Od decyzji prezydenta Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu w rosyjskiej propagandzie festiwal radości. Nad rozbiciem sojuszu polsko-ukraińskiego Moskwa długo pracowała. W końcu się udało?
Zwrot w polskiej polityce wobec Ukrainy jest eksponowany w rosyjskich dziennikach telewizyjnych dzień po dniu od 20 czerwca. Nigdy wcześniej doniesienia z Polski nie plasowały się na tak wysokich miejscach. Przekaz informacyjny, z którego media i influencerzy mogą legalnie w Rosji tkać swoje opowieści, pełen jest cytatów z polskich, ukraińskich i rosyjskich polityków. Wystarczy, że poseł Janusz Kowalski albo były premier Leszek Miller coś powie antyukraińskiego, a informowana jest o tym cała Rosja.
Orzeł Biały trafił się Moskwie w idealnym momencie – gdy propaganda musi wyjaśnić poddanym Putina, co się dzieje z wojną.
Ukraińskie drony trafiają coraz częściej, coraz celniej i coraz dalej. O braku benzyny w Rosji i – dodatkowo – braku prądu na Krymie – w końcu mówi się w Rosji otwarcie. Choć z komentarzem, że jest to „przejściowe”. Gdyż właśnie na Zachodzie rozpada się koalicja wsparcia dla Ukrainy. Trzeba tylko zacisnąć zęby i przeczekać.
„Zachód jako całość przestaje być monolitem; Moskwa dostrzega pewne pęknięcia w tej wspólnocie” – zauważył z satysfakcją 24 czerwca rzecznik prasowy Putina Dmitrij Pieskow. .
„Stanowisko Rosji, że Ukraina jest neonazistowska, zyskuje poparcie i nowych zwolenników” – tak skomentował sprawę orderu 21 czerwca senator Aleksiej Puszkow.
„Kryzys dyplomatyczny prawdopodobnie potrwa do wyborów parlamentarnych w Polsce, zaplanowanych na koniec 2027 roku. Ta kwestia jest kluczowym elementem kampanii. Stosunek Polaków do Ukraińców gwałtownie się pogorszył. Oczywiście to uczucie jest wzajemne” – ocenia agencja TASS, a na dowód obiektywizmu cytuje kijowskiego politologa Rusłana Bortnika.
Cytuje też Denisa Denisowa: „Ekspert Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Federacji Rosyjskiej, [który] uważa, że konflikt wokół gloryfikacji UPA mógłby wybuchnąć nawet wcześniej, gdyby Nawrocki został prezydentem przed 2025 rokiem”.
Kolejny ekspert też ocenia, że kwestia ukraińska stanie się kluczowa przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2027 r. Propaganda Kremla cytuje też ukraińskie media, w których pojawia się obawa, czy Polska nie stanie się w Europie nowymi Węgrami i nie zacznie blokować pomocy wojskowej dla Ukrainy.
Konflikt o Wołyń jest „wojną ropuchy ze żmiją”, jak to określiła propagandystka Margarita Simonjan.
Moskwa od początku wojny liczyła na Wołyń i wywołanie antyukraińskich nastrojów dzięki przypominaniu Rzezi Wołyńskiej. Temat pojawiał się w rosyjskiej propagandzie stale, z komentarzem, jak to możliwe, że „po tym wszystkim” Polacy chcą pomagać Ukraińcom.
Orzeł Biały nie spadł jednak Moskwie z nieba, rosyjska propaganda starała się ze wszystkich sił, by wypromować niszowe postulaty środowisk prorosyjskich w Polsce jako stanowisko „narodowej” i „konserwatywnej” opinii publicznej.
Od początku pełnoskalowego najazdu na Ukrainę narracja Kremla była właśnie taka, jaka obecnie zalęgła się w Polsce: bez historycznego kontekstu, bez wspominania, jakie warunki do mordów na Wołyniu urządzili na „skrwawionych ziemiach” Hitler ze Stalinem. Chodziło w tej opowieści tylko o to, że walcząca dziś o przetrwanie Ukraina nie zasługuje na pomoc z powodu zbrodni popełnionych 80 lat temu. Rosja zaś zasługuje na uznanie swoich praw do Ukrainy, gdyż jej zbrodnie nie były zbrodniami, tylko realizowaniem „słusznych interesów suwerennego państwa”.
W 2022 r. została napadnięta przez Zachód (taka jest oficjalna wersja obecnej wojny najeźdźczej na Ukrainę). Nigdy w Ukrainie nie zaatakowała celów cywilnych (to propaganda Kremla opowiada w piątym roku ostrzeliwania ukraińskich miast, zabijania i pozbawiania cywili ogrzewania i prądu).
Tak samo było 80 lat temu. W 1941 r. Rosja niewinnie została zaatakowana przez Hitlera. II wojnę światową sprowokowała Polska, nie uwzględniając „słusznych postulatów terytorialnych Hitlera (Putin w rozmowie Tuckerem Carlsonem w 2024 r.)
Po 17 września 1939 r. nie było mordów i wywózek – tylko starania Stalina o pokój. A na Wołyniu może i zginęli etniczni Polacy, ale przede wszystkim „obywatele ZSRR”, gdyż takie obywatelstwo „zyskali” 1 listopada 1939 r. (Opowiada to publicznie rzeczniczka rosyjskiemu MSZ Zacharowa i ambasador Rosji w Polsce).
Tę prymitywną wersję dziejów Moskwa utrzymuje siłą. Za mówienie, że było inaczej — że Stalin był wiernym sojusznikiem Hitlera, że wspólnie na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej urządzili piekło, niszcząc struktury społeczne i państwowe, i w ten sposób umożliwili rzezie Polaków i czystki etniczne — grożą w Moskwie surowe kary.
Gdyby ktoś się dziwił, po co Kreml używa kodeksu karnego w debacie historycznej, to już teraz wie: tylko tak Moskwa mogła szerzyć swoją wersję dziejów. W obiegu była tylko wersja moskiewska, a ona – od wypowiedzi kremlowskich dygnitarzy, przez oficjalne media ściekała do internetu. Najpierw rosyjskiego, a potem już na całym świecie, w tym w Polsce.
Dla władzy Putina największym zagrożeniem jest powiedzenie, że historia tych ziem była straszna.
Nikt nie był całkowicie dobry, a doświadczenie masowych mordów było możliwe – bo jak pokazuje amerykański historyk Timothy Snyder – zabrakło tam administracji państwowej odpowiedzialnej za swoich obywateli. Byli tylko sowieccy i hitlerowscy okupanci.
Dziś dowodem Moskwy na „neonazizm” obecnej Ukrainy, walczącej z moskiewskim najazdem, jest nie tylko Wołyń, ale nawet to, że Ukraińcy odmawiają czczenia 22 czerwca, rocznicy najazdu hitlerowskiego na ZSRR. Bo dla Ukrainy II wojna światowa zaczęła się, tak jak dla Polski i Europy, 1 września 1939 r. A to, co się stało do 1941 r., przygotowało grunt do kolejnych tragedii.
Moskwa świętuje więc dziś to, że Polacy kupują moskiewską wersję dziejów, w której wszystko jest wyrywkowe, nie ma PRZED, nie ma POTEM. Winni są „oni”, niewinni i bohaterscy jesteśmy „my”.
Propaganda Kremla opowiada teraz w kółko, że bliską Moskwie perspektywę przyjmuje w sprawie II wojny światowej nie tylko połowa Polaków (Moskwa cytuje tu polskie badania opinii publicznej, a telewizja pokazuje to na obrazku w głównych wiadomościach).
Moskiewską perspektywę przyjęli także polscy politycy. Mimo że wielu z nich ma historyczne wykształcenie albo oczytana jest w historii — nie w moskiewskiej wersji. Zyski bieżące okazały się ważniejsze – co akurat w dziejach Polski nie zdarza się pierwszy raz.
Zauważa to moskiewski komentator (jeden z wielu, bo wysyp analiz i komentarzy o „ukraińskiej klęsce w Polsce” jest gigantyczny). Cytuje przy tym Jana Kochanowskiego (!!!), „że [Polak] i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.
Moskwa oczywiście jest przekonana, że za Wołyń i konflikt o Wołyń odpowiada osobiście Wołodymyr Zełenski, bo to on nadał imię Bohaterów UPA jednostce wojskowej. Polska reakcja pozwala Moskwie iść dalej: domagać się od Warszawy, by zmieniła sojusze:
W propagandzie Kremla nic nie jest przypadkiem – więc zapewne przypadkiem nie jest, że w ciągu ostatniego miesiąca agencja RIA Nowosti dwukrotnie zadepeszowała z Warszawy, że mimo panującej tu „rusofobii” Polacy kochają „ruskie pierogi”. Że nie są to pierogi rosyjskie, ale ukraińskie właśnie (przy czym w Ukrainie nazywane są „polskimi”), nie dodała – bo „ruskie” po rosyjsku brzmi jak „rosyjskie”.
Tak się robi propagandę.
Propaganda to też sztuka powtarzania.
Na dowód „katastrofy ukraińskiej w Polsce” propaganda cytuje więc polskich polityków. Najczęściej z Konfederacji. Wysoko notowani są też politycy niezrzeszeni (Ewa Zajączkowska-Hernik i Janusz Kowalski) oraz były premier Leszek Miller, niegdyś lider SLD.
Propaganda odnotowuje też radykalny zwrot PiS, w tym antyukraińskie gesty Jarosława Kaczyńskiego (za którym pospieszyli kolejni politycy PiS, czemu telewizyjne „Wiesti” 26 czerwca poświęciły osobny materiał). Ale PiS-owi Kreml nie wierzy: przypomina, że gdy PiS rządził, pomagał broniącej się Ukrainie (materiał w t „Wiestiach”, 24 czerwca).
Odnotowuje też antyukraińskie wybryki, protesty w Polsce („Protestujący przynieśli ze sobą plakaty z napisami »Pamiętamy Wołyń« i skandowali »Ukraina bez Bandery!« i »Hańba!«”) oraz anonimowe komentarze na polskich portalach.
Cytuje szeroko antyukraińskie artykuły z ultraprawicowej prorosyjskiej „Myśli Polskiej”. Kolportuje ostre reakcje Kijowa na kwestię orderu i Rzezi Wołyńskiej, powtarza wszystkie niesprawdzone plotki (jak opowieść Arlety Bojke z Kanału Zero). Twardo powtarza swoją wersję: że współcześni Ukraińcy są sojusznikami Hitlera, a każdy, kto ich wspiera, jest w zasadzie samym Hitlerem.
Polski premier Donald Tusk przyznał, że w jego kraju narastają nastroje antyukraińskie i jest to groźne, wysłannik Putina do negocjacji biznesowych z Amerykanami Kiriłł Dmitrijew ogłosił: „Tusk pospieszył z obroną zwolenników nazistów ujawnionych przez polskiego prezydenta Nawrockiego”.
„Po odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu polskiego odznaczenia wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że przywódca reżimu w Kijowie ma teraz miejsce na Krzyż Żelazny Hitlera. »Myślę, że główny banderowiec z łatwością znajdzie następcę i przypnie hitlerowski Krzyż Żelazny ze złotymi liśćmi dębu do swojego zielonego surduta«” – napisał Miedwiediew na swoim profilu w mediach społecznościowych .
W kremlowskim przekazie pojawiają się szczegółowe analizy sytuacji politycznej w Polsce – co też dowodzi, że dla Moskwy chwila nastała szczególne.
Spór o sposób interpretacji przeszłości przysłonił nie tylko w Rosji, ale i w Polsce, to, co dziś dzieje się na wojnie w Ukrainie. Ukraińcy otworzyli w Rosji dronowy „drugi front”. To najważniejszy moment tej wojny od początku pełnoskalowego najazdu Rosji w 2022 r.
W Rosji się o tym nie mówi: opowieść o wojnie jest po staremu prostacka i nawiązuje do II wojny, kiedy „naród solidarnie stawił czoła najeźdźcy”. Więc stawi czoła i dziś. Dowodem jest to, że ludzie zaczęli podwozić się nawzajem samochodami, skoro są kłopoty z benzyną. (Na taki poziom oddolnej organizacji Kreml się zgadza, ale propagandyści w telewizji podkreślają, że podwożenie to „gest nadzwyczajny”).
Obecnie najeźdźcą jest Ukraina — tak jak najeźdźcą była w czasie II wojny. Wszystko im się ładnie składa.
Ale Kreml nie może więc na razie publicznie cieszyć się z tego, że Polska jest na prostej drodze do nieskorzystania z ukraińskiego doświadczenia w wojnie obronnej. A to jest coś, czym musimy zacząć się przejmować.
Ja przejmuję się coraz bardziej – bo codziennie z otwartych źródeł uzupełniam mapkę o ukraińskim drugim froncie. I widzę, co się dzieje.
To, że Polska może stracić sojusznika, jest kolejnym, ukrytym na razie powodem do radości Kremla.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Rosja
Ukraina
Karol Nawrocki
Władimir Putin
Wołodymyr Zełenski
Goworit Moskwa
odebranie orderu
rzeź wołyńska
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze