Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja GazetaJakub Wlodek / Agencja Gazeta
07 września 2021

Medycy wychodzą na ulice. Publiczna ochrona zdrowia umiera z przepracowania. Dłużej tak się nie da

To pierwsza tego typu akcja od lat. 11 września ramię w ramię ulicami Warszawy przejdą pielęgniarki, ratownicy, lekarze, diagności, fizjoterapeuci, technicy radioterapii, opiekunowie i wiele innych. Rząd udaje, że próbuje rozmawiać, tylko medycy nie chcą

„Polska nie promuje pracy w ramach publicznej ochrony zdrowia. Lekarze nie chcą pracować za takie stawki, na takich warunkach. Bo - proszę mi wierzyć - te warunki w wielu publicznych placówkach są naprawdę koszmarne.

Mamy zbyt wielu pacjentów, którymi się musimy opiekować, to jest po prostu fizycznie niemożliwe. Jest nas najzwyczajniej w świecie za mało.

Tak samo za mało jest pielęgniarek, ratowników. Dlaczego tak niewiele pielęgniarek kończąc dziś szkołę medyczną odbiera prawo wykonywania zawodu? Bo od lat nie opłaca się być pielęgniarką" - tak o przyczynach zbliżającego się protestu mówi OKO.press przewodniczący Porozumienia Rezydentów, lek. Wojciech Szaraniec.

Wygląda na to, że rząd jednak trochę przestraszył się manifestacji medyków, a zwłaszcza tego, co ma nastąpić potem. Zapowiadane Białe Miasteczko 2.0 nie będzie poprawiać wizerunku tej władzy. I trudno go będzie nie zauważyć.

Dlatego też Adam Niedzielski jakoby zaprosił w ubiegłym tygodniu mojego rozmówcę na rozmowy do ministerstwa. Wojciech Szaraniec 3 września odpisał na Twitterze: „Niestety, nie dostałem żadnego zaproszenia!!”.

Nazajutrz Niedzielski również na Twitterze złożył już osobiste zaproszenie (w tym samym wpisie utrzymywał, że takowe w jego imieniu wystosował wcześniej dyrektor Departamentu Lecznictwa) na 6 września na 09:00 rano.

W weekend Szaraniec zaproponował, by spotkanie odbyło się w środę, 8 września w Karpaczu. „Nie godzę się na nawiązywanie dialogu bez udziału wszystkich przedstawicieli Komitetu protestacyjno-strajkowego” - odpisał przewodniczący Porozumienia Rezydentów.

Do spotkania 6 września ostatecznie nie doszło.

„Moje zaproszenie zostało odrzucone. Tu chyba nie chodzi o dialog” – żalił się tego dnia na Twitterze Niedzielski usiłując przerzucić odpowiedzialność za fiasko rozmów na reprezentanta jednej z grup medyków.

„Albo Pan, Ministrze, zaprosi do rozmów wszystkich przedstawicieli Komitetu Protestacyjnego, albo nikt z nas nie będzie chciał z Panem rozmawiać. Według głoszonego przez Pana hasła: »Wszystkie ręce na pokład«; my właśnie zjednoczyliśmy się i czekamy na propozycje rozmów” - odpowiedziało Niedzielskiemu Porozumienie Chirurgów.

Mateusz Morawiecki, 6 września, konferencja prasowa: "Liczę, że w najbliższych dniach dojdzie do uzgodnienia stanowisk, bo potrzebujemy sprawnej służby zdrowia". Zapytany, czy spotka się z medykami jeszcze przed protestem, odpowiedział, że spotykał się z nimi w ramach Komisji Trójstronnej. "Wiem, że teraz pan minister zdrowia prowadzi te rozmowy w sposób właściwy" - ocenił.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, 7 września, Polskie Radio, program 1: "To [protest uliczny] nie służy w okresie pandemii. Nie ulica, tylko stół".

Sławomir Zagórski, OKO.press: Za kilka dni medycy przeprowadzą duży protest w Warszawie. Jak on ma wyglądać?

Lek. Wojciech Szaraniec, przewodniczący Porozumienia Rezydentów: 11 września 2021 roku planujemy w stolicy wielką manifestację medyków.

W tej akcji najważniejsze jest to, że po raz pierwszy zjednoczyły się wszystkie nasze zawody. Ramię w ramię ulicami Warszawy przejdą pielęgniarki, ratownicy medyczni, lekarze, diagności laboratoryjni, fizjoterapeuci, technicy radioterapii, a także opiekunowie medyczni.

To rzeczywiście nowość, bo - jak wiadomo - interesy tych grup są rozbieżne. Nawet interesy w obrębie tej samej grupy zawodowej - np. starszych i młodszych lekarzy - są odmienne. Tymczasem władze robią wszystko, by was podzielić.

To prawda. Kolejne rządy próbowały nas na różne sposoby poróżnić. Ten rząd także, wprowadzając np. dodatki covidowe, ale tylko dla niektórych, czy różnicując pensje doświadczonych pielęgniarek, ale bez dyplomu studiów wyższych i tych wchodzących do zawodu.

Medycy jednak zrozumieli, iż działając osobno, mamy znacznie mniejsze szanse w jakichkolwiek negocjacjach. Teraz, na skutek pandemii, chyba już do wszystkich dotarło, w jak bardzo głębokim kryzysie jesteśmy i że dalsze pudrowanie trupa, jakim jest publiczna ochrona zdrowia w Polsce, do niczego nas nie doprowadzi.

My chcemy ten system naprawić. Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo trudne, ale robimy wszystko, żeby się to stało jak najszybciej.

W jaki sposób udało się połączyć siły? Kto za tym stoi?

Matką tego sukcesu jest pani Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Ona też była pomysłodawczynią całego przedsięwzięcia. My jako młodzi lekarze mogliśmy temu tylko przyklasnąć.

Wzięliśmy się, że tak powiem, wszyscy za ręce i dalej budujemy zespół, który zarządza protestem. To fantastyczne uczucie, kiedy z każdym spotkaniem dołączały do nas kolejne zawody medyczne i niemedyczne. Czujemy moc.

Kilka dni temu naczelny portalu pielęgniarek i położnych Mieczysław Mielcarek ogłosił petycję w sprawie odwołania pani Ptok. To chyba najlepszy dowód, że władze uznały ją za osobę niebezpieczną.

Pani Krystyna była wielokrotnie obiektem bardzo nieeleganckich działań ze strony rządzących. Ale to niezwykle odważna, a przy tym zrównoważona osoba o wielkich zdolnościach negocjacyjnych. Potrafiła zjednoczyć różne zawody medyczne, co jest naprawdę wielkim sukcesem.

Nie ma pan wrażenia, że sami medycy – nawet zjednoczeni, ale bez pacjentów, czyli tak naprawdę nas wszystkich - niewiele zdziałają? Dopóki społeczeństwo się nie ruszy, dopóty będzie tak jak jest. A społeczeństwo się nie ruszy, m.in. dlatego, że władze podsycają niechęć wobec lekarzy i pielęgniarek. Trwa zorganizowany hejt. Lekarzom się świetnie powodzi, nie wiadomo czego chcą – sugerują rządzący.

Bardzo byśmy chcieli, żeby dołączyli do nas pacjenci. Ale zdajemy sobie sprawę, że to niełatwe. Aktualnie trwa nagonka na szczepienia.

Niedawno przeżyliśmy drugą i trzecią falę pandemii, w trakcie której lekarze nie nadążali z wypisywaniem aktów zgonu. Ale wielu postronnym wydawało się, że to wina medyków, bo niewłaściwie leczyli chorych.

Społeczeństwo od dawna jest zdezorientowane. Nie wiadomo komu wierzyć i gdy rząd dziś – nieudolnie zresztą – namawia do szczepień, ludzie nie chcą słuchać, nie rozumieją tych przekazów.

Rząd jest mądry, przewidujący, dbający o obywateli, tylko społeczeństwo – jak zwykle - nie dorasta. Lekarzom i pielęgniarkom czasem się w pandemii dziękowało, ale znacznie częściej dotyka nas niechęć i hejt. Co gorsze, rząd z tym nic nie robi. Ba, odnoszę wrażenie, że raczej to podsyca, że mu to na rękę.

To smutne, co pan mówi, nastawianie pacjentów przeciwko lekarzom. Niszczenie waszego autorytetu.

Ten autorytet medyków, lekarzy, pielęgniarek, ratowników, jest niszczony celowo.

Kiedyś też to miało miejsce - słynna konferencja prasowa o doktorze G. Niestety, dziś jest podobnie. Może nie są to aż tak jednoznaczne i bezpośrednie ataki, ale my to odczuwamy. Jednak nie damy się. Bierzemy się wszyscy za ręce i będziemy temu hejtowi i niszczeniu autorytetów przeciwdziałać.

Z jakim głównym przesłaniem idziecie na wrześniową manifestację?

Bardzo ważną kwestią jest, żeby powiedzieć, że nasza publiczna ochrona zdrowia umiera z przepracowania. Choćby ten niedawny przykład anestezjologa z Wałbrzycha - umarł 39-latek, bo pracował 400-500 godzin w miesiącu. To konsekwencja tego, że Polska nie promuje pracy w ramach publicznej ochrony zdrowia. Lekarze nie chcą pracować za takie stawki, na takich warunkach. Bo – proszę mi wierzyć - te warunki w wielu publicznych placówkach są naprawdę koszmarne.

Mamy zbyt wielu pacjentów, którymi się musimy opiekować, to jest po prostu fizycznie niemożliwe. Jest nas najzwyczajniej w świecie za mało.

Tak samo za mało jest pielęgniarek, ratowników. Dlaczego tak niewiele pielęgniarek kończąc dziś szkołę medyczną odbiera prawo wykonywania zawodu? Bo od lat nie opłaca się być pielęgniarką. Znacznie lepiej zmienić zawód, w którym praca jest zdecydowanie przyjemniejsza i bezstresowa. A jeżeli już chce się być pielęgniarką, to najlepiej od razu wyjechać za granicę.

Kolejna sprawa, która nas bardzo boli, to brak realnej ochrony pacjenta i lekarza w przypadku zdarzenia niepożądanego. Innymi słowy brak sprawiedliwego systemu „no fault”.

Zdarzenia niepożądane w trakcie procesu terapeutyczno-leczniczego były, są i będą. Chodzi jednak o to, by pacjent uzyskał odszkodowanie szybko i bezpiecznie, a personel był wysyłany na szkolenia. Jest to ważna kwestia. Podobne rozwiązania świetnie działają w krajach zachodnich od kilkudziesięciu lat. Tymczasem polski system jest wyjątkowo represyjny i to ma szereg niedobrych konsekwencji, zarówno dla nas jak i dla pacjentów.

Następna bardzo istotna rzecz – przytłaczająca biurokracja.

Pacjenci powinni wiedzieć, dlaczego kolejki na SOR-ach czy na Izbach Przyjęć są takie długie. Niestety, biurokracja „zjada” nam niemal całą wizytę. Na wypełnianiu papierków, wniosków, podpisów elektronicznych, papierowych dokumentacji, schodzi nam średnio 80 proc. czasu, jaki mamy dla jednego chorego. To ogromny problem. Pacjent ma wrażenie niezaopiekowanego.

Kolejna sprawa - zadłużenie szpitali wynikające z nierealnej wyceny świadczeń medycznych. NFZ wycenia je w taki sposób, że prowadzi to wprost do bankructwa placówek. I nikt od lat z tym nic nie robi. Żyjemy w jakimś absurdzie, w którym musimy na co dzień się poruszać.

Może wartym zastanowienia jest wprowadzenie coś na kształt modelu czeskiego, gdzie istnieje kilka dużych firm ubezpieczeniowych i to pacjent decyduje, jak to ma wyglądać. A my mamy monopol jednego NFZ i tkwimy w tym chorym systemie już od tylu lat. Konkurencja zawsze wzmaga poprawę jakości.

Mógłbym tak długo wymieniać. Właściwie czego się w ochronie zdrowia nie dotknąć, nie działa tak, jak powinno.

Jak czytam wasze postulaty w punktach:

  1. znacznie szybszy niż planowany wzrost nakładów na system opieki,
  2. zwiększenie wynagrodzeń,
  3. zwiększenie liczby finansowanych świadczeń dla pacjentów,
  4. podwyższenie jakości świadczeń dla pacjentów,
  5. zwiększenie liczby pracowników pracujących w systemie ochrony zdrowia,

to trudno im nie przyklasnąć, ale obawiam się, że część nich to zadania na lata. Skąd rząd ma wziąć nagle tysiące dodatkowych lekarzy i pielęgniarek? Czy nie lepiej zawalczyć o coś bardziej konkretnego, uchwytnego, co byłoby do załatwienia szybko?

Te postulaty się jeszcze zmieniają. Tych pięć punktów, które pan zacytował, dziś wygląda nieco inaczej. W tej chwili formułujemy je następująco:

  • odciążenie medyków od nadmiernej biurokracji;
  • prawdziwa wycena procedur medycznych;
  • poprawa warunków pracy medyków przez wprowadzenie i przestrzeganie norm zatrudnienia;
  • zrównanie wynagrodzeń w państwowej ochronie zdrowia do średnich pensji medyków w Unii Europejskiej;
  • zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów i medyków przez zastosowanie systemu funkcjonującego na świecie.

Zdajemy sobie sprawę, że rozwiązanie kwestii niedoboru kadr to zadanie na lata. Kiedyś było tak, że jak ojciec czy dziadek był lekarzem, syn też zostawał lekarzem. A dziś dzieci widząc, jak ciężko pracują rodzice, nie chcą żyć tak jak oni. Zresztą sami rodzice odradzają, mówiąc: „Dziecko, szkoda zdrowia”.

Pozytywne efekty zwiększonego naboru na studia medyczne odczujemy na dobre za ok. 10 lat. Natomiast trzeba odpowiednio motywować pracowników, którzy jeszcze w tej publicznej ochronie zdrowia pracują, by w niej zostali. A tych, którzy zrezygnowali z powodu złych warunków, żeby jednak powrócili. Takie prawidłowe zmotywowanie może odnieść skutek tu i teraz.

A jaki jest wasz pomysł na szybkie ukrócenie biurokracji?

Asystenci medyczni.

Skąd ich brać?

To mogą być osoby po przeszkoleniu, mogą być studenci medycyny czy innych kierunków medycznych. Ale ich też trzeba odpowiednio zmotywować. Na razie woli politycznej w tym kierunku ze strony władz nie widać.

Niezależnie od was protesty zapowiadają przedstawiciele innych zawodów z budżetówki. Nie lepiej byłoby zaprotestować wspólnie?

W ostatnim spotkaniu Komitetu Protestacyjno-Strajkowego wzięli udział przedstawiciele innych zawodów. Nie mogę na razie o tym za wiele mówić, ale zaczynamy współpracę z innymi związkami zawodowymi, które chcą nas wspomóc.

Jak dotąd rząd w ogóle nie reaguje na tę akcję. Myślicie wyłącznie o przejściu ulicami Warszawy i zamanifestowaniu? Czy też liczycie, że dojdzie przynajmniej do krótkiego spotkania z kimś, kto coś może.

Wielokrotnie prosiliśmy o takie spotkanie. Bez skutku. Zwracaliśmy się zarówno do pana premiera, jak i pana ministra zdrowia. Pan premier w ogóle nie odpowiedział, a pan Niedzielski mówi, że z nami rozmawia, co mija się z prawdą.

Po manifestacji szykujemy następną dużą akcję, ale o tym na razie też nie mogę opowiadać. Mogę jednak zapewnić, że będzie gorąco.

Wiadomo, że planujecie nową odsłonę Białego Miasteczka.

Planujemy rzeczywiście Białe Miasteczko 2.0, cały czas pracujemy nad tym.

Trzymamy kciuki. Gdzie stanie miasteczko?

Miejsce nie jest jeszcze ustalone.

A możemy przynajmniej powiedzieć warszawiakom, gdzie was mogą spotkać i się do was dołączyć?

Jesteśmy w trakcie ustalania trasy. Warszawiacy (i nie tylko) na pewno w porę się o tym dowiedzą.

Powiedział pan, że rodzice radzą młodym ludziom: „Nie idź na medycynę, szkoda zdrowia”, tymczasem nie widać tego po ilości chętnych. Medycyna była i jest nadal bardzo popularnym kierunkiem, tyle że limity przyjęć od lat są niskie.

Myślę, że każdy, kto planuje pracować w tym zawodzie, musi mieć coś z powołania. Ratowanie i dbanie o zdrowie innych ludzi jest naprawdę piękną rzeczą. Niestety, uprawianie go w tych czasach staje się coraz trudniejsze. Bardzo szybko dochodzi do wypalenia zawodowego. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni cierpią na depresje, są wykończeni, umierają na dyżurach.

Zawód jest piękny, ale studenci nie zdają sobie sprawy, jak to wygląda od środka. Ja też nie zdawałem sprawy, jak bardzo zły jest ten system. Jak potrafi zniszczyć człowieka, który ma ideały i chce ratować innych.

Jedynym w ostatnich latach udanym protestem medyków był protest rezydentów z 2017 roku. Wtedy byliście sami, a jednak się udało. Teraz jesteście tylko częścią protestu, ale chociażby z racji wieku, to na was – młodych – patrzą z nadzieją inne grupy, że to wy ponownie coś wywalczycie. Macie podobny zapał jak cztery lata temu czy jednak mniej wiary niż wtedy?

Jesteśmy na pewno trochę inną ekipą niż ta, która protestowała w 2017. Jednak myślę, że w nas młodych jest jeszcze wciąż chęć walki i niepoddawania się.

Pamiętam, jak byłem na stażu podyplomowym i pięćdziesięciokilkuletni internista, który pracował na oddziale, powiedział mi, że lepiej jakbym od razu zrezygnował i znalazł sobie inny zawód, niekoniecznie medyczny. Bo przede mną droga przez mękę. Ten system jest tak chory, że jak teraz zrezygnuję, to będzie dla mnie lepiej, bo nie stracę tych następnych lat życia.

Potem powtarzali mi to wielokrotnie inni lekarze z innych oddziałów.

Marna zachęta do działania.

Otóż to. Jednak my, młodzi, postanawiamy, że zrobimy wszystko, żeby ten system uleczyć. I właśnie to robimy.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne