„To, co dzieje się z uchodźcami z Ukrainy, jak w soczewce pokazuje, co w naszym systemie ochrony zdrowia i wsparcia społecznego nie działa od lat. A jedziemy na tym samym wózku. Może warto podziałać w tym kierunku, żeby nam wszystkim było choć trochę lepiej?”
5 marca 2026 na mocy tzw. ustawy wygaszającej osoby z Ukrainy niezatrudnione oficjalnie, pełnoletnie i niemieszkające w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego straciły dostęp do świadczeń medycznych. Piszemy o tym regularnie w OKO.press, ponieważ uważamy, że to bezduszne spisanie na straty najbardziej wrażliwych dziś uchodźców z Ukrainy. I jest nam zwyczajnie wstyd za polskie władze.
Dziś o skutkach ustawy wygaszającej rozmawiamy z dwiema osobami pracującymi w NGO-sach – Anną Mirkowską, wolontariuszką Rubikus Help UA i Oleną Dekhtiar, prezeską Fundacji „DOM tam gdzie TY”.
Sławomir Zagórski, OKO.press: Jak oceniacie wstrzymanie pomocy medycznej dla niepracujących obywateli Ukrainy?
Anna Mirkowska*: 5 marca 2026 osoby z Ukrainy niezatrudnione oficjalnie, pełnoletnie i niemieszkające w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego straciły dostęp do jakichkolwiek świadczeń medycznych. Dotyczy to również osób, które z przyczyn obiektywnych są niezdolne do pracy: ze względu na wiek, na niepełnosprawność (mowa tu również o osobach z polskim orzeczeniem o niepełnosprawności), a także osób z chorobami przewlekłymi, np. onkologicznymi.
W ustawie wygaszającej znalazł się również przepis odbierający uchodźcom z Ukrainy trwale niezdolnym do pracy prawo do starania się o zasiłek stały.
W ten sposób pozbawiono ich jedynej realnej możliwości zdobycia ubezpieczenia zdrowotnego.
Wcześniej bowiem osoby, które otrzymywały zasiłek stały, mogły ubezpieczyć się przez ośrodek pomocy społecznej i w ten sposób zyskać prawo do świadczeń medycznych.
Podam przykład, jak ta ustawa dotknęła konkretną osobę. Znajoma uchodźczyni od lutego 2026 roku próbowała zapisać się do lekarki rodzinnej. Jest to pani z niepełnosprawnością w stopniu znacznym, chorująca przewlekle, stale przyjmująca leki.
Chciała zapisać się na wizytę, by otrzymać receptę. Tymczasem lekarka kazała jej zadzwonić po 5 marca, dobrze wiedząc, że wtedy zmienia się ustawa. A po 5 marca – co było do przewidzenia – odmówiła jej wypisania recepty.
To nie jest z pewnością najbardziej jaskrawy przykład, ale obrazuje podejście do uchodźców.
Ustawa była szykowana naprędce. Na konsultacje społeczne przewidziano bardzo mało czasu. Po protestach termin przedłużono. Czy udało się ustawę choć trochę poprawić?
W bardzo niewielkim zakresie. Z katalogu grup wrażliwych, czyli listy osób uprawnionych do mieszkania w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego, ustawodawca usunął samotnych opiekunów trojga i więcej dzieci, czy pełnoletnich uczniów polskich szkół średnich. Po konsultacjach społecznych przynajmniej tym dwóm grupom pozwolono zostać w ośrodkach na dotychczasowych zasadach do 30 czerwca 2026 roku, czyli do końca roku szkolnego.
Przedłużono również czas na wystąpienie o PESEL UKR [specjalne oznaczenie dla obywateli Ukrainy uciekających przed wojną, zapewniające legalny pobyt w Polsce] dla nowo przybywających osób z 14 do 30 dni.
Jak duża grupa uchodźców korzystała ze stałego zasiłku przed 5 marca 2026 roku?
Szacuję, że kilkanaście tysięcy osób na mniej więcej milion uchodźców z Ukrainy.
Olena Dekhtiar**: Otrzymywali go np. emeryci, osoby w wieku 60+. To była dla nich jedyna możliwość uzyskania finansowego wsparcia.
Jaka była wysokość zasiłku?
AM: Było to wyrównanie (było i jest, bo przecież taki zasiłek otrzymują Polacy trwale niezdolni do pracy) do ustawowego minimum dochodowego – minimum 100, maksimum 1229 zł miesięcznie.
OD: Rozmawiałam z osobami, które go utraciły i w ich przypadku wynosił 1000-1200 zł. To pozwalało kupić sobie chociaż jakieś jedzenie i leki.
AM: Dodajmy, że od 1 października 2025 uchodźcy z Ukrainy nie mają prawa do żadnej refundacji leków.
Powiedziałaś o polskim orzeczeniu o niepełnosprawności. Staranie się o nie trwa, zdaje się, ok. 5-6 miesięcy.
Minimum.
Polska i Ukraina mają bardzo odmienne systemy orzekania o niepełnosprawności.
Dwa lata temu, na mocy nowelizacji specustawy z 15 maja 2024, przyjęto, że w związku z tym tylko polskie orzeczenie o niepełnosprawności uprawnia uchodźcę np. do zamieszkania w ośrodku zakwaterowania zbiorowego.
Tu jednak trzeba zrobić dwa ważne zastrzeżenia. Po tej nowelizacji uchodźca ukraiński wjeżdżający po raz pierwszy do Polski wciąż jeszcze miał prawo do 120 dni bezpłatnego zakwaterowania w ośrodku zakwaterowania zbiorowego. Istniała ponadto przesłanka humanitarna, która pozwalała na zwolnienie go z opłat za ośrodek także po upływie tych 120 dni ze względu na szczególnie trudną sytuację życiową.
Zgodnie z rekomendacją Rzecznika Praw Obywatelskich osoby, które miały ukraińskie orzeczenie o niepełnosprawności, oraz wystąpiły o jego polski odpowiednik i mogły to udowodnić, zwalniano z opłaty za pobyt w ośrodku.
Nowelizacją specustawy z dnia 12 września 2025 zniesiono jednak zarówno te 120 dni na adaptację, jak i przesłankę humanitarną.
Tym samym nowo przyjeżdżającym uchodźcom z niepełnosprawnościami, nawet jeśli taki ktoś nie miał np. obu nóg i jednej ręki, uniemożliwiono otrzymywanie jakiegokolwiek wsparcia systemowego.
A w ustawie wygaszającej, o której rozmawiamy, doszedł jeszcze przepis, zgodnie z którym te osoby, tak jak i pozostałe w pełni sprawne i zdrowe, jeśli nie pójdą od razu do pracy, nie mają prawa do żadnej pomocy medycznej. Poza pomocą w stanach bezpośredniego zagrożenia życia, co również wymaga dodatkowego wyjaśnienia.
Co konkretnie masz na myśli?
To, że o tym, czy osoba jest w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, decyduje zespół medyczny na SOR-ze. To z jednej strony logiczne, a z drugiej uchodźca nie wie, czy jeśli trafi na SOR z objawami zawału serca, czy udaru, będzie potraktowany jako osoba w bezpośrednim zagrożeniu życia, czy może jednak nie.
Dodajmy przy tym, że np. osoby z PTSD [Post Traumatic Stress Disorder] mogą mieć objawy do złudzenia przypominające stan przedzawałowy. Człowiek czuje kłucie w sercu, kołatanie, duszności i jest przekonany, że ma zawał. I nie jest w stanie zweryfikować, czy rzeczywiście to zawał, czy może tylko jego mózg wysyła mu takie sygnały. Boi się iść na SOR, bo to może kosztować.
Można powiedzieć, że już przy nowelizacji z 12 września 2025 polskie państwo umyło ręce.
Poza kilkoma grupami. Emeryci, samotne kobiety w ciąży, samotni wielodzietni rodzice, jeśli najmłodsze dzieci miały mniej niż 7 lat – tu sprawa nadal była stosunkowo prosta. Takie osoby wciąż mogły liczyć na zakwaterowanie w ośrodku zakwaterowania zbiorowego.
Teraz, po wejściu w życie ustawy wygaszającej, nie tylko okrojono katalog grup wrażliwych, ale także wstrzymano przyjęcia w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego w całym kraju.
Dziś dowolna nowo przybywająca osoba, nawet jeżeli jest np. samotną kobietą w ciąży, czyli kwalifikuje się do zakwaterowania w OZZ, nie dostanie do takiego ośrodka skierowania. Z rozmów z innymi NGO-sami wiem, że decyzje w tej sprawie zapadają na szczeblu ministerialnym.
I co się z nimi dzieje?
Powiem ze swojej perspektywy. Jestem wolontariuszką organizacji Rubikus Help UA, która od 2022 roku zajmuje się ewakuacją uchodźców, przede wszystkim z terenów bezpośrednich działań wojennych.
Bardzo odradzamy uchodźcom pozostawanie w Polsce. I nasi beneficjenci praktycznie w stu procentach jadą dalej na Zachód.
Finansujemy im bilety do krajów, w których system recepcyjny działa i jest organizowany przez państwo i samorządy. A nie – jak u nas – w praktyce „wisi” na wolontariuszach i NGO-sach.
Często jednak te osoby muszą zatrzymać się w Polsce na dzień, dwa, czasami na tydzień. W Warszawie do 1 listopada 2025 przyjmowały ich ośrodki miejskie (to też był efekt żmudnych negocjacji, w których oprócz Rubikusa i Fundacji Asymetryści wzięły udział także Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich).
To dawało duże poczucie bezpieczeństwa. Nowelizacja specustawy z 12 września 2025 zniosła jednak tę możliwość. Do końca ubiegłego roku w stolicy działał jeszcze projekt Fundacji Habitat for Humanity, która wynajmowała kilkadziesiąt miejsc noclegowych w hostelu niedaleko Dworca Wschodniego, co też nas ratowało.
Dziś Rubikus opłaca miejsca w hostelu, ma więc znacznie mniej środków na ewakuację. A częściowo przyjmują uchodźców w tranzycie nasi znajomi, wolontariusze, którzy nie są obojętni na los tych osób i mają np. wolną kanapę, na której mogą kogoś przenocować.
Wracamy do punktu wyjścia.
Wydawało mi się, że z uchodźcami, którzy chcą się znaleźć np. w Niemczech, jest problem, bo jeżeli przekroczą granicę Polski, są już na terenie Unii Europejskiej. Niemcy nie chcą ich przyjmować, bo uznają, że krajem UE, który ich przyjął, jest Polska. To się zmieniło?
To nie do końca tak działa. Po pierwsze część krajów, m.in. od jakiegoś czasu Niemcy, nie przyjmuje uchodźców, którzy uzyskali ochronę czasową na terenie innego państwa Unii. Ale to nie jest równoznaczne z przekroczeniem granicy. To znaczy, jeżeli ktoś jedzie tranzytem przez Polskę i wjeżdża do Niemiec, ale nie występował w Polsce o ochronę czasową, Niemcy nie mają z tym problemu. Natomiast, jeżeli ta osoba miała w Polsce ochronę czasową, to rzeczywiście Niemcy jej nie przyjmą.
Przyjmie natomiast taką osobę, pod warunkiem zamknięcia ochrony czasowej w Polsce, np. Finlandia. Albo Dania, do której wysyłamy jako Rubikus szczególnie osoby z niepełnosprawnościami, ze względu na wysoki poziom opieki medycznej i wysoką kulturę wsparcia tej grupy ludzi.
Oleno, do ciebie zgłaszają się bezpośrednio osoby, które po 5 marca 2026 spotkały się z ogromnymi trudnościami. O czym najczęściej mówią?
OD: Ja naprawdę rozumiem, że państwo polskie chce wygaszać pomoc. Ale powinno podać jakieś wytyczne, co ci ludzie mają robić dalej. Zresztą nie tylko ludzie, ale także placówki medyczne.
Bo nieporozumienia dotyczą dziś nawet osób, które mieszkają w ośrodkach. One zachowały prawo do ubezpieczenia medycznego. Z tym że ośrodek musi wydać im zaświadczenie, że tam mieszkają i na tej podstawie powinni mieć dostęp do opieki medycznej.
Tymczasem, kiedy próbowali z tego skorzystać, lekarze odmawiali przyjęcia, ponieważ nie wiedzieli, jakie ma to być konkretnie zaświadczenie. Szpitale zachowały się podobnie.
Wiem np. o problemach w pewnej przychodni stomatologicznej, która jeszcze w marcu 2026 przyjmowała dzieci do 18. roku życia na NFZ. Otóż ta przychodnia została powiadomiona, że ma odwołać wizyty ukraińskich dzieci na kwiecień, ponieważ Fundusz za ich leczenie nie zwróci.
I chociaż w myśl ustawy tym dzieciakom nadal przysługuje pomoc, lekarze boją się przyjmować, bo nie wiadomo, kto będzie za to płacił.
Jednym słowem weszła w życie mocno niedopracowana ustawa.
AM: Organizacje pozarządowe w trakcie konsultacji społecznych, a także w uwagach szczegółowych zgłoszonych na piśmie, uprzedzały o tego typu konsekwencjach. O chaosie, który może powstać, jeśli rząd nie dopracuje konkretnych zapisów ustawy. Nasze głosy zostały zlekceważone.
OD: Chcę podkreślić, że gdyby to było naprawdę normalnie przygotowane, większość Ukraińców, nawet niektórzy z tzw. wrażliwych kategorii, byliby gotowi opłacać swoje ubezpieczenie. Ale tu też jest wielki problem.
NFZ traktuje bowiem uchodźców, którzy mieszkali do tej pory w Polsce, ale nie pracowali, w ten sposób, że wystawia im wstępny rachunek na 18 tys. zł. To rodzaj kary za to, że wcześniej nie płacili składki zdrowotnej.
A potem normalnie, co miesiąc, mają płacić po 830 zł za ubezpieczenie. Tymczasem, o ile mogą, czasem przy wsparciu rodziny, płacić te 830 zł, o tyle na 18 tys. ich nie stać.
Napisaliśmy pismo do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o wytłumaczenie tych 18 tys. zł. Uchodźcy byli w Polsce i przez ostatnie 4 lata składki płaciło za nich państwo. Więc nie można powiedzieć, że byli wykluczeni z NFZ.
Otrzymaliśmy odpowiedź, że ministerstwo zgadza się z nami. Że wysłali stosowne pismo do NFZ, by nie pobierać tej opłaty.
Jak dotąd nie wiem, czy to zadziałało. Miałam natomiast kontakt z osobami, które chciały podpisać umowę, ale je odprawiono, żądając na wstępie 18 tys. zł.
I jeszcze inna trudna sytuacja. W Polsce przebywa wiele rodzin mieszkających razem z teściami. Jest mąż, żona, dzieci i matka żony. Żona nie pracuje, zajmuje się dziećmi. Mąż pracuje. Dostał ubezpieczenie na żonę i dzieci, ale teściowa już nie może z tego skorzystać. Nie może też podpisać umowy z NFZ, bo nie stać ich na 18 tys. W efekcie jest wyłączona z opieki, chociaż comiesięczną stawkę rodzina mogłaby za nią płacić.
Kolejna kwestia – emeryci, którzy w Polsce pobierają ukraińskie emerytury.
AM: Aby ukraińskiego emeryta dało się ubezpieczyć, musi on przenieść ukraińską emeryturę do Polski. Wydawałoby się: nic prostszego. Kłopot polega na tym, że to trwa kilka miesięcy. W międzyczasie ta starsza osoba, często potrzebująca ciągłości leczenia, nie ma prawa do świadczeń.
Tymczasem cała batalia toczy się o 9 proc. ukraińskiej emerytury, czyli o ok. 30 zł miesięcznie.
OD: Często ta starsza osoba nie ma konta bankowego, a teraz bardzo trudno uchodźcom je otworzyć. Czyli najpierw trzeba mieć konto, potem należy złożyć w ZUS wniosek o transfer emerytury ukraińskiej. Potem ZUS śle go do ukraińskiego odpowiednika, który musi to zatwierdzić. Następnie trzeba jeszcze napisać do banku, żeby bank przekazywał 9 proc. składki zdrowotnej do ZUS.
Ludzie się w tym gubią. Nie ma informacji, jak to się załatwia. Ponadto wielu uchodźców chciałoby wrócić do Ukrainy, ale boją się, że jak tu przeniosą emerytury i dostaną w końcu ubezpieczenie zdrowotne, po powrocie trzeba będzie ponownie tę emeryturę transferować.
AM: A pełna informatyzacja obsługi wniosków też bywa pułapką, bo wiele starszych osób nie czuje się pewnie w obsłudze cyfrowej i nie zawsze ma kogo poprosić o pomoc.
Polska, wprowadzając ustawę wygaszeniową, naruszyła przepisy europejskie. Możecie to wyjaśnić?
AM: W roku 2001 Unia Europejska wprowadziła dyrektywę o minimalnych standardach ochrony przy masowym napływie wysiedleńców. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie UE wydała decyzję wykonawczą implementującą tę dyrektywę na swoim terenie.
Dodajmy, że podpisanie tej decyzji nie było obowiązkowe. Polska jednak ją podpisała, tak samo jak decyzję przedłużającą ochronę do marca 2027 roku. Nie zrobiła tego np. Dania, która wprowadziła odrębne przepisy.
W artykule 13. dyrektywy jest napisane, że państwa sygnatariusze są zobowiązane do zapewnienia wysiedleńcom opieki medycznej (w tym przynajmniej podstawowego leczenia chorób), zakwaterowania, środków do życia i dostępu do opieki społecznej.
A zatem Polska, wiążąc dziś prawo do opieki medycznej z zatrudnieniem i odmawiając prawa do świadczeń opieki społecznej (poza zasiłkiem celowym, czyli przeznaczonym na konkretny cel), w praktyce nie wykonuje zapisów dyrektywy, którą sama przyjęła.
Czy tę ustawę można zaskarżyć?
Wątpliwości w sprawie jej zapisów, szczególnie tych, które dotyczą prawa do świadczeń medycznych, wyraziło między innymi Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Z tego, co wiem, prace w tym zakresie trwają.
Niedawno wysłaliście do polskich władz apel z prośbą o interwencję. Jest jakaś reakcja?
27 marca 2026 (czyli po liście, który chwilę przed nami wystosowało Stowarzyszenie Homo Faber, Polskie Forum Migracyjne i jeszcze kilkanaście organizacji) Ministerstwo Zdrowia udzieliło PAP informacji, że nie zamierza podejmować dodatkowych kroków dotyczących prawa ukraińskich uchodźców do świadczeń medycznych. Zdaniem urzędników ministerialnych sytuacja jest analogiczna do sytuacji polskich osób nieubezpieczonych. Co jednak nie jest prawdą, ponieważ nieubezpieczeni Polacy często mogą się starać o ubezpieczenie zdrowotne.
Oczywiście zdarzają się dramatyczne sytuacje, w których ludzie wypadają z systemu, ale nie jest tak, że wypadają z niego nagle całe grupy społeczne.
Polacy trwale niezdolni do pracy mogą starać się o zasiłek stały, a co za tym idzie – o ubezpieczenie zdrowotne przez ośrodki pomocy społecznej. Polscy emeryci są z góry ubezpieczeni.
Na 9 kwietnia 2026 Komisja Parlamentarna ds. Uchodźców i Migrantów zaprosiła stronę społeczną do rozmów, dzień później ma się odbyć spotkanie prowadzone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Co z tego wyniknie, nie mam pojęcia.
[Rozmowa z Anną Mirkowską i Oleną Dekhtiar miała miejsce 3 kwietnia].
[15 kwietnia Fundacja Homo Faber, działająca na rzecz migrantów, poinformowała, że spotkanie 9 kwietnia w ramach Krajowej Sieci Integracji „nie przyniosło oczekiwanych odpowiedzi ani realnych rozwiązań problemów, z którymi na co dzień mierzą się beneficjenci ochrony tymczasowej. W praktyce ograniczyło się ono głównie do przedstawienia zmian w przepisach, bez pogłębionej refleksji nad ich konsekwencjami czy możliwościami wdrożenia skutecznych działań”.]
Myśleliście o tym, żeby zaapelować do Polaków o zebranie pieniędzy dla tych ukraińskich uchodźców, których nie stać na opłacenie 830 zł miesięcznego ubezpieczenia?
Ale to jest zadanie państwa, wynikające wprost z przepisów. Bardzo doceniam działania oddolne, sama też działam w ten sposób. Jednocześnie ubolewam, że na działaniach oddolnych opiera się dziś duża część pomocy w Polsce i nie dotyczy to wyłącznie działań na rzecz uchodźców. Tak nie powinno być.
Ponadto dynamika wszelkich zbiórek jest taka, że na początku jest trochę wpłat, potem sprawa cichnie. A potrzeby się nie zmieniają.
Do polskiego społeczeństwa nie przebiła się informacja, że oficjalnie pracujący u nas Ukraińcy zasilają NFZ w znacznie większym stopniu, niż potem Fundusz wydaje na ich leczenie.
To prawda. Wkład Ukraińców do NFZ jest ok. czterokrotnie wyższy niż koszt ich leczenia.
Bo do Polski przyjechało sporo ludzi młodych, zdrowych ludzi.
Statystyki wskazują, że ok. 70 proc. uchodźców z Ukrainy w wieku produkcyjnym pracuje. Pomijam już osoby z innymi tytułami pobytowymi, wśród nich wskaźnik zatrudnienia to ponad 90 proc. Nie jest więc tak, że to polscy podatnicy utrzymują niepracujących uchodźców. Przeciwnie: ukraińscy podatnicy pokrywali koszty swojego leczenia, leczenia uchodźców niezdolnych do pracy i jeszcze zostawało całkiem sporo na leczenie Polaków.
Sądzicie, że ustawa wygaszająca ulegnie jakiemuś zmiękczeniu?
Nie wiem. Ale wiem, że z całą pewnością nic się nie zmieni, jeśli nie będziemy w tej sprawie nic robić.
A co będzie dalej z ośrodkami po 30 czerwca 2026?
Do tego czasu mają prawo pozostać w ośrodkach osoby, które należały wcześniej do grup wrażliwych, a na mocy ustawy wygaszającej z tego katalogu wypadły: dzieci powyżej 12. miesiąca życia bez polskiego orzeczenia o niepełnosprawności, samotni rodzice, pełnoletni uczniowie, niektórzy emeryci.
Sądzę, że obecne wstrzymanie przyjęć do OZZ-ów ma na celu również doprowadzenie do zamknięcia części z nich. Natomiast nie wydaje mi się, żeby wszystkie miały ulec likwidacji.
Oleno, powiedziałaś, że uchodźcy z Ukrainy przyjęliby obecną ustawę wygaszającą ze zrozumieniem, gdyby była przyzwoicie przygotowana.
OD: Myślę, że tak. To, co teraz się zdarzyło, zaczęło się od zabrania 800 plus i dla mnie, imigrantki, to było jak nóż w plecy. No bo komu zabrano 800 plus? Babci, która opiekuje się swoimi wnukami, bo matka i ojciec są na froncie, a ona z ich dziećmi mieszka w Polsce? A teraz jeszcze zabrali jej ubezpieczenie medyczne.
To jak teraz ma walczyć ten ojciec na froncie, wiedząc, że jego matka i jego dzieci cierpią? Wysłali tu rodziny, żeby czuły się bezpieczniej.
Wysłali do Polski żony z dziećmi. Oczywiście pomagają, ale nie mają możliwości, żeby ich tu utrzymać. Wiadomo, jakie są zarobki w Ukrainie.
Codziennie dostaję wiadomości od kobiet, że odmawia się im przedłużenia zasiłku pielęgnacyjnego na dziecko, becikowego, dlatego że mają męża w Ukrainie. One mnie pytają, czy mają się rozwieść, bo pani w MOPS mówi, że nie może przedłużyć, bo albo trzeba być po rozwodzie, albo mieć alimenty od męża.
Ja tego nie rozumiem. Czy Polska chce, żeby osoby z wrażliwych kategorii, jak najszybciej wyjechały albo umarły? Bo na to wygląda.
AM: To, co dzieje się teraz z uchodźcami z Ukrainy, jak w soczewce pokazuje, co w naszym systemie ochrony zdrowia i wsparcia społecznego nie działa od lat. I może zamiast myślenia: „Nam jest źle, niech im będzie co najmniej równie źle, żeby było sprawiedliwie”, moglibyśmy się zastanowić, z czego wynika to, że i Polakom, i uchodźcom jest źle? Jedziemy na tym samym wózku. Może warto podziałać w tym kierunku, żeby nam wszystkim było choć trochę lepiej?
Zapaść polskiego systemu ochrony zdrowia trwa od wielu lat. To się nie zaczęło wraz z napływem uchodźców po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. To nie jest kwestia, niechby nawet, kilkudziesięciu tysięcy osób, które mogą potrzebować leczenia i czekały razem z nami w kolejkach do lekarzy. To, że te osoby z tych kolejek teraz wypadły, nie uleczy polskiego systemu ochrony zdrowia. Nie tu tkwi sedno problemu.
Wiadomo ile Polska zaoszczędzi na ustawie wygaszeniowej?
Nie wiem, czy ktoś to oszacował.
OD: Polska dała ludziom nadzieję, bo wielu dorosłych otrzymało tu leczenie – onkologiczne, dializy. A teraz tę nadzieję zabrali. Ludzie są zrozpaczeni. Nie mają już domu w Ukrainie, nie mają dokąd wracać.
Wiem, że państwo ukraińskie też powinno ich wspierać, ale w obecnej sytuacji to bardzo trudne.
Polskie społeczeństwo ta sprawa w ogóle obchodzi?
AM: Jak to zwykle bywa, najlepiej słychać nie tych, którzy dobrze znają sytuację, tylko tych, którzy najgłośniej krzyczą. A krzyczą osoby, które albo nie mają aktualnej wiedzy (bo nie śledzą zmian prawnych, za to dobrze pamiętają falę wsparcia z 2022 roku), albo mają jakiś interes w tym, żeby tę wiedzę wypaczać. Stąd się bierze narracja, że Polska wydaje krocie na pomoc uchodźcom z Ukrainy i że uchodźcy nie pracują, nie dokładają się do wspólnego budżetu. Co, jak wykazywałyśmy wyżej, nie jest prawdą.
Za to osoby zaangażowane w działalność humanitarną, nie tylko na rzecz uchodźców i migrantów, ale też np. na rzecz osób w kryzysie bezdomności, osób z niepełnosprawnościami czy dzieci, zauważają, co się dzieje. Widzą to jako część większej całości i bardzo wspierają osoby z Ukrainy, które zostały bez prawa do opieki medycznej.
OD: Wierzę, że takich osób jest więcej. Bo ludzie wykształceni rozumieją, że dla Polski jest łatwiejsze przyjmowanie uchodźców z Ukrainy niż z innego kraju. Mieszkamy obok siebie, nasze języki są podobne.
Adaptacja Ukraińca w Polsce jest łatwiejsza i tańsza niż adaptacja np. Nigeryjczyka.
W końcu wy walczycie dziś także za nas.
O tym już nie mówię, bo nie wszyscy to rozumieją.
AM: Polska wykpiła się od przyjęcia paktu migracyjnego, bo rzekomo tak bardzo pomaga uchodźcom z Ukrainy. Tymczasem ustawą wygaszającą w praktyce zmieniła uchodźców wojennych w migrantów zarobkowych.
Swoją drogą, jak się ma polska ustawa wygaszająca do zasady solidarności państw sygnatariuszy wspomnianej dyrektywy o minimalnych standardach ochrony?
W praktyce jest tak, że opiekę nad osobami z grup wrażliwych przerzucamy na inne kraje. Część ludzi, którzy nie mają dokąd wracać, a nie mogą także zostać w Polsce ze względu na stan zdrowia, jedzie dalej, np. do Danii. Ile ta Dania może jeszcze przyjąć takich osób tylko dlatego, że Polska nie ma życzenia wypełniać przepisów, które sama przyjęła?
Ile osób z Polski udało się do Danii?
Trudno mi to oszacować. Natomiast mam w głowie konkretne przypadki. I chętnie bym o nich powiedziała, bo one bardzo zapadają w pamięć
Mieliśmy pod opieką dwóch panów, obydwaj po udarach. Jeden chodził na krótkie dystanse z chodzikiem, drugi poruszał się wyłącznie na wózku. Obydwaj niesamodzielni, samotni, z bardzo poważnymi problemami z pamięcią.
Jesienią 2024 roku trafili do ośrodka zakwaterowania zbiorowego z usługami opiekuńczymi pod Łochowem. Przez rok nie udało się żadnemu z nich wyrobić polskiego orzeczenia o niepełnosprawności, bo nie doczekali się wizyty u neurologa. Od 1 listopada 2025 zostaliby zatem bez dachu nad głową.
Równo 1 listopada wyjechali więc, z naszą pomocą, właśnie do Danii – tylko w ten sposób dało się ich uratować.
Żaden z nich nie miał w Ukrainie ani domu, ani rodziny.
I druga historia, z grudnia ubiegłego roku. Dwie panie z terenów okupowanych przy samym froncie, matka z córką. Córka z poważną niepełnosprawnością. Ojciec był chory onkologicznie, zmarł jeszcze w 2023 roku. Mama pracowała, a dziewczyna była w Polsce leczona.
Ale mama straciła pracę, a stan dziewczyny pogorszył się na tyle, że potrzebowała asysty w codziennym funkcjonowaniu. Po nowelizacji specustawy nie mogły zostać w ośrodku zakwaterowania zbiorowego, nie miały też dokąd wracać. Jedyne, co im zostało, to wyjazd na Zachód.
Tych przypadków jest więcej, czasami są bardziej dramatyczne. I wiem też, że podobne historie dzieją się z osobami z Polski, ale Polacy mimo wszystko mają więcej narzędzi systemowych, żeby w aż tak złej sytuacji się nie znaleźć.
*Anna Mirkowska, wolontariuszka Rubikus Help UA, organizacji, która pomaga ukraińskim uchodźcom z terenów przyfrontowych wyjechać z Ukrainy.
**Olena Dekhtiar, Blogerka, aktywistka, działaczka społeczna. Prezes Fundacji “DOM tam gdzie TY”.
Polityka społeczna
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Ministerstwo Zdrowia
Rzecznik Praw Obywatelskich
BRPO
NGO
ubezpieczenie zdrowotne
uchodźcy
Ukraina
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
wolontariusze
zdrowie
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Komentarze