0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Najpierw o zwodniczych sondażach i medialnych nadinterpretacjach, potem trochę arytmetyki wyborczej i konkluzja bardziej polityczna.

Tytuł w „Rzeczpospolitej” brzmi sensacyjnie: „Dwa bloki zamiast wielu partii. Sondaż daje koalicji 55,4 proc. głosów”. Dziennik omawia badanie Pollstera dla SE stwierdzając, że „gdyby największe partie wystartowały w wyborach 2027 jako dwa szerokie bloki” to „prawica” zyskałaby zdecydowanie mniej – 43,1 proc. niż „koalicja” – 55,4 proc.

News niesie się po mediach, bo „Rz” jest uważana za poważne medium.

Tabloid „Superexpress” pisze o swoim sondażu: „Tylko dwa bloki polityczne w wyborach? Centrolewica miałaby powód do świętowania”. I dalej: „Dość zdecydowanie zwyciężyłby blok pod przewodnictwem Donalda Tuska (69 l.¹)!”.

Co to za sondaż?

Pollster zapytał osoby na swoim panelu internetowym (o nazwie Reaktor Opinii), jak by głosowały, gdyby na karcie wyborczej znalazły się dwie koalicje.

Pierwsza to pięć partii: „KO, PSL, Nowa Lewica, Unia Centrum i Partia Razem”.

Druga: „PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej i Rozwój Plus”.

Dwie listy, dwa mankamenty

Sondaż, który ma wskazywać na szanse zjednoczonej koalicji w wyborach, ma dwie zasadnicze słabości.

Po pierwsze,

w „bloku Tuska (69 l.)” znalazła się Partia Razem, co może dodawać ładnych kilka punktów, ale jest skrajnie nieprawdopodobne.

Adrian Zandberg wielokrotnie wykluczał wspólną listę nawet z Lewicą, a w październiku 2024 Razem opuściło klub parlamentarny Nowej Lewicy. Nie ma za to w sondażowej koalicji Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która – mimo buntowniczego temperamentu – mogłaby się w niej znaleźć. Jest tylko Partia Centrum Pauliny Hennig-Kloski.

W dodatku także PSL twardo deklaruje, że pójdzie „pod własnym szyldem”, a na listopadowym kongresie 2025 roku Władysław Kosiniak-Kamysz komentował kiepskie sondaże: „Jesteśmy jak feniks z popiołów”.

Druga słabość. Badając szanse wspólnej listy rządzących, sondaż porównuje ją z notowaniami koalicji prawicowej, w której ramię w ramię pędziliby – jak ich nazwaliśmy – czterej jeźdźcy prawicowej Apokalipsy: Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun i Mateusz Morawiecki.

Taka abstrakcyjna konstrukcja została po prostu odrzucona przez prawicowych uczestników sondażu, którzy woleliby wtedy nie pójść na wybory i stąd bierze się zaskakująco niskie (43,1 proc.) poparcie „zjednoczonej prawicy” a tym samym sukces „koalicji rządowej”.

Mało prawdopodobny, ale niewykluczony wariant „bloku Tuska” wypada dobrze na tle nieprawdopodobnej listy całej prawicy.

Sondażowa ofensywa na rzecz „listy Tuska”

Tekst SE jest czwartym w sierpniu 2026, w którym tabloid powołując się na sondaże Pollstera przekonuje, że wspólna lista koalicji rządzącej to sposób na wygranie wyborów 2027.

W pierwszym (7-8 sierpnia 2026, ale cytowanym dopiero 19 sierpnia) SE pisze, że „KO i PSL w najbliższych wyborach powinny iść na wspólnych listach”, bo tego chce 85 proc. wyborców KO i 72 proc. wyborców PSL. „Wspólny start jest przesądzony. Partie nie mają wyjścia – uznał politolog, prof. Kazimierz Kik (79 l.)”.

W drugim SE zapytał, „Czy partie koalicji rządowej powinny startować na jednej liście do wyborów w 2027 r.?”. „Tak” odpowiedziało 55 proc., „nie” – 45 proc.

„Okazuje się, że większość z nas oczekuje takiej listy” – pisze SE, nie biorąc pod uwagę, kim są owi „my”. Pytanie zadano bowiem wszystkim, a więc także przeciwnikom koalicji rządzącej, których „zgoda” na wspólną listę

oznacza zapewne nadzieję, że to Tuskowi zaszkodzi.

W trzecim tekście SE sprawdzono inny wariant, w którym „koalicja rządząca idzie razem do wyborów 2027”. Tym razem na wspólnej liście jest sześć partii (KO, PSL, NL, Unia Centrum, Partia Razem oraz Polska 2050), ale zyskuje on mniejsze poparcie, które przypomina inne sondaże: 46,65 proc.

Dzieje się tak dlatego, że druga strona idzie osobno i prawicowi wyborcy mają „do wyboru, do koloru” (czy raczej różne odcienie barw brunatnych):

  • PiS – 23,57 proc.
  • Konfederacja WiN – 13,81 proc.
  • KKP Grzegorza Brauna – 9,50 proc.
  • Rozwój + Mateusza Morawieckiego – 5,46 proc.

Jak widać,

w wariancie dwóch mega-koalicji „centrolewica” wygrywa z „prawicą” aż o 12 pkt proc., ale gdy prawica idzie osobno, przegrywa o 7 pkt proc.

Partyjna prognoza wyborcza

Za punkt wyjścia dalszych analiz weźmy średnie wszystkich sondaży przeprowadzonych w sierpniu 2026:

Inaczej niż w prawdziwych wyborach poparcie w sondażach nie sumuje się do 100 proc., ponieważ znaczny odsetek osób deklarujących udział w wyborach – od kilku do nawet kilkunastu procent – jeszcze nie wie, na kogo odda głos. To utrudnia przewidywanie wyniku wyborów na podstawie sondaży.

W powyższym zestawieniu suma poparcia dziewięciu partii wynosi 88,5 proc., co oznacza, że aż 11,5 proc. nie poparło żadnej z dziewięciu partii.

Niektóre osoby mogły wybrać odpowiedź „inna partia” albo wskazywać konkretną partię spoza powyższej listy, np. Partię Centrum. Ile jest takich wyborców? W wyborach zwykle 1-2 proc. głosów pada na ugrupowania drobne, często powstające w ostatniej chwili (typu Bezpartyjni Samorządowcy). Można ostrożnie założyć, że z brakujących 11,5 proc. głosów, 1,5 proc. pójdzie na „inne partie niż wskazane na wykresie”, a reszta, czyli 10 proc. to głosy osób niezdecydowanych, które ostatecznie poprą któreś z dziewięciu ugrupowań.

Zgodnie z powszechnie stosowaną metodą przyjmujemy, że głosy tych 10 proc. wyborców rozłożą się tak jak głosy osób już zdecydowanych i przeliczamy poparcie partii, dodając do każdej odsetek 1,11 proc.². Prognoza wyborcza wygląda tak:

Jak widać cztery partie tworzące dzisiejszą koalicję rządzącą (KO, NL, PSL i Polska 2050) zbierają wspólnie 43 proc., a cztery partie prawicowe (PiS, KWiN, KKP i PR) aż 51,4 proc. Resztę wzięłaby Partia Razem (4,1 proc.) oraz „inne partie” (1,5 proc.).

Przypomnijmy, że w wyborach 2023 roku proporcje były odwrotne: trzy partie Koalicji 15 Października (KO, TD i NL jeszcze z Razem) uzyskały 53,71 proc. a dwie partie prawicowe (PiS i Konfederacja) – 42,54 proc. Dziś cztery prawice zbierają o 9 pkt proc. więcej, przy czym znika dominacja PiS, który stracił aż 40 proc. wyborczego poparcia z 2023 roku.

Przeczytaj także:

Arytmetyka wyborcza: minimum 42-43 proc.

Pomysł jednej listy dla „całej koalicji”, jaki lansuje SE, wydaje się politycznie i ideologicznie trudny, naruszałby ambicje koalicyjnych partii i jej liderów, którzy starają się raczej podkreślać odrębne tożsamości.

To jednak nie znaczy, że jest wykluczony. Potraktujmy go poważnie, zarówno od strony arytmetyki wyborczej, jak i politycznego sensu.

Koalicję wyborczą KO, NL, PSL, Polski 2050 i Partii Centrum (oczywiście bez Razem) nazwijmy KO+. Jakie musiałaby mieć poparcie, żeby zdobyć większość 231 miejsc w Sejmie?

Przyjmijmy przy tym, że partie prawicy nie popełnią samobójstwa i pójdą na czterech osobnych listach. Rywalizacja wyglądałaby zatem tak: KO+ kontra PiS, Konfederacja, KKP i RP, a wszyscy razem kontra Partia Razem.

Szacunkową odpowiedź na pytanie o zwycięskie poparcie KO+ może przynieść tzw. wzór Jarosława Flisa, popularnego w mediach badacza z UJ, który pozwala oszacować liczbę mandatów na podstawie

1. „wyniku netto” danego ugrupowania (policzonego wśród wszystkich głosów przekładających się na mandaty, czyli z odliczeniem głosów „zmarnowanych”) oraz

2. liczby partii, które znajdą się w Sejmie.

Przy okazji przypomnijmy, że w siedmiu wyborach od 2001 do 2023 roku odsetek „głosów zmarnowanych” wahał się od rekordowych 16,6 proc. w 2015 roku (odpadły m.in. Zjednoczona Lewica, KORWIN i Razem – 3.62 proc.), aż po ledwie 0,91 proc. w 2019 roku.

  • 16,6 proc. w 2015 roku (m.in. Zjednoczona Lewica – 7.55 proc, KORWIN – 4.76 proc., Razem – 3.62 proc.);
  • 11,03 proc. w 2005 roku (m.in. Socjaldemokracja RP – 3.89 proc., Partia Demokratyczna – 2.45 proc., Platforma Korwina-Mikke – 1.55 proc.),
  • 9.36 proc. w 2001 roku (AWS – 5.6 proc., UW – 3.1 proc.),
  • 4.12 proc. w 2007 roku (Samoobrona – 1.53 proc., LPR – 1.3 proc., Polska Partia Pracy – 0.99 proc.),
  • 4.11 proc. w 2011 roku (PJN – 2.19 proc., Korwin – 1.06),
  • 3.76 proc. w 2023 roku (Bezpartyjni Samorządowcy – 1.86, Polska jest Jedna – 1.63 proc.),
  • 0,91 proc. w 2019 roku (Bezpartyjni Samorządowcy – 0,78 proc.).

Jak podkreślał w OKO.press ekonomista i analityk procesów wyborczych Leszek Kraszyna, wzór Flisa pomaga zrozumieć działanie metody D’Hondta stosowanej w polskim systemie wyborczym, a w szczególności pokazuje, że

liczba mandatów partii X nie zależy od rozkładu głosów na inne partie, a jedynie od liczby partii, które przekroczyły próg.

Wzór Flisa i oparte na nim wyliczenia ukryję poniżej, żeby nie straszyć czytelników matematyką i przechodzę do wniosków.

Wzór wygląda tak:

OLMa = ga / (1-m) * (460+ 41/2 * p) – 41/2

gdzie:

OLMa – oczekiwana liczba mandatów danej partii

ga – odsetek głosów danej partii w wyborach

m – odsetek głosów „zmarnowanych” (otrzymanych przez partie, które nie przekroczyły ustawowego progu)

p – liczba partii, które przekroczyły próg ustawowy.

Zakładamy, że KO+ ma zdobyć 231 sejmowych mandatów.

Rozpatrzymy trzy warianty, biorąc pod uwagę wejście do Sejmu, lub nie, dwóch ugrupowań: Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego (jego pozycja jest wciąż nieugruntowana) oraz Partii Razem, której szanse w przypadku pójścia Lewicy na jednej liście rosną, ale nigdy nie przekroczyła progu.

Sejm 4 partii. RP+ Morawieckiego nie wchodzi jednak do Sejmu, uzyskując np. 4.8 proc. poparcia, podobnie jak Razem (4.1 proc.). Partii w Sejmie mamy zatem cztery, zdobywają razem 89,5 proc. głosów. Ze wzoru Flisa wynika, że aby uzyskać większość 231 mandatów, KO+ musi mieć wynik wyborczy = 41.5 proc³.

wynik wyborczy KO+/89,5 proc. głosów wyborczych, zamienionych na mandaty * (460 + 4 * 20,5) – 20,5 = 231

Z tego równania wyliczamy wynik KO+ = 41,5 proc.

Sejm 5 partii, z udziałem Rozwój Plus, ale bez Razem, najbardziej prawdopodobny dziś wariant (gdyby oczywiście powstała KO+). Nie dają mandatów głosy na Razem (4,1 proc.) i 1,5 proc. na inne partie, ogółem 5,6 proc. Aby uzyskać większość 231 mandatów, KO+ musi uzyskać 42,2 proc. poparcia wyborczego.

wynik wyborczy KO+/94,4 proc. głosów wyborczych, zamienionych na mandaty * (460 + 5 * 20,5) – 20,5 = 231

Rozwiązanie: wynik KO+ musi wynieść 42,2 proc.

Sejm 6 partii. Partia Razem osiąga jednak próg 5,0 proc. i mamy w Sejmie sześć partii. Marnuje się tylko 1,5 proc. głosów (na inne partie). Oznacza to, że KO+ musi mieć wynik = 42,5 proc.

wynik wyborczy KO+/98,5 proc. głosów wyborczych, zamienionych na mandaty * (460 + 6 * 20,5) – 20,5 = 231

Rozwiązanie równania: wynik KO+ = 42,5 proc.

Jak zebrać razem tyle samo, co osobno

We wszystkich trzech wariantach poparcie dla KO+ musiałoby wynieść między 42 a 43 procent.

Tymczasem, jak widzieliśmy, według prognoz wyborczych na podstawie sierpniowych sondaży pięć partii, które miałyby tworzyć „blok Tuska” – idąc osobno – mogą liczyć łącznie na 43 proc., czyli praktycznie tyle samo.

A przecież utworzenie jednej listy zniechęciłoby jakąś część wyborców, np. zwolenników PSL rozczaruje wspólna lista z „radykalną” Lewicą, a wyborczynie Lewicy mogą uznać, że zamiast patrzeć na kolejne kompromisy Włodzimierza Czarzastego lepiej już postawić na Zandberga itd.

Oznaczałoby to, że aby uzyskać większość

KO+ musiałaby pozyskać dodatkowe wyborczynie i wyborców, wygrywając przy tym wojnę na mobilizację z prawicą.

Wzór Flisa przecenia wynik liberałów

Wiadomości dla koalicji rządowej są jeszcze trochę gorsze.

Powołując się na wzór Flisa, Leszek Kraszyna sprawdził, że w prawdziwych wyborach systematycznie nie doszacowuje on realnego poparcia dla PiS: „We wszystkich wyborach od 2007 roku PiS zdobywał więcej mandatów niż »powinien«, a PO/KO – mniej”.

Kraszyna: "To nie jest kwestia szczęścia – PiS korzysta z faktu, że siła głosu wyborców z metropolii (a więc w większości liberalnych i lewicowych) jest mniejsza niż pozostałych. Wynika to z trzech powodów: braku korekty demograficznej wielkości okręgów, przypisywania głosów zagranicy do Warszawy i wyższej frekwencji w metropoliach (szerzej pisaliśmy o tym w OKO.press tutaj).

Z zestawienia Kraszyny wynika, że ten nadprogramowy zysk PiS wynosił od 2 mandatów w 2011 roku do 7 mandatów w 2019. Jak sprawdziłem, w wyborach 2023 roku wg wzoru Flisa PiS powinien mieć 186 mandatów, a zdobył ich 194, naddatek wyniósł aż 8 mandatów.

I odwrotnie, PO/KO zyskiwało mandatów mniej, przy czym odstępstwo od wzoru wynosiło od minus 1 mandatu w 2019 roku do minus 5 w 2007. W 2023 roku wg wzoru Flisa KO powinna mieć 159 mandatów, a ma 157.

Liczba mandatów PiS oczekiwana wg modelu = 35.38 (wynik wyborczy) / 96,2 proc. głosów, które zamieniły się na mandaty * (460 + 5 * 20,5) – 20,5 = 186 mandatów

Liczba mandatów dla KO = 30.7 (wynik wyborczy) / 96,2 proc. głosów, które zamieniły się na mandaty * (460 + 5 * 20,5) – 20,5 = 159 mandatów

Niestety naruszenie równości wyborów, czyli m.in. zasady, że każdy głos ma taką samą moc, nie zostało skorygowane. A to oznacza, że zwycięstwo wyborcze KO+, które dałoby większość sejmową, musiałoby być jeszcze większe, niż wynika ze wzoru Flisa.

Wg modelu Kruszyny KO+ musi mieć więcej

Poproszony przez OKO.press Leszek Kruszyna policzył wg swego modelu przedstawiony wyżej wariant pięciu partii w Sejmie (z Morawieckim, ale bez Zandberga). Zgodnie ze wzorem Flisa przy wyniku wyborczy KO+ równym 42,2 proc dawał on 231 mandatów i większość sejmową KO+.

Tymczasem wg modelu Kruszyny:

  • KO+ zyskuje wtedy tylko 228 mandatów,
  • PiS – 111,
  • Konfederacja – 68,
  • Korona – 41,
  • RP – 12.

KO+ brakuje do większości trzech mandatów.

W wariancie Sejmu z sześcioma ugrupowaniami (wchodzą i Zandberg, i Morawiecki) wzór Flisa dawał KO+ większość 231 mandatów przy wyniku wyborczym = 42,5 proc. Model Kruszyny przewiduje wtedy:

  • dla KO+ tylko 225 mandatów,
  • PiS – 110,
  • Konfederacja – 67,
  • Korona – 40,
  • R+ – 12 i
  • RAZEM – 5 mandatów.

KO+ brakuje aż sześciu mandatów.

Oznacza to, że nasze szacunki wystarczającego poparcia wyborczego KO+ oparte na wzorze Flisa były zbyt „optymistyczne” (patrząc z perspektywy liberałów) i aby dalej rządzić koalicja rządowa musiałaby zdobyć o 1-2 pkt proc. więcej, czyli 43-44 proc.

Politycznie trudne, konieczna zmiana nawyków

Urealniona arytmetyka wyborcza wskazuje, że koalicja liberalno-lewicowa, aby dalej rządzić, powinna zdobyć poparcie wyborcze nieco wyższe niż suma poparcia wszystkich jej pięciu składowych.

Oznacza to trzy wyzwania, jedno trudniejsze od drugiego:

  1. ograniczyć do minimum odpływ wyborców poszczególnych partii rozczarowanych wspólną listą,
  2. pozyskać dodatkowych wyborców,
  3. wygrać z prawicą wojnę na mobilizację elektoratów.

Pierwsze wymagałoby wypracowania – w krótkim czasie, jaki został do wyborów – wizerunku KO+ jako takiej koalicji, która

nie podważa specyfiki partii składowych i nie obniża rangi ich liderów.

Z tego punktu widzenia spory wewnętrzne nie muszą być destrukcyjne. Odwrotnie, to co łączy – polityka bezpieczeństwa, obrona liberalnej demokracji, kurs proeuropejski – staje się tym ważniejsze, że stawiane jest ponad różnice w innych kwestiach. Takim sygnałem mogłaby być nawet „porażka koalicji” w jakimś głosowaniu (np. w wyborze Macieja Berka do TK).

Szczególnie szkodliwy byłby natomiast odruch „dyscyplinowania szeregów” i zamazywania różnic.

Różnorodność, a nawet spory wewnątrz koalicji mogłyby przy okazji pomóc w mobilizacji, bo zwiększyłyby zainteresowanie i zaangażowanie wyborców, tak jak było przed wyborami 2023 i jak jest w tej chwili z prawicą.

Pozyskanie nowych wyborców to zadanie jeszcze trudniejsze dla rządzących, bo wymaga nie tylko obrony dokonań, ale także zapowiedzi zmian w polityce. Sama narracja o zapewnieniu bezpieczeństwa nie wystarczy.

OKO.press systematycznie zwraca uwagę, że słabością koalicji rządzącej jest brak politycznej odwagi w rysowaniu liberalnej kontrpropozycji wobec prawicowej narracji i trzymanie się postawy „konserwatywnego kunktatora”.

Tymczasem bez odważnej opowieści o Polsce nie tylko bezpiecznej, ale także europejskiej i obywatelskiej, nie ma szans na wygranie wyborów z prawicą w 2027 roku. Trzeba wyjść poza wojnę polsko-polską z jej logiką obelg i licytacji, kto lepszym Polakiem jest. Zostawić prawicę z jej antyeuropejskimi obsesjami i pokazać siłę patriotyzmu europejskiego.

Polem konfrontacji z Braunem, Mentzenem, Kaczyńskim/Czarnkiem i Morawieckim mogłaby być także opowieść proukraińska, odważniejsze zaangażowanie w politykę Koalicji Chętnych, a także postawienie na „patriotyzm otwarty” w kluczowej dzisiaj kwestii stosunku do ukraińskich uchodźców.

Mniej Donalda Tuska?

Przy obecnej polaryzacji oczywisty wydaje się odruch wzmacniania roli lidera bloku liberalno-lewicowego, czyli podkreślanie przywództwa Donalda Tuska. Nie musi to jednak oznaczać, że obecna koalicja musi iść na wybory z premierem jako kandydatem na premiera.

Czwarty rząd Tuska, po 20 latach od pierwszego? To nie brzmi zachęcająco.

Donald Tusk pozostanie liderem obozu politycznego, ale powinien pozwolić na wyłonienie się wyrazistych postaci politycznych, które pokażą dynamikę formacji liberalno-lewicowych i zarysują kierunki przyszłą politykę. Taki powiew świeżości daje wiceministra obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.

Odświeżającym pomysłem miała być chyba „dziesiątka na wybory”, czyli ogłoszona przez Donalda Tuska w kwietniu 2026 lista „lokomotyw wyborczych” KO. Na razie jednak lokomotywy nie wyjechały ze stacji.

  • Aleksandra Gajewska
  • Monika Rosa
  • Małgorzata Gromadzka
  • Cezary Tomczyk
  • Paweł Bliźniuk
  • Maciej Wróbel
  • Mateusz Tomczykiewicz
  • Arkadiusz Marchewka
  • Andrzej Domański
  • Adam Szłapka

Opieranie wszystkiego na „kierowniku” (taką ksywkę ma Donald Tusk) może osłabić każdą z trzech dynamik:

  1. zwiększy wątpliwości wyborców Lewicy i PSL, a także podzielonej Polski 2050, bo w takiej sytuacji „co moja partia ma właściwie do powiedzenia?”,
  2. zablokuje pozyskiwanie nowych zwolenników lub odzyskiwanie starych (z uwagi na widoczny w sondażach wysoki poziom nieufności do premiera),
  3. utrudni mobilizację, która wymaga nowych impulsów, treści i energii, której nie da nawet najbardziej zasłużony „lider od kilku kadencji”.

PS. Rozważanie szans „jednej listy koalicji rządzącej” nie oznacza, że jest ona jedyną alternatywą wobec startu na zasadzie każda partia osobno.

¹ Podawanie wieku opisywanych osób to maniera tego tabloidu

² Bo liczymy je wśród 0,9 proc. wszystkich głosów, x/0.9 x = 1,11

³ W takim wariancie notowania PiS zapewne są wyższe niż przy lepszym wyniku Morawieckiego, część wyborców wraca do Kaczyńskiego

Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze