W lipcu Mateusz Morawiecki ostatecznie opuścił PiS i jednocześnie przypuścił zdecydowany atak na swoje własne rządy sprzed zaledwie kilku lat. W 2026 roku okazuje się na przykład, że nigdy nie był fanem wyroku TK w sprawie aborcji. My możemy z tego kpić, ale rządząca partia nie powinna.
28 lipca 2026 w radiu TOK FM Dorota Łoboda, posłanka KO i szefowa komisji nadzwyczajnej ds. projektów aborcyjnych, powiedziała: „Dziś jest wtorek, więc Mateusz Morawiecki jest za kompromisem aborcyjnym, a jutro jest środa i może mieć zupełnie inne zdanie. W zależności od tego, jaka będzie polityczna koniunktura”.
Posłanka ma rację – Mateuszowi Morawieckiemu (ani żadnemu politykowi, jeżeli już o tym mowa) nie należy ufać w kwestii stałości poglądów na temat aborcji. Pogląd Morawieckiego (i każdego innego polityka...) na kwestię aborcji zależy od aktualnej sytuacji w kraju i tego, do kogo akurat kieruje swoje słowa. Celem Mateusza Morawieckiego jest obecnie elektorat Trzeciej Drogi, dlatego poparcie dla tzw. kompromisu jest kluczowe.
Problem jednak w tym, że... nie ma to znaczenia. Były premier, choć wina jego i jego formacji w kwestii zaostrzenia ustawy aborcyjnej jest wielka i niepodważalna, właśnie na naszych oczach kradnie temat praw kobiet rządzącej koalicji.
Co więcej, może ukraść go z sukcesem. I wygrać na tym, a to przez opieszałość i inercję KO.
Najpierw jednak oddajmy byłemu premierowi, co premierowskie.
Wypowiedź Łobody to reakcja na spin Morawieckiego, który tuż po odejściu z PiS rozpoczął medialny tour, podczas którego chętnie o aborcji opowiada. Jego główny przekaz brzmi: nie chciałem, nie wiedziałem, kazali mi wtedy (w 2020 roku, gdy zaostrzono ustawę). Czy raczej: wiedziałem, że to będzie złe, ostrzegałem, ale nie słuchali.
Przy tej okazji warto zauważyć, że nazwisko Przyłębska w ogóle nie pada w wypowiedziach Morawieckiego – w wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego były premier mówił, że sprzeciwiał się zmianom w rozmowach z Kaczyńskim. „Mówiłem mu, nie ruszaj tego” – opowiada z przejęciem Morawiecki. Daje zatem dowód, że wyrok zapadł na Nowogrodzkiej. Sam Morawiecki używa słowa „wymusić”, a nazwa trybunału nawet nie pada. Tak jakby zaostrzenie ustawy miało miejsce w Sejmie, a nie w sądzie. Oczywiście, to nic nowego, w 2020 roku pierwszy protest odbył się pod TK, ale drugi był już marszem pod dom Jarosława Kaczyńskiego, wiadomo zatem, gdzie obywatelki widziały winnego. Jednak dobrze, gdy ktoś z ówcześnie rządzących powie to wprost.
Wróćmy do dość spektakularnych zmian poglądów. Zamiast wymyślać nowe frazy, posłużę się cytatem z prawicowego Kubu Jagiellońskiego. Ignacy Dylak pisze: „Większość wyborców prawicy może mieć w tym momencie pewien dysonans poznawczy”.
Rzeczywiście, może. 27 października 2020 roku ówczesny premier Mateusz Morawiecki próbował załagodzić nastroje społeczne tuż po wyroku TK Przyłębskiej. Przekonywał, że protestujący wyroku nie zrozumieli, bo ten nie dotyczy sytuacji zagrożenia zdrowia i życia kobiety w ciąży. Sprowadzał wady letalne (które jako przesłanka do aborcji zniknęły z ustawy w wyniku decyzji TK) do płodów z Zespołem Downa i ich prawa do życia. Zapewniał, że z troską pochyla się na każdą kobietą: „dramaty, które przeżywają kobiety, kiedy dowiadują się o bardzo poważnych chorobach genetycznych lub innych swojego dziecka, swojego płodu, są niewyobrażalne”. I, że będzie się tymi kobietami opiekował: „Każde dziecko, każda kobieta, również dziecko przed urodzeniem jest i będzie przedmiotem naszej ogromnej troski” (podkreślenie moje).
Wówczas premier, mówiąc delikatnie, nie afiszował się szczególnie ze swoją niechęcią wobec wyroku. Pisała o tym w 2023 roku Dominika Sitnicka:
Wtedy właśnie, w 2023 roku, o tej niechęci sobie przypomniał. Ale potem był już konsekwentny. W 2024, gdy był już w opozycji, a cztery ustawy obecnej koalicji leżały w Sejmie, Morawiecki powiedział: „Popieram pomysł Trzeciej Drogi powrotu do kompromisu aborcyjnego, powrotu do tego, co obowiązywało w Polsce przez 30 lat. Tak, ja to popieram”.
A dzisiaj, gdy układa na nowo narrację o własnych rządach, decyzję z 2020 roku krytykuje już na całego. Powtarza, że ostrzegał, że nie popierał, że przewidział, że to się źle skończy. Co ważne, decyzję tę przedstawia jako główną przyczynę porażki PiS w 2023 roku. W wywiadzie u Rymanowskiego Morawiecki nie mówi, że w jego nowym klubie będzie pod tym względem panowała dyscyplina, podkreśla, że każdy głosuje zgodnie z sumieniem. Ale jego kolega z Rozwoju Plus, Waldemar Buda, używa w rozmowie z GW liczby mnogiej: "Jesteśmy za kompromisem aborcyjnym. Dotykanie tego tematu było katastrofą ogólnospołeczną, zrodziło mnóstwo konfliktów, stworzyło kulturowe pobojowisko.
Było wcześniej utrzymywane status quo i można było mieć święte przekonanie, że jeśli coś zostanie zrobione w jedną stronę, będzie oczekiwanie ruchu w drugą. Dlatego powinien zostać przywrócony kompromis wypracowany lata temu".
Powinien zostać przywrócony. Ale jak?
Tak zdecydowane – jak na skrajną prawicę – deklaracje dotyczące aborcji to etap wstępny. Żeby wyborcy nie byli zdziwieni. Kolejny to głosowanie. Czy może do niego dojść?
W Sejmie projekt Trzeciej Drogi ciągle leży, chociaż koalicja rządząca odłożyła aborcję na wieczne nigdy po całkowitej porażce projektu, który częściowo dekryminalizował aborcję. Tuskowi nie udało się zebrać większości dla tego projektu, a miał on być dopiero wstępem do pozostałych trzech.
Zniechęcona i urażona koalicja swoim zwyczajem przestała się sprawą zajmować, a komisja nadzwyczajna ds. projektów aborcyjnych nie obraduje od dwóch lat. Wyborczynie koalicji chciały czegoś więcej niż kompromis aborcyjny i dekryminalizacja (o czym w marcu 2024 roku mówił sam premier), a nie dostały nawet tego. To jedna z największych porażek obecnej koalicji, a usprawiedliwianie jej wetem prezydenta to słaba strategia.
Ale z wypowiedzi polityków koalicji wynika, że tuż po wakacjach aborcja wróci na wokandę. Ostały się trzy projekty, dwa z nich – te bardziej progresywne – nie uzyskają wymaganego poparcia nawet w koalicji. Nie zagłosuje za nimi PSL i część Polski 20250 czy Centrum. Będzie tak, jak z dekryminalizacją w lipcu 2024 roku.
Z kolei projekt Trzeciej Drogi (której już nie ma), czyli powrót do tzw. kompromisu z 1993 roku jest problematyczny dla Lewicy i bardziej progresywnych posłanek KO. Jest zbyt konserwatywny, nie tego oczekiwał centro-lewicowy elektorat. Z drugiej strony jest krokiem do przodu i trudno zagłosować przeciwko. To duży dylemat w koalicji. Gdy projekty trafiły do komisji, koalicjanci byli dogadani, że głosują nawzajem za swoimi projektami. Ale tylko do III czytania – gdy projekt miałby już wejść w życie, każdy głosuje, jak chce.
I tu swoją szansę może zobaczyć Morawiecki.
Jego klub Rozwój Plus liczy 40 posłów. Niektórzy z nich (np. Michał Dworczyk, Andrzej Gut-Mostowy, Olga Semeniuk-Patkowska) wstrzymali się od głosu, gdy projekt Trzeciej Drogi szedł do komisji. To był ukłon w stronę tego projektu. Niektórzy nawet zagłosowali przeciw jego odrzuceniu – było to czworo posłów ówczesnego PiS-u, z czego troje jest dzisiaj u Morawieckiego (Cieszyński, Sójka, Schreiber).
Gdyby projekt stanął na wokandzie, klub Morawieckiego zagłosuje za. Jeżeli koalicjanci będą marudzić i spierać się o swoje trzy projekty, Morawiecki przedstawi swój własny, bardzo podobny do tego Trzeciej Drogi. I powie – trzeba wrócić do kompromisu, żeby kobiety nie umierały na porodówkach. Porzućmy kłótnie, przez lata było nam dobrze z kompromisem, przegłosujmy go. To jest to, czego potrzebują polskie kobiety, za czym wyszły na ulicę w 2020 roku, uratujmy polskie kobiety.
Koalicjanci nie będą mieli wyjścia – będą musieli zagłosować za. Jako że poparcie dla aborcji (także tej do 12. tygodnia bez podania przyczyny) rosło przez lata, a konserwatywna ustawa z 1993 roku jest całkowitą oczywistością, głosowanie zostanie uznane za krok do przodu.
Jak zawsze pozostaje podpis prezydenta. Karol Nawrocki deklarował w 2025 roku, że nie podpisałby ustawy przywracającej przepisy z 1993 roku, które zaostrzył TK Przyłębskiej. Pytanie, co zrobiłby teraz. To zapewne zależy od tego, czyja ustawa trafiłaby na jego biurko. Prędzej podpisze ustawę Morawieckiego niż obozu rządzącego. Nie wiemy też jeszcze, jak prezydent ustosunkowuje się do podziału w PiS i jaką postawę przyjmie wobec byłego premiera. Jego celem i ambicją jest na pewno kontrolowanie prawej strony sceny politycznej i bycie jej ważnym graczem. Nie wiadomo, jak ustawa aborcyjna się w to wpasuje.
Pewne jest, że Morawiecki kładący Nawrockiemu ustawę na biurku ma większe szanse, niż Kosiniak-Kamysz czy Tusk.
To na razie political fiction. Ale w przeciwieństwie do koalicji rządzącej Morawiecki do sprawy aborcji wraca nadzwyczaj chętnie. Oczywiście, z jednej strony po to, by pogrążyć Kaczyńskiego. Z drugiej jednak może wiązać z nią plany polityczne i przedwyborcze. Jego celem są wyborcy PSL, Polski 2050 i Centrum. Poparcie dla PSL waha się, w zależności od sondażu, między od 3 do 4 proc. (chociaż ostatni sondaż Opinia 24 daje ludowcom zaledwie 1 proc.). Wyborcy Polski 2050 to na razie mocne określenie – jest ich ok. 1 proc. Ale było dużo więcej, większość z nich zniechęcona kłótniami i rozpadem w partii odeszła. O przepływach partyjnych pisał w OKO.press Piotr Pacewicz:
Sondaże Rozwoju Plus są obiecujące jak na początek. W IBRiS-ie w lipcu i sierpniu poparcie dla ugrupowania Morawieckiego przekracza 7 proc. Wg Opinii 24 to raczej między 5 a 6 proc. Jak na debiut (no prawie) to całkiem nieźle. Przekroczenie 10 proc. może być trudne, ale nie niemożliwe. Mateusz Morawiecki liczy na konserwatywny elektorat zniechęcony do PiSu, ale jednocześnie przeciwny Tuskowi (o co w momencie, gdy Tusk rządzi, nie jest trudno).
Powstaje pytanie, czy wyborcy bliżej centrum, czy nawet ci od koalicjantów Tuska są w stanie zapomnieć byłemu premierowi jego rządy? Twardy elektorat KO zapewne nie. Ale jego przystawki? Sieroty po Hołowni, konserwatyści z PSL? Jasne, że tak.
Szczególnie jeżeli Morawiecki posypie głowę popiołem i wkroczy w rok wyborczy z nowym pomysłem dla kobiet – przywróceniem „ładu aborcyjnego”. Jeżeli zrobi to skutecznie, wszystko jest możliwe.
Przegra na tym z kretesem koalicja rządząca (oraz jej wyborczynie, które przecież nie na kompromis czekały).
Przegra na tym sprawa aborcji, dla której powrót do ustawy z 1993 roku oznacza zabetonowanie tematu na wiele lat.
Przegra też PiS – już po raz drugi. Może na tym wygrać ugrupowanie Morawieckiego.
Naczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.
Naczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.
Komentarze