0:000:00

0:00

Prawa autorskie: il. Mateusz Mirys / OKO.pressil. Mateusz Mirys / ...

To między innymi rezultat niekonsekwentnej polityki platform społecznościowych. W pierwszej połowie 2023 roku zasięgi i wpływy kont wspieranych przez Kreml jeszcze wzrosły. Stało się tak głównie na skutek nowych zasad na platformie Twitter, wprowadzonych przez jej nowego właściciela Elona Muska.

Eksperci określają te zmiany mianem „demontażu standardów bezpieczeństwa”. Dezinformacja mogła rozprzestrzeniać się swobodniej niż wcześniej.

Komisja Europejska opublikowała raport „Digital Services Act: Application of the Risk Managment Framework to Russian disinformation campaigns”. Przedstawiono w nim dane o rosyjskich kampaniach dezinformacyjnych w sieci, w kontekście nowego unijnego prawa, które właśnie weszło w życie – aktu o usługach cyfrowych (tzw. DSA – Digital Services Act).

Wprowadzono je, aby lepiej chronić konsumentów oraz ich prawa w internecie. Dokładnie określono m.in. obowiązki i odpowiedzialność platform społecznościowych.

Przeczytaj także:

Opracowanie, opublikowane przez Komisję Europejską, służy przeanalizowaniu, w jaki sposób DSA może pomagać w ochronie przez kremlowską wojną dezinformacyjną. Jednocześnie oceniono w nim skalę rosyjskiej dezinformacji na głównych platformach społecznościowych.

Dezinformacja – skuteczna broń w wojnie

Badano powstające w ciągu roku wpisy na 2200 kontach, w jedenastu językach europejskich oraz w języku rosyjskim. Konta te opublikowały łącznie 50 tysięcy filmów na YouTube, 17,5 tys. filmów na TikToku, 1,7 miliona tweetów i milion postów na Facebooku.

„Uważamy, że prowadzona przez Kreml kampania dezinformacyjna nie tylko stanowi integralną część działań wojennych Rosji, ale także jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego, praw podstawowych i procesów wyborczych w Unii Europejskiej” – napisali wprost autorzy raportu.

„Dezinformacja to tylko jeden z rodzajów broni w arsenale wojny informacyjnej Kremla. Działalność Rosji na platformach internetowych często opiera się na innych treściach o charakterze oszustwa lub podżegania oraz na szeregu negatywnych aktywności, których celem jest zatajenie prawdy o wojnie w Ukrainie oraz uciszenie tych, którzy tę prawdę głoszą”.

Dane ilościowe są zatrważające. Według badaczy łączna liczba stałych odbiorców (na głównych platformach społecznościowych) kont jawnie wspierających Kreml wynosi co najmniej 165 milionów. Ich treści w niecały rok wyświetlono co najmniej 16 miliardów razy.

Oprócz nich stale rośnie ekosystem kont, których Moskwa nie kontroluje bezpośrednio, ale które propagują te same treści.

Od początku wojny zasięg prokremlowskich siatek na platformach społecznościowych wzrósł dwukrotnie.

Działania platform skuteczne sporadycznie

Rosyjska wojna informacyjna po ataku na Ukrainę miała dwa zadania: tłumić prawdę o wojnie oraz wzmacniać kłamstwa na temat tak zwanej (jak powtarzały rosyjskie media) „operacji specjalnej mającej uwolnić Ukrainę od nazizmu”. Celem było kształtowanie sposobu, w jaki mieszkańcy atakowanych informacyjnie państw myślą o trwającym konflikcie zbrojnym, przez niejawne manipulacje i szerzenie fałszu. Jednocześnie Kreml podsycał podziały społeczne i polityczne w państwach unijnych czy w USA, promował izolacjonizm oraz dążył do destabilizacji politycznej.

Mimo deklaracji największych platform społecznościowych tylko sporadycznie ich działania minimalizowały zagrożenie. W wielu przypadkach środki wprowadzone przez platformy nie uwzględniały wrogich intencji Kremla ani pełnego zakresu taktyk wojny informacyjnej. W rezultacie Rosja wciąż korzysta z rozległych sieci kont w mediach społecznościowych.

Według autorów raportu zasięg sponsorowanej przez Kreml dezinformacji w Unii Europejskiej wzrósł od lutego 2022 roku. Największy wzrost odnotowano na platformach należących do firmy Meta, czyli na Facebooku i Instagramie, ale też mają one najwięcej użytkowników. Gdzie indziej było gorzej.

Na Telegramie w tym okresie liczba kont wspieranych przez Kreml wzrosła trzykrotnie, na TikToku – dwukrotnie, na YouTube o prawie 90 procent.

Prokremlowskie treści mają się dobrze na Twitterze

W 2023 roku sytuacja się zmieniła. Liczba użytkowników prokremlowskich kont zaczęła bardzo szybko rosnąć na Twitterze. Po tym, jak nowy właściciel i dyrektor generalny Twittera Elon Musk zdecydował o zniesieniu środków ograniczających widoczność kont związanych z Rosją, zaangażowanie pod rosyjskimi treściami wzrosło tam o 36 procent. W tym samym okresie na Facebooku zainteresowanie rosyjską propagandą spadło o 20 procent.

Jednocześnie platformy reagowały niespójnie. Zasady dotyczące usuwania treści podżegających do przemocy czy używających mowy nienawiści stosowano wybiórczo, a prokremlowskie konta szybko nauczyły się obchodzić obostrzenia.

Jedynym realnym problemem dla Kremla było więc zablokowanie kont rosyjskich mediów państwowych.

Platformy społecznościowe powinny reagować na mowę nienawiści i wpisy dyskryminujące. Okazało się jednak, że rzadko blokowano wzmianki z obraźliwymi określeniami o tle etnicznym, adresowane do Ukraińców.

Autorzy raportu zwrócili uwagę, że tylko na Twitterze od marca 2022 roku do końca maja 2023 roku termin „ukronazis” pojawił się w 210 tysiącach anglojęzycznych tweetów. Z polskich obserwacji wiemy, że równie swobodnie w sieci funkcjonują wpisy, określające wszystkich Ukraińców mianem „banderowców”.

Na Telegramie nie usuwano nawet wpisów nawołujących wprost do przemocy wobec Ukraińców ani do ich zabijania.

Żadna z dużych platform nie zablokowała wszystkich kont powiązanych z Kremlem i rosyjskimi mediami. Swobodnie mogły działać konta ambasad rosyjskich czy indywidualne konta pracowników Kremla. W rezultacie rosyjskie władze bez większych problemów docierały do publiczności z krajów Europy Zachodniej, Ameryk, Azji i Afryki.

Kobiety na celowniku Kremla

Szczególnymi celami rosyjskiej dezinformacji były kobiety. Z badań organizacji Detector Media, która analizowała wpisy prokremlowskie w języku ukraińskim w okresie od lutego do sierpnia 2022 roku, wynikało, że wówczas powszechnie oczerniano Ukrainki.

Popularna była zwłaszcza narracja, iż „ukraińskie uchodźczynie prostytuują się w Europie”. Z polskiego monitoringu sieci wiemy, że w podobnym okresie konta prokremlowskie szerzyły przekaz, że Ukrainki przyjechały do Polski, by „zabrać Polkom mężów”. Chodziło o wywołanie niechęci do uchodźczyń wśród Polek, które masowo angażowały się w pomaganie uciekinierkom z obszaru wojny.

Autorzy raportu ustalili, że tego rodzaju narracje dotyczyły nie tylko kobiet jako grupy społecznej, ale też konkretnych jednostek. Atakowano polityczki – przywódczynie państw, zwłaszcza prezydent Mołdawii Maię Sandu, byłą premier Mołdawii Natalię Gavrilitę, ale także Pierwszą Damę Ukrainy Olenę Zełenską.

Zełenska stała się między innymi bohaterką animowanego filmu, profesjonalnie zrealizowanego, który rozpowszechniano na wszystkich dużych platformach społecznościowych. Przedstawiono ją tam jako prostytutkę, wykorzystywaną przez przywódców NATO.

Przypadek Sanny Marin

Choć eksperci nie uwzględnili tej historii w raporcie, warto przypomnieć, że w tym samym czasie (dokładnie w sierpniu 2022 roku) doszło do specyficznego sieciowego ataku na ówczesną premier Finlandii Sannę Marin. Do sieci wyciekły nagrania z prywatnej imprezy towarzyskiej, na której bawiła się polityczka.

Jej swoboda w zabawie wielu wydala się zbyt duża, oskarżono ją o branie narkotyków, a o sprawie pisały media na całym świecie. W rezultacie doszło do kryzysu rządowego w Finlandii, premierka musiała oficjalnie tłumaczyć się z uczestnictwa w imprezie i odpierać zarzuty.

Sprawdzałam wówczas skąd wyciekły nagrania. Pierwszym dużym kontem anglojęzycznym, które opublikowało w sieci nagrania, było redagowane w Polsce konto @Visegrad24. To na nie powoływały się media na wszystkich kontynentach. Jednak pierwotnym źródłem wycieku było małe konto na Instagramie, niemal nieaktywne, zablokowane dla osób niebędących znajomymi. Do dziś nie ustalono, czyje było to konto.

Istotne jednak, że wyciek nastąpił wtedy, gdy Finlandia zintensyfikowała proces przystępowania do NATO, co było skrajnie niekorzystne dla Kremla. Nie wiemy, czy cała akcja była zorganizowana lub inspirowana przez Moskwę, wpisuje się ona jednak perfekcyjnie w nurt atakowania kobiet.

Masowe powiadomienia i podszywanie się pod media

Inną metodą wpływania na przestrzeń informacyjną było nadużywanie powiadomień adresowanych do administratorów platform społecznościowych o rzekomych naruszeniach regulaminów. Obserwowano to zwłaszcza na Facebooku. Legalnie i prawidłowo działające konta, na przykład należące do ukraińskich mediów, były masowo zgłaszane przez prorosyjskie konta do administratorów. W rezultacie platforma oznaczała niesłusznie fanpage'e ukraińskie jako złośliwe i ograniczała ich zasięgi organiczne.

Według ankiet zebranych w 2022 roku wśród ukraińskich mediów, spośród 57 fanpage'y informacyjnych aż 37 procent doświadczyło takich ograniczeń, nałożonych przez FB.

Kolejna technika to podszywanie się pod znane media. Europejski think tank DisInfoLab zidentyfikował co najmniej 17 „klonów” mediów takich jak Bild, The Guardian czy RBC Ukraine.

Wykorzystywano je do przedstawiania Ukrainy jako państwa rządzonego przez nazistów. Natomiast eksperci pracujący nad opisywanym raportem wykryli sieć co najmniej 30 kont na Facebooku, które udawały media lokalne i rozprowadzały rosyjską propagandę. Łącznie miały one 1,6 miliona obserwujących. Były skierowane głównie do francuskojęzycznych odbiorców w Europie i Afryce.

Toksyczne społecznościówki?

Największe wykryte przez badaczy kampanie dezinformacyjne Kremla w sieci to:

  • Kampania promująca znak „Z”, symbol rosyjskiej armii – w marcu 2022 roku dotarła do dziesiątków milionów odbiorców w UE i obejmowała miliardy wyświetleń filmów, obrazów i wpisów na wszystkich platformach;
  • Podżeganie do przemocy wobec Ukraińców, w tym do morderstw i okaleczania, jako stała, masowa narracja;
  • Treści dyskryminujące i dehumanizujące Ukraińców, wykorzystujące pochodzenie etniczne oraz płeć, w celu radykalizacji postaw odbiorców.

Jak podkreślają badacze: „Treści dezinformacyjne Kremla są ukierunkowane tak, by wywoływać agresję i mobilizować do przemocy. (…) Taka forma podżegania grozi nie tylko radykalizacją odbiorców sympatyzujących z Kremlem, ale także tych, którzy są w zaciekłej opozycji. Ten cykl polaryzacji w znaczący sposób przyczynia się do zwiększonej toksyczności w ekosystemach mediów społecznościowych".

Kremlowska propaganda była skuteczna także dlatego, że kampanie dezinformacyjne były rozpowszechniane w sposób skoordynowany na wielu platformach jednocześnie.

Autorzy raportu potwierdzili to, co mogliśmy wielokrotnie obserwować w polskiej przestrzeni informacyjnej. Fałszywe doniesienia, pojawiające się na jednej platformie, np. na Telegramie, natychmiast przekraczały granice tego serwisu i docierały na Twittera, Facebooka czy TikToka.

To prawdziwa wojna!

Do obchodzenia ograniczeń nakładanych na propagandowe konta Rosja wykorzystywała także fakt, iż co prawda rosyjskie media państwowe były blokowane przez duże platformy, ale już linków prowadzących do ich materiałów, tyle że zamieszczonych przez sieciowych pośredników (konta o innych nazwach niż media) nikt nie blokował. W rezultacie materiały rosyjskiej propagandy były stale dostępne w sieci.

Raport jednoznacznie pokazuje, że chociaż platformy społecznościowe zobowiązały się do walki z dezinformacją, nie były w stanie zwalczyć obecności Kremla. Działały niespójnie i nieskutecznie.

Wydaje się, że zarządzający platformami wciąż nie wierzą, że social media są obszarem, gdzie toczy się prawdziwa – choć informacyjna – wojna. W przypadku Rosji została ona wpisana w strategię wojenną i przynajmniej częściowo jest nadzorowana przez rosyjskie ministerstwo obrony.

Zarządzający nie wierzą, ale dane są jednoznaczne: to, co myślimy o danej sprawie, wpływa na nasze decyzje. To, co obywatele UE, USA i innych państw myślą o wojnie, przekłada się na decyzje, także polityczne. Rosja stara się aktywnie kształtować ów sposób myślenia. I jest w tym skuteczna.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Stała współpracowniczka OKO.press

Komentarze