0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Państwowe Biur Śledcze Ukrainy,Fot. Państwowe Biur ...

Korupcja w Ukrainie to wyzwanie dla ekipy prezydenta Zełenskiego. Na zdjęciu: pieniądze znalezione w mieszkaniu jednej z osób podejrzanych o malwersacje. Fot. Państwowe Biur Śledcze Ukrainy.

1 lutego, dwa dni przed szczytem UE-Ukraina, w Ukrainie doszło do prawdziwych antykorupcyjnych żniw. Przeszukano mieszkania i biura podejrzanych o korupcję urzędników Ministerstwa Obrony oraz firm budowlanych, należących do prorosyjskiego deputowanego Opozycyjnej Platformy za Życie Wadyma Stolara. Stanowiska stracili szefowie tradycyjnie najbardziej skorumpowanych na Ukrainie instytucji: Izby Skarbowej oraz Izby Celnej. Państwowe Biuro Śledcze postawiło zarzuty byłemu ministrowi energetyki i przemysłu węglowego (2016-2019) Ihorowi Nasalykowi dotyczące malwersacji finansowych.

Tego samego dnia Ukrainę i świat obiegły zdjęcia z przeszukania w domu oligarchy Ihora Kołomojskiego w Dniprze. Biuro Bezpieczeństwa Gospodarczego ujawniło malwersacje i uchylanie się od płacenia podatków o wartości 40 mld hrywien (4,8 mld złotych) przez byłe kierownictwo dwóch największych ukraińskich firm naftowych, Ukranafty i Ukrtatnafty. Oligarcha ma w obu udziały.

– Cieszę się, że wasze organy antykorupcyjne są w gotowości i skutecznie wykrywają przypadki korupcji. Wyrażam również uznanie za tak szybką reakcję na szczeblu politycznym, aby zapewnić, że walka z korupcją przynosi wymierne rezultaty i jest dalej intensyfikowana - mówiła Ursula von der Leyen podczas wizyty w Kijowie.

Prezydent Wołodomyr Zełenski idzie na wojnę z korupcją. Dlaczego teraz?

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Przeczytaj także:

Widkat, czyli procent

Powodem, że o korupcji znów zaczęto mówić głośno, był skandal, do którego doszło w styczniu 2022 roku, związany z dostawami żywności dla wojska. Pierwszy napisał o nim portal ZN.ua. Dziennikarzom przekazano dokumenty z końca grudnia 2022 roku, dotyczące dostaw produktów spożywczych dla jednostek w obwodach połtawskim, sumskim, kijowskim, żytomierskim, czernihowskim i czerkaskim. Autorzy porównali ich ceny z tymi w jednym ze stołecznych supermarketów. Okazało się, że za pojedyncze jajko Ministerstwo Obrony płaciło 17 hrywien, a w sklepie kosztowało ono 7 hrywien. I to w przypadku zakupów detalicznych, a nie hurtowych. Zawyżone też były ceny kartofli. Niemal trzykrotnie.

Tego rodzaju schemat jest wyjątkowo prymitywny i powszechnie znany jako procent po polsku, otkat po rosyjsku i widkat po ukraińsku. Polega on na tym, że „nadpłata” jest dzielona między zamawiającego, w tym przypadku urzędnika Ministerstwa Obrony, a realizującego zamówienie, czyli firmę dostarczającą żywność. Wartość całej umowy wynosiła ponad 13 miliardów hrywien, czyli półtora miliarda złotych. To duża kwota. Teoretycznie wszyscy są zadowoleni, bo firma sprzedaje produkty spożywcze drożej niż wynosi ich normalna cena, a urzędnik otrzymuje dodatkowy dochód, który na pewno w obecnych trudnych czasach bardzo by się przydał.

Wojna jednak zmienia podejście ukraińskiego społeczeństwa do korupcji i to jest w tej sytuacji najważniejsze.

Korupcja w Ministerstwie Obrony

Ministerstwo Obrony, którego twarzą jest bardzo konkretny, robiący świetne wrażenie na Zachodzie i doskonale mówiący po angielsku minister Ołeksij Reznikow, zareagowało w iście postsowieckim stylu. Obwiniło dziennikarzy o „kłamstwa i manipulacje” i wzięło w obronę swoich pracowników.

Mimo to stanowisko stracił wiceminister obrony Wiaczesław Szapowałow, który odpowiadał za przetargi. Urzędnik nie przyznał się do winy, a w komunikacie resortu o jego zwolnieniu można było przeczytać o jego wielu zasługach, takich jak… demonopolizacja sfery organizacji żywienia żołnierzy i zakupów paliw.

Dzień później z pracy został zwolniony kierownik departamentu zamówień publicznych w Ministerstwie Obrony Bohdan Chmelnycki, który bezpośrednio odpowiadał za skandaliczną umowę, a 2 lutego został aresztowany. Sprawą zajęły się też ukraińskie organy ścigania. Dopiero w ostatnich dniach stycznia, 10 dni po tym, jak ZN.ua opisało przetarg z zawyżonymi cenami żywności, Ołeksij Reznikow zapowiedział zwiększenie kontroli nad zamówieniami dla wojska i ściślejszą współpracę z sektorem pozarządowym.

Oczywiście do korupcyjnych skandali bądź też sytuacji, gdzie istniało podejrzenie łapownictwa, na Ukrainie dochodziło też wcześniej. W listopadzie „Ukraińska Prawda” pisała o bliskiej przyjaciółce kierownika obwodu dniepropietrowskiego Walentyna Rezniczenki, trenerce fitness Janie Chlancie, której firma podczas wojny otrzymała półtora miliarda hrywien, niemal 180 milionów złotych, na remont dróg w tym obwodzie. Urzędnik stracił pracę dopiero w styczniu.

Wszystkie auta Tymoszenki

Tego samego dnia ze stanowiska został odwołany wiceszef Biura Prezydenta Kyryło Tymoszenko. W grudniu, o czym też pisała „Ukraińska Prawda”, wyszło na jaw, że latem poruszał się on Porsche Taycan z 2021 roku za 100 tysięcy dolarów. Auto miało należeć do firmy Nowem Logistic, której właścicielem jest biznesmen Wemir Dawitian. Ówczesny wiceszef Biura Prezydenta tłumaczył, że skorzystał z niego tylko parę razy. Nikt jednak nie pożycza takich samochodów nie licząc na wdzięczność.

Przy czym Tymoszenko był znany ze swej miłości do drogich aut. Wcześniej dziennikarze serwisu BIHUS info wykryli, że jeździ Chevroletem Tahoe, które firma General Motors przekazała Ukrainie dla operacji humanitarnych w strefie przyfrontowej.

Na początku lata okazało się też, że urzędnik wraz z rodziną mieszka pod Kijowem w liczącej 1200 m² willi. Formalnie należy ona do jednego z największych stołecznych deweloperów Ihora Nikonowa. Tymoszenko, a dokładnie jego żona, miał płacić mu 6 tysięcy dolarów miesięcznie. Według ekspertów to zaniżona wartość – cena rynkowa to 10-25 tysięcy dolarów. Przy czym w Biurze Prezydenta zwolniony już urzędnik odpowiadał za kwestie budowlane, a firma Nikonowa znalazła się wśród uczestników państwowego programu budowy tanich mieszkań.

Sam Tymoszenko twierdził, że nie ma tu żadnej sprzeczności interesów.

„Te skandale mocno zachwiały pozycją Tymoszenki, ale i tak pozostawał on w Biurze Prezydenta. Główna przyczyna polegała na tym, że w drużynie prezydenta podobny styl życia prowadzi nie tylko on" – pisze „Ukraińska Prawda”.

Kolejnym wydarzeniem było zatrzymanie w styczniu przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wiceministra rozwoju gromad, terytoriów i infrastruktury Wasyla Łozynskiego. Jest on oskarżony o przyjęcie łapówki w wysokości 400 tysięcy dolarów przy zakupach generatorów. Wartość całego kontraktu wynosiła 1,8 mld hrywien, czyli prawie 49 milionów dolarów.

Przekręty w wojsku

Czasem schematy korupcyjne wpływają bezpośrednio na życie żołnierzy. Jeszcze w grudniu 2021 roku, prawie 3 miesiące przed rozpoczęciem przez Rosję agresji na pełną skalę, władze mówiły o likwidacji monopolu na dostawy oleju i smarów do czołgów. Dotąd zajmowały się tym firmy związane z deputowanym prorosyjskiej partii Opozycyjna Platforma za Życie Ołeksandrem Ponomariowem. Dlaczego? Ponieważ tylko ich produkcja odpowiadała wymaganiom Ministerstwa Obrony, które zostały zapewne napisane właśnie pod te firmy.

Już ponad 5 lat temu pojawiły się uwagi co do jakości produkcji, ale dostawcy nie zmieniano. Portal „Naszi Hroszi” zwrócił uwagę, że obecnie wpływa to na działanie czołgów na froncie. Skarżył się na to czołgista Jewhen Palczenko, noszący tytuł Bohatera Ukrainy. Opowiadał, jak jego maszyna musiała ciągle stawać na drodze z Chersonia do Mikołajowa, ponieważ złej jakości olej powodował, że grzał się silnik. Z tyłu atakowali Rosjanie.

Dochodziło też do nadużyć w sferze pomocy wojskowym. W lipcu Państwowe Biuro Śledcze wykryło grupę osób, która przywiozła 1,5 tysiąca wkładów kuloodpornych do kamizelek oraz 300 hełmów. Miały one być przekazane jednej z jednostek, ale „wolontariusze” zażądali, żeby wojskowi za nią zapłacili. Zostali jednak zatrzymani przez śledczych.

Wojna dobra dla łapówek

Pojawiały się też informacje o machinacjach z pomocą humanitarną, ale nie miały one masowego charakteru. W sierpniu Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zajęła się takimi nadużyciami w obwodzie zaporoskim. Ale dopiero w czasie styczniowych czystek stanowisko stracił kierownik miejscowych władz Ołeksandr Staruch, który miał być związany z wiceszefem Biura Prezydenta Kyryłem Tymoszenką.

Na początku wojny każdy pomagał, jak mógł i czym mógł. Z czasem wyklarowało się kilka dużych organizacji (większość działa od 2014 roku) i lokalne grupy wolontariuszy, pomagające konkretnym wojskowym i jednostkom. Nie ma jednak wątpliwości, że chaos pierwszych miesięcy sprzyjał różnego rodzaju przekrętom.

Regularnie też pojawiają się informacje o zatrzymaniach w różnego rodzaju urzędach państwowych. Niektórzy uwierzyli, że czas wojny jest tak samo dobry dla brania łapówek, jak okres pokoju. Na przykład za pozwolenia transportowe, czy naznaczenie na konkretne stanowisko.

Czym grozi korupcja?

Jak pisze Witalij Szabunin, kierujący organizacją Centrum Przeciwdziałania Korupcji, łapownictwo nie zniknęło, ale raczej nie ma już charakteru systemowego.

„Pytanie: czy kradną? Tak, kradną. Widać to w poszczególnych zamówieniach. Czy jest to pionowy schemat zorganizowany przez najwyższe kierownictwo polityczne? Raczej nie. To są raczej oddzielne osoby, które nijak nie mogą się najeść"– napisał w artykule w ZN.ua.

Z całej sytuacji można wyciągnąć wniosek, że seria dymisji, do których doszło, to efekt działań najsilniejszego i niemal monopolistycznego obecnie ośrodka władz, czyli Biura Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego otoczenia.

Zełenski zdaje sobie doskonale sprawę z tego, czym grożą obecnie skandale korupcyjne.

A zagrożeń jest kilka.

  • Po pierwsze, dla przyszłości politycznej samego szefa państwa, który już zapewne myśli o przyszłorocznych wyborach prezydenckich, które oczywiście odbędą się, jeśli skończy się wojna.
  • Po drugie, Ukraińcy codziennie są bombardowani z różnych mediów apelami, aby wpłacić choćby najmniejszy grosz na pomoc armii. Czy ktoś się na to zdecyduje wiedząc, że jego pieniądze nie służą zwykłemu żołnierzowi, a urzędnikowi siedzącemu w ciepłym gabinecie w Kijowie?
  • Po trzecie, o to samo mogą zapytać zachodni grantodawcy.

Jest to o tyle istotne, że

60 procent ukraińskiego budżetu to obecnie różnego rodzaju wsparcie z zagranicy.

Dlaczego darczyńcy mają poświęcać dobrobyt własnych obywateli, jeśli pieniądze przekazywane na Ukrainę są marnowane? Dlatego Zełenski postawił na zdecydowane działania. Osoby podejrzane są zwalniane, a sprawy przejmują śledczy organów antykorupcyjnych.

Deputowani na plaży

Ukraińscy urzędnicy państwowi, przede wszystkim deputowani, przyzwyczaili się, że mogą więcej i są ponad prawem. Wojna sprawiła jednak, że zachowania, które dotąd uchodziły płazem, teraz urastają do rozmiarów ogromnego problemu.

Zastępca prokuratora generalnego Ołeksij Symonenko zrezygnował ze stanowiska po tym, jak okazało się, że Sylwestra spędził w Hiszpanii. 46-latek podlega mobilizacji i nie wiadomo, jak opuścił kraj. Tutaj jest wiele pytań do Służby Granicznej. Jak w takiej sytuacji mają się czuć zwykli Ukraińcy, którzy nie mogą wyjechać z kraju niemal od roku? Tym bardziej, że ich dochody tak spadły, że raczej nie stać ich na wakacje za granicą. W dodatku do Marbelli w Hiszpanii Symonenko pojechał mercedesem należącym do lwowskiej firmy Grand Hotel, której właścicielem jest miejscowy magnat tytoniowy i deputowany Hryhorij Kozłowski.

W ukraińskich mediach coraz więcej pojawia się informacji o wyjazdach w egzotyczne podróże deputowanych Rady Najwyższej. Julia Tymoszenko (niezwiązana z byłym już wiceszefem Biura Prezydenta Kyryłą Tymoszenką), populistka, która zawsze zapewniała, że troszczy się o los zwykłych Ukraińców, którzy są jej głównym elektoratem, wypoczywała na plaży w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Można przypuszczać, że to już koniec jej kariery.

Mykoła Tyszczenko, deputowany prezydenckiego ugrupowania Sługa Narodu, też ma kłopoty. Został wyrzucony z partii i jej klubu w Radzie Najwyższej za wycieczkę do Tajlandii. Na nic zdało się przekonywanie, że celem było „polepszenie współpracy” z ukraińską diasporą. Na marginesie, nazwisko Tyszczenki pojawiało się już wcześniej w wielu skandalach, w tym korupcyjnych.

Jednak dopiero wyjazd do Tajlandii w czasie wojny sprawił, że stracił on legitymację partyjną.

W związku z takimi ekskursjami władze zaostrzyły prawo. Teraz parlamentarzyści mogą wyjechać za granicę tylko w delegację, na leczenie i w celu odwiedzenia własnych dzieci, ewakuowanych na Zachód.

Mercedes za 1/4 ceny

Od zawsze raziło też bogactwo ukraińskich polityków, ale kupowanie obecnie nowych domów czy aut jest nie do zaakceptowania. Pawło Chalimon, deputowany Rady Najwyższej z rządzącej partii Sługa Narodu, kupił w zeszłym roku willę niemal w centrum Kijowa i zapisał ją na swoją konkubinę. Stracił za to stanowisko wiceszefa klubu parlamentarnego.

– Jeśli jesteś posłem i masz kilka dodatkowych milionów hrywien, musisz pomóc swojemu krajowi – podsumował kierujący klubem Dawid Arachamija.

Serwis BIHUS Info napisał z kolei pod koniec stycznia, że

parlamentarzyści i ich rodziny od 24 lutego kupili sobie nowe auta za co najmniej 1,3 mln dolarów.

Oczywiście nie są to państwowe pieniądze. W tym kontekście jednak zawsze pojawia się pytanie, skąd mają oni tak duże dochody i dlaczego – jak pyta retorycznie Arachamija – nie przeznaczają ich na obronność. Wciąż stosują wytłumaczenia z czasów przedwojennych: samochód o wartości 4,4 mln hrywien, czyli Mercedes–Benz S500L z 2021 roku miał zostać kupiony za 1/4 ceny (Iryna Ałłachwerdijewa ze Sługi Narodu), czy też auto należy do kolegi, który dał pojeździć (Ołeksandr Horobec, też ze Sługi Narodu). Tak naprawdę zostało ono zapisane na jego wieloletniego kierowcę. Oczywiście takie przypadki zdarzają się też wśród deputowanych innych frakcji, ale szczególnie drażnią w rządzącym ugrupowaniu.

mężczyzna z zamazaną twarzą stoi w mieszkaniu i przygląda się przeszukaniu
Oligarcha Ihor Kołomojski obserwuje przeszukanie w swoim domu w Dniprze. Fot. Biuro Bezpieczeństwa Gospodarczego Ukrainy

Rejestr antykorupcyjny

W Ukrainie bardzo dobrze rozwinięte jest dziennikarstwo śledcze, a także sektor pozarządowy zajmujący się walką z korupcją. Efektem jego działań, zresztą bardzo często wspieranych przez Zachód, jest wprowadzenie wielu rozwiązań ułatwiających patrzenie na ręce urzędnikom, deputowanym i instytucjom państwowym.

Od 2016 roku działa rejestr majątkowych deklaracji elektronicznych. Wyżsi rangą pracownicy sfery budżetowej czy parlamentarzyści muszą w nim opisywać majątek swój i swoich najbliższych. To właśnie z nich można się było dowiedzieć o luksusowych autach zapisanych na emerytowaną matkę. Czy też milionowych darowiznach od schorowanego ojca, które zostały przeznaczone na inwestycje w nieruchomości.

Deputowani przyznawali się też do ogromnych oszczędności trzymanych w gotówce w domach. I nawet jeśli początkowo te informacje tylko szokowały, to porównanie tych danych z oficjalnymi zarobkami, a także z kolejnymi rocznymi deklaracjami, pozwalało na realną walkę z korupcją.

Za czasów prezydentury Wiktora Janukowycza, czyli tuż przed rewolucją godności (przełom 2013 i 2014 roku), opisy bogactwa rządzącej „elity” przypominały raczej kronikę towarzyską niż materiał dla śledczych, którzy też się żywili z jej ręki. Później powołano odpowiednie instytucje państwowe, które zaczęły realnie walczyć z korupcją. Ale o tym za moment.

Wojna ogranicza transparentność

W zeszłym roku Ukraina zajęła szóste miejsce w rankingu Open Data Maturity Report 2021. Określa on stopień dostępu do danych dotyczących działalności państwa.

14 stycznia 2022 roku 70 stron internetowych państwowych organów władzy stało się celem jednego z najbardziej masowych ataków cybernetycznych. Władze zapewniły, że nie doszło do ujawnienia tajnych informacji, a za atakiem stała Rosja.

To wydarzenie stało się jednak ostrzeżeniem przed tym, co może się stać, gdy rozpocznie się wojna na pełną skalę. Stąd pierwsze, co zrobiły władze po wejściu rosyjskich wojsk, to zamknęły dostęp do państwowych rejestrów. Później częściowo je otwarto. Ale dostęp do deklaracji majątkowych urzędników ma być zamknięty aż do końca stanu wojennego. Według międzynarodowej organizacji walczącej z korupcją, Transparency International, tego rodzaju kroki miały sens na początku wojny, ale obecnie są go pozbawione.

Poza tym Rada Ministrów pozwoliła na rezygnację z przetargów i na szybkie zawieranie bezpośrednich kontraktów. Spowodowało to, że liczba przetargów spadła czterokrotnie, a ujawnionych kontraktów było blisko trzy razy mniej niż w 2021 roku. Ile jest tutaj przypadków korupcyjnych? Zapewne będzie ciężko do tego dojść.

Utajnione przetargi

Ukraina mogła być bowiem dumna ze swojego systemu Prozorro, który pozwalał na organizację przejrzystych przetargów online. Urzędy publikowały informacje o tym, co zamawiają, a oferenci publicznie ogłaszali, za ile mogą zrealizować zamówienie. Teraz te informacje zostały utajnione, czasem całkowicie, czasem częściowo. I to nie tylko te dotyczące zakupów dla wojska, ale nawet długopisów dla samorządów.

Wszystko tłumaczono bezpieczeństwem państwa.

Częściowe ujawnienie umów jest też pozbawione sensu. Gdy mamy tylko ogólną sumę zamówienia, a nie wiemy, ile kupiono danego towaru, nigdy się nie dowiemy, czy doszło do korupcji. Portal „Naszi Hroszi” daje przykład kupna kabla przez dostawcę energii elektrycznej Zakarpattiaobłenerho na Zakarpaciu za sumę 9 milionów hrywien. Nie wiadomo, ile było tego kabla, znana jest tylko suma. Przy czym, jaki jest sens utajniać takie dane na Zakarpaciu, gdzie niemal nic nie zostało zniszczone w wyniku wojny, nie wiadomo.

„W mętnej wodzie łatwiej łowić rybę”

Oprócz utajnienia niektórych przetargów, władze zmieniły też sam ich system. Dotąd odbywały się w trzech turach. Teraz jednak w przytłaczającej większości przetargów bierze udział tylko jeden uczestnik. Pod koniec grudnia takich przetargów było aż 88 procent. Jeszcze w październiku 60 procent. Braki prądu, a co za tym także idzie internetu, powodowały, że niektórzy oferenci nie mogli się połączyć w odpowiednim momencie z serwisem. Twórca systemu Prozorro Maksym Nefiodow podkreśla, że jego uproszczenie w warunkach wojny to konieczność.

– Wiadomo, że w tych okolicznościach priorytetem z punktu widzenia systemu zamówień publicznych jest przeprowadzenie przetargów w terminie. Ale niedopuszczalne jest spełnienie żądań, aby całkowicie z nich zrezygnować i przejść wyłącznie na bezpośrednie umowy, które będą gdzieś ukryte. Byłoby to znacznie bardziej szkodliwe dla pieniędzy podatników i dla całej reformy – zaznacza.

Dodaje jednak, że należy uważać, aby tymczasowe rozwiązanie nie pozostało na zawsze.

Do tego dochodzą tak banalne wydawałoby się kwestie, jak przeprowadzanie posiedzeń miejscowych rad za zamkniętymi drzwiami, bez transmisji online. Rzadziej też zaczęto je zapowiadać. Przy czym to właśnie lokalne władze są często ważnymi dystrybutorami pomocy humanitarnej. Taki brak przejrzystości na pewno sprzyja łapownictwu, bo, jak mówi inne ukraińskie przysłowie, „W mętnej wodzie łatwiej łowić rybę”.

Walka z korupcją w interesie Ukrainy

Mimo wojny Ukrainie udało się podnieść swoją pozycję w Indeksie Percepcji Korupcji. W opublikowanym pod koniec stycznia rankingu zajęła 116. miejsce ze 180 państw w porównaniu ze 122. w zeszłym roku.

– System antykorupcyjny, którego sensowność i celowość prorosyjskie siły na Ukrainie negowały przez lata, przetrwał. Mimo pewnych ograniczeń wynikających z czasu wojny, praca organów antykorupcyjnych trwa, a jej efekty są coraz bardziej widoczne – skomentował Andrij Borowyk, kierujący Transparency International Ukraine.

Spokój zachowują też Stany Zjednoczone. Amerykanie zdają sobie sprawę, że Moskwa może wykorzystać każde oskarżenie o łapownictwo. Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych John Kirby podkreśla, że na razie nie ma żadnych oznak, aby dochodziło do defraudacji amerykańskiej pomocy dla ukraińskiego budżetu. „To samo dotyczy pomocy w sferze wojskowej” – zaznaczył.

Takie zapewnienia są o tyle istotne, że moskiewska propaganda bardzo lubi temat defraudacji zachodniej pomocy. Rosyjskie media mówią o tym chętnie, nie wchodząc w szczegóły i nie zauważając, celowo zapewne, że takie przypadki stanowią margines.

Z kolei ukraińscy dziennikarze zawsze zanim napiszą o korupcji, czy nadużyciach, zastanawiają się intensywnie, czy aby na pewno nie działają na rękę Rosji. Stąd zapewne ostrożność w poruszaniu tych tematów w pierwszych miesiącach wojny. Teraz jednak przeważa pogląd, że mówienie o łapownictwie i zmuszanie władz do reakcji to tak naprawdę działania w interesie własnego państwa, czyli Ukrainy.

Łapownictwo wraca?

Kierujący Narodową Agencją do spraw Zapobiegania Korupcji (NAZK) Ołeksandr Nowikow jeszcze we wrześniu 2022 roku mówił, że łapownictwo powoli wraca na Ukrainę. O ile w pierwszych miesiącach po 24 lutego było niemal nieobecne, to na wiosnę, po wyzwoleniu kolejnych terytoriów, jak obwody kijowski czy charkowski, złe praktyki wróciły. Choć nie w takiej skali, jak wcześniej.

– Moja subiektywna ocena mówi, że korupcja w Ukrainie jest kilkukrotnie mniejsza niż przed 24 lutego. Bo łapówkarz podczas wojny to nie jest po prostu złodziej, a zbrodniarz wojenny i współpracownik wroga. Można go porównać do kolaboranta – tłumaczył.

Korupcja czasu wojennego to zdrada stanu.

Na podobną tendencję, choć nie tak dosłownie, zwracała uwagę Transparency International w swoim raporcie z okazji przypadającego w grudniu Światowego Dnia Walki z Korupcją. Organizacja podkreślała, że w pierwszych tygodniach wielkiej wojny Ukraina walczyła przede wszystkim o przeżycie. Dopiero później zdano sobie sprawę, że łapownictwo jest zagrożeniem nie tylko dla przyszłego zwycięstwa, ale też dla odbudowy i integracji Ukrainy z Unią Europejską.

I dopiero pod koniec stycznia sam prokurator generalny Andrij Kostin podczas spotkania z przedstawicielami amerykańskich władz wypowiedział się o korupcji równie zdecydowanie, jak śledczy i działacze walczący z tą patologią.

– Wojna nie usprawiedliwia zmniejszonych wysiłków w walce z korupcją. Korupcyjne przestępstwa podczas wojny można porównać do maruderstwa. Dlatego walka z korupcją i zapobieganie takim przestępstwom to priorytet w pracy prokuratorów i wszystkich organów ochrony porządku publicznego – zaznaczył.

Organy antykorupcyjne zaczynają działać

Dyrektor Transparency International Ukraine Andrij Borowyk zwraca przy tym uwagę, że styczniowe zatrzymania i zwolnienia to nie efekt nagłego rozkwitu łapownictwa, ale tego, że tworzone z mozołem przez lata organy antykorupcyjne, jak Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP), wreszcie zaczęły działać.

Szefa tej ostatniej, Ołeksandra Kłymenkę, zatwierdzono na stanowisko dopiero latem. Jego poprzednik Nazar Chołodnycki zrezygnował ze stanowiska jeszcze w sierpniu 2020 roku, protestując przeciwko naciskom ze strony Prokuratury Generalnej. Akurat w tym przypadku wojna zadziałała jak katalizator. Tego kroku wymagała Bruksela w związku z otrzymaniem przez Ukrainę statusu kandydata do UE 23 czerwca.

Epopeja z Kłymenką ciągnęła się od grudnia 2021 roku. Wygrał wtedy konkurs na szefa SAP-u, ale jego nominację zablokowali reprezentanci państwowych instytucji. Przeciąganie zatwierdzenia Kłymenki mogło mieć związek z tym, że jeszcze jako detektyw NABU prowadził śledztwo dotyczące łapownictwa, gdzie podejrzanym był Ołeh Tatarow z Biura Prezydenta. I to właśnie Biuro Prezydenta storpedowało śledztwo, które przejęła przez kontrolowana przez szefa państwa i jego otoczenie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

Wojna katalizatorem

Wygląda na to, że wojna i Zachód otrzeźwiły ukraińskie władze. Latem, siedem lat po ich powołaniu, można było wreszcie zobaczyć efekty działań zarówno SAP, jak i NABU.

– Wiele spraw czekało na kierownictwo SAP. I widzimy, że niemal codziennie trafiają teraz do sądów sprawy, dotyczące nieprawdziwych informacji w deklaracjach elektronicznych. Skoro znaleźli wszystkie dowody, to dlaczego sprawa ma czekać – powinna trafić do sądu. Sąd zdecyduje, czy dana osoba jest winna, czy nie – podkreśla Andrij Borowik.

W tym roku ma być też wybrany nowy kierownik NABU. Obecnie jego obowiązki pełni pochodzący z Gruzji Gizo Uglawa, który od 2015 roku mieszka w Ukrainie i jest jednym z twórców tej instytucji. W kwietniu zakończyła się kadencja dotychczasowego szefa NABU Artema Sytnyka.

„Schematoza” szykuje się na odbudowę

W ciągu kilku miesięcy od powołania Kłymenki na stanowisko szefa SAP-u widać już efekty. Wznowiono m.in. głośną sprawę zakupu węgla po zawyżonych cenach na podstawie schematu Rotterdam+ (2016–2019). Ruszyły sprawy Ukrnafty i Centrenerho, gdzie dochody czerpał oligarcha Ihor Kołomojski. Wykryto rekordową łapówkę, którą chciał wręczyć były deputowany Maksym Mykytias w wysokości 22 milionów euro.

W zeszłym roku Wyższy Sąd Antykorupcyjny wydał 37 wyroków.

Przed Ukrainą jeszcze większe wyzwanie, jakim będzie odbudowa, związana w dużym stopniu z zagranicznymi grantami. Przygotowują się do tego zarówno działacze antykorupcyjni, jak i starzy łapówkowi wyjadacze, twórcy schematów korupcyjnych. Rozbudowany system korupcyjny ma własne określenie – schematoza.

Pytanie, kto we władzach będzie kontrolował potoky, jak się mówi na Ukrainie, czyli przepływy pieniędzy. Jak będą przeprowadzane przetargi na wykonanie konkretnych robót, kto będzie je wygrywał i jak je będzie realizował. Do tego potrzeba kontroli społecznej, która w czasie wojny została ograniczona.

Z jednej strony, po raz pierwszy w nowoczesnej historii Ukrainy najsilniejszym ośrodkiem władzy nie jest wielki biznes (oligarchowie), a państwo, które w dodatku będzie dysponować ogromnymi sumami pieniędzy od zachodnich donorów. Z drugiej strony, to ono będzie teraz decydować, kto zarobi, a kto nie. Czyli de facto ukształtuje nową wyższą klasę przedsiębiorców. Z trzeciej strony, i to jest dobra wiadomość, Ukraina i jej władze będą pod lupą międzynarodowych donorów.

Każdy większy skandal może oznaczać wstrzymanie pomocy, a tym samym utratę władzy.

Dlatego zapewne Wołodymyr Zełenski odetchnął z ulgą, gdy szefowa Komisji Europejskiej, na wspólnej konferencji w Kijowie 2 lutego, pochwaliła antykorupcyjne działania z ostatnich dni. Prezydent Ukrainy dobrze wie, że społeczeństwo oczekuje zdecydowanych działań. Można mieć tylko nadzieję, że na dymisjach się nie skończy. System antykorupcyjny wreszcie zadziała z całą mocą, a reforma sądowa zostanie przeprowadzona do końca. Jeśli nie, odbudowa Ukrainy po wygranej wojnie może okazać się całkowitą porażką i sukcesem Moskwy.

;
Piotr Pogorzelski

Dziennikarz Biełsatu, autor podcastu „Po prostu Wschód" (anchor.fm/pogorzelski) i współpracownik Radia 357. Do 2015 roku przez niemal 10 lat pracował w Kijowie jako korespondent Polskiego Radia. 

Komentarze