Jeśli chcesz pokonać prawicę, przejmij jej styl i wypełnij go lewicową treścią bez oglądania się na tradycyjne media. Taką receptę na atrakcyjność trumpizmu i manosfery przepisuje lewicy superinfluencer polityczny Hasan Piker.
Superinfluencer lewicy, Hasan Piker, nie poleci do Londynu. Brytyjskie władze uznały, że jego obecność na Wyspach „nie służy dobru publicznemu” i odmówiły mu wjazdu do kraju. Taki sam zakaz usłyszał Cenk Uygur, założyciel internetowego programu „The Young Turks”, a zarazem wujek Pikera.
Formalnego uzasadnienia nie podano. Obaj komentatorzy twierdzą jednak, że decyzja ma związek z ich ostrą krytyką Izraela i wojny w Strefie Gazy. W ostatnich miesiącach Piker należał do najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich głosów oskarżających rząd Benjamina Netanjahu o zbrodnie wojenne, czystki etniczne i kolektywne karanie palestyńskiej ludności cywilnej.
Zakaz przyciągnął uwagę do człowieka, który już dawno przestał być zwykłym internetowym komentatorem. Dla jednych jest lewicowym celebrytą i demagogiem. Dla innych najskuteczniejszym politycznym komentatorem i publicystą – chociaż te słowa w epoce TikToka i memów brzmią nadto staroświecko – swojego pokolenia. Pewne jest jedno: żaden amerykański twórca internetowy związany z lewicą nie zgromadził wokół siebie równie licznej i lojalnej publiczności.
Sprawa natychmiast wywołała debatę o granicach wolności słowa. Krytycy Pikera przypominają jego liczne kontrowersyjne wypowiedzi, w tym obraźliwe komentarze pod adresem części ortodoksyjnych Żydów, za które później przepraszał. Zwolennicy odpowiadają, że brytyjski rząd nie wyjaśnił, dlaczego akurat jego uznał za zagrożenie dla „dobra publicznego”, podczas gdy podobne lub ostrzejsze wypowiedzi innych komentatorów i polityków nie spotykały się z takimi konsekwencjami.
Sam Piker twierdzi, że nie chodzi o niego osobiście. W rozmowie z „The Times” przekonywał, że państwa zachodnie próbują dyscyplinować i karać najbardziej wpływowych krytyków izraelskiej polityki.
„Nie mogą uciszyć milionów ludzi, więc próbują dać przykład, penalizując w jakiś sposób tych, którzy mają największy zasięg” – mówił.
Kim właściwie jest człowiek, którego brytyjski rząd uznał za niepożądanego gościa?
Określenie Hasana mianem „lewicowego pundita” jest równie precyzyjne, jak nazwanie Taylor Swift piosenkarką. Formalnie prawdziwe, ale niewiele wyjaśniające.
Piker należy do pierwszego pokolenia politycznych superinfluencerów. Na Twitchu, platformie kojarzonej niegdyś tylko z transmisjami gier komputerowych, zgromadził ponad trzy miliony obserwujących. Przez wiele godzin dziennie komentuje wiadomości, ogląda materiały wideo i reaguje na wypowiedzi polityków, wdaje się w spory z widzami i buduje coś znacznie trwalszego niż zwykłą publiczność: poczucie wspólnoty.
Jego poglądy można najkrócej opisać jako mieszankę socjalizmu, populizmu ekonomicznego i ostrej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej. Opowiada się za powszechną opieką zdrowotną, rozbudowanym państwem opiekuńczym, prawami osób LGBT+. Od wybuchu wojny w Gazie stał się jednym z najgłośniejszych krytyków izraelskiego rządu.
Hasan nie wyrósł jednak na politycznych peryferiach. Urodził się w 1991 r. w New Jersey, ale dzieciństwo i młodość spędził głównie w Stambule. Pochodzi z zamożnej, dobrze wykształconej rodziny tureckiej należącej do świeckiej, zachodnio zorientowanej klasy średniej i wyższej. Jego ojciec, Mehmet Behçet Piker, jest ekonomistą i specjalistą od zarządzania, przez lata związanym z Sabancı Holding, jednym z największych tureckich konglomeratów przemysłowo-finansowych. Matka, Ülker Sedef Piker, zajmuje się historią sztuki i architekturą, wykładała również na uczelniach w Stanach Zjednoczonych. W domu rozmawiano o polityce, gospodarce, kulturze i sprawach międzynarodowych. Ameryka nie była dla niego odległym krajem znanym z filmów i seriali, lecz częścią rodzinnego doświadczenia.
Wbrew własnemu wizerunkowi buntownika rzucającego wyzwanie establishmentowi nie był więc chłopakiem, który wspiął się na szczyt z biednej dzielnicy czy prowincjonalnego miasteczka. Dorastał w środowisku ludzi dobrze sytuowanych, miał dostęp do edukacji, kontaktów i kulturowego kapitału, który otwiera wiele drzwi jeszcze zanim człowiek zdąży zapukać. Krytycy Pikera regularnie mu to wypominają, zarzucając mu, że głosi socjalistyczne hasła z pozycji człowieka, który sam nigdy nie doświadczył niepewności ani strachu na tle ekonomicznym i bytowym.
Piker odpowiada, że poglądy polityczne nie są mniej wiarygodne tylko dlatego, że ktoś wychował się w komfortowych warunkach.
Po ukończeniu szkoły średniej wrócił do Stanów Zjednoczonych i studiował nauki polityczne oraz komunikację na Rutgers University. Początkowo nie zapowiadało się, że zostanie jedną z największych gwiazd internetu. Próbował różnych zajęć, pracował między innymi przy sprzedaży reklam i szukał dla siebie miejsca w mediach. Przełom nastąpił dzięki rodzinie. Jego wujem jest Cenk Uygur, założyciel internetowego programu „The Young Turks”, jednego z najważniejszych lewicowych przedsięwzięć medialnych w amerykańskiej sieci. Nazwa odwołuje się jednak przede wszystkim do potocznej metafory młodych buntowników kwestionujących zastany porządek, a nie wprost do historycznego ruchu młodotureckiego.
To właśnie tam Piker stawiał pierwsze kroki przed kamerą. Zaczynał od pracy produkcyjnej i przygotowywania materiałów, stopniowo przechodząc do własnych komentarzy i programów skierowanych do młodszej publiczności. Z pewnością był beneficjentem rodzinnych koneksji. Określano go nawet mianem „nepo baby”, ale sam dostęp do redakcji nie tłumaczy późniejszego sukcesu. W mediach nie brakuje synów, córek, siostrzeńców i bratanków ludzi wpływowych, którzy nigdy nie zdołali wyjść poza rolę ciekawostki.
Młody i ambitny człowiek wykorzystał otrzymaną szansę w sposób, którego niewielu się spodziewało. Gdy wielu komentatorów politycznych wciąż traktowało internet jako dodatek do telewizji, on zrozumiał, że dla młodszych odbiorców sieć staje się głównym miejscem kontaktu ze światem.
Po odejściu z „The Young Turks” postawił na wspomnianego Twitcha. Dla większości dziennikarzy był to dość egzotyczny zakątek. Dla Pikera okazał się idealnym środowiskiem. Tam zbudował markę, która szybko przerosła wszystko, co osiągnął wcześniej. Z komentatora zatrudnionego w redakcji swojego wuja przeobraził się w samodzielne, jednoosobowe medialne przedsiębiorstwo, którego codzienne transmisje śledzą setki tysięcy ludzi. To właśnie wtedy narodził się ten „Hasan Piker”, znany dziś niemal całej amerykańskiej opinii publicznej. Nie jako publicysta internetowy, lecz jako influencer polityczny działający na skalę, o jakiej tradycyjne media mogą jedynie marzyć.
Najciekawsze jest jednak coś innego.
Influencer sprzedaje lewicowe idee językiem, który przez lata był domeną internetowej prawicy: bez akademickiego tonu, za to z ironią, prowokacją, memami i starannie budowanym wizerunkiem.
W epoce, gdy Partia Demokratyczna traci poparcie młodych mężczyzn, on zdołał przekonać setki tysięcy z nich, że rozmowa o publicznej służbie zdrowia czy prawach pracowniczych może być równie atrakcyjna jak kolejna odsłona wojny kulturowej i aspirowanie do manosfery.
Piker wyczuł coś, czego wielu demokratycznych polityków długo nie rozumiało. Młodzi mężczyźni nie spędzają wolnego czasu na czytaniu programów partyjnych ani raportów think tanków. Żyją w świecie transmisji na żywo, filmików, memów, sportu, gier komputerowych i nieustannej rywalizacji o uwagę. Jeśli polityka ma do nich dotrzeć, musi wejść do tego świata, zamiast oczekiwać, że oni wejdą do świata polityki.
Dlatego Hasan rzadko przypomina stereotypowego działacza lewicy. Nie występuje w roli wykładowcy tłumaczącego społeczeństwu, co powinno myśleć. Zachowuje się jak komentator sportowy, relacjonujący kolejne starcie. Analizuje kampanie wyborcze jak mecze, polityków traktuje jak bohaterów serialu, a internetowe konflikty zamienia w widowisko. Potrafi przez kilka godzin rozmawiać o związkach zawodowych, ochronie zdrowia czy nierównościach majątkowych, nie rezygnując z żartów, prowokacji i ironicznego dystansu. To właśnie tutaj kryje się sekret.
Komentator nie stworzył nowych lewicowych idei. Znalazł natomiast nowy sposób ich dystrybucji.
Jego zdaniem wielu demokratów błędnie diagnozuje przyczyny odpływania młodych mężczyzn do republikanów, alt-rightu i manosfery. Podkreśla, że ci ludzie nie rodzą się jako wyborcy Trumpa ani nie zaczynają od oglądania skrajnie prawicowych podcasterów.
Trafiają tam stopniowo. Najpierw szukają porad dotyczących treningu, wyglądu, pewności siebie czy relacji. Potem algorytmy podsuwają im kolejne materiały. Treści o samodoskonaleniu zaczynają mieszać się z narracją o wojnie kulturowej, a osobiste frustracje zostają wzmocnione przez polityczny kontekst. Problem nie polega na tym, że młodzi mężczyźni masowo odrzucają lewicowe postulaty.
Wielu z nich popiera publiczną służbę zdrowia, tańsze studia, ochronę praw pracowniczych czy działania ograniczające nierówności. Prawica okazała się jednak skuteczniejsza w odpowiadaniu na ich emocje. Oferuje prostą historię, wskazuje winnych i daje poczucie wspólnoty.
Dlatego Piker krytykuje część liberalnych środowisk za traktowanie młodych mężczyzn przede wszystkim jako problemu do rozwiązania. Takie podejście, jego zdaniem, jedynie pogłębia poczucie wyobcowania. Zamiast moralizować, lewica powinna rozmawiać z nimi językiem ambicji, aspiracji i sprawczości. Pokazywać, że rosnące koszty życia, kryzys mieszkaniowy, zadłużenie studenckie czy słabnąca pozycja pracowników nie są abstrakcyjnymi tematami z uniwersyteckich seminariów, lecz problemami kształtującymi ich własną przyszłość.
Oczywiście nie oznacza to, że Hasan zatrzymał odpływ młodych mężczyzn od Partii Demokratycznej. Wyniki wyborów pokazują coś przeciwnego. Udowodnił jednak, że internetowa lewica nie musi kojarzyć się wyłącznie z akademickimi debatami, aktywizmem tożsamościowym i językiem moralnych pouczeń. W jego wizji polityka jest próbą odpowiedzi na poczucie zagubienia, które coraz częściej towarzyszy młodym ludziom. Prawica dostrzegła ten problem wcześniej. Całą karierę Pikera można odczytać jako próbę dotarcia do tej samej publiczności bez przejmowania prawicowej opowieści i rozwiązań.
Tymczasem przez mieszczące się w Los Angeles studio influencera przewijają się kongresmeni, działacze i kandydaci Partii Demokratycznej.
Nie dlatego, że wszyscy podzielają jego poglądy. Powód jest znacznie bardziej prozaiczny. Chcą dotrzeć do ludzi, których trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Młodych wyborców, często politycznie zaangażowanych, ale nieoglądających telewizji, nieczytających gazet i omijających klasyczne kanały kampanijne.
Dobrym przykładem była obecność Alexandrii Ocasio-Cortez, która doskonale rozumie logikę współczesnego internetu. Dla polityków jej pokolenia rozmowa ze streamerem nie jest już egzotycznym eksperymentem ani ukłonem w stronę niszy. To element normalnej kampanii, podobnie jak kiedyś wywiad dla lokalnej gazety czy występ w telewizyjnym talk-show.
W tym sensie znaczenie Pikera wykracza daleko poza jego osobiste poglądy. Nie jest najważniejsze, czy ma rację w sprawie Gazy, Ukrainy czy amerykańskiej polityki społecznej. Ciekawsze jest to, że wokół jego kanału powstało miejsce, którego nie da się już zignorować. Kiedy politycy zaczynają traktować obecność u influencera jako obowiązkowy punkt kampanii,
zmienia się nie tylko sposób prowadzenia polityki, ale i mapa miejsc, w których politykę się prowadzi.
Tymczasem stosunek komentatora z Twitcha do Izraela pozostaje najbardziej polaryzującym elementem jego działalności. Dla jednych jest konsekwentnym krytykiem okupacji, wojny w Gazie i nacjonalizmu. Dla innych przekroczył granicę dzielącą krytykę państwa od wrogości wobec Żydów jako grupy.
Debata uwypukliła różnice w definicjach pojęć stosowanych przez poszczególne strony sporu. W Stanach Zjednoczonych sprzeciw wobec syjonizmu lub polityki Izraela łączy środowiska o odmiennych motywacjach.
Z jednej strony są to palestyńscy aktywiści i amerykańscy muzułmanie, dla których kluczowy jest kontekst osobisty lub rodzinny. Z drugiej – przedstawiciele radykalnej lewicy, analizujący sytuację przez pryzmat teorii kolonializmu. Istotny głos stanowią także młodzi amerykańscy Żydzi, dystansujący się od działań izraelskich gabinetów rządowych. Reprezentują ich organizacje takie jak Jewish Voice for Peace, krytykujące Izrael z pozycji tożsamościowych czy ortodoksyjne grupy pokroju Neturei Karta, odrzucające ideę świeckiego państwa z przyczyn teologicznych.
Jednocześnie statystyki wskazują na wzrost liczby incydentów antysemickich w USA po 7 października 2023 roku i wybuchu wojny w Gazie.
W dyskusji publicznej regularnie nakładają się na siebie trzy zjawiska: krytyka działań rządu Izraela, sprzeciw wobec założeń syjonizmu oraz uprzedzenia etniczne i religijne. Granice między nimi są płynne i stanowią punkt ciężkości całej debaty.
W tym kontekście plasuje się działalność Hasana. Streamer regularnie formułuje radykalne zarzuty wobec władz izraelskich, oskarżając je o zbrodnie wojenne czy apartheid. Część tych wypowiedzi, ze względu na swój emocjonalny ładunek, budzi rezerwę nawet wśród jego odbiorców. Dla krytyków Piker współtworzy język wrogości wobec społeczności żydowskiej. Z kolei zdaniem zwolenników oskarżenia te służą osłabieniu pozycji streamera i odwróceniu uwagi od merytorycznej krytyki Izraela.
To właśnie tutaj wraca kwestia brytyjskiego zakazu wjazdu. Londyn nie przedstawił szczegółowego uzasadnienia swojej decyzji. Trudno jednak nie zauważyć, że została ona podjęta w momencie, gdy Piker stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najgłośniejszych krytyków izraelskiej polityki w anglojęzycznym internecie. Spór o jego osobę jest więc w dużej mierze sporem o coś znacznie szerszego: o to, gdzie kończy się dopuszczalna krytyka państwa Izrael, a gdzie zaczyna retoryka uznawana za szkodliwą lub dyskryminującą. Odpowiedź zależy dziś często nie tyle od samych faktów, ile od politycznych i moralnych założeń przyjmowanych przez uczestników debaty.
Jest jeszcze jeden aspekt fenomenu Pikera, którego nie sposób pominąć, bo pomaga zrozumieć zarówno skalę jego popularności, jak i wyjątkowość jego pozycji w amerykańskim internecie. Hasan nie skupia się wyłącznie na swoich poglądach. Z ekscytacją sprzedaje również własną osobowość, styl życia, a przede wszystkim własną fizyczność.
Przez dekady polityczny komentator kojarzył się raczej z człowiekiem siedzącym za biurkiem. Turecko-amerykański streamer przypomina bardziej bohatera serialu Netflixa niż publicystę. Ma ponad 190 centymetrów wzrostu, starannie przystrzyżoną brodę, podobnie wypracowaną sylwetkę i świadomość tego, jak działa kamera. Dzień zaczyna od treningu w prowizorycznej siłowni urządzonej na podwórku swojego domu w West Hollywood. Ćwiczy niemal codziennie, gra w koszykówkę, obsesyjnie pilnuje diety i bez skrępowania opowiada o suplementach, od kreatyny po preparaty przeciw wypadaniu włosów. W rozmowie z „GQ” przyznawał, że do wszystkiego podchodzi w sposób kompulsywny: jeśli zaczyna ćwiczyć, ćwiczy obsesyjnie. Jeśli zaczyna streamować, potrafi spędzać przed kamerą ponad dziesięć godzin dziennie.
Magazyn opisywał jedną z takich porannych sesji niemal jak scenę z reportażu o gwieździe sportu. Piker zdejmuje koszulkę po kolejnym ćwiczeniu, a wokół niego krążą znajomi, psy i współpracownicy. Rozmowa skacze od polityki do plotek, od kulturystyki do mediów społecznościowych. Ktoś żartuje z jego wzrostu, ktoś inny z diety. Sam Hasan w pewnym momencie
rozwodzi się nad zaletami szczególnie bogatej w błonnik tortilli, tłumacząc jej walory z taką samą energią, z jaką kilka godzin później będzie komentował kryzys konstytucyjny czy politykę Izraela.
W tradycyjnych mediach taki detal zostałby prawdopodobnie wycięty przez redaktora. W kulturze streamingu właśnie z takich bodźców buduje się relację z odbiorcą. Widzowie nie oglądają wyłącznie politycznego komentatora. Towarzyszą mu podczas treningów, obserwują jego dom, psa, znajomych i codzienne rytuały. Wiedzą, jaką kawę pije, jakich używa kosmetyków i ile wyciska na ławeczce. Polityka jest ważna, ale stanowi jedynie część większego spektaklu.
Szczególne miejsce zajmuje w nim publiczność gejowska. W amerykańskim internecie od lat funkcjonuje żart, że Piker zgromadził wokół siebie armię „girls and gays”, dziewczyn i gejów, którzy śledzą go z uwagą równie dużą jak jego polityczni sympatycy.
Sam zainteresowany nie tylko nie ucieka od tego wizerunku, ale często go wzmacnia, co chwilę wrzucając do mediów społecznościowych swoje półnagie zdjęcia. W jego transmisjach regularnie pojawiają się żarty z aplikacji randkowych, queerowej kultury czy estetyki gejowskiego internetu. Potrafi płynnie przejść od dyskusji o amerykańskiej polityce zagranicznej do komentarza o Grindrze albo plotkach dotyczących celebrytów.
Nie jest przy tym osobą queerową ani ikoną LGBT w tradycyjnym sensie tego słowa. Jego atrakcyjność działa raczej na zasadzie świadomie odgrywanej, lekko ironicznej męskości. W kulturze internetowej funkcjonuje nawet określenie „himbo”: przystojny, wysportowany mężczyzna, który nie próbuje sprawiać wrażenia intelektualnego autorytetu.
Piker częściowo wykorzystuje ten archetyp, ale jednocześnie go odwraca. Pod muskularną sylwetką kryje się człowiek godzinami analizujący budżet federalny, relacje międzynarodowe czy historię Bliskiego Wschodu. Nieprzypadkowo jeden z dziennikarzy określił go kiedyś mianem „himbo gateway drug”, atrakcyjnego opakowania dla progresywnych idei.
Kontrast z prawicową manosferą jest uderzający. Andrew Tate, Nick Fuentes czy wielu ich naśladowców również buduje przekaz wokół męskości, ciała i statusu. Jednak ich opowieść opiera się zwykle na dominacji, hierarchii i pogardzie dla słabości. Lewicowy streamer wykorzystuje podobne narzędzia wizualne, lecz prowadzi odbiorców w zupełnie innym kierunku. Jest ostentacyjnie męski, ale nie demonstruje pogardy wobec kobiet, osób LGBT czy własnych emocji. Chętnie żartuje z siebie, mówi o lękach, stresie i wypaleniu. Potrafi jednego dnia pokazywać trening, a następnego opowiadać o tym, jak groźby śmierci i ciągła obecność w internecie wpływają na jego psychikę.
W rezultacie powstała postać, która w tradycyjnych kategoriach wydaje się niemal sprzeczna sama ze sobą. Socjalista mieszkający w Los Angeles. Miłośnik siłowni cytujący Noama Chomsky'ego. Polityczny komentator, którego wygląd i życie osobiste są przedmiotem nieustannych dyskusji na Reddicie. Właśnie ta mieszanka sprawia, że dla milionów odbiorców Hasan jest w świecie streamingu pełnoprawną gwiazdą popkultury.
Być może właśnie dlatego budzi dziś tak silne emocje. Nie mieści się w żadnej wygodnej kategorii. Łatwo z niego kpić i oburzać się na jego prowokacje, internetowy styl i skłonność do przesady. Trudniej zignorować fakt, że dla milionów młodych ludzi stał się jednym z głównych przewodników po polityce.
Być może właśnie to jest najbardziej niepokojące dla jego przeciwników. 35-letni influencer nie jest liderem partii, nie piastuje żadnego urzędu, nie kieruje telewizją ani gazetą, a mimo to potrafi dotrzeć do większej liczby młodych odbiorców niż wielu zawodowych polityków.
Kiedy więc brytyjski rząd uznał, że jego obecność „nie służy dobru publicznemu”, nie chodziło wyłącznie o jednego streamera i jego poglądy na Izrael. W tle kryje się znacznie większe pytanie o to, kto kształtuje dziś polityczną wyobraźnię młodego pokolenia. Jeszcze niedawno byli to dziennikarze prasowi, prezenterzy telewizyjni i partyjni liderzy. Dziś coraz częściej są to ludzie tacy jak Hasan Piker.
Były korespondent polskich mediów w USA, regularnie publikuje w gazeta.pl i Vogue, wcześniej pisał do Polityki, Tygodnika Powszechnego, Gazety Wyborczej i Dwutygodnika. Komentuje amerykańską politykę na antenie TOK FM. Oprócz tego zajmuje się animowaniem wydarzeń kulturalnych i produkcją teatru w warszawskim Śródmieściu. Dużo czyta i podróżuje, dalej studiuje na własną rękę historię idei, z form dziennikarskich najlepiej się czuje w wywiadzie i reportażu.
Były korespondent polskich mediów w USA, regularnie publikuje w gazeta.pl i Vogue, wcześniej pisał do Polityki, Tygodnika Powszechnego, Gazety Wyborczej i Dwutygodnika. Komentuje amerykańską politykę na antenie TOK FM. Oprócz tego zajmuje się animowaniem wydarzeń kulturalnych i produkcją teatru w warszawskim Śródmieściu. Dużo czyta i podróżuje, dalej studiuje na własną rękę historię idei, z form dziennikarskich najlepiej się czuje w wywiadzie i reportażu.
Komentarze