0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska/OKO.pressIl. Iga Kucharska/OK...

Lwów. Ołeksandr Jehorow, dyrektor przedsiębiorstwa komunalnego „Zełene Misto”, („Zielone Miasto”) oprowadza OKO.press po terenie budowy niedokończonego zakładu przetwarzania odpadów przy ulicy Płastowej.

Zakład Mechaniczno-Biologicznego Przetwarzania Odpadów Komunalnych (MBP) przez pięć lat budowała polska firma Control Process S.A. Koszt projektu to około 40 mln euro – pieniądze na budowę Lwów zaciągał m.in. w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Zakład miał być oddany do użytku pod koniec sierpnia 2025 roku, ale wciąż stoi niedokończony.

Terminy były przesuwane trzy razy. Wiosną 2026 roku „Zielone Miasto” rozwiązało umowę z Control Process, jak tłumaczą – z powodu niewywiązania się przez wykonawców z warunków umowy.

W polskiej przestrzeni medialnej sprawa nabrała charakteru politycznego. Pojechaliśmy do Lwowa, aby zapytać o ukraińskie racje i zobaczyć, jak wygląda sytuacja na placu budowy.

Sprawę opisała w OKO.press Angelika Pitoń:

Przeczytaj także:

Gołym okiem widać, że budowa jest niedokończona. Jehorow mówi o niewykończonych fasadach, niezasłoniętych panelami rurach. Wiele rur pozostaje też niepodłączonych. Dyrektor pokazuje nieukończone elementy sufitu. Przez te miejsca – wyjaśnia – przedostaje się woda i wszystko, co zostało zbudowane, może się zniszczyć.

unnamed (1)
Ołeksandr Jehorow, dyrektor przedsiębiorstwa komunalnego „Zełene Misto” pokazuje plansze z projektem zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026. Fot. Krystyna Garbicz/OKO.press

Poszło o gwarancję bankową

Krystyna Garbicz, OKO.press: Jakie są przyczyny rozwiązania umowy z Control Process? Według polskiej firmy były opóźnienia w płatnościach, nie było stabilnego finansowania.

Ołeksandr Jehorow, dyrektor przedsiębiorstwa komunalnego „Zielone Miasto”: Kiedy w 2024 roku objąłem to stanowisko, w przedsiębiorstwie była sytuacja kryzysowa. Ciągle dochodziło do nieporozumień z wykonawcą. Wiele zadań technicznych pozostawało niewykonanych. Była uzgodniona indeksacja, ale było również uzgodnione opóźnienie w wypłacie środków. W ciągu dwóch miesięcy, od maja do lipca, odblokowaliśmy wszystkie prace. Strona polska otrzymała wówczas około 6 mln euro. Od tego momentu nie mieliśmy żadnych opóźnień w płatnościach.

Na początku września 2024 roku, w ostatnich dniach obowiązywania gwarancji bankowej, polska firma przesłała nam dokument, który nie jest zgodny z umową i w którym zmieniono ważny warunek – gwarancję z bezwarunkowej, czyli takiej, która zostanie wypłacona w każdym przypadku, na warunkową, która przewiduje szereg różnych elementów niezbędnych do wypłaty. Wykryliśmy ten błąd i zwróciliśmy się do banku o wypłacenie nam poprzedniej gwarancji.

Od tego momentu rozpoczyna się między nami trzymiesięczny spór. Zaczynają angażować polskich dyplomatów, przyjeżdża do nas wielu różnych przedstawicieli zagranicznych. Były próby wywarcia presji, a potem usiedliśmy do negocjacji. Mówiliśmy, że nie można tak postępować. Gwarancja nie może zostać zmieniona jednostronnie.

Mógłby pan wyjaśnić szczegółowo, jak to wyglądało?

Zgodnie z warunkami umowy, jeszcze przed rozpoczęciem prac wykonawca miał przedstawić gwarancję bankową wykonania swoich zobowiązań.

W naszym przetargu wyraźnie przewidziano, że gwarancja ta musi być bezwarunkowa. Oznacza to, że bank jest zobowiązany do wypłaty na pierwsze żądanie zamawiającego, jeśli wystąpią podstawy przewidziane w umowie.

Właśnie taka gwarancja została wystawiona w 2021 roku. Jej okres ważności upływał 9 września 2024 roku. Umowa przewidywała, że niepóźniej niż 28 dni przed tą datą wykonawca musi przedstawić przedłużoną gwarancję na tych samych warunkach.

W sierpniu 2024 roku zarówno my, jak i inżynier kontraktu, wielokrotnie przypominaliśmy firmie Control Process o tym obowiązku. Przedstawiciel firmy, pan Krzysztof Chabier, zapewniał, że dokumenty są już przygotowywane w banku ING Śląski i nie ma żadnych problemów.

Jednak przedłużoną gwarancję otrzymaliśmy dopiero na dzień przed wygaśnięciem poprzedniej. Po weryfikacji dokumentu okazało się, że jego treść znacznie różni się od treści pierwotnej gwarancji. Bez żadnego uzgodnienia ze zleceniodawcą wprowadzono do tekstu zmiany, w wyniku których gwarancja bezwarunkowa faktycznie przekształciła się w gwarancję warunkową. Bank nie był już zobowiązany do dokonania wypłaty na nasze żądanie, ale mógł wymagać spełnienia dodatkowych warunków.

Od razu zwróciliśmy uwagę firmie Control Process na te zmiany.

Jednak firma odmówiła przedłużenia gwarancji na tych samych warunkach, twierdząc, że nie potrafimy czytać umowy.

9 września pierwotna gwarancja nadal obowiązywała, ale był to ostatni dzień jej ważności. Nie otrzymaliśmy przedłużonej gwarancji na tych samych warunkach. Gdybyśmy nie podjęli żadnych działań, już następnego dnia zleceniodawca pozostałby bez ochrony przewidzianej w umowie.

Właśnie dlatego w ostatnim dniu obowiązywania dotychczasowej gwarancji zwróciliśmy się do banku z żądaniem jej wypłaty. Było to naszym prawem, ponieważ wykonawca nie wywiązał się z obowiązku prawidłowego przedłużenia gwarancji.

Zgodnie z warunkami samej gwarancji oraz międzynarodowymi przepisami URDG 758 [międzynarodowe reguły dla gwarancji płatnych na żądanie – red.], na podstawie których została ona wystawiona, bank miał dokonać wypłaty w ciągu siedmiu dni. Jednak bank ING nie tylko nie wywiązał się z tego obowiązku, ale przez długi czas w ogóle nie odpowiadał na nasze zapytania.

Dopiero po prawie miesiącu otrzymaliśmy informację, że firma Control Process przekazała bankowi orzeczenie lokalnego polskiego sądu, o którego istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy, i właśnie na podstawie tego orzeczenia wypłata z tytułu gwarancji została zablokowana.

Wówczas mieliśmy pełne prawo i podstawy do rozwiązania umowy z Control Process.

Ale państwo tego nie zrobili.

Odbyło się wiele konsultacji i spotkań zarówno w Polsce, jak i w Ukrainie. W szczególności podczas tych spotkań przedstawiciele polskich władz odgrywali bardzo aktywną rolę jako pośrednicy i bardzo stanowczo nalegali, abyśmy znaleźli kompromis, zapewniając jednocześnie, że taka sytuacja się nie powtórzy, a firma Control Process dokończy budowę zakładu w uzgodnionym terminie.

W rezultacie firma Control Process przedstawiła nam przedłużoną bezwarunkową gwarancję bankową i doszliśmy do kompromisu. Pod koniec listopada 2024 roku podpisaliśmy dodatkową umowę, zgodnie z którą

firma Control Process miała zakończyć budowę zakładu do 30 czerwca 2025 roku. Natomiast do 30 sierpnia musiała go oddać do użytku.
IMG_4330
Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026. Fot. Krystyna Garbicz/OKO.press

Jak wyglądała wasza współpraca po podpisaniu tej dodatkowej umowy?

Po podpisaniu tej umowy wykonawca zaczął zachowywać się jeszcze gorzej. Unikał wszelkich spotkań i zablokował nam prace.

Budowa Zakładu MBP miała przebiegać w trzech etapach. Pierwszy etap budowy obejmował zobowiązanie miasta do wybudowania sieci elektrycznej, drugi etap dotyczył budowy fabryki – i tu zaszła zmiana kolejności, bo po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji zmieniły się państwowe normy budowlane i trzeba było uwzględnić schron. A trzeci etap to wszystko, co ma zostać zbudowane po uruchomieniu zakładu.

Rozpoczęliśmy przetarg na wyłonienie wykonawcy w ramach pierwszego etapu. Firma Control Process ze swojej strony blokowała ten proces za pomocą różnych machinacji.

Zostali poinformowani o tym przetargu, mogli w nim uczestniczyć, ale tego nie zrobili. A po zakończeniu ukraińskiego przetargu firma Control Process zażądała, aby to zlecenie – warte 2,2 mln euro – zostało jej przyznane bez przetargu. Nie wiemy, jak to wygląda w Polsce, ale w Ukrainie nie można zawrzeć takiej umowy bez przetargu.

Kiedy to miało miejsce?

W maju 2025 roku został ogłoszony zwycięzca przetargu, był gotowy wejść na plac budowy i zamontować instalację elektryczną. Ponieważ, jak wspomniałem, były zmiany wymogów Państwowej Inspekcji Architektury i Urbanistyki Ukrainy, potrzebowaliśmy podpisu wykonawcy. A wykonawca po prostu ignorował realizację tej umowy i nie podpisywał nam tych dokumentów.

Do dziś nie udało nam się jeszcze dokończyć budowy sieci elektrycznej i uważamy też, że to wina wykonawcy.

Polska firma twierdzi, że wybudowała Zakład MBP w 95 proc., a brakuje tej infrastruktury, którą miało zapewnić miasto.

To jest ich stanowisko. Możemy pójść na plac budowy, wszystko pani pokażę. Myślę, że nawet gołym okiem widać, że nie ma tam tych 95 procent. Polska firma zrobiła wszystko, aby wybudować tylko sam budynek zakładu. Zapomnieli jednak, że podpisali umowę typu „Zaprojektuj i zbuduj”, w ramach której ich obowiązkiem było wybudowanie nie tylko jednego budynku, ale całego kompleksu do przetwarzania odpadów komunalnych.

Z wyjątkiem kilku obiektów, które ma wybudować nasza strona ze środków miasta. Wszystkie pozostałe obiekty, których budowa nie została jeszcze nawet rozpoczęta, są również uwzględnione w ogólnej liczbie. Dlatego te 95 proc. ma charakter manipulacyjny.

W ciągu lata, jesieni 2025 roku przedstawiliśmy Control Process wiele uwag. Ale prace nie zostały ukończone ani do 30 czerwca, ani do 30 sierpnia.

Polska firma miała m.in. obowiązek dostarczyć sprzęt do Zakładu MBP do 30 marca 2025 roku, a według stanu na dziś wszystkie urządzenia nie zostały dostarczone. Chodzi o umowę zawartą bezpośrednio z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, zgodnie z którą wykonawca miał zakupić sprzęt o wartości 10 mln euro. Dostarczono 90 proc. sprzętu.

Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026. Fot. Krystyna Garbicz/OKO.press

Budowa zakładu nie przebiegała w przewidzianym tempie. Nie reagowali na nasze uwagi. Ignorowali też uwagi inżyniera FIDIC (międzynarodowa organizacja inżynierów konsultantów), który pełni rolę głównego arbitra i faktycznego kierownika projektu.

W całym tym okresie mamy od nich około 1 300 pism, w których – w różnej formie, często nieprzyjemnej – nieustannie robili wyłącznie to, co uznali za stosowne. Ignorowali wiele uwag technicznych. Na przykład zamiast odpowiednich rur, które pełnią funkcję wentylacyjną i stanowią ważny element ekologiczny – aby z komór suszarniczych nie wydobywał się nieprzyjemny zapach, powietrze pod ciśnieniem miało przepływać przez odpowiednie filtry i być oczyszczane – zainstalowali tanie rury kanalizacyjne i stwierdzili, że nie będą ich przerabiać.

W związku z różnymi wskazówkami inżyniera mówili: „Nie uważamy, że powinno to wyglądać tak, jak w projekcie; uważamy, że w projekcie jest to nieprawidłowo zapisane”.

A kto pracował nad projektem?

Control Process opracował ten projekt i sami go naruszali.

I wykonawca nie zwracał uwagi na wasze wskazówki?

Nie zważali na ustne uwagi, nie zważali na uwagi nadzoru technicznego, nie zważali na uwagi koordynatora projektu, czyli w zasadzie nie zważali na umowę.

Nadszedł moment, kiedy zrozumieliśmy, że musimy rozwiązać umowę. Wszystkie ich zobowiązania finansowe zostały uregulowane. My nie uregulowaliśmy jedynie jednego certyfikatu końcowego, którego nie opłacamy – zgodnie z poleceniem inżyniera – ponieważ cały kontrakt został już rozwiązany. Inżynier wydał polecenie, aby dokonać tej płatności w ramach wzajemnych rozliczeń między obiema firmami.

IMG_4328
Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026. Fot. Krystyna Garbicz/OKO.press

W ciągu kilku lat zmieniał się kosztorys projektu. Ile środków wypłacono polskiej firmie?

Umowa została zawarta na kwotę 35 mln euro. W związku wojną i przesuwaniem kontraktu Polacy zdołali wywalczyć indeksację, czyli w istocie pokrycie kosztów inflacyjnych w wysokości 5 mln euro. I pobierali te środki proporcjonalnie.

Umowa składała się z dwóch części: 25 mln euro to faktycznie koszty budowy i prac, wraz z materiałami, a osobno 10 mln euro to program dotacyjny na zakup sprzętu dla zakładu.

Do tej pory zapłaciliśmy im ponad 29 mln euro. Są to środki otrzymane od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, ale są to pieniądze naszej społeczności lokalnej i są to w rzeczywistości środki, które dziś zwracamy Europejskiemu Bankowi. W przeciwieństwie do tego, co mówią Polacy, że jest to duża polska inwestycja – w rzeczywistości wcale tak nie jest. Chodzi o środki, które obecnie spłacamy Europejskiemu Bankowi przy wysokich odsetkach. I mamy niedokończony Zakład MBP.

Powiedział pan, że te szacunki 95 proc. są zmanipulowane. Jak oceniania pan stan wykonanych prac i kto w ogóle powinien to oceniać? Jakie prace nie zostały wykonane?

Na platformie Prozorro [ukraiński elektroniczny system do składania zamówień publicznych – red.] niedawno właśnie zakończyła się procedura wyłonienia eksperta – usługę ekspertyzy sądowo-budowlanej zamówiliśmy w państwowej firmy „Ukrderżbudekspertyza”. Grupa robocza zajmująca się tą ekspertyzą opracowuje projekt, zostaną przeprowadzone obliczenia i dopiero po tym nastąpi ostateczne, oficjalne potwierdzenie tego, co zostało wykonane, a co nie.

Ukraińska ekspertyza budowlana przedstawi ostateczne sprawozdanie dotyczące stosunku wykonanych prac i zużytych materiałów do wielkości zatwierdzonych w dokumentacji projektowo-kosztorysowej.

IMG_4362
Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026. Fot. Krystyna Garbicz/OKO.press

Ale czy z kolei polska strona nie uzna takiego raportu za manipulacyjny? Być może warto zwrócić się do jakiejś międzynarodowej firmy?

Prawem regulującym tę umowę jest prawo Ukrainy. A ponieważ musimy dobudować ten projekt zgodnie z prawem ukraińskim, procedura ta nie może wyglądać inaczej.

Jeśli zechcą, będą mogli później zakwestionować te dane, sięgnąć po swoje dokumenty – dysponują szczegółowymi informacjami na temat tego, co zrobili, a czego nie zrobili. Mogą je przedstawić, omówić i zakwestionować.

Nasze dzisiejsze zadanie jest proste – musimy zsumować wszystkie pomiary, a według ukraińskiego prawa może to zrobić wyłącznie ekspertyza sądowo-budowlana. Następnie po obliczeniu wykonanych i niewykonanych prac trzeba skorygować projektową dokumentację kosztorysową i ponownie przeanalizować projekt, dopiero po tym będziemy mogli ogłosić przetarg na zakończenie samych prac.

A jak długo potrwa ten proces?

Szacujemy, że około dwóch miesięcy potrwa analiza i skorygowanie projektu. W ciągu trzech-pięciu miesięcy planujemy ogłosić przetarg na dobudowanie zakładu.

Ile czasu może zająć dokończenie budowy?

Według ekspertów i specjalistów prace budowlane powinny zostać zakończone w ciągu około pięciu–sześciu miesięcy. Oczywiście, jeśli prace te rozpoczną się zimą, to warunki pogodowe zostaną odpowiednio uwzględnione przy przedłużaniu terminu. Gdybyśmy mieli dopełnione wszystkie wspomniane procedury i mogliśmy dziś rozpocząć prace, to moglibyśmy otworzyć zakład do 1 stycznia.

Co jeszcze nie zostało zrobione?

Nie wybudowano dróg dojazdowych, nie zbudowano zbiorników przeciwpożarowych, nie wykonano odprowadzania wody na terenie obiektu. Jest wiele rzeczy, których nie zrobiono. Tutaj nie chodzi o moją subiektywną ocenę, tylko o projekt. Kiedy będziemy mieli oficjalne zaświadczenie, przedstawimy je publicznie.

Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz

Ile razy odkładano termin ukończenia budowy?

Trzykrotnie.

Zgodnie z pierwotnym harmonogramem firma Control Process miała wybudować zakład do sierpnia 2023 roku. W związku z wybuchem wojny Rosji przeciwko Ukrainie w lutym 2022 roku prace zostały wstrzymane, ale już w kwietniu wznowiono je, choć nie w pełnym zakresie.

W kwietniu 2023 roku po raz pierwszy przedłużyliśmy termin realizacji do grudnia 2023 roku.

Po raz drugi termin przedłużono już do lutego 2025 roku. Ostatnie przedłużenie terminu zostało uzgodnione w listopadzie 2024 roku. Firma Control Process zobowiązała się do zakończenia wszystkich prac związanych z uruchomieniem i regulacją do sierpnia 2025 roku. Ponadto firma Control Process miała wówczas prawo do 3-miesięcznego opóźnienia bez naliczania kar za opóźnienia.

Dla nas każde przedłużenie terminów oznaczało dodatkowe koszty, ponieważ po tym Control Process domagała się indeksacji wartości prac.

Jednocześnie umowa była rozliczana w euro, a główne wydatki firma ponosiła w Ukrainie – w hrywnach. Na przykład, jeśli na początku umowy litr oleju napędowego kosztował około 0,90 euro, to w 2024 roku – około 1,15 euro. Oznacza to, że dla firmy, która otrzymywała wynagrodzenie w euro, paliwo podrożało znacznie mniej, niż wynikało to z wartości w hrywnach.

Jednak indeksacja była obliczana na podstawie polskich indeksów cen w złotych, gdzie wzrost w tym samym okresie wyniósł około 35%.

Jak Control Process tłumaczył potrzebę kolejnych przesunięć terminu oddania prac?

Pierwsze opóźnienia wynikały z wybuchu wojny i związanego z tym wstrzymania prac. Jak już wspomniano, prace zostały wprawdzie częściowo wznowione w kwietniu 2022 roku, ale ich pełne wznowienie zgodnie z instrukcjami inżyniera kontraktowego nastąpiło w lutym 2023 roku.

Kolejny termin przedłużenia – do sierpnia 2025 roku – jak mówiłem, był wynikiem długotrwałych negocjacji i kompromisów. Byliśmy wówczas przekonani, że jest to ostatnie przedłużenie i wierzyliśmy, że firma Control Process rzeczywiście wywiąże się ze wszystkich swoich zobowiązań przed upływem tego terminu.

IMG_4339
Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz

Polska firma twierdzi, że nie można rozwiązać umowy w trybie jednostronnym.

Takie jest stanowisko strony polskiej, choć umowa i praktyka wskazują na coś zupełnie przeciwnego.

Umowa przewiduje jasny mechanizm postępowania. Jeśli wykonawca w sposób istotny narusza swoje zobowiązania, inżynier kontraktu wydaje mu oficjalne zawiadomienie z wezwaniem do usunięcia naruszeń w wyznaczonym terminie. Jeśli wykonawca tego nie uczyni, zamawiający uzyskuje prawo do rozwiązania umowy z jego winy.

W naszym przypadku inżynier wystosował szereg takich wezwań, a wyznaczone terminy na usunięcie naruszeń upłynęły w październiku–grudniu 2024 roku. Już wtedy mieliśmy wynikające z umowy prawo do jej rozwiązania.

Jednak tego nie zrobiliśmy. Nie rozwiązaliśmy umowy ani w grudniu, ani w styczniu, ponieważ do ostatniej chwili staraliśmy się znaleźć rozwiązanie i mieliśmy nadzieję, że firma zmieni swoje stanowisko, usunie naruszenia i zakończy budowę.

Dopiero gdy stało się oczywiste, że tak się nie stanie, szczegółowo omówiliśmy sytuację z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, przekazaliśmy wszystkie dokumenty potwierdzające naruszenia ze strony wykonawcy, i otrzymaliśmy zgodę EBRD na rozwiązanie umowy.

Polskie media piszą, że Control Process wygrała już kilka sądów w tej sprawie.

A wspominają o tym, że Control Process nie wywiązał się z umów budowy kilku podobnych obiektów w Polsce, m.in. Jarocin/Cielcza, Łowicz, Koło? Też dochodziło tam do opóźniania prac, niedotrzymywania gwarancji, zerwania umów.

Wielokrotnie uzasadnialiśmy, że jak dotąd nie odbyło się u nas w zasadzie żadne posiedzenie arbitrażowe dotyczące meritum sprawy.

Obecnie toczy się ono wyłącznie w ramach rozpatrywania kwestii ustalenia jurysdykcji.

Odbyło się u nas tylko jedno posiedzenie, podczas którego Control Process zwrócił się do arbitra nadzwyczajnego z wnioskiem o zakazanie nam podejmowania jakichkolwiek działań, dokonywania jakichkolwiek czynności dotyczących obiektu oraz wszelkich działań związanych z zakładem do czasu rozpatrzenia sprawy co do meritum.

Złożyliśmy odwołanie i zostało wydane orzeczenie na naszą korzyść. Nikt nie zabrania nam podejmowania jakichkolwiek działań w obiekcie. Otrzymaliśmy też zwrot kosztów w wysokości 12 500 euro (50% całkowitej kwoty kosztów), które wydaliśmy na obsługę prawną.

Ponadto polska spółka uważa, że Komisja ds. rozstrzygania sporów (Dispute Adjudication Board (DAB) – Komisja Rozjemcza) to jest arbitraż. To nieprawda. DAB to pozasądowy mechanizm rozstrzygania sporów, który jest przewidziany w umowach FIDIC.

Ponadto w umowie podkreślono, że orzeczenia DAB nie mają charakteru arbitrażowego. Osobno umowa FIDIC stanowi, że po wyznaczeniu członka DAB (członka Komisji Rozjemczej) zamawiający, wykonawca i członek DAB muszą podpisać trójstronną umowę. Dopiero po podpisaniu tej trójstronnej umowy DAB staje się skuteczna i ma prawo rozpatrywać spory.

Zaproponowaliśmy trójstronną umowę uwzględniającą wymogi ukraińskiego prawa, ale odmówili jej podpisania. Zamiast tego firma Control Process podpisała z tym członkiem DAB bezpośrednią umowę dwustronną, co stanowiło naruszenie postanowień FIDIC.

Chodzi zatem o decyzję prywatnego eksperta, którą podjął, nie uwzględniając w ogóle żadnych argumentów wynikających z umowy. Jest to opinia doradcza. I w żadnym wypadku nie jest to arbitraż. Ekspert ten odbył prywatne spotkania z firmą Control Process i wydał orzeczenie zdalnie, ani razu nie przyjeżdżając na miejsce realizacji projektu. Prawdziwy DAB nie ma prawa organizować prywatnych spotkań z jedną ze stron umowy.

Jest jeszcze jedna kwestia: gdy spór przedprocesowy rozpatrywany jest na podstawie określonych kryteriów, członek DAB musi mieć odpowiednie doświadczenie i znać ukraińskie prawo. W naszej umowie zapisano, że prawo ukraińskie ma charakter regulacyjny w odniesieniu do tej umowy. I faktycznie ta kwestia również została pominięta.

W każdym razie, nawet gdyby DAB został prawidłowo powołany, to znaczy, gdyby istniało porozumienie trójstronne, decyzja DAB nie ma charakteru ostatecznego, dlatego, jeśli jedna ze stron nie zgadza się z decyzją DAB, ostateczna decyzja jest podejmowana właśnie przez międzynarodowy sąd arbitrażowy.

Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz

Pan przytoczył kilka przykładów obiektów, na których pracował Control Proces, gdzie występowały problemy. Natomiast polska firma mówi: skoro jesteśmy taką problematyczną firmą, to dlaczego Lwów rozpoczął z nami współpracę?

Kiedy zostali wybrani, złożyli w ramach przetargu oświadczenie o braku jakichkolwiek spraw sądowych przeciwko któremukolwiek właścicielowi spółki lub którejkolwiek spółce zależnej. W źródłach otwartych nie było żadnych informacji na ten temat. W zasadzie nikt nie podejrzewał, że firma wybrana zgodnie z zasadami przetargu EBOR, może mieć tak negatywne doświadczenia. Ponieważ był to przetarg przeprowadzony na platformie przetargowej EBOR, to w zasadzie EBOR powinien teraz przeanalizować to oświadczenie Control Process na etapie przetargu i wyciągnąć wnioski.

Control Process broni się, że jest dużą firmą z wieloletnim doświadczeniem, kilka przykładów nie może świadczyć o całej działalności firmy.

Przetarg, który wygrali, wygrali dzięki odwołaniom. Procedura przetargowa trwała długo. Był COVID, wielu uczestników się wycofało. Tak naprawdę Control Proces wygrał przetarg, ponieważ zaskarżył decyzję podjętą przez EBOR. W zasadzie zostali jedynym uczestnikiem, który złożył gwarancję na zobowiązanie przetargowe. Nie było możliwości wyboru kogoś innego.

Na początku pan wspominał, że problemy zaczęły się jeszcze w 2024 roku. Dlaczego dopiero teraz Lwów zdecydował się na rozwiązanie tej umowy?

Po pierwsze, zebraliśmy wiele argumentów, których wcześniej brakowało. Po drugie, zdaliśmy sobie sprawę, że z tym wykonawcą nie da się zbudować Zakładu MBP. W ciągu ostatnich trzech lat nie otrzymaliśmy żadnych konkretnych potwierdzeń. Dziewiątą umowę, która została podpisana w listopadzie 2024 roku i zgodnie z którą zakład miał zostać oddany do użytku do 30 sierpnia 2025 roku, wykonawca naruszył w zasadzie w większości.

Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz

Kiedy państwo zdecydowaliście się na wyjście z tym do przestrzeni publicznej? Wiemy, że były też apele o interwencję do polskich władz, m.in. do premiera Donalda Tuska z ukraińskiej strony. Polscy politycy jednak – bez zaskoczenia – stanęli po stronie polskiej firmy. A Lwów w związku z zerwaniem umowy ponosi straty reputacyjne.

Od września do listopada 2024 roku polscy dyplomaci i przedstawiciele rządu gwarantowali, że Zakład MBP zostanie zbudowany. Wówczas również w imię dobrych relacji z Polską Lwów zgodził się, że umowa powinna zostać doprowadzona do końca. Później strona polska zamilkła, wiosną (2025) postępów w zakończeniu prac nie było, właściciele przedsiębiorstwa i rada miejska Lwowa zwrócili się do premiera Tuska z prośbą o interwencję w tej sprawie.

Była jakaś reakcja?

Nie było żadnej reakcji, nawet żaden z przedstawicieli korpusu dyplomatycznego nie zareagował, nie przyjechał, nie interweniował w tej sytuacji. Kiedy natomiast umowa została rozwiązana (kwiecień 2026), strona polska zaczęła wywierać wpływ za pomocą innych środków.

Wiosną tego roku było też drugie oświadczenie mera Lwowa, w którym wspomniano, że nie jest to sprawa polityczna, a kwestia komercyjna – jeśli firma nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań, umowa powinna zostać rozwiązana.

Strona polska próbuje obecnie wykorzystać tę sytuację do celów politycznych.

Już od roku miasto Lwów ponosi straty związane z wydatkami, których mogłoby uniknąć, gdyby w inny sposób zorganizowało system gospodarki odpadami w mieście. Obecnie musimy nadal składować śmieci na wysypiskach, zamiast przetwarzać je w zakładzie przetwarzania odpadów, co pozwoliłoby znacznie zmniejszyć koszty i obciążenie budżetu.

IMG_4353
Lwów, budowa zakładu przetwarzania odpadów. Lipiec 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz

Jak pisaliśmy w poprzednim tekście firma Control Progress nie odpowiedziała na nasze pytania, wysłane 27 lipca, a potem 5 i 25 sierpnia.

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze