0:00
0:00

0:00

Widzę to tak

MyDr to kolejna nauczka dla polskiego państwa: outsorcing usług publicznych nigdy się nie opłaca

przeczytasz w 5 minut

Wyciek superwrażliwych danych medycznych 19 milionów Polek i Polaków to nie jest tylko problem firmy MyDr. To przede wszystkim problem polskiego państwa, które postanowiło oddać nasze dane w zarząd prywatnej firmie i płaciło za to publicznymi pieniędzmi

Google News

Jako pacjent korzystałem z MyDr ledwie kilka razy. Odczucia miałem mieszane. Z jednej strony bardzo mi się podobało, że „moja” NFZ-owska przychodnia zafundowała sobie system do elektronicznej rejestracji wizyt na długie lata przed tym, zanim wreszcie zafundowało go sobie polskie państwo (jego uruchamianie jest w trakcie; ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiada, że do końca roku 2027 ma on objąć wszystkie typy usług medycznych).

Ale była też druga strona – działało to bowiem generalnie kiepsko, aplikacja wykrzaczała się z niewiadomych powodów, przewijanie wolnych terminów było procesem żmudnym i irytującym, interfejs był mocno oldschoolowy i nieintuicyjny. Ot, polskie IT w swym anegdotycznym wydaniu.

Przyznam, że nawet przeszło mi przez myśl, że zbyt bezpiecznie to ten MyDr nie wyglądał. Ale oczywiście machnąłem na to ręką, bo aplikacja nie żądała ode mnie, przynajmniej tak wprost zbyt wielu danych. A ja nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że MyDr to w rzeczywistości ogromny cyfrowy kombajn, który służy również do generowania i gromadzenia informacji medycznych po stronie samej placówki. Oczywiście nie jednej.

Ten artykuł dostępny jest tylko dla wspierających OKO.press. Rozpocznij subskrypcję.

Już wspierasz? na swoje konto.

Rozpocznij subskrypcję i wesprzyj OKO.press!

Aby uzyskać dostęp do wszystkich treści, rozpocznij subskrypcję za kwotę minimalną. Każda większa to dla nas nieoceniona pomoc i okazja, aby podziękować Ci w wyjątkowy sposób. Doceniamy każdą formę wsparcia. Więcej dowiesz się tu.

Wspierasz nas inaczej?

Daj nam znać, doceniamy każdą formę wsparcia

Przelew
PIT
PayPal

Jak to działa?

Wspieracie nas w różny sposób: płatnością kartą, BLIKIEM, przelewem tradycyjnym, przekazując nam 1,5% swojego podatku - a my każde wsparcie chcemy docenić. Tam, gdzie nie widzimy tego systemowo - czekamy na Wasz sygnał.

Aby potwierdzić Twoje wsparcie:

  1. Zaloguj się na swoje konto lub załóż konto, jeśli jeszcze go nie masz.
  2. Przejdź do zakładki Subskrypcja na swoim profilu.
  3. Wypełnij krótki formularz – poprosimy Cię o dane potrzebne do weryfikacji.
  4. Po potwierdzeniu wpłaty otrzymasz od nas powiadomienie.

Dzięki Tobie możemy nadal działać. Dziękujemy za wsparcie!

Ten artykuł dostępny jest tylko dla wspierających OKO.press. Rozpocznij subskrypcję.

Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze