Kogo rządząca większość widzi w Trybunale Konstytucyjnym? Kiedy chce wybrać nowych sędziów TK? Jaka reakcja prezydenta Nawrockiego będzie największy prezentem dla premiera Tuska? Wyjaśniamy w przekrojowej analizie
Na początku marca koalicja rządząca planuje wybrać w Sejmie sędziów na sześć wakatów w Trybunale Konstytucyjnym. Z uzyskanych przez OKO.press informacji wynika, że przedstawiciele większości rządzącej zarzucili pomysł wyboru sędziów na osiem wakatów. Dwa dodatkowe wynikałyby z tego, że w Trybunale Konstytucyjnym zasiadają dwaj „dublerzy”, czyli osoby nieuprawnione do orzekania.
Koalicja rządząca woli jednak niebawem wybrać sześć osób i poczekać, aż w najbliższym czasie zwolnią się miejsca po sędziach i „dublerach”.
Kadencja sędziego Andrzeja Zielonackiego upływa 28 czerwca, a „kadencje” „dublerów” Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka odpowiednio 18 września tego roku i 30 stycznia przyszłego roku.
W Trybunale jest 15 miejsc. Sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm zwykłą większością głosów, a ślubowanie odbiera od nich Prezydent RP.
Niewykluczone, że obok wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, Sejm podejmie też okolicznościową uchwałę. To już utrwalona praktyka Koalicji 15 października. W 2024 roku Sejm uchwalił uchwałę przed przegłosowaniem ustaw reformujących Trybunał Konstytucyjny.
W debacie publicznej funkcjonują różne „listy nazwisk” potencjalnych kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego rozważanych przez koalicję rządzącą. Jednak – jak wynika z naszych ustaleń – nie są to zestawienia definitywne, a raczej spekulacje.
Na tym etapie pewne jest, że:
W tym tekście::
Przez pierwsze dwa lata rządów, koalicja 15 października przyjęła strategię marginalizowania upartyjnionego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Najpierw chciała zreformować Trybunał dwiema ustawami, które Sejm uchwalił w 2024 roku. Ale prezydent Andrzej Duda zaskarżył je do Trybunału Konstytucyjnego, który w lipcu 2025 roku orzekł, że proponowane zmiany są niezgodne z konstytucją.
Po zwycięstwie Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich ustawowa reforma Trybunału Konstytucyjnego przestała być realną opcją. Dlatego koalicja 15 października zdecydowała, że jednak obsadzi wakaty w Trybunale.
Trzeba podkreślić, że nie jest to kwestia uznaniowa, lecz konstytucyjny obowiązek, który powinien zostać wykonany niezwłocznie po powstaniu wakatów. Wstrzymywanie się z powołaniem sędziów do TK miało wyłącznie charakter decyzji politycznej.
Od miesięcy spekuluje się o możliwych kandydatach na sędziów TK, których ma poprzeć koalicja 15 października. W tych spekulacjach stale przewija się jedno nazwisko: Krystiana Markiewicza. To sędzia, profesor prawa, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądów i Prokuratury powołanej w ministerstwie sprawiedliwości oraz były prezes stowarzyszenia sędziów „Iustitia”.
„Wirtualna Polska” 30 stycznia pisała o ośmiu potencjalnych kandydatach na sędziów TK. Oprócz prof. Markiewicza portal wymienił prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysława Rosati czy prof. Ryszard Balickiego, członka Państwowej Komisji Wyborczej. Na liście „Wirtualnej Polski” pojawiają się również dr hab. Anna Kacprzak (wcześniej Rakowska-Trela) z Uniwersytetu Łódzkiego, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Przemysław Szustakiewicz, dr Tomasz Zalasiński, związany z Fundacją im. Stefana Batorego, dr hab. Sławomir Patyra, kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, prof. Krzysztof Urbaniak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także Marcin Dziurda, były prezes Prokuratorii Generalnej RP.
W procesie wyboru kandydatów na sędziów TK główną rolę odgrywają minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek oraz minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek.
Premier Donald Tusk ma się jednak dopiero wypowiedzieć na temat proponowanych osób.
Kluczowa jest także rola marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, który w lutym ma ogłosić terminy zgłaszania kandydatów na sędziów TK. Może ich zaproponować grupa co najmniej 50 posłów albo Prezydium Sejmu.
W obecnej kadencji Sejmu kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego do tej pory zgłaszał wyłącznie PiS. Sejm odrzucił kandydatury posła PiS Marka Asta oraz prawnika Artura Kotowskiego.
Koalicja rządząca chce jak najdłużej utrzymać w tajemnicy nazwiska osób, które zgodzą się kandydować do Trybunału Konstytucyjnego.
Dlatego procedura wyboru kandydatów na sędziów TK jest mniej transparentna niż na przykład procedura wyboru kandydatów na urząd sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, która nie była w całości jawna, ale zakładała publiczne wysłuchanie kandydatów.
Kontekst wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego jest jednak specyficzny. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją w historii europejskiego konstytucjonalizmu. Władza wybiera sędziów do upartyjnionego TK, którego skład przez obecność „dublerów” jest niezgodny z Europejską Konwencją Praw Człowieka i prawem Unii Europejskiej.
Pokrótce przypomnijmy. W czasie kryzysu konstytucyjnego w TK w latach 2015-2023, Zjednoczona Prawica, na czele z PiS, najpierw wydrążyła Trybunał, a później faktycznie zmieniła jego funkcję.
Trybunał Konstytucyjny przestał zajmować się niezależną kontrolą konstytucyjności przepisów prawa. Stał się przede wszystkim partyjnym narzędziem PiS do legitymizowania i pomocy w realizacji polityk PiS.
Tak było, kiedy ta partia była u władzy, tak jest, gdy znajduje się w opozycji.
Po zmianie rządu w grudniu 2023 roku Trybunał Konstytucyjny pod kierunkiem Julii Przyłębskiej, a od grudnia 2024 roku, Bogdana Święczkowskiego, pozostaje jedną z głównych instytucjonalnych enklaw PiS. Ma hamować i próbować zdelegitymizować reformy obecnego rządu.
Prezes Święczkowski był bliskim współpracownikiem Zbigniewa Ziobry. Najpierw jako wiceminister sprawiedliwości, a później wpływowy Prokurator Krajowy. W 2022 roku Święczkowskiego wybrano do TK. Obecny prezes TK gorliwie popiera teorię PiS o „zamachu stanu” rzekomo dokonywanym przez rząd Donalda Tuska. Zawiadomił nawet prokuraturę o podejrzeniu popełnienia w związku z tym szeregu przestępstw przez członków rządu.
Trybunał Konstytucyjny pod kierunkiem Święczkowskiego blokuje reformy sądownictwa. Orzekł, że przepisy ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i dwóch ustaw o Trybunale Konstytucyjnym, które Sejm uchwalił w 2024 roku, są niezgodne z konstytucją. Przepisy zaskarżył prezydent Andrzej Duda. Dzięki wyrokom Trybunału Duda nie musiał wetować tych ustaw.
Minister Żurek powtarzał, że widzi w Trybunale Konstytucyjnym „fighterów”, czyli osoby posiadające, oprócz wiedzy prawniczej, twardy charakter i odporne na stres. Takie przymioty mogą się przyszłym sędziom Trybunału okazać niezbędne w nowej pracy. Nie wiadomo, w jaki sposób prezes Święczkowski przyjmie ich (jeśli w ogóle) w pałacyku w Alei Szucha, gdzie mieści się TK. Ani jak będzie przebiegała ich praca w Trybunale Konstytucyjnym, który wejdzie w nową erę.
Obecnie Trybunał Konstytucyjny prawie nie orzeka. W styczniu odbyła się tylko jedna rozprawa. Kalendarz na najbliższe miesiące jest prawie pusty. Na razie wyznaczono jedynie dwie rozprawy, zaplanowane na 4 i 19 lutego.
Trybunał Konstytucyjny pozostaje w letargu, jakby przygotowywał się na działania, które w najbliższym czasie podejmie koalicja rządząca.
Niejasna jest wewnętrzna personalna dynamika w Trybunale Konstytucyjnym. Tym bardziej trudno przewidzieć przyszłe postawy i zachowania sędziów oraz „dublerów” po epokowej zmianie, jaką będzie powołanie do TK sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji.
Niewątpliwie skończy się „illiberalny” okres w historii Trybunału Konstytucyjnego i rozpocznie się era „spolaryzowanej hybrydy”. Ponieważ oprócz legalnie powołanych (przez PiS i obecną koalicję) sędziów, w Trybunale Konstytucyjnym TK będą też „dublerzy”. Chyba że ustąpią.
W TK obecnie zasiadają, wybrani przez Zjednoczoną Prawicę:
Po przejściu sędzi Krystyny Pawłowicz w stan spoczynku w grudniu 2025 r. w składzie Trybunału Konstytucyjnego zasiadają wyłącznie mężczyźni. Biorąc pod uwagę dotychczasowe spekulacje dotyczące potencjalnych kandydatów, których może przedstawić koalicja 15 października, niewiele wskazuje na to, by przynajmniej w tym zakresie miało dojść do znacznej zmiany.
Ponieważ obecnej koalicji nie udało się ustawowo zreformować Trybunału, nadal obowiązują zmienione przez PiS przepisy, które dają prezesowi TK szerokie uprawnienia, w tym do wyznaczania składów orzekających.
Prezes Święczkowski nadal będzie mógł wyznaczać sprzyjających agendzie PiS sędziów w sprawach istotnych politycznie. Jego sześcioletnia kadencja prezesa TK upływa dopiero w 2030 roku. Wnioski do TK mogą kierować posłowie PiS czy prezydent Nawrocki. Nie wiadomo, czy przedstawiciele koalicji rządzącej, którzy do tej pory ignorowali TK, będą kierować wnioski do „spolaryzowano-hybrydowego” Trybunału rządzonego przez prezesa Święczkowskiego.
Dlatego priorytetem dla koalicji rządzącej będzie wybranie do TK osób, które na Zgromadzeniu Ogólnym sędziów TK przegłosują dyscyplinarne usunięcie Święczkowskiego z urzędu sędziego Trybunału.
Koalicja rządząca będzie mogła wybrać ośmiu, czyli większość, sędziów TK już w 2026 roku.
Przypomnijmy: 28 czerwca kończy się kadencja sędziego Andrzeja Zielonackiego, a 18 września upłynie „kadencja” „dublera” Justyna Piskorskiego.
Nie można wykluczyć, że do głosowania za usunięciem Święczkowskiego z urzędu sędziego TK dojdzie wcześniej, jeśli w Trybunale dojdzie do wewnętrznego przesilenia i "zbuntują się” sędziowie wybrani przez PiS.
Możliwe też, że koalicja rządząca przedstawi interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie TK, w której podważy wybór Święczkowskiego na prezesa Trybunału. Ponieważ jego także, jak Julię Przyłębską, na to stanowisko wybrało Zgromadzenie Ogólnego sędziów TK z udziałem „dublerów”.
W uchwale Sejmu o kryzysie konstytucyjnym w Trybunale, w 2024 roku koalicja rządząca podkreśliła, że nie uznaje „dublerów” za sędziów i apelowała o ich ustąpienie. Uchwała Sejmu ma charakter symboliczny, ale odnosi się do twardych prawnych argumentów: wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który już w 2021 roku orzekł, że składy TK z „dublerami” naruszają Europejską Konwencję Praw Człowieka. Dodatkowo w grudniu 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że przez udział „dublerów” w składach TK Polska narusza prawo unijne.
Z prawnego punktu widzenia status tzw. dublerów został już jednoznacznie przesądzony: składy orzekające TK z ich udziałem nie spełniają standardu niezależnego i bezstronnego sądu w rozumieniu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz prawa Unii Europejskiej.
Polska jest zobowiązana do wykonania wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości UE, a obowiązek ten obciąża wszystkie organy państwa, w tym Trybunał Konstytucyjny. Już po pierwszym wyroku ETPCz osoby te powinny były zaprzestać orzekania. Późniejsze orzecznictwo ETPCz i grudniowy wyrok TSUE potwierdziły tę ocenę.
Koalicja rządząca nie uznaje „dublerów”, ale strategicznie woli wybrać sędziów na sześć wakatów, co do których nie ma sporu politycznego. Aby nie dawać prezydentowi Nawrockiemu politycznego paliwa do nie odebrania ślubowania od wszystkich wybranych sędziów.
Nawrocki konsekwentnie broni dziedzictwa rządów PiS w wymiarze sprawiedliwości i broni „dublerów”. Konsultuje się też w sprawach dotyczących praworządności z prezesem TK Święczkowskim.
W wywiadzie dla Polsat News prawnik i poseł PiS Krzysztof Szczucki — były szef Rządowego Centrum Legislacji, wobec którego toczy się postępowanie w związku z zarzutami, że pracownicy utworzonej przez niego komórki w RCL prowadzili jego kampanię wyborczą — ocenił, że nie widzi prawnych powodów, dla których Nawrocki miałby nie przyjąć ślubowania od osób wybranych do Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm.
Natomiast prezydent Nawrocki w grudniu w liście do prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i uczestników Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego pisał o „niebywałym, bezpardonowym ataku na Trybunał Konstytucyjny” przez obecny rząd. Atak ten ma się odbywać przez kwestionowanie „dublerów” oraz niepublikowanie orzeczeń TK i ich niewykonywanie.
Prezydent Nawrocki krytykował też koalicję 15 października, że Sejm nie wykonuje swojego konstytucyjnego obowiązku i nie wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego na wolne stanowiska. W czym akurat miał rację.
Ale, co kluczowe, prezydent Nawrocki przemilczał, że to rząd Beaty Szydło jako pierwszy w historii (Polski, Europy i, według wiedzy OKO.press, świata) odmówił publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego, żeby nie weszły w życie. A także, że PiS po 2015 roku doprowadził do faktycznego pozbawienia niezależności Trybunału Konstytucyjnego i przeobraził go w organ wspierający jedną partię.
W czasie pół roku prezydentury prezydent Nawrocki zdążył już podkreślić, że „nie ma w Polsce innego prawa niż to prawo oparte na Konstytucji i ustawach” i odrzucić ocenę „zagranicznych trybunałów”. W działaniach i planach koalicji 15 października wobec sądów i Trybunału Konstytucyjnego słyszał „pogłos bezprawia”.
Od zapowiedzi szybko przeszedł do działań. W listopadzie oświadczył, że sędziowie kwestionujący – jak to określił – „konstytucyjne uprawnienia prezydenta, polską konstytucję i polski system prawny” nie mogą liczyć na odebranie od nich ślubowania. W odniesieniu do sądów powszechnych prezydent Nawrocki zapowiedział również, że nie będzie przyznawał awansów sędziom, którzy – w jego ocenie – „słuchają złych podszeptów ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka”. W konsekwencji odmówił przyjęcia ślubowania od 46 sędziów, wobec których analogiczną decyzję podjął wcześniej prezydent Duda.
Czy podobny scenariusz powtórzy się w przypadku nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego?
Odebranie ślubowania od nowo wybranych sędziów TK jest ustawowym obowiązkiem Prezydenta.
Nawrocki mógłby w praktyce wykorzystać każdy pretekst, by blokować ich powołanie – drobiazgowo analizować dorobek naukowy, aktywność w mediach społecznościowych czy wcześniejsze wypowiedzi krytyczne wobec zmian w sądownictwie wprowadzanych w okresie rządów PiS. Odmowa przyjęcia ślubowania od osób prawidłowo wybranych przez Sejm oznaczałaby jednak powielenie praktyki zastosowanej wcześniej przez prezydenta Dudę i stanowiłaby kolejny krok w stronę pogłębienia kryzysu konstytucyjnego.
Poza tym Nawrocki dałaby koalicji 15 października argumenty do dalszego ignorowania Trybunału Konstytucyjnego i doprowadzenia do jego stopniowego wygaszania przez nie powoływanie sędziow. A ten scenariusz, czyli faktyczny brak Trybunału Konstytucyjnego, jest dla każdej większości rządzącej najwygodniejszy.
Jeśli prezydent Nawrocki nie odbierze ślubowań od nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zrobi olbrzymi prezent Donaldowi Tuskowi.
Sądownictwo
Karol Nawrocki
Trybunał Konstytucyjny
Bodgan Święczkowski
Krystian Markiewicz
Maciej Berek
Waldemar Żurek
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Komentarze