Ostatnie lata przyniosły mały urodzaj publikacji z obszaru historii intelektualnej, próbujących zrozumieć fenomen trwałości trumpizmu i opisać fundamenty stojącej za nim ideologii. Najciekawszą z ostatnich książek są „Wściekłe umysły” Laury K. Field.
John Ganz w książce „When the Clock Broke: Con Men, Conspiratists and How America Cracked Up in the Early 1990s” szuka korzeni radykalizacji współczesnej amerykańskiej prawicy w pozornie marginalnych nurtach polityki z początku lat 90. Quinn Slobodian w takich publikacjach jak „Crack-up Capitalism” czy „Hayek’s Bastard” pokazuje, jak istotną rolę w ukształtowaniu współczesnej prawicowej polityki odegrały skrajnie wolnorynkowe idee, powstające wśród zdolnych wyciągnąć ostateczne wnioski ze swoich założeń libertarian.
Książka kanadyjsko-amerykańskiej badaczki Laury K. Field „Furious Minds: the Making of MAGA New Right” (wydana w listopadzie 2025 r. przez Princeton University Press) wpisuje się w ten trend. Ze wszystkich wspomnianych publikacji jest najbardziej solidna i systematyczna – Field stara się przedstawić cały szeroki intelektualny pejzaż Nowej Prawicy stającej za rewolucją Trumpa. Nie jest przy tym suchą, akademicką rozprawą. Autorka umie pisać o skomplikowanych ideach w prosty i angażujący sposób, wplatając też swoją własną perspektywę – kobiety z pokolenia milenialsów, która w trakcie swojej edukacji sama wielokrotnie stykała się z konserwatywną filozofią polityczną, była jej ciekawa, zgadzała się z wieloma podnoszonymi przez intelektualistów prawicy punktami, ale ostatecznie poszła inną ideową drogą.
Jako osoba znająca amerykański konserwatyzm, Field wielokrotnie przestrzega w swojej publikacji: nowa MAGA-prawica nie ma nic wspólnego ze starym, dobrym, umiarkowanym konserwatyzmem. W swoim radykalizmie, wrogości wobec oświecenia, liberalizmu i nowoczesności często bliższa jest najbardziej reakcyjnym nurtom zachodnioeuropejskiej prawicy niż głównego nurtu amerykańskiego konserwatyzmu – nawet jeśli wyrasta ze specyficznie amerykańskich doświadczeń.
Ten radykalizm przejawia się nie tylko w treści idei głoszonych przez bohaterów książki, ale także w ich formie. Field zaczyna swoją historię od omówienia eseju porównującego wybory w 2016 roku do sytuacji pasażerów lotu United 93 – jednego z samolotów porwanych przez terrorystów 11 września 2001 r. Jego pasażerowie podjęli walkę z porywaczami – nie przeżyli jej, samolot rozbił się w Pensylwanii, ale dzięki ich walce terrorystom nie udało się zniszczyć celów w Waszyngtonie, gdzie planowali uderzyć w jeden z budynków federalnych.
USA w 2016 roku – przekonywał autor eseju – są jak samolot zmierzający do zderzenia z ziemią. Jeśli nie podejmiemy radykalnych działań, wszyscy się rozbijemy. Wybór Trumpa niesie ze sobą szereg niewiadomych, ale pozwala przynajmniej podjąć walkę, zamiast biernie czekać na katastrofę.
Esej został początkowo podpisany pseudonimem „Publius”. Później jego autor został zidentyfikowany jako Michael Anton – wtedy pracujący w branży finansowej. Po wygranych przez Trumpa wyborach Anton został członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a w drugiej kadencji Trumpa pracownikiem Departamentu Stanu. To jemu przypisuje się autorstwo nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, przestrzegającej, że ze względu na „masową migrację” Europie grozi „cywilizacyjne wymazanie”.
Apokaliptyczna wręcz retoryka eseju Antona nie jest wyjątkiem, ale regułą w tym, jak opisywani przez Field autorzy piszą o polityce, postrzegając polityczną rywalizację jako walkę na śmierć i życie, której stawką jest ocalenie Ameryki, a nawet całej zachodniej cywilizacji przed upadkiem i degeneracją.
Niezależnie od szczegółowych różnic wszystkich łączy głębokie odrzucenie Stanów Zjednoczonych, jakie wyłoniły się w trakcie dwóch kadencji Obamy – z ich wielokulturowością, pluralizmem wartości i stylów życia, kulturowym liberalizmem – oraz wrogość wobec jakichkolwiek polityk, choćby na poziomie takich instytucji jak uczelnie, które miałyby wyrównywać tradycyjne, historycznie ukształtowane hierarchie. Zwłaszcza te związane z płcią. Wśród bohaterów książki Field nie bez powodów nie ma kobiet. Bez względu na to, z jakich wychodzą pozycji – tradycjonalistycznie katolickich, nacjonalistycznych czy nietzscheańskich – wszyscy chcą
zniesienia praw kobiet i dzielą przekonanie, że współczesna amerykańska przestrzeń publiczna jest wroga interesom mężczyzn.
Autorka wskazuje przy tym na trzy główne nurty „intelektualnego MAGA”. Pierwszy to „claremontyści”, grupa związana z kalifornijskim think-tankiem Claremont Institute i wydawanym przez niego pismem „Claremont Review of Books” – to na jego łamach ukazał się esej Antona.
Założycielem instytutu był Henry V. Jaffa, uczeń pochodzącego z Niemiec konserwatywnego myśliciela Leo Straussa, przeciwstawiającego mądrość starożytnej filozofii – z jej koncepcjami prawa natury i zakorzenionymi w nich ideałami dobrego życia i obywatelstwa – błędnym w jego mniemaniu drogom współczesnej myśli.
Jaffa próbował pogodzić myśl Straussa z obroną wyjątkowości amerykańskiego doświadczenia politycznego, zwłaszcza w formie, w jakiej znalazło ono swój wyraz w epoce Ojców Założycieli oraz w polityce prezydenta Abrahama Lincolna.
Narracja „claremontystów” – jak rekonstruuje ją Field – byłaby następująca: Ojcowie Założyciele stworzyli unikalny konstytucyjny porządek oparty na ograniczonym rządzie, federalizmie respektującym prawa stanów, szacunku dla tradycyjnej religii, męskich cnót politycznych i idei rządów obywateli przez nich samych. Porządek ten ulega jednak erozji co najmniej od czasów Nowego Ładu Roosevelta i towarzyszącej mu ekspansji rządu federalnego, który nie tylko osłabia prawa stanów, ale też podważa obywatelskie cnoty i samą ideę obywatelstwa, czyniąc z państwa narzędzie zaspokajania interesu różnych specjalnych mniejszościowych grup.
Ten unikalny amerykański porządek był możliwy – jak głosi dalej narracja – dzięki daleko posuniętej wspólnocie wartości społeczeństwa, które narodziło się w wyniku amerykańskiej rewolucji. Ekspansji państwa w ciągu ostatnich 100 lat towarzyszył rozpad wspólnoty wartości, który umożliwił zawiązanie Stanów Zjednoczonych i jest konieczny do ich przetrwania.
„Claremontyści” chcieliby więc
powrotu do czasów sprzed prezydentury Franklina D. Roosevelta i resetu Ameryki do ustawień fabrycznych: republikańskich, federalistycznych, opartych na tradycyjnych chrześcijańskich wartościach.
„Cezaryzm” Trumpa jest dla nich środkiem do tego celu, ale nawet jeśli Trumpowi nie uda się restauracja republikańskich cnót, to z punktu widzenia „claremontystów” jego rządy i tak są lepsze niż „dyktatura państwa administracyjnego” przerośniętej liberalnej biurokracji.
Druga nurt to narodowi konserwatyści. Jak pisze Field, wiążą się oni z Trumpem, gdyż liczą, że dzięki jego rewolucji uda się
„ochronić prawdziwy amerykański naród: chrześcijański, głównie biały, społecznie konserwatywny” i pokonać zagrażające mu „neo-marksistowskie woke-hordy”.
Narodowy konserwatyzm odrzuca rozumienie amerykańskiej wspólnoty narodowej jako opartej głównie na wartościach, otwartej na każdego, kto jest je w stanie przyjąć. Zamiast tego definiuje Amerykę jako dziedzictwo pewnej wspólnoty połączonej długimi latami historii, dziedzictwa, więzów krwi i religii.
Narodowi konserwatyści chcą chronić tak rozumiany amerykański naród przed zagrożeniami związanymi z „globalizmem”, „ideologią woke”, „zniesławiającą” amerykańską historię krytyczną edukacją oraz masową migracją, prowadzącą do „wielkiego zastąpienia”, demograficznej podmiany narodu. Nietrudno zgadnąć, że narodowi konserwatyści jako zagrożenie postrzegają też spadający współczynnik urodzeń i w imię „przetrwania narodu” byliby gotowi ograniczyć, jeśli nie formalnie, to praktycznie, prawa kobiet, szczególnie tam, gdzie odciągają je one od zakładania rodzin i rodzenia kolejnych dzieci.
Field pokazuje, jak istotną rolę dla rozwoju narodowego konserwatyzmu miała recepcja książki „The Virtue of Nationalism” (2018) – w Polsce wydanej pod złagodzonym tytułem „Pochwała państwa narodowego” – izraelsko-amerykańskiego filozofa polityki i biblisty Yoram Hazony’ego. W dużej mierze narodowi konserwatyści chcieliby Stanów Zjednoczonych przypominających Izrael pod rządami tamtejszej prawicy – tyle, że z chrześcijaństwem jako dominującą religią i tożsamością. Grupa ta opowiada się zresztą za niemal bezwarunkowym wsparciem dla Izraela.
Trzecia grupa to postliberałowie. Field ma dla nich najwięcej zrozumienia i sympatii. Ten filar „intelektualnej MAGA” może się poszczycić najbardziej uznawanymi – także poza kręgami prawicy – intelektualistami z mocną pozycją w akademickim świecie, takimi jak filozof polityki związany z Uniwersytetem Notre Dame w Indianie, Patrick Deneen, czy profesor prawa na Harvardzie, Adrian Vermuele.
Lewicowa wrażliwość społeczna Field może się też spotkać z silnie obecną w myśli post-liberalnej krytyką neoliberalizmu. Ze wszystkich trzech omawianych grup postliberałowie są
najbardziej krytyczni wobec wolnego rynku i skutków jego działania dla rodzin z amerykańskiej klasy pracującej.
Są gotowi poprzeć daleko idącą ingerencję państwa w gospodarkę, na poziomie konkretnych polityk, czasem spotykając się z propozycjami amerykańskiej lewicy.
Wychodzą jednak z zupełnie odmiennych filozoficznych założeń. W optyce postliberałów celem państwa jest obrona dobra wspólnego i tworzenie warunków do dobrego życia, rozumianych w bardzo konserwatywny sposób, przede wszystkim w duchu tradycjonalistycznego katolicyzmu i jego nauki społecznej. Postliberalizm to najbardziej katolicki z tych trzech nurtów. Wielu jego prominentnych przedstawicieli – np. Vermuele czy opiniotwórczy publicysta Sohrab Ahmari – przeszło bardzo publiczne nawrócenia.
Vermuele i inni autorzy z nurtu postliberalnego są wprost krytyczni wobec amerykańskiego ideału rozdziału kościołów i państwa. Wierzą, że religia powinna zostać ponownie zintegrowana z życiem publicznym. Wywiedzione z niej ideały dobrego życia powinny kształtować rozumienie konstytucyjnych praw i polityki władz publicznych.
Postliberałowie wierzą w silne państwo, zdolne – tam, gdzie to potrzebne – do użycia przymusu dla dobra wspólnego i zapewnienia ludziom warunków cnotliwego życia. Co oznacza walkę z hazardem, pornografią, rozwodami, odcięcie wsparcia państwa dla sztuki propagującej szkodliwe idee, wsparcie dla „stabilnych rodzin”. Słowem politykę, która jako priorytet stawia konserwatywną wspólnotę, nie prawo jednostki do wolności i autoekspresji.
Oprócz tych trzech głównych nurtów intelektualna MAGA ma też swoje „mroczne podbrzusze” – całą konstelację autorów otwarcie odrzucających oświecenie, demokrację, wartości liberalne, głoszących poglądy, których nie można określić inaczej niż jako męski lub biały suprematyzm.
Postacie z trzech omówionych wyżej nurtów funkcjonują w świecie akademickim, eksperckim czy medialnym, prowadzą badania w think-tankach albo publikują na łamach opiniotwórczych – nie tylko na prawicy – czasopism. Nurt „twardej prawicy” funkcjonuje głównie w blogosferze, w podcastach i w mediach społecznościowych, gdzie jego najbardziej wpływowe postaci często piszą pod pseudonimami.
Field omawia bliżej poglądy zwłaszcza dwóch z nich, Curtisa Yarvina i osoby występującej na portalu X pod nickiem Bronze Age Pervert (czyli Zboczeniec z Epoki Brązu). Ten pierwszy głosi ideologię wyglądającą jak odpowiedź na najbardziej szalone fantazje technooligarchów z Doliny Krzemowej.
W wizji Yarvina demokracja liberalna całkowicie się nie sprawdziła – nie jest zresztą prawdziwą demokracją, demokratyczne procedury są tylko fasadą skrywającą rządy czegoś, co Yarvin nazywa „Katedrą”. Pod tym pojęciem rozumie liberalną elitę panującą w akademii, think-tankach, rządowej biurokracji i mediach. To ona tak naprawdę narzuca kierunki polityki i decyduje, co w niej jest możliwe. Problem w tym, że – zdaniem Yarvina – jest skrajnie nieefektywna i prowadzi świat na skraj katastrofy.
Yarvin proponuje skończyć z demokratyczną hipokryzją i zastąpić ukrytą władzę „Katedry” czymś w rodzaju monarchii, w której państwa byłyby rządzone jak korporacje przez wizjonerskich CEO. Obywatele nie mogliby zmienić rządu, ale mogliby w każdym momencie opuścić państwo, które im się nie podoba. Co tworzyłoby najlepszą zachętę do dobrych rządów, bo każdemu władcy zależałoby na przyciągnięciu najlepszego kapitału ludzkiego.
Bronze Age Pervert to naprawdę Costin Alamariu, syn rumuńskich migrantów, który, zanim zaczął karierę pod pseudonimem, obronił w Yale doktorat poświęcony tyranii w myśli Platona i Nietzschego.
W swoim podcaście i wpisach na X zaangażowany jest w totalną, wypływającą z nietzscheańskich pozycji, krytykę całej nowoczesności.
Niedolom nowoczesności przeciwstawia epokę brązu. To świat homeryckich poematów, najlepszy czas w historii ludzkości, jedyny, w którym męski duch mógł wyrazić się w figurach wojownika czy pirata.
Czasy Homera i heroizm epoki brązu odeszły jednak w przeszłość, a dzisiejsze społeczeństwo spiskuje przeciw mężczyznom i męskim cnotom, coraz bardziej przyjmując formę „gynokracji” (rządów kobiet).
Poglądy te mogą wydawać się groteskowe. Problem w tym, że przenikają do głównego nurtu amerykańskiej prawicy. Wiceprezydent JD Vance wymienił Yarvina jako jednego z myślicieli mających wpływ na jego poglądy. Rozważania o męskości w duchu Bronze Age Perverta przenikają do głównego nurtu prawicowego dyskursu: ogarniętego obsesją na punkcie wrogości współczesnej cywilizacji do mężczyzn i męskości.
Field poświęca wiele miejsca w książce temu, jak idee wyrażane przez jej bohaterów przekładały się na politykę Partii Republikańskiej – zwłaszcza po 2020 roku. Bo punktem zwrotnym dla wszystkich omawianych przez nią bohaterów są przegrane przez Trumpa wybory 2020. To w reakcji na tę klęskę główny nurt Partii Republikańskiej coraz bardziej zbliża się do opisywanej w książce nowej prawicy „wściekłych umysłów”.
To z kręgów Claremont Institute wyszły prawne argumenty, które miały posłużyć do kwestionowania prawidłowości przegranych przez Trumpa wyborów prezydenckich, a mit „skradzionych wyborów” był jedną z najważniejszych narracji trumpowskiej prawicy w latach 2020–2024.
Związany wcześniej z Claremont Larry P. Arn – prezydent konserwatywnego Hillsdale College w Michigan – stanął na czele powołanej przez Trumpa w 2020 roku Komisji 1776, mającej doradzać władzom oświatowym w sprawie „edukacji patriotycznej”. „Edukacja patriotyczna”, a zwłaszcza sprzeciw wobec krytycznej teorii rasy (critical race theory, CRT), stały się główną – obok „obrony dzieci przed ideologią trans” – sprawą mobilizującą prawicę do wojen kulturowych w trakcie prezydentury Bidena.
Badająca głęboko zakorzeniony systemowy rasizm CRT– przed 2020 roku znana głównie w wąskich akademickich kręgach – stała się dzięki konserwatywnemu aktywizmowi jedną z najbardziej dyskutowanych teorii w Ameryce. Jak pokazuje Field, Nowa Prawica cynicznie wykorzystała nikłą wiedzę opinii publicznej na temat CRT, by ją zdemonizować, a przy okazji wytworzyć atmosferę, w której jakakolwiek dyskusja na temat systemowego rasizmu czy historycznych rasowych niesprawiedliwości staje się podejrzana. W wielu konserwatywnych stanach władze republikańskie wprowadziły przepisy zakazujące lub ograniczające nauczanie tej teorii w publicznych szkołach podstawowych i średnich.
Field konsekwentnie pisze z punktu widzenia historyczki idei i niestety w tej części książki wywołuje to pewien niedosyt. Chciałoby się przeczytać więcej o tym, kto płacił za infrastrukturę umożliwiającą powstawanie i propagowanie analizowanych przez nią idei, kim byli darczyńcy i jaką rolę odgrywali w republikańskiej polityce.
Nowa Prawica w 2024 postawiła początkowo na złego konia: gubernatora Florydy Rona DeSantisa, widząc w nim kandydata, który będzie w stanie zrealizować bliski im program w sposób bardziej ideologicznie czysty niż Trump i bez jego specyficznych obciążeń. DeSantis zakończył jednak swoją kampanię już w styczniu 2024 i poparł Trumpa, szybko orientując się, że nie ma szans podjąć z nim walki.
Nie doprowadziło to jednak do marginalizacji nowej MAGA-prawicy intelektualnej. Trump wybrał jako swojego kandydata na wiceprezydenta JD Vance’a, polityka nie tylko powołującego się na Yarvina, ale też uważanego za blisko związanego z postliberałami.
Podobnie jak czołowe postaci tego ruchu wiceprezydent ostentacyjnie przyjął katolicką wiarę.
Administracja wyraźnie inspiruje się w swoich działaniach Projektem 2025. To opracowany w przejętej przez MAGA Heritage Foundation radykalny plan zwinięcia „państwa administracyjnego” i wzmocnienia władzy prezydenta. Projekt 2025 zakłada szereg radykalnych działań, mających wymusić na Amerykanach życie bliższe wizji tego, czym powinna być Ameryka narodowych konserwatystów czy postliberałów.
Jak w konkluzji swojej książki pisze Field, przedstawiciele intelektualnej MAGA-prawicy „toczą egzystencjalną walkę przeciw liberalno-demokratycznemu pluralizmowi i jego wolnościom”. Niezależnie od nurtu, jaki reprezentują „odmawiają uczciwego zmierzenia się z rzeczywistością historycznej zmiany i współczesnego pluralizmu”. Ale zmiana i pluralizm są realne i wiele ludzi jest gotowych stanąć w ich obronie. Co oznacza, że Nowa Prawica może wymagać autorytarnego zwrotu – i wielu jej przedstawicieli jest na niego gotowych”. Co niepokoi szczególnie biorąc pod uwagę wpływ tej grupy na obecną władzę.
Field przekonuje, że wszelki opór przeciw antypluralistycznej prawicy musi mieć ideowy wymiar. Amerykańscy liberałowie i lewica muszą nadać nowe życie ideom stojącym za pluralistycznym społeczeństwem (w którym będzie miejsce dla konserwatywnych wartości i stylów życia) oraz zacząć śmielej artykułować swój liberalny ideał dobrego życia.
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Komentarze