0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
20 września 2022

67 proc. badanych chce, by PiS podporządkował się UE ws. praworządności. Stawką miliardy euro

67 proc. Polek i Polaków chce, by PiS podporządkował się wymogom UE w sprawie praworządności, co pozwoli na odblokowanie 57 miliardów euro z Funduszu Odbudowy. Tymczasem władza próbuje przekonywać, że to małe pieniądze, które w dodatku można zdobyć na rynku komercyjnym

Wydrukuj

Na początku czerwca 2022 roku, po wielomiesięcznych negocjacjach, Komisja Europejska, a później Rada UE zaakceptowały polski Krajowy Plan Odbudowy. W KPO rząd zobowiązał się do wypełnienia szeregu kamieni milowych zakładających reformy w różnych obszarach państwa. W sprawach sądowych była to przede wszystkim zmiana systemu dyscyplinarnego sędziów, zakładająca likwidację Izby Dyscyplinarnej i powołanie w jej miejsce nowego, niezawisłego organu.

W tym celu parlament przez kilka miesięcy pracował nad projektem, który jeszcze w lutym zaproponowała Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy. Eksperci zajmujący się praworządnością oraz politycy opozycji ostrzegali, że w ustawie znajdują się zapisy wprost sprzeczne z kamieniami milowymi. 30 czerwca wątpliwości te wyraziła publicznie komisarz Věra Jourová. Dzień później szefowa KE Ursula von der Leyen potwierdziła tę opinię, mówiąc, że "nowe prawo nie daje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka bycia pociągniętym do odpowiedzialności dyscyplinarnej".

Bez wypełnienia kamieni milowych Polska nie będzie mogła otrzymać żadnych płatności z Funduszu Odbudowy.

Dlaczego nie zmienią ustawy?

Na pozór rzecz wydaje się więc prosta. Wystarczy dostosować polskie prawo do wymagań KE. Wymagania te nie były też wygórowane, o czym świadczy niezadowolenie środowisk walczących na rzecz praworządności. Cztery organizacje sędziowskie pozwały nawet Radę UE za akceptację polskiego KPO, którego kamienie milowe nie są tak naprawdę wypełnieniem wyroków TSUE.

W obozie rządzącym nie widać jednak kroków zmierzających do zamknięcia konfliktu wokół praworządności. Już nie tylko politycy Solidarnej Polski twierdzą, że UE oszukała Polskę. W tym samym duchu wypowiadają się Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki.

Prawidłowym wypełnieniem kamieni milowych, jak wskazują wypowiedzi polityków unijnych, byłoby zatem zawieszenie przepisów ustawy kagańcowej, a także części nowych przepisów z "ustawy Dudy", które wyłączają możliwość badania statusu sędziego ze względu na okoliczności jego powołania. Rzecz sprowadza się oczywiście od podważania powołań przy udziale neo-KRS. PiS, a przede wszystkim Solidarna Polską, nie chcą się na taki ruch zgodzić, bo to oznaczałoby całkowitą delegitymizację tego ciała w polskim porządku prawnym. To uderzenie w same fundamenty tak zwanej reformy sądowej.

Sprawę można zatem podsumować następująco - rząd jest gotowy odwlekać w czasie uzyskanie 57 miliardów euro, a być może nawet całkowicie stracić te fundusze, byle tylko zachować kontrolę nad polskim sądownictwem w takiej skali, w jakiej udaje mu się ją utrzymywać w tej chwili.

Polki i Polacy: zakończcie ten spór

W najnowszym sondażu Ipsos dla OKO.press spytaliśmy Polki i Polaków, "czy rząd PiS powinien podporządkować się zaleceniom Unii Europejskiej w sprawie przestrzegania praworządności i w ten sposób zakończyć spór z Unią Europejską, która blokuje wypłatę pieniędzy z Funduszu Odbudowy w wysokości 57 miliardów euro?".

Aż 67 proc. badanych odpowiedziało na pytanie twierdząco. Tylko 29 proc. nie zgadza się z opinią, że w kwestii praworządności należy dostosować się do wymogów UE. Wyniki te pokrywają się niemal idealnie z analogicznymi pytaniami w sondażach, które Ipsos wykonywał dla OKO.press w marcu i w maju 2022 roku, jeszcze przed akceptacją polskiego KPO.

Tylko elektorat PiS nie chce zakończenia sporu

W naszym wrześniowym sondażu w każdej grupie zawodowej przeważa odpowiedź, że rząd powinien się zastosować do wskazań UE. Wśród rolników to 52 proc., robotników - 65 proc., osób bezrobotnych - 59 proc., emerytów i rencistów 48 proc. (odpowiedź nie - 43 proc.), właścicieli firm - 77 proc., pracowników administracji i usług - 73 proc., kierowników i specjalistów - 84 proc.

W grupie wiekowej 18-29 lat wskaźnik ten osiągnął 86 proc., 30-39 lat - 73 proc., wśród 40-49 latków - 74 proc., wśród 50-59 latków - 58 proc. W najstarszej grupie wiekowej, czyli 60 plus, wola zakończenia sporu spada do pułapu 50 proc., zaś 43 proc. seniorów nie zgadza się na żadne ustępstwa.

Stanowisko w sprawie przestrzegania praworządności determinują jednak przede wszystkim preferencje wyborcze.

Głosujący na KO, Lewicę, Polskę 2050 i PSL niemal jednomyślnie oczekują podporządkowania się rządu wymogom UE. Nawet głosujący na Konfederację podzielili się pół na pół (46 proc. za, 46 proc. przeciw), pomimo tego, że partia jest radykalnie antyunijna, a jej posłowie głosowali w Sejmie przeciwko Funduszowi Odbudowy (podobnie jak posłowie Solidarnej Polski).

Tylko wśród wyborców PiS aż 68 proc. nie zgadza się na zakończenie sporu wokół praworządności. Z drugiej strony 26 proc. opowiadających się za wdrożeniem wytycznych UE nie jest częścią elektoratu, który można ot tak zignorować.

Wśród osób głosujących w 2020 roku na Andrzeja Dudę dystans między popierającymi twardy i kosztowny antyunijny kurs, a oczekującymi kompromisu dodatkowo się zmniejsza. Wyborcy bardziej centrowi, o których PiS będzie musiał walczyć jesienią 2023 roku, mogą nie wybaczyć rządowi utraty miliardów euro.

KPO? A komu to potrzebne?

PiS znajduje się zatem w potrzasku. Z jednej strony musi na każdym kroku udowadniać swoją "suwerenność" i nie może sobie pozwolić na wycofanie się rakiem z tzw. reformy sądownictwa, z drugiej musi się liczyć z tym, że Komisja Europejska pod naciskiem międzynarodowej, ale też i polskiej opinii publicznej, będzie egzekwować postanowienia z KPO. W ostatnich tygodniach politycy Zjednoczonej Prawicy testują więc rozmaite narracje, które mają wyjaśnić wyborcom, dlaczego nie ma tych pieniędzy. A nawet - dlaczego ich nie będzie.

"Polska nie będzie żebrać o pieniądze z KPO. Poradzimy sobie bez nich. Jak skończą się zarzuty europejskich polityków wobec rządu Zjednoczonej Prawicy, to środki trafią do Polski" - mówił na początku września minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

"Oczywiście, że dostaniemy, prędzej czy później" - komentował kilka dni później Mateusz Morawiecki. Dodawał jednak, że pieniądze z KPO "są dużo mniej istotne niż te główne pieniądze z Unii Europejskiej”.

W podobnym duchu co premier, wypowiadał się europoseł PiS Karol Karski, mówiąc, że te pieniądze "w skali budżetu państwa polskiego to nie jest coś, co waży o funkcjonowaniu naszego państwa". Dodawał, że "KPO jest jednym z wielu programów, wcale nie największym (...) w swojej największej części to są kredyty i to kredyty, które sami żyrujemy". Zdzisław Krasnodębski i Jacek Saryusz-Wolski wprost twierdzili, że z KPO należy zrezygnować. Bogdan Rzońca pytał podczas debaty w Parlamencie Europejskim, jaka jest procedura wyjścia z tego programu. Saryusz-Wolski mówił w wywiadzie, że te pieniądze możemy sobie pożyczyć na rynku, a spłata takiego kredytu wyjdzie nas drożej "tylko" około 4 miliardów euro.

Rząd właściwie już zaczął realizować taki scenariusz. Mateusz Morawiecki w połowie miesiąca potwierdził, że projekty rozpisane w KPO będą realizowane przy pomocy instrumentów krajowych.

"Różne resorty podpisały umowę z Polskim Funduszem Rozwoju. PFR skonstruował odpowiednie mechanizmy prefinansowania. Pieniądze z KPO prędzej czy później na pewno do nas wpłyną, ale nie chcemy wstrzymywać realizacji projektów i będziemy je realizować niezależnie od tego, jaki będzie etap konkretnego sporu, czy zapłacili nam tę fakturę, czy nie zapłacili. Prędzej, czy później wszystko zapłacą" - mówił Morawiecki.

„Jeśli doszłoby do takiej sytuacji, że będziemy mieli pewność, iż środków z KPO nie otrzymamy, to na pewno nie partycypowalibyśmy w spłatach pożyczek. Tu nie mam wątpliwości, znaleźlibyśmy jakąś furtkę, by do takiej sytuacji nie doprowadzić” – zapowiada Waldemar Buda na łamach wpolityce.pl.

Jednak, jak wskazuje samo Ministerstwo Finansów, mechanizm KPO jest po prostu częścią budżetu unijnego i nie da się wydzielić części składki, która służy konkretnie do jego obsługi. Wiele wskazuje więc na to, że jeśli PiS nie zdecyduje się ustąpić w sprawie sądownictwa, tak jak chce tego większość Polek i Polek, świadomie zrezygnują z dotacji oraz tanich kredytów z Funduszu Odbudowy, ale za to zadłużą Polskę na niekorzystnych warunkach, by zrealizować projekty z KPO.

Sondaż Ipsos dla OKO.press, 6-8 września 2022, badanie telefoniczne (CATI), na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków, liczebność próby 1009 osób

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne