Hiszpania wrze po śmierci Maricarmen. Spór lokatorzy kontra rentierzy zdecyduje o wyniku wyborów
Gdy tradycyjna polityka zawodzi, ludzie wychodzą na ulice. Czy protesty w Hiszpanii zmienią krajobraz polityczny w kraju, a może przerodzą się w nowy ruch przeciwko elitom, który rozleje się na całą Europę? Pytamy politologa dr Javiera Carbonella
8 października w szpitalu zmarła María del Carmen Abascal, 87-latka eksmitowana przed dwoma tygodniami z madryckiego mieszkania. Gdy cały budynek wykupił fundusz inwestycyjny, nie było jej stać na opłacenie horrendalnie wysokiego czynszu, który wprowadził nowy właściciel. Jej historia zatrzęsła całą sceną polityczną i zmobilizowała ludzi do buntu. O sytuacji w Hiszpanii rozmawiamy z Javierem Carbonellem, doktorem politologii, analitykiem politycznym w European Policy Centre.
Anton Ambroziak, OKO.press: 87-letnia mieszkanka Madrytu, zwana powszechnie Maricarmen, zostaje eksmitowana, przez cały kraj przetacza się fala masowych protestów, a premier Sanchez centrolewicowego rządu rozpisuje przedterminowe wybory. I to wszystko wydarza się w zaledwie dwa tygodnie. Skąd to trzęsienie?
Javier Carbonell: Jednym hasłem? Kryzys mieszkaniowy. Wielkie demonstracje są organizowane od dwóch lat, związki lokatorów w Madrycie rosną w siłę, a sytuacja mieszkaniowa pogarsza się dosłownie z miesiąca na miesiąc. To nie jest świeża sprawa, ten kryzys narastał od bardzo dawna. Podobnych eksmisji co miesiąc są setki, ale ten konkretny przypadek dał upust wieloletniej frustracji. Brak dostępnych mieszkań to naprawdę najważniejszy problem społeczny, szczególnie dla młodych ludzi.

Komentarze