Premier Morawiecki odrobił lekcje: podkrada postulat Lewicy z kampanii wyborczej i obiecuje zadbać o bezpieczeństwo pieszych. To zwrot o 180 stopni w polityce rządu PiS, który dotychczas ignorował apele m.in. ruchów miejskich i RPO. "Choć bardzo dobre, to półśrodki" - komentują aktywiści. Bo zabrakło kluczowej obietnicy wyższych kar dla piratów drogowych

„Nasze drogi znaczone są krzyżami, które oznaczają śmiertelne wypadki drogowe i tragedie tysięcy rodzin. Bezpieczeństwo na drogach będzie jednym z naszych priorytetów” – obiecywał Mateusz Morawiecki w exposé 19 listopada.

„Nie może być dłużej tak, że przejście dla pieszych jest najbardziej niebezpiecznym elementem na drogach. Badania pokazują, że piesi z reguły zachowują się roztropnie na przejściach, dlatego wprowadzimy pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na przejście. Nie może być tak, że sądy obarczają za wypadek starszą, prawie 80-letnią panią z ograniczoną ruchomością, bo wtargnęła na pasy” – mówił premier, zgrabnie nawiązując do sprawy Piotra Najsztuba, który w 2017 roku potrącił pieszą na przejściu. Został uniewinniony.

Morawiecki najwyraźniej odrobił zadanie domowe – na taką deklarację od dawna czekali miejscy aktywiści. Premier jednocześnie odbiera Lewicy postulat zgłoszony jeszcze w kampanii wyborczej i wyciąga wnioski m.in. z ostatniego sondażu OKO.press, który pokazał, że większość opinii publicznej stoi po stronie pieszych.

Jak pisaliśmy przejścia dla pieszych to miejsca, w których najcześciej dochodzi do śmiertelnych potrąceń. A z raportu Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że kierowcy notorycznie przekraczają prędkość przy zbliżaniu się do pasów. Często podnoszony problem „wtargnięć” niemal nie istnieje

Polskie drogi w ogóle należą do najmniej bezpiecznych w Europie. A przepisy, które mają chronić pieszych, są niejednoznaczne i nieskuteczne. O zmiany apelowali aktywiści i część polityków, ale do tej pory skutecznie blokowało je nieformalne ponadpartyjne „stronnictwo kierowców”. W tym… rząd PiS.

„Dostrzeżono problem bezpieczeństwa pieszych i postawiono właściwą diagnozę. Ale rozwiązania są niewystarczające. Jeżeli nie chcemy, żeby ludzie ginęli na pasach, to dajmy im pierwszeństwo i sprawmy, żeby kierowcy wolniej jechali. Te dwie sprawy są komplementarne” – komentuje dla OKO.press Jan Mencwel, prezes warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Czemu tak późno?

Wnikliwych obserwatorów deklaracja Morawieckiego nie mogła zaskoczyć. Od kilku miesięcy temat bezpieczeństwa na polskich drogach regularnie pojawia się w Wiadomościach TVP. Ostatni materiał o piratach drogowych wyemitowano 15 listopada.

Zapowiedź wprowadzenia przepisów gwarantujących pieszym pierwszeństwo przed pasami to powód do satysfakcji dla miejskich aktywistów, którzy od dawna postulują takie rozwiązanie.

„Ucieszyła nas ta jasna deklaracja. Morawiecki nie powiedział, że rząd »rozważy«, tylko że »wprowadzi«. Po raz pierwszy mówi to polityk ze sfery rządowej i to od razu premier. To było mocne” – mówi Jan Mencwel.

Obietnica Morawieckiego, choć pozytywna, rodzi pytanie: czemu tak późno?

Rząd PiS miał cztery lata i wszelkie środki, by wprowadzić korektę w ustawie o ruchu drogowym. Był też świadomy problemu, bo o konieczności zmian niejednokrotnie mówił m.in. polityk PiS Janusz Wojciechowski. O zmiany apelowali aktywiści i, na początku 2019 roku, RPO Adam Bodnar.

Ministerstwo Infrastruktury zamówiło nawet raport, który miał pokazać, co stoi za dużą liczbą śmiertelnych wypadków z udziałem pieszych. Po czym schowało go do szuflady na wiele miesięcy.

Jednocześnie rządzący konsekwentnie odmawiali zajęcia się tym problemem.

W marcu 2019 petycję Wojciechowskiego storpedował w Sejmie przedstawiciel MSWiA. A w czerwcu wiceminister infrastruktury Rafał Weber w odpowiedzi na wniosek RPO napisał pamiętne słowa o uwarunkowaniach kulturowych, które w Polsce miałyby uniemożliwiać „kopiowanie” rozwiązań przyjętych na Zachodzie.

Kto poprawi infrastrukturę?

„Utworzymy program bezpiecznej infrastruktury drogowej, by współfinansować bezpieczne chodniki, lampy uliczne, przejścia dla pieszych, ronda, światła, wysepki czy wyniesienia na przejściach” – zapewniał w exposé Morawiecki.

Jego słowa do złudzenia przypominają postulaty, które koalicja Lewicy zgłaszała przed wyborami parlamentarnymi. Miejscy aktywiści są umiarkowanie entuzjastyczni.

„Poprawa infrastruktury to przede wszystkim zadanie dla samorządów. Rząd może utworzyć specjalny fundusz na ten cel. Ale oczekiwałbym raczej propozycji zmian w przepisach, bo z nimi jest w Polsce największy kłopot” – zaznacza Jan Mencwel.

Nawet jeśli rząd PiS rzeczywiście powoła fundusz na rzecz poprawy infrastruktury, część kosztów poniosą właśnie samorządy. Nie będzie im łatwo. Jak pisał w OKO.press dr hab. Dawid Sześciło po latach finansowego podduszania przez władze centralne polskie gminy, powiaty i województwa muszą łatać ogromne deficyty.

Zdaniem Jana Mencwela realny potencjał poprawy sytuacji na polskich drogach leży gdzie indziej.

„Martwi nas, że nie usłyszeliśmy żadnych zapowiedzi systemowych zmian dotyczących bezpieczeństwa oprócz infrastruktury. A to niestety za mało. Od dawna mówimy, że głównym problemem jest słaba egzekucja przepisów jeśli chodzi o prędkość i bardzo niskie kwoty mandatów” – dodaje.

Premier wspomniał co prawda, że rząd „wprowadzi rozwiązania, które sprawią, że to piraci drogowi poniosą finansowe konsekwencje łamania przepisów”. To jednak deklaracja mało konkretna.

Dla kogo buspasy?

Nie obyło się bez propozycji kontrowersyjnych.

„Wprowadzimy możliwość korzystania z buspasa, gdy w samochodzie znajdują się minimum cztery osoby” – zapowiadał Morawiecki.

Na jego słowa sceptycznie zareagowali miejscy aktywiści.

„Buspasy są skuteczne tylko wtedy, gdy są całkowicie przejezdne. Zezwolenie samochodom na jazdę buspasami zabija ich ideę. Obawiam się, że to mogłoby zaszkodzić, a nie pomóc” –  komentuje Jan Mencwel.

„W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje coś takiego jak „diamond lane”, pas diamentowy. Jeździć mogą po nim tylko samochody z co najmniej czterema osobami. Ale to jest pas oddzielny od buspasa, funkcjonuje na szerokopasmowych arteriach” – tłumaczy aktywista.

Zdaniem Mencwela pomysł Morawieckiego ciężko byłoby też wyegzekwować. Wymagałoby to wzmożenia kontroli drogowych, które już dziś nie radzą sobie z kierowcami, którzy wbrew przepisom jeżdżą po buspasach.

„Potrzebne byłyby kontrole, a to dużo kosztuje. Po drugie już teraz np. w Warszawie samochody jeżdżą po buspasach i nikt tego nie kontroluje. Wprowadzenie przepisu, o którym mówił premier, spowoduje, że będzie ich jeszcze więcej” – ostrzega aktywista.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Komentarze

  1. Empereur de Pologne

    „Wprowadzimy możliwość korzystania z buspasa, gdy w samochodzie znajdują się minimum cztery osoby”
    Czyli tworzenie kolejnej warstwy uprzywilejowanej, która ma sobie jeździć pustymi pasami patrząc z góry na hołotę stojącą w korku. Źle, źle i jeszcze raz źle.
    Co do pierwszeństwa pieszych to już wszystko zostało powiedziane, ten pomysł jest głupi, nielogiczny i stwarza więcej problemów niż rozwiązuje. Idąc logiką zwolenników świętości pieszych, należałoby też dać pierwszeństwo kierowcom na przejazdach kolejowych, bo "ochrona słabszej strony".

  2. Mateusz Głazowski

    Wysokie mandaty za nieprzestrzeganie przepisów kodeksu drogowego oraz ograniczenie, znaczne, prędkości samochodów w miastach. Naruszenia przepisów powinny być rejestrowane za pomocą kamer i przy większym wykorzystaniu policji. Dosyć pobłażania draństwom bo to nie wykorzeni w Polakach wschodniego myślenia.

  3. Andrzej Rokosz

    Zamiast skutecznie egzekwować istniejące prawo, tworzy się potworki, prymitywne sposoby na zapewnienie bezpieczeństwa pieszym. Co to niby ma znaczyć, "pierwszeństwo pieszego przed przejściem"?. Może wydać sensownie trochę kasy i tworzyć nowoczesną, prawidłową sygnalizację na pasach. Najprościej to zdelegalizować używanie samochodów, już w ogóle nie byłoby potrzeby budować sygnalizacji świetnej, nie tylko przed przejściami. Z jednej strony tworzy się bzdurne przepisy, a z drugiej toleruje używanie telefonów komórkowych podczas kierowania samochodem, podczas jazdy na rowerze, podczas przechodzenia przez jezdnię, w tym nagminnie przez policję. Nie egzekwuje się przepisów o użytkowaniu kierunkowskazów. Nikt nie wymaga od rowerzystów posiadania i używania sygnałów dźwiękowych i świateł. Policja zajmuje się łapaniem obywateli nie za łamanie przepisów, tylko za protesty wobec władzy. Gdy słyszę Morawieckich , Kaczyńskich i ich popleczników mówiących o zmianie przepisów to dostaję obstrukcji.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!