0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Tetiana DZHAFAROVA / AFPFot. Tetiana DZHAFAR...

O tym, że atak może nastąpić tej nocy, ostrzegł współobywateli prezydent Zełenski. Prosił, by nie ignorować ostrzeżeń. Ukraińcy przyzwyczaili się bowiem z nimi żyć i sami oceniają, czy schodzić do schronu, np. kilkanaście pięter, czy przespać „zwykły” atak dronowy. Tym razem – apelował Zełenski – posłuchajcie ostrzeżeń.

Przed atakiem ostrzegała też ambasada USA w Kijowie.

Przeczytaj także:

Co się stało?

Atak Rosji na Ukrainę miał wszystkie cechy „standardowego krwawego ataku”, którego najechany kraj doświadcza raz na kilka dni od czterech lat. Zaatakowany został Kijów. Drugi dzień z rzędu.

Dziś zginęły cztery osoby, w tym ratownik medyczny, 25 osób zostało rannych.

Rosjanie trafili co najmniej trzy wysokie bloki mieszkalne (na zdjęciu u góry).

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 228 dronów z 242 wystrzelonych i 18 pocisków z 36. Propaganda Kremla cieszy się, że system zasilania miasta w wodę nie ma prądu. Takie i podobne informacje pojawiają się jednak codziennie. Połowa mieszkań w mieście nie ma prądu i wody, służby miejskie spuszczają wodę z rur, by nie popękały z powodu mrozów. Mer Kliczko wzywa tych, którzy mogą, by wyjechali z miasta.

Na tym etapie wojny to już po prostu straszliwa rutyna. W ostatnich tygodniach Rosja atakowała ukraińską infrastrukturę energetyczną dronami i rakietami. Ataki te pozbawiły dziesiątki tysięcy ludzi w całym kraju prądu i ogrzewania w obliczu mroźnych zimowych temperatur. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że celem takich ataków jest „stworzenie chaosu i wywarcie presji psychologicznej na ludność”.

Jednak jeden cel w Ukrainie został trafiony rakietą balistyczną. Jest to prawdopodobnie magazyn gazu pod Lwowem, może w okolicach Stryja. Potwierdzenia celu ataku nie ma. Nie ma też na szczęście wiadomości o ofiarach.

Fakt, że nie był to zwykły atak, potwierdził jednak mer Lwowa. Pocisk poruszał się z prędkością prawie 13 tys. km/h, więc jest to prawdopodobnie Oriesznik, nowa rosyjska broń hipersoniczna. Jednak na pewno głowica była konwencjonalna.

View post on Twitter

Komunikat armii Rosji używa tej samej nowomowy, co zawsze. I napisany jest nieodmiennie z tym samym przekonaniem o sukcesie.

„Armia rosyjska przeprowadziła zmasowany atak, wykorzystując precyzyjną broń dalekiego zasięgu, lądową i morską, w tym system rakietowy Oriesznik, a także bezzałogowe statki powietrzne, na kluczowe cele na Ukrainie. W rezultacie uszkodzone zostały zakłady produkcyjne bezzałogowych statków powietrznych używanych w ataku terrorystycznym na rosyjską rezydencję prezydencką w obwodzie nowogrodzkim. Ucierpiały również obiekty infrastruktury energetycznej wspierające ukraiński kompleks wojskowo-przemysłowy. Cele ataku zostały osiągnięte”.

Pułkownik Jurij Ihnat, szef Wydziału Łączności Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy, powiedział „Ukraińskiej Prawdzie”, że Rosja mogła przeprowadzić atak na obwód lwowski z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim, gdzie, według wstępnych doniesień, stacjonuje system rakietowy Oriesznik.

Moskwa spełnia groźbę?

Moskwa groziła krwawym odwetem Ukrainie od 29 grudnia. Atak miał być wyjątkowy i porażający. Powodem odwetu miał być rzekomy ukraiński atak na rezydencję Putina 28 grudnia 2025.

O tym ataku wiadomo już, że Rosja go wymyśliła. Informacje rosyjskie o nim od początku nie trzymały się kupy. Ostatecznie Amerykanie ustalili, że nie miał miejsca, a prezydent Trump uwierzył swoim służbom.

  • Rosja więc zaatakowała Ukrainę pod fałszywym pretekstem;
  • Uderzyła w Lwów, a więc blisko granic NATO – dzień po tym, jak pogroziła Europie atakiem, jeśli Ukraina dostanie gwarancje bezpieczeństwa w postaci europejskiego kontyngentu wojskowego.

Po co Moskwa mobilizuje obronę Ukrainy?

Tyle że efekt tego działania był do przewidzenia. Skoro Rosja pod zupełnie zmyślonym pretekstem wali w europejskie miasto 70 km od granicy z NATO, to nikt nie może być bezpieczny.

Szef MSZ Ukrainy napisał na X:

“Putin używa rakiety balistycznej średniego zasięgu w pobliżu granic UE i NATO w odpowiedzi na swoje halucynacje – to prawdziwie globalne zagrożenie. Wymaga ono globalnej reakcji”.

Kijów domaga się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa NZ i konsultacji z sojusznikami z Europy i NATO.

Rosja twierdzi, że użyła przeciwko obwodowi lwowskiemu rakiety balistycznej średniego zasięgu, tzw. Oriesznik. Taki atak w pobliżu granic UE i NATO stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa na kontynencie europejskim i stanowi wyzwanie dla wspólnoty transatlantyckiej. Domagamy się zdecydowanej reakcji na lekkomyślne działania Rosji.

O szczegółach tego niebezpiecznego ataku informujemy Stany Zjednoczone, partnerów europejskich oraz wszystkie kraje i organizacje międzynarodowe za pośrednictwem kanałów dyplomatycznych.

Absurdem jest, że Rosja próbuje usprawiedliwiać ten atak „atakiem na rezydencję Putina”, który nigdy nie miał miejsca. Kolejny dowód na to, że Moskwa nie potrzebuje żadnych prawdziwych powodów do terroru i wojny.

Putin używa rakiety balistycznej średniego zasięgu w pobliżu granic UE i NATO w odpowiedzi na swoje halucynacje – to prawdziwie globalne zagrożenie. Wymaga ono globalnej reakcji.

Potrzebne są bardziej zdecydowane kroki przeciwko rosyjskiej flocie tankowców – i Stany Zjednoczone słusznie podejmują w tej sprawie działania – a także przeciwko dochodom, planom i aktywom Rosji z ropy naftowej. Nie tylko w UE, ale na całym świecie. Wzywamy wszystkie odpowiedzialne państwa i organizacje międzynarodowe do niezwłocznego potępienia rosyjskich kłamstw i zwiększenia nacisków na agresora.

Podejmiemy działania międzynarodowe — zwołamy pilne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, posiedzenie Rady Ukraina-NATO, a także podejmiemy działania w ramach UE, Rady Europy i OBWE.

Mobilizujący obronę i wsparcie dla Ukrainy atak musi mieć więc uzasadnienie wewnętrzne. Mamy więc chyba do czynienia z atakiem nie bardziej krwawym od “zwykłych”, ale bardziej rozpaczliwym.

Moskwa w poszukiwaniu sukcesów

Oficjalna narracja rosyjska o wojnie jest taka: armia Putina posuwa się naprzód, a systematyczny ostrzał Ukrainy niszczy jej infrastrukturę krytyczną. Napięcia w Ukrainie narastają, chętnych na front brakuje, a zachodni sojusznicy – może jeszcze nie teraz, ale za kilka miesięcy – na pewno się wykruszą. Więc trzeba tylko poczekać, a zwycięstwo samo wpadnie Rosji w ręce.

Po co więc tych sojuszników i samą Ukrainę mobilizować do obrony?

Bo władza naprawdę nie ma sukcesów na wojnie, nie dysponuje dziś już nawet precyzyjnymi informacjami o sytuacji na froncie (co pokazują dzieje „zdobycia” Kupiańska) czy w gospodarce – wszystko podlega narastającemu w realiach wojny fałszerstwu. Nie jest jednak w stanie jednak wojny przerwać – bo wojna i mit odbudowy imperium spaja reżim Putina.

Reżim spaja też wiara we wspaniałość rosyjskiej broni. Rosja może nie mieć dróg, kanalizacji. Budynki szkolne mogą się walić, śnieżyce mogą odcinać od świata całe rejony, a wybuchy nieszczelnej instalacji gazowej w blokach mogą być codziennością. Ale Rosja może się poszczycić Oriesznikiem i innymi wspaniałymi pociskami.

One poprawiają samopoczucie.

Oriesznik to nowa hipersoniczna (Mach 10+) broń balistyczna średniego zasięgu (5 tys. km). Przenosi sześć niezależnie celowanych ładunków klasy MIRV (Multiple Independently Targetable Reentry Vehicle), z których każdy ma sześć pod-pocisków. Ma być nie do zestrzelenia – jak powtarza Putin – i może siać spustoszenie takie jak broń jądrowa.

Pierwszy raz Rosja użyła Oriesznika jesienią 2024 roku, zaraz po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich. Było to odpalenie testowe, bez głowic, tyle że przeciwko ukraińskiemu miastu Dnipro.

Przez cały 2025 rok Oriesznik był używany zgodnie z podstawowym przeznaczeniem – czyli symbolicznie.

W czasie “dorocznej konferencji prasowej” 19 grudnia 2024 roku Putin zaproponował nawet Zachodowi “pojedynek”: strzeli Oriesznikiem w Kijów i niech zachodnia obrona przeciwlotnicza spróbuje go zestrzelić. Następnie przez cały rok 2025 zapowiadał seryjną produkcję Oreszników. W grudniu telewizja rosyjska pokazała, jak wyrzutnie Orieszników trafiły na Białoruś. W przekazie pełno było rozważań, co to by mógł Oriesznik zrobić, jakby go użyć.

Co się więc stało, że Rosja nie poprzestała na dumie z posiadania Oriesznika, ale naprawdę go użyła?

Moskwa zdradzona przez Trumpa

Stało się to po serii katastrof Kremla: rozmów USA-Ukraina-Europa o gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy nie dało się zerwać, Trump upokorzył Rosję, uprowadzając jej sojusznika, prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i przejmując dwa tankowce obchodzące sankcje na rosyjską ropę. Kolejny tankowiec uderzony został, prawdopodobnie przez Ukraińców, na Morzu Czarnym w drodze do portu Noworossijsk.

Chronologia porażek i upokorzeń Putina jest taka:

  • 28 grudnia, przed spotkaniem prezydenta Zełenskiego z Donaldem Trumpem Putin osobiście próbował zerwać te negocjacje. W rozmowie telefonicznej z Trumpem tłumaczył, dlaczego 20-punktowy plan pokojowy dla Ukrainy, zakładający cesje terytorialne na rzecz Rosji, ale i niezależność Ukrainy od Rosji gwarantowaną przez Zachód, jest rozwiązaniem nie do przyjęcia. Jednak Trump podtrzymał chęć pracy nad planem.
  • Skoro Putinowi się nie udało, MSZ Rosji (nie MON!) ogłosiło, że w trakcie rozmów ukraińsko-amerykańskich Ukraina zaatakowała rezydencję Putina nad jeziorem Wałdaj. Putin w kolejnej rozmowie telefonicznej poskarżył się na to Trumpowi i ten najpierw uwierzył. Potem jednak zrozumiał, że Putin go oszukuje i publicznie ogłosił, że żadnego ataku nie było. Ta operacja też się nie udała.

Histeria wojenna w wewnętrznym rosyjskim przekazie była już wtedy tak rozkręcona, że propagandyści wzywali do krwawego odwetu „za rezydencje Putina” na budynki rządowe w Kijowie i na całą Ukrainę. Fantazjowali o ataku jądrowym – także na Europę. W ten sposób do obywateli Rosji praktycznie nie docierały wiadomości, że Ukraina chce zawrzeć pokój i godzi się na ustępstwa względem Rosji. Ale nie chce mieć z nią nic do czynienia.

Operacja „atak na Putina” miała więc może tylko taki cel: propagandowej dywersji. Tyle że histerii wojennej nie da się łatwo zatrzymać.

Tymczasem Rosja weszła w świętowanie Nowego Roku, które następnie płynnie przeszło w świętowanie prawosławnego Bożego Narodzenia. Wolne w całej Rosji trwa do dziś i władza w Rosji nie ma dużo otwartych kanałów przekazu. W telewizji lecą ciurkiem filmy rozrywkowe i pieśni biesiadne. Programy „publicystyczne” mają wolne.

W naszą Wenezuelę?

  • Tymczasem 4 stycznia Trump zaatakował Wenezuelę, co wprowadziło rosyjską władzę w stan oszołomienia. Oburzenie oficjalnych komunikatów przeplatało się z poczuciem bezsilności, że Trump robi sobie “specjalną operację wojskową” w 30 minut, a Rosja swojej nie może załatwić w cztery lata. Grunt zaczął się Rosji usuwać także w Iranie, gdzie trwają protesty.
  • 6 stycznia Europejczycy z Ukraińcami i Amerykanami posunęli się dalej w rozmowach na temat gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy po rozejmie. Negocjacje dotyczyły już liczebności kontyngentu wojskowego – choć rozejmu nie ma nawet na horyzoncie. Dla Moskwy same rozmowy o kontyngencie w Ukrainie są realnym zagrożeniem dla reżimu. Bo pokazują fiasko najazdu na Ukrainę.

Fiasko to można jednak ukryć, póki wojna się toczy. Co wymusza też jednak eskalację. Widać to było w oficjalnym świątecznym przekazie nabożeństw i uroczystości. Kreml podkreślał, że wojna z Ukrainą prowadzona jest z woli Boga i jest wojną z grzechem. Nie można jej więc przerwać. Patriarcha Cyryl publicznie modlił się do Matki Boskiej, by szkodziła wrogom Rosji (“aby nie odsunęła swojej opieki od ziemi rosyjskiej, aby wysłuchała naszych modlitw, aby dziś, gdy wielu powstało przeciwko nam, żadna z tych milicji nie osiągnęła swoich celów i aby Rosja pozostała krajem, który prawdziwie wyznaje Pana jako swojego Zbawiciela”).

Putin bije, bo musi?

W krótszych, bo świątecznych dziennikach telewizyjnych, relacje o bezbożnym i “łamiącym prawo międzynarodowe” ataku USA na Wenezuelę zestawiane były z niekończącymi się sukcesami na froncie w Ukrainie. Bowiem Rosja zwycięża tam nieodmiennie od 24 lutego 2022 roku i – tak jak wtedy – jest o krok od zrealizowania “wszystkich celów specjalnej operacji wojskowej”.

Propaganda obiecywała też poddanym Putina szybki rozpad NATO w nadchodzącej wojnie o Grenlandię i rozpad Unii Europejskiej po tym, jak w końcu przejmą w jej krajach władzę prawdziwe prawicowe siły.

Ta narracja coraz bardziej rozjeżdżała się jednak z tym, co dzieje się naprawdę. I nawet w święta to było widać.

Pół miliona mieszkańców obwodu białogrodzkiego w Rosji nie ma prądu i ciepła po ukraińskim ataku. W nocy trafiona została elektrociepłownia w Orle. Ataki dronowe na Moskwę są ponawiane. Ukraińcy twierdzą, że dziś są w stanie dronami zabijać więcej żołnierzy na froncie, niż Putin jest w stanie pozyskiwać.

Putin zdecydował się więc uderzyć, co pomoże mu jakoś ustabilizować sytuację wewnętrzną.

Teraz zapewne relacje z „ataku Oriesznikiem”, który spowodował „przerażenie na Zachodzie” (ulubiona fraza rosyjskiej propagandy) będzie budulcem przekazu. Oficjalne media już zaczęły cytować anonimowych internautów z Zachodu, jak np. “Toma”, który napisał “rosyjskiego Oriesznika zauważono we Lwowie i żadne systemy obrony powietrznej USA ani NATO nie mogły nic z tym zrobić”.

Po prostu nikt z tym nic nie może zrobić i dlatego Putin jest wspaniały.

Trump tymczasem zezwolił już na procedowanie w Kongresie nowej ustawy sankcyjnej na Rosję. Wyraził wprawdzie (w wywiadzie dla „New York Timesa”), że nie będzie musiał jej użyć. Ale to było przed Oriesznikiem.

AKTUALIZACJA: Po południu były prezydent Rosji Miedwiediew przyznał, że użycie Oriesznika skończy się nowymi sankcjami. Zły Zachód, w tym do niedawna dobre USA Trumpa, będzie starał się zmusić Rosję do nieakceptowalnych rozstrzygnięć terytorialnych i gwarancji dla Ukrainy. Rosja da temu odpór a sankcje wytrzyma. By zacytować klasyka, nowe sankcje to poświecenie Rosjan, na które Putin nadal jest gotowy.

;
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze