być jego rozwiązania. W przypadku kąpieliska Filzteich odpowiedzialność rozkłada się na kilka poziomów. Po pierwsze są odwiedzający, którzy – przynajmniej teoretycznie – mogą przeczytać informacje zamieszczone na tablicy i samodzielnie zdecydować, czy chcą wejść do wody. Następnie jest przedsiębiorstwo komunalne zarządzające kąpieliskiem. Za ocenę, czy kąpielisko spełnia wymagania bezpieczeństwa, odpowiada urząd powiatowy. Wyżej znajdują się władze kraju związkowego Saksonii, a następnie rząd federalny Niemiec.
Wiele decyzji podejmowanych na tych szczeblach zależy jednak od finansowania oraz przepisów obowiązujących na poziomie Unii Europejskiej. Istotne znaczenie mają również priorytety polityczne rządzących.
Na poziomie UE kluczową rolę odgrywają dwa akty prawne: dyrektywa kąpieliskowa oraz Ramowa Dyrektywa Wodna. I właśnie tutaj uwidacznia się problem o charakterze systemowym.
Jak wspominaliśmy wcześniej, oficjalna ocena jakości kąpielisk opiera się wyłącznie na dwóch wskaźnikach mikrobiologicznych – bakteriach kałowych, które pozwalają wykryć przede wszystkim bezpośrednie zagrożenie zakażeniami.
Do oceny nie włącza się natomiast zanieczyszczeń chemicznych, takich jak pestycydy, metale ciężkie czy PFAS. Dzieje się tak, mimo że substancje te są badane w ramach monitoringu prowadzonego zgodnie z Ramową Dyrektywą Wodną i wiadomo, że występują w wielu europejskich jeziorach, rzekach i wodach przybrzeżnych.
W efekcie tysiące oficjalnych kąpielisk nadal otrzymują ocenę „doskonała jakość wody”, choć znajdują się na akwenach zanieczyszczonych chemicznie.
Jak już wspomnieliśmy, na poziomie Unii Europejskiej nadal nie obowiązują jednolite wartości graniczne dotyczące PFAS w wodach kąpieliskowych. W określonych okolicznościach może to stanowić problem dla zdrowia publicznego w dłuższej perspektywie. Ostatnio pojawiły się jednak oznaki zmian.
W maju 2026 roku Unia Europejska przyjęła nowelizację przepisów dotyczących gospodarki wodnej. W przyszłości państwa członkowskie będą zobowiązane przekazywać do Europejskiej Agencji Środowiska znacznie bardziej szczegółowe dane z krajowych programów monitoringu. Po wdrożeniu nowych przepisów na poziomie krajowym dostępne powinny być bardziej kompletne i porównywalne informacje o stanie europejskich rzek, jezior i wód przybrzeżnych oraz skali ich zanieczyszczenia substancjami chemicznymi.
Kiedy rzeczywiście stanie się to możliwe, będzie zależało od tempa wdrażania nowych regulacji przez poszczególne państwa.
Jednocześnie na poziomie Unii Europejskiej trwają prace nad kolejnymi zmianami dotyczącymi substancji chemicznych. Śledzenie wszystkich tych procesów nie jest łatwe. Istotną rolę odgrywają tzw. pakiety omnibus, czyli rozwiązania pozwalające wprowadzać zmiany do wielu aktów prawnych jednocześnie. Ich deklarowanym celem jest ograniczenie biurokracji.
Dobrym przykładem są obecnie prowadzone prace nad pakietem Omnibus X, obejmującym między innymi przepisy dotyczące bezpieczeństwa żywności i pasz oraz procedur dopuszczania pestycydów do obrotu. Komisja Europejska przekonuje, że nowe rozwiązania mają uprościć i przyspieszyć procedury administracyjne. Część organizacji społecznych i ekspertów obawia się jednak, że może to osłabić ochronę środowiska oraz zdrowia publicznego.
Same PFAS nie są formalnie częścią tych pakietów omnibus. Regulacje ich dotyczące są opracowywane przede wszystkim w ramach odrębnych przepisów dotyczących europejskiego prawa chemicznego. Nie zmienia to jednak faktu, że decyzje podejmowane w ramach pakietów omnibus mają wpływ na skalę wykorzystania tych substancji.
Dotyczy to między innymi dopuszczania do stosowania pestycydów zawierających PFAS czy wykorzystywania tych związków w procesach przemysłowych, na przykład przy produkcji powłok nieprzywierających lub smarów narciarskich. A to z kolei przekłada się na ilość PFAS, która ostatecznie trafia do środowiska – i potencjalnie również do naszych kąpielisk.
Podwyższone stężenia PFAS wykryliśmy również w próbce pobranej przez nas bezpośrednio na kąpielisku Filzteich. Jednak Filzteich nie jest odosobnionym przypadkiem. Potwierdzają to nie tylko wyniki naszego śledztwa, lecz także dane pochodzące z europejskiego monitoringu. Wskazują one, że stan chemiczny wielu europejskich akwenów jest znacznie gorszy, niż sugerują oficjalne oceny jakości kąpielisk.
W Niemczech żaden regularnie monitorowany zbiornik wód powierzchniowych nie spełnia w pełni wymagań chemicznych określonych w Ramowej Dyrektywie Wodnej. Największy wpływ mają na to trwałe zanieczyszczenia, takie jak rtęć oraz niektóre środki zmniejszające łatwopalność, wykorzystywane przez dziesięciolecia między innymi w meblach tapicerowanych i innych produktach. Substancje te od dawna gromadzą się w środowisku.
Dlatego również na poziomie Unii Europejskiej rośnie presja na zmianę obowiązujących zasad oceny jakości wód kąpieliskowych.
Kompleksowy i regularny monitoring jakości wód oraz rygorystyczne przepisy mają znaczenie nie tylko w przypadku kąpielisk. Rozmawiałam z dziennikarzami z Niemiec i Łotwy, którzy od lat zajmują się tematyką jakości wód podziemnych, wody pitnej oraz mórz.
Nazywam się Sophie Schwan. Jestem dziennikarką lokalną i reporterką z Brandenburgii zajmującą się klimatem. Pracuję dla Märkische Online Zeitung, znanego również jako MOZ.
Przy okazji jednego z lokalnych materiałów badałam problem PFAS, czyli tzw. wiecznych chemikaliów, w mieście Bernau pod Berlinem. Sprawdzałam, czy dawne składowiska odpadów mogą stanowić zagrożenie dla gleby, wód podziemnych oraz lokalnych zbiorników wodnych. Przypadek Bernau jest bardzo wymowny, ponieważ pokazuje, że problem „wiecznych chemikaliów’ dotyczy konkretnych miejsc, w których mieszkają ludzie. Mówimy o terenach położonych tuż obok domów, miejsc wypoczynku i ujęć wody pitnej.
W Bernau szczególnie istotne są trzy dawne składowiska odpadów: teren GEAB, składowisko Brestow oraz dawne wysypisko przy ulicy Schmetzdorfer Straße. Przez wiele lat zdeponowano tam ponad 400 tysięcy ton różnego rodzaju odpadów – tworzyw sztucznych, odpadów medycznych, elektronicznych, budowlanych i wielu innych materiałów.
Obawiałam się, że woda opadowa może wypłukiwać z tych miejsc zanieczyszczenia, które następnie trafiają do gleby, rowów melioracyjnych i wód podziemnych, stwarzając zagrożenie dla środowiska oraz mieszkańców.
Dla lokalnej społeczności najbardziej mylące jest to, że władze zapewniają, iż nie istnieje żadne bezpośrednie zagrożenie. I to również jest ważne – nie należy niepotrzebnie wywoływać paniki. Jednocześnie jednak wciąż pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi.
W przypadku PFAS brak ostrzeżenia nie oznacza automatycznie braku zanieczyszczenia. Czasami oznacza jedynie, że określonych substancji po prostu nie badano, ponieważ przepisy tego nie wymagają.
Problemem pozostaje także kwestia odpowiedzialności. Jedno składowisko podlega władzom miasta, inne administracji powiatowej, a część procedur prowadzą instytucje środowiskowe kraju związkowego. To sprawia, że rozwiązanie problemu jest powolne, skomplikowane i bardzo kosztowne.
Szacuje się, że rekultywacja tych terenów pochłonie około 65 milionów euro i potrwa co najmniej kilkanaście lat – nawet jeśli wszystkie działania będą przebiegały sprawnie.
Mieszkańcom trudno jest zrozumieć, kto faktycznie odpowiada za rozwiązanie problemu i kiedy wreszcie zostaną podjęte konkretne działania, ponieważ przez ostatnią dekadę niewiele się zmieniło.
Na szczęście coraz częściej mówi się o potrzebie działania zgodnie z zasadą ostrożności. Pojawiają się postulaty większej przejrzystości, częstszych badań oraz stworzenia publicznego rejestru miejsc potencjalnie zagrożonych zanieczyszczeniem PFAS.
Moim zdaniem rozwiązanie jest dość oczywiste. Nie powinniśmy badać wyłącznie tego, czego wymagają przepisy. Powinniśmy prowadzić badania wszędzie tam, gdzie istnieją uzasadnione przesłanki występowania ryzyka – na przykład w pobliżu dawnych składowisk odpadów, po intensywnych opadach deszczu albo tam, gdzie w przeszłości wykorzystywano piany gaśnicze.
Najważniejsze pytanie nie brzmi bowiem, czy dziś woda pitna jest bezpieczna. Powinniśmy zastanowić się przede wszystkim, jak zapobiec temu, by dawne zanieczyszczenia nie stały się w przyszłości znacznie większym problemem dla naszych wód i gleb. Zmiana klimatu dodatkowo pogarsza sytuację, ponieważ coraz częstsze ulewne deszcze zwiększają ryzyko wypłukiwania tych substancji do środowiska”.
Lilith Grull – jestem bardzo ciekawa, co przyniesie kolejny artykuł Sophii Schwan przygotowywany na podstawie naszego śledztwa.
Złożyła właśnie wniosek do Krajowego Urzędu Ochrony Środowiska dotyczący kąpielisk i jezior, w których dozwolone jest wędkowanie na terenie powiatu Barnim w Brandenburgii. Chce ustalić, czy prowadzono tam dodatkowe badania jakości wody, czy wykryto substancje takie jak PFAS lub rtęć, a jeśli tak – jakie mogą być źródła tych zanieczyszczeń.
Na odpowiedź prawdopodobnie będzie musiała poczekać co najmniej cztery tygodnie. Z pewnością warto więc śledzić jej kolejne publikacje. My również będziemy to robić.
W CORRECTIV.Europe staramy się patrzeć na problemy z perspektywy całej Europy. Dlatego teraz przenosimy się nad Morze Bałtyckie, a dokładniej – na Łotwę. Aby lepiej zrozumieć sytuację w tym regionie, rozmawialiśmy także z naszą koleżanką – łotewską dziennikarką.
Nazywam się Anna Liene Brokāne i jestem dziennikarką portalu TVNET na Łotwie. W swoich materiałach śledczych analizuję wpływ zmiany klimatu oraz zanieczyszczeń spływających z lądu na ekosystem Morza Bałtyckiego i jakość wód przybrzeżnych wykorzystywanych do kąpieli.
Najważniejszym wnioskiem z mojej pracy była skala problemu. Według najnowszych międzynarodowych raportów 97 procent powierzchni Morza Bałtyckiego jest dotknięte eutrofizacją, a obszary pozbawione tlenu w głębszych partiach morza stale się powiększają.
Obecnie stanowią one około jednej piątej wszystkich morskich „martwych stref” na świecie, co pokazuje wyraźny, długoterminowy trend pogarszania się stanu środowiska.
Dobrym tego przykładem są zjawiska, które mieszkańcy Łotwy obserwują niemal każdego lata. Podczas upałów płytkie wody Bałtyku i Zatoki Ryskiej szybko się nagrzewają, co sprzyja masowym zakwitom sinic. Niekiedy są one tak rozległe, że można je dostrzec nawet na zdjęciach satelitarnych.
Gdy zakwity docierają do wybrzeża, władze mogą wprowadzać zakaz kąpieli ze względu na potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Na tym jednak problem się nie kończy. Po obumarciu sinice opadają na dno, gdzie podczas rozkładu zużywają ogromne ilości tlenu. Prowadzi to do degradacji ekosystemów morskich i utrudnia odbudowę populacji ryb, takich jak dorsz bałtycki”.
Działania podejmowane przez Łotwę są częścią szerszego wysiłku podejmowanego przez wszystkie państwa regionu Morza Bałtyckiego. Wspólnie realizują one założenia Bałtyckiego Planu Działań (Baltic Sea Action Plan), którego celem jest ograniczenie ilości substancji biogennych trafiających do morza.
Trudno jednak dokonać postępu. Rolnictwo ma ogromne znaczenie dla gospodarki, a ograniczenie spływu nawozów wymaga znacznych inwestycji oraz długofalowych zmian w sposobie prowadzenia upraw. Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że skuteczna ochrona Bałtyku wymaga współpracy wszystkich państw leżących w jego zlewni.
Państwa Unii Europejskiej wdrażają coraz bardziej rygorystyczne przepisy środowiskowe, natomiast Rosja nie podlega unijnemu prawu w tym zakresie. Utrudnia to skoordynowane działania na obszarze całego Morza Bałtyckiego.
Jednocześnie naukowcy pracują nad obiecującymi rozwiązaniami opartymi na procesach naturalnych, takimi jak hodowla małży i glonów, które mogą pochłaniać nadmiar substancji odżywczych oraz usuwać fosfor z ekosystemu morskiego.”
Lilith Grull: Wnioski płynące zarówno z tej historii, jak i z wcześniejszych przykładów, prowadzą do jednego pytania:
Czy nie potrzebujemy nowych, wspólnych międzynarodowych standardów monitorowania jakości naszych wód?
Takie stanowisko podziela również naukowiec Markus Große Ophoff.
Markus Große Ophoff: Rutynowe badanie wszystkich możliwych substancji chemicznych byłoby niezwykle kosztowne. Istnieją ich dosłownie tysiące. Znacznie rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie danych, które już dziś są gromadzone w innych systemach – między innymi w ramach Ramowej Dyrektywy Wodnej, przez przedsiębiorstwa wodociągowe czy programy monitoringu rzek.
Na podstawie tych informacji można wskazać obszary o podwyższonym poziomie zanieczyszczeń chemicznych, a następnie prowadzić tam ukierunkowane badania.
Niestety obecnie nie jest to praktyka stosowana w sposób systematyczny. Jestem jednak przekonany, że wiele potrzebnych informacji można pozyskać z publicznie dostępnych baz danych dotyczących stanu środowiska. Dzięki temu znacznie łatwiej byłoby prowadzić działania zapobiegawcze.
W dłuższej perspektywie potrzebujemy również jasnych wytycznych. Nie można po prostu przenieść norm obowiązujących dla wody pitnej na wody kąpieliskowe. Wodę z kranu pijemy codziennie i wykorzystujemy ją do przygotowywania posiłków. Podczas kąpieli do organizmu trafiają jedynie niewielkie ilości wody, dlatego nie ma potrzeby stosowania identycznych limitów.
Zdarzają się jednak miejsca, w których poziom zanieczyszczeń przekracza dopuszczalne wartości nawet o rząd wielkości. W takich przypadkach problem staje się naprawdę poważny. Dlatego warto opracować jednolitą metodologię oceny oraz wprowadzić odpowiednie standardy i przepisy prawne.
Lilith Grull: Co zatem wynika z naszego śledztwa?
Po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie okazuje się, że jakość europejskich wód kąpieliskowych nie jest tak dobra, jak sugerują gwiazdki widniejące na oficjalnych tablicach informacyjnych. Ocena ta odnosi się przede wszystkim do zanieczyszczeń mikrobiologicznych. Osoby korzystające z kąpielisk wiedzą natomiast bardzo niewiele o obecności zanieczyszczeń chemicznych. Często nie prowadzi się odpowiednich badań, a nawet jeśli są wykonywane, ich wyniki bywają trudno dostępne lub w ogóle nie są udostępniane opinii publicznej.
Tak właśnie było w przypadku kąpieliska Filzteich.
Co należałoby zmienić?
Po pierwsze – potrzebujemy lepszego monitoringu. Badania powinny być prowadzone częściej i obejmować znacznie szerszy zakres zanieczyszczeń występujących w wodach wykorzystywanych do rekreacji.
Po drugie – konieczne jest usuwanie historycznych źródeł zanieczyszczeń. Dopóki stare składowiska odpadów i skażone tereny przemysłowe będą uwalniały niebezpieczne substancje, będą one trafiały do gleby, wód podziemnych, jezior i rzek.
Po trzecie – potrzebujemy bardziej rygorystycznych przepisów dotyczących szczególnie problematycznych substancji, takich jak PFAS.
Właśnie takie rozwiązania są obecnie przedmiotem negocjacji na poziomie Unii Europejskiej. Również sama Komisja Europejska przyznaje, że obecny system monitorowania kąpielisk skutecznie chroni przed zagrożeniami bakteriologicznymi, ale nie zapewnia odpowiedniej kontroli nad zanieczyszczeniami chemicznymi. Dlatego analizuje obecnie możliwość rozszerzenia obowiązujących przepisów.
Teoretycznie oznacza to szansę na lepszą ochronę środowiska i zdrowia. Nie wszystkie organizacje patrzą jednak na te zmiany z optymizmem. Część z nich obawia się, że zamiast zaostrzenia przepisów dojdzie do ich osłabienia.
Na przykład organizacja LobbyControl, wspólnie z ponad 150 innymi organizacjami społecznymi, ostrzega, że obowiązujące w Europie standardy ochrony środowiska i zdrowia mogą zostać ograniczone. Jednym z powodów tych obaw jest rosnąca presja ze strony ugrupowań prawicowo-populistycznych oraz części przedstawicieli przemysłu.
Jednak odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na instytucjach w Brukseli i Strasburgu. Dużą rolę odgrywają również rządy państw członkowskich oraz władze lokalne. To one decydują o sposobie wdrażania przepisów, intensywności kontroli oraz tempie rekultywacji terenów skażonych.
Przykłady Holandii i Danii pokazują, że możliwe jest prowadzenie bardziej konsekwentnej polityki wobec PFAS i innych trwałych zanieczyszczeń niż ma to miejsce między innymi w Niemczech.
Zanieczyszczenie kąpieliska Filzteich jest znane władzom od wielu lat. Przynajmniej odpowiedzialne instytucje oraz operator kąpieliska wiedziały o problemie, nawet jeśli wielu odwiedzających nie miało o nim pojęcia.
Poprosiliśmy zarówno administrację powiatu, jak i operatora kąpieliska o odniesienie się do wyników naszych badań. Obie instytucje odpowiedziały, że zmierzone przez nas stężenia PFAS pozostają poniżej wartości referencyjnych rekomendowanych przez Niemiecką Agencję Środowiska i dlatego – ich zdaniem – nie stanowią zagrożenia dla zdrowia.
O komentarz zwróciliśmy się również do Ministerstwa Zdrowia Saksonii. Według przedstawicieli resortu zasadnicze rozwiązanie jest tylko jedno – usunięcie toksycznych odpadów pochodzących z przemysłu papierniczego. To właśnie one są uznawane za jedno z głównych źródeł zanieczyszczeń wielokrotnie wykrywanych w wodach jeziora Filzteich. Koszt rekultywacji tego terenu szacowany jest na około 12 milionów euro.
Były minister środowiska Saksonii Wolfram Günther podkreśla, że nie należy wywoływać niepotrzebnej paniki. Jednocześnie zaznacza, że udawanie, iż problem nie istnieje, nie jest rozwiązaniem. Jego zdaniem lokalne władze są przeciążone obowiązkami i nie dysponują wystarczającymi zasobami, aby skutecznie rozwiązywać tego rodzaju problemy. W rezultacie działania są odkładane na później. Jak twierdzi, samorządy nie powinny być pozostawione same sobie.
Tymczasem w całej Europie rozpoczęły się wakacje i sezon urlopowy. Temperatury nadal rosną. Baseny są pełne ludzi, ale równie dużą popularnością cieszą się jeziora, rzeki i nadmorskie kąpieliska, gdzie mieszkańcy szukają ochłody.
A jeśli wolisz czytać niż słuchać, zasubskrybuj nasz newsletter LensEU. Znajdziesz w nim informacje na tematy europejskie z pięciu krajów biorących udział w projekcie.
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Komentarze