Mayday, mayday. Kiedy twój pilot ma lęk wysokości, a stewardesa boi się latać
Siedzisz na krześle, zamykasz oczy. Mówię, co po kolei się dzieje w samolocie, kursant ma to sobie wyobrażać. Lecimy w głowie. To ćwiczenie dla pilotów, dostosowałem je do osób, które boją się latać. Co jakiś czas proszę, żeby kursant ocenił poziom lęku. Lepiej? To lecimy dalej
Kolejka do zjazdu windą z wieży Eiffla była tak długa, że żona Suk-Jae zaproponowała, żeby poszli schodami. Po paru stopniach mężczyzna się zatrzymał. Serce mu waliło, było mu słabo, nic nie słyszał, nie mógł wydusić słowa. Suk-Jae cierpi na lęk wysokości, zawodowo jest pilotem niemieckich linii pasażerskich.
Petra myślała, że najgorszych turbulencji doświadczyła na ziemi. Dwa razy się rozwiodła, trzy razy wyszła za mąż, sześć lat sama wychowywała dzieci, przeprowadzała się czternaście razy. Spoczywała na niej duża odpowiedzialność: od ogarnięcia trójki dzieci do pilnowania porządku w czasie awaryjnego lądowania. Pracowała w Niemczech jako stewardesa. Emerytura miała być czasem odpoczynku. Malowanie obrazów akrylami, pielęgnacja ogrodu i podróże do miejsc, które dotychczas widziała tylko przelotem. I wtedy pojawił się strach przed lataniem.
W tym roku na lotnisku we Frankfurcie nad Menem Robertowi stuknie 16 lat. Zaczął jako 17-latek od praktyk. Potem dorabiał przy sortowaniu walizek, aż przeszedł na duży gabaryt. Pakuje: konie, świnie, krowy, auta sportowe, turbiny, części statków, helikoptery i samoloty – do samolotu. A konkretnie do Airbusa Beluga XL, jednego z największych samolotów na świecie. Waży 127 ton, może unieść kolejne 51 i jest długi na 63 metry – to tyle co dwa płetwale błękitne. Dziś Robert pracuje na stanowisku Ground Operations Officer. Zarządza wszystkimi procesami od przybycia maszyny na miejsce postojowe aż do ponownego startu. To na jego barkach spoczywa w dużej mierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu. Ale latanie go paraliżuje. Wsiada, bo musi.

Komentarze