Nie żyje Jan Frycz, aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Miał 72 lata. O jego śmierci poinformował Teatr Narodowy na swoim profilu na Facebooku. Frycz grał na polskich scenach blisko pół wieku; od 2006 roku był aktorem warszawskiego Teatru Narodowego.
Do tego stopnia, że Dario stał się memem: sceny z udziałem Frycza migają mi zawsze, kiedy scrolluję Facebooka. Pijany Dario wyrzucany z klubu, Dario dyktujący nowe warunki dealerom, Dario, który podstępem zabija swoich prześladowców, doprowadzając do dachowania samochodu. I ta mistrzowska scena w toalecie na stacji benzynowej: Dario goły jak niemowlę tłumaczy się intruzowi: „Zapomniałem zamknąć”. A w następnej sekwencji obżerający się jego kotletem w jego ciuchach.
W roli bezwzględnego, przebiegłego, manipulującego ludźmi bossa mafii Jan Frycz osiągnął ten poziom wiarygodności, który znamy z filmów Quentina Tarantino. Z wirtuozerią połączył brutalną przemoc z ironią, stworzył portret gangstera, który jednocześnie odpycha i fascynuje.
Czytam, że sukces Frycz zawdzięcza reżyserowi serialu, który kazał mu ogolić głowę i przytyć. No nie. Do takich ról dochodzi się latami, przez pracę nad dużo bardziej skomplikowanymi postaciami, przez kształtowanie własnego, organicznego języka. Frycz był jak muzyk ćwiczący przez całe życie grę na instrumencie: swoim ciele i psychice. To było w nim wielkie: wytrwałe poszukiwanie tego jedynego, właściwego tonu, który ożywiał postać na scenie lub ekranie.
Nie zapomnę jego Augusta Escha w „Lunatykach” w reż. Krystiana Lupy ze Starego Teatru
– prostodusznego buchaltera z Kolonii, który na początku XX wieku rozpoznaje zło świata i próbuje naiwnie mu zaradzić, nie wiedząc, że za chwilę wielka wojna światowa zetrze cały jego świat na pył. Frycz w teatrze Lupy po raz pierwszy wtedy uruchomił śmiech. I nie przestał się śmiać do końca.
Po latach powrócił w „Wycince” Lupy według powieści Thomasa Bernharda
w genialnej, autotematycznej roli Aktora Teatru Narodowego, którym Frycz w rzeczywistości był przez dwie dekady w warszawskim Narodowym. Jego monolog o roli w „Dzikiej kaczce” Ibsena podczas kolacji u wiedeńskich artystycznych snobów to piruet na szczycie kabotyństwa, narcyzmu i megalomanii, tak zabawny, że aż tragiczny, obnażający frustrację artysty zmuszonego do grania dla poklasku.
Wcześniej, w „Mistrzu i Małgorzacie” tego samego reżysera, Frycz na nowo odczytał postać Poncjusza Piłata,
pokazując go jako geja i estetę, zesłanego do zarządzania odległą prowincją imperium, czującego obrzydzenie swoją rolą Prokuratora Judei, kluczową w końcu dla dziejów świata. Ukrzyżowanie jako kaprys estety – bardziej przewrotnie Ewangelii opowiedzieć się nie da.
Źródeł Daria szukałbym także w teatrze instrumentalnym Bogusława Schaeffera i Mikołaja Grabowskiego – jednym z nielicznych awangardowych zjawisk w polskim teatrze, które przebiły się do szerokiej świadomości. Frycz na początku lat 90. dołączył do ekipy braci Grabowskich, Andrzeja i Mikołaja, oraz Jana Peszka, aby wystąpić w „Kwartecie dla czterech aktorów” Schaeffera – przecudownej, nasyconej absurdem bufonadzie odsłaniającej teatr naszej codzienności.
W tym składzie czterej mistrzowie formalnego aktorstwa występowali przez kolejne trzy dekady i nie ma chyba miasta i przysiółka na teatralnej mapie Polski, gdzie by nie zagrali. Teatr TV zarejestrował to cudo – oglądajcie, póki można.
U Mikołaja Grabowskiego Frycz zagrał także w legendarnym „Opisie obyczajów” Jędrzeja Kitowicza,
adaptacją barokowej encyklopedii sarmatyzmu, której wiele zawdzięcza serial „1670”. Frycz wchodził na scenę z pozostałymi aktorami jako członek pielgrzymki, nie wiadomo dokąd wędrującej. Miał na sobie krótkie spodenki i kurteczkę ze sprawnościami i odznakami turystycznych rajdów. To niewinne chłopię w kolejnych scenach nurzało się w rozbestwionym i rozpasanym świecie Polski czasów Augusta III Sasa, budzą śmiech na przemian z trwogą.
Najbardziej zapamiętałem Frycza z głównej roli w „Doktorze Faustusie” w reż. Grzegorza Jarzyny.
Zagrał niemieckiego kompozytora Adriana Leverkühna, który zawiera pakt z diabłem, płacąc za artystyczny geniusz chorobą i obłędem. Narysował w tej roli portret naiwnego chłopca, który łapczywie chwyta życie, a zarazem dojrzałego mężczyzny, rozpaczliwie szukającego miłości.
Pamiętam, jak w finale spektaklu Frycz, wyznawszy grzechy, otwierał usta do śpiewu, ale z gardła wydobywał się tylko żałosny jęk. A potem w konwulsjach padał na podłogę. Ironiczny, wyniosły artysta, którym był przez cały wieczór, znikał, pojawiał się śmiertelnie chory, tragicznie samotny człowiek.
Nie wiem, czy Frycz był taki w prawdziwym życiu. Wiem, że w teatralnej i filmowej fikcji dawał z siebie wszystko, płacąc wysoką, być może najwyższą cenę. I to bez paktu z Diabłem.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Komentarze