Niedawne incydenty z udziałem ukraińskich migrantów wywołały w Polsce oburzenie bliźniaczo podobne do nastrojów podsycanych przeciwko Polakom w czasach brexitu przez brytyjską skrajną prawicę. Dziś brytyjscy i polscy radykałowie łączą się w akcjach przeciw migrantom
Tak jak dziś niektórzy w Polsce kierują swój gniew związany z wybrykami pojedynczych jednostek przeciwko całemu narodowi ukraińskiemu, tak inni w Wielkiej Brytanii wywoływali moralną panikę, przedstawiając całe grupy migrantów z Europy Wschodniej – w tym Polaków – jako zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego i narodowych tradycji.
Tymczasem ci sami ludzie, którzy nawoływali wtedy do wrogości i agresji wobec Polaków w Wielkiej Brytanii, próbują dziś nawiązać z nimi sojusz, kierując swój gniewny przekaz przeciwko innym społecznościom. Nie można dać się zwieść takim fałszywym gestom przyjaźni.
Wiadomość o tym, że Ukrainiec złowił chronionego suma olbrzymiego w stawie w parku w Warszawie, wywołała oburzenie w Polsce, podobne historie dotyczące Polaków znowu pojawiają się w Wielkiej Brytanii.
Nigel Farage, lider partii Reform UK, po raz kolejny stwierdził, że imigranci z Europy Wschodniej, w tym Polacy, kradną i zjadają łabędzie oraz karpie z brytyjskich stawów.
Choć opowieści o Polakach polujących na chronione ustawą należące do króla brytyjskie łabędzie są wytworem wyobraźni skrajnie prawicowego polityka, polski zwyczaj łowienia ryb, po to, by je zjeść, kontrastuje z brytyjską praktyką „złów i wypuść”.
Tymczasem, w 2017 roku pojawiły się napisy dosłownie zakazujące Polakom i innym wschodnioeuropejskim migrantom zbliżania się do stawów rybnych w Oxfordshire.
Takie różnice kulturowe lub jednostkowe wykroczenia są chętnie wykorzystywane przez niektórych polityków do demonizowania całych społeczności i podsycania niechęci wobec migrantów. Opierają się one na poczuciu wyższości oraz ksenofobicznym przekonaniu, że społeczności imigrantów są mniej rozwinięte kulturowo i cywilizacyjnie, niezdolne do poszanowania tradycji kraju, w którym mieszkają.
To książkowe przykłady szukania kozłów ofiarnych.
Rezultatem, widocznym zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii, jest stygmatyzowanie całych społeczności na podstawie działań nielicznych jednostek. Przypisywanie ogólnych problemów społecznych, takich jak przestępczość czy przemoc, konkretnym grupom etnicznym czy narodowym (zwane kulturalizacją przemocy czy przestępczości), przekształca zwykłych migrantów w demony, odwracając uwagę od głębszych problemów strukturalnych.
Dzisiejsze rewelacje Farage’a to nie nowość, a jedynie kontynuacja ataków na polskich i wschodnioeuropejskich migrantów w wykonaniu brytyjskiej skrajnej prawicy.
Dziesięć lat temu, kampania na rzecz brexitu rozgrywała się przede wszystkim wokół ograniczenia imigracji z Europy Wschodniej. Badania wykazały, że brytyjskich mediach jednym z głównych tematów dotyczących ówczesnej imigracji Polaków do Wielkiej Brytanii była przestępczość.
W 2008 roku organizacja reprezentująca Polaków w Wielkiej Brytanii Federation of Poles, ostrzegała przed negatywnym przedstawianiem ich w mediach, twierdząc, że „sprawia to, iż Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii czują się bezbronni i prześladowani”.
Politycy jak Farage wcale się tym nie przejmowali. Z premedytacją wykorzystywali społeczne frustracje narastające w Wielkiej Brytanii przez ponad trzy dekady neoliberalnych rządów, kanalizując je przeciwko migrantom.
Negatywna kampania wobec polskich migrantów przyczyniła się do wzrostu agresji. W 2016 roku polska ambasada wyraziła „szok i zaniepokojenie” wzrostem liczby zgłaszanych przestępstw z nienawiści po referendum w sprawie brexitu.
Na elewacji Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie pojawiło się graffiti z napisem „Wracajcie do domu” („Go Home”).
Przed domami i szkołami w Cambridge po referendum brexitowym pojawiły się ulotki z napisem „No more Polish Vermin” („Koniec z polskim robactwem”). Niestety nagonka miała też tragiczne skutki. Nieco później, w tym samym roku, w podlondyńskim Harlow, mieszkający od czterech lat w Anglii Arkadiusz Jóźwik został zabity, a jego przyjaciel trafił do szpitala ciężko pobity.
Grupa nastolatków zaatakowała ich, słysząc, że mówią po polsku. Słowa polityków stały się czynem, jednak nikt nie wziął za tę śmierć politycznej odpowiedzialności.
Polacy, którzy dziś uczestniczą w antyimigranckich demonstracjach w Wielkiej Brytanii, najwyraźniej zapomnieli, jak wiele osób, obok których demonstrują, wcześniej podżegało do nienawiści wobec nich. Tym bardziej niepokojący jest nowy sojusz brytyjskiej skrajnej prawicy z niektórymi nastawionymi antyimigrancko Polakami.
Dziś prowadząca w sondażach antyimigrancka i antyunijna Partia Reform UK nie kieruje swoich ataków przeciwko polskim imigrantom zarobkowym, lecz przeciwko uchodźcom muzułmanom, Sikhom czy migrantom z krajów afrykańskich próbującym przedostać się do Wielkiej Brytanii z Calais.
Polscy i wschodnioeuropejscy migranci są dziś częściowo akceptowani jako tymczasowi sojusznicy w walce o białą chrześcijańską Europę. Więzi między brytyjską i polską skrajną prawicą się zacieśniają.
Skrajnie prawicowy aktywista Tommy Robinson uczestniczył w ubiegłorocznym Marszu Niepodległości w Warszawie, był gościem europosła PiS Dominika Tarczyńskiego, znanego z agresywnych występów.
Robinson próbuje zbudować w Wielkiej Brytanii skrajnie prawicowy, etnonacjonalistyczny ruch, który otwarcie wspierają Elon Musk i inni radykałowie w USA.
Na początku czerwca próba pozyskania części polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii przez skrajną prawicę nabrała rozpędu po tragicznym zranieniu brytyjsko-polskiego studenta Henry’ego Nowaka przez brytyjskiego sikha.
Policja nie zareagowała wystarczająco szybko i skutecznie, by uratować życie rannego Nowaka. Pomimo apeli rodziny, aby nie wykorzystywać tej śmierci do podsycania etnicznych antagonizmów w społeczeństwie, osoby takie jak Farage i Robinson zachęcały swoich zwolenników do wyjścia na ulice.
Ponownie wmieszała się amerykańska skrajna prawica – wiceprezydent USA JD Vance stwierdził, że jedyną właściwą odpowiedzią na „masową inwazję migrantów” na Wielką Brytanię jest „sprawiedliwy gniew”, powtarzając wcześniejsze słowa Farage’a, że społeczeństwo powinno zareagować na ten incydent z „czystą, zimną wściekłością”.
Narracja brytyjskiej skrajnej prawicy, rozpowszechniana za pośrednictwem amerykańskich platform takich jak X, opiera się na fałszywym twierdzeniu, że w Wielkiej Brytanii system policyjny dyskryminuje osoby białe.
Wbrew propagandzie docierającej z USA, czarnoskórzy mieszkańcy Wielkiej Brytanii nadal znacznie częściej doświadczają dyskryminacji ze strony policji. Ryzyko, że zostaną zatrzymani i przeszukani lub że policja użyje wobec nich siły, jest ponad trzykrotnie większe w porównaniu do białej populacji.
Prawdopodobieństwo, że policja wyceluje w nich broń – ponad siedmiokrotnie większe. Statystyki wskazują, że w ostatnich latach sytuacja uległa częściowej poprawie, co skrajna prawica wolałaby odwrócić.
Polska jest często przedstawiana przez brytyjską skrajną prawicę jako pozytywny przykład europejskiego kraju, który zachował swoją narodową „suwerenność” i oparł się migracji oraz wielokulturowości.
To twierdzenia pełne sprzeczności i hipokryzji. Zobaczmy – podczas gdy brytyjska gospodarka znacząco zwolniła w ciągu ostatniej dekady, polska gospodarka rosła, a ogólny poziom życia znacznie się poprawił. Było to częściowo efektem napływu funduszy strukturalnych i spójności z Unii Europejskiej, które umożliwiły znaczące inwestycje publiczne w infrastrukturę kraju.
Ponadto swoboda przemieszczania się i pracy Polaków w innych krajach UE złagodziły początkowe wysokie bezrobocie, zapewniając wielu osobom możliwość zarobkowania za granicą, a także wspierania bliskich w kraju transferami pieniężnymi w twardej walucie.
Dziś sytuacja jest znacznie lepsza. Nie tylko wielu polskich migrantów wróciło do ojczyzny, ale także Polska w ostatniej dekadzie wydała największą w całej UE liczbę zezwoleń na pobyt dla cudzoziemców.
Niewygodną prawdą, której brytyjska i polska skrajna prawica nie chce uznać, jest fakt, że z jednej strony integracja europejska, a z drugiej migracja zarobkowa były istotnymi czynnikami sukcesu gospodarczego Polski.
Przypomnijmy sobie jednak, jak było przed 2004 rokiem. Masowa emigracja z Polski była skutkiem neoliberalnej transformacji kraju, która spowodowała bezrobocie na poziomie około 20 procent. Wielu polskich migrantów, szczególnie we wczesnych latach masowej emigracji do Europy Zachodniej, było często brutalnie traktowanych, oszukiwanych i wykorzystywanych przez pracodawców oraz na rynku mieszkaniowym.
Nie każdemu się powiodło. Ślady tego są nadal widoczne na ulicach wielu europejskich miast. Szacuje się, że obecnie w samych Niemczech żyje około stu tysięcy bezdomnych Polaków, z czego przynajmniej 5 tysięcy w Berlinie, a liczba ta wzrosła po wyjeździe wielu osób z Wielkiej Brytanii po brexicie.
Ostatnie wypowiedzi Nigela Farage’a, powtarzające kłamliwe stereotypy o Polakach i mieszkańcach Europy Wschodniej, powinny być ostrzeżeniem dla tych w Polsce, którzy podsycają nastroje antyimigranckie.
Głosy o wyższości narodowej i rasowej zawsze podkreślają przestępstwa popełniane przez innych, jednocześnie ignorując te popełniane przez własną społeczność.
Nielegalne połowy ryb są rzeczywiście wykroczeniem, które powinno być karane, ale czy ich sprawcy naprawdę zasługują na deportację i z dużym prawdopodobieństwem: wysłanie na front?
Czy niedawne, niesprowokowane zabójstwo saudyjskiego studenta przez Anglika w Cambridge było mniej okrutne, niż zabójstwo Nowaka w Southampton?
Czy przypadek Ewy P., Polki, która nielegalnie ścigając się samochodem w Niemczech, zabiła dwóch małych chłopców i ciężko raniła ich rodziców, jest moralnie mniej oburzający, niż casus ukraińskiego influencera, który łamiąc zakaz wjazdu na trasę Tatrzańskiego Parku Narodowego, wjechał samochodem nad Morskie Oko?
Czy ktokolwiek ze skrajnej prawicy demonizującej wielokulturowość zechce zauważyć, że liczba ugodzeń nożem i zabójstw w Wielkiej Brytanii znacząco spadła w ciągu ostatniej dekady, mimo że imigracja wzrosła?
Czy przedstawiciele polskiej prawicy, którzy fałszywie twierdzą, że Ukraińcy stanowią obciążenie dla polskiego budżetu (w rzeczywistości jest odwrotnie), nie powtarzają tych samych kłamstw, które rozpowszechniano w Wielkiej Brytanii i innych krajach Zachodniej Europy, że Polacy to „turyści zasiłkowi”, przyjeżdżający, by pobierać świadczenia socjalne, a nie pracować?
Coraz częściej mamy do czynienia z podwójnymi standardami moralnymi w ocenie zachowań cudzych i własnych. Polityka skrajnej prawicy nastawiona na zbijanie wyborczego kapitału, na przykład przez obarczanie migrantów winą za problemy społeczne i podburzanie do etnicznych tarć, nie rozwiązuje problemów społeczeństwa – jedynie powiela błędy przeszłości.
Komentarze